Chipsy, słodkie napoje gazowane i gumy niewiadomego pochodzenia - tym do tej pory straszyły szkolne kioski. - Co z tego, że wyeliminujemy to wszystko u nas, skoro dziecko kupi je w każdym sklepie - mówi Beata Marek, dyrektor szkoły w Sromowcach Wyżnych.
Poniedziałek, tuż po godz 8. Kacwin. Okazały budynek szkoły podstawowej, w środku zaskoczenie - szkolnego kiosku nie ma. - Ze względu na ograniczone możliwości przechowywania żywności, zamknęliśmy go w tym roku - wyjaśnia jedna z nauczycielek. Jak pomysł władz szkoły przyjęli uczniowie? Tuż po rozpoczęciu roku szkolnego wypytywali o jego otwarcie, potem jednak przyzwyczaili się do nowej sytuacji.
Kolejna szkoła podstawowa, tym razem w Sromowcach Wyżnych. Mimo że kiosk jest mały, spokojnie można w nim pobuszować. Oprócz słodyczy (bo jak podkreśla dyrektor placówki - cukier powinien być), znajdują się w nim kukurydziane chrupki, woda, paluszki i soki. Jest także trochę szkolnych przyborów. W południe dzieci mogą skorzystać z ciepłej herbaty. Mają także zapewnione mleko i owoce z programu promowanego przez Agencję Rynku Rolnego. - Może to dziwić, ale w naszej szkole nie przyjęły się bułki i pączki, które jeszcze w zeszłym roku były do nas dostarczane. Nie ma z tym jednak większego problemu, bo dzieci przynoszą ze sobą drugie śniadanie - zaznacza dyrektor.
Gimnazjum w Krościenku. Tutaj kiosk szkolny znajduje się nieopodal wejścia do szkoły. Choć jest przerwa, nie jest on specjalnie oblegany. Drożdżówki najwyraźniej się już sprzedały. Podobnie jak owoce. Uczniowie mają do wyboru jeszcze rogaliki, napoje niegazowane, słodycze - wafelki, batoniki i lizaki. Kanapek nie ma, ale te - jak wyjaśnia opiekunka kiosku szkolnego - zostaną w przyszłym tygodniu wprowadzone na próbę. Zostaną, jeśli będzie na nie zapotrzebowanie.Mimo że w poprzednim roku były w szkole dostępne suszone owoce i warzywa, większość z nich się nie sprzedała i trafiły do kosza.
Z Krościenka jedziemy do Krośnicy. Tu, podobnie jak w Kacwinie, nie ma szkolnego kiosku. Powód? Brak miejsca. Vis a vis szkoły znajduje się sklep spożywczy, gdzie ok. godz. 11 specjalnie nie ma klientów. Ci zazwyczaj pojawiają się rano. Mamy z dziećmi - jak wyjaśnia sprzedawczyni - tuż przed rozpoczęciem zajęć kupują \"małe co nieco\". Mają do wyboru gotowe bułki, drożdżówki i rogaliki z przedłużoną datą ważności. To najlepiej schodzi. Mogą także kupić owoce, których jest spory wybór. - W teorii wszyscy wiemy, co jest zdrowe, a co nie. Jakie produkty powinny być podawane najmłodszym i czego dzieci nie powinny jeść - mówi sprzedawca. - Dzieci jednak najchętniej sięgają po to, co jest reklamowane, a to zazwyczaj jest niezdrowe.
Są rodzice, którzy zwracają uwagę na prawidłowe odżywianie, spora jednak część ulega presji dziecka, głównie związanej z telewizyjną promocją. - Słyszałam od znajomego prowadzącego przedszkole, że niektóre z maluchów właśnie tam po raz pierwszy jadły zupę - dodaje sprzedawczyni.
Maniowy. Szkoła podstawowa. Tu kiosku szkolnego nie ma. W tym samym budynku mieści się gimnazjum. Sprzedażą zajmują się woźne. - U nas nie ma nic niezdrowego, bo co jakiś czas to, co sprzedajemy, kontroluje pani pedagog - wyjaśnia kobieta. Sprawdzamy. Chrupki kukurydziane, niesłodkie wafle i dmuchany ryż. Soki i woda. Cukierki, gumy i lizaki. - Sprzedaż zależy od rocznika, są takie, które kupują, i takie, gdzie niewiele nam schodzi. Teraz rodzice liczą się z pieniądzmi, nie ma specjalnego szaleństwa - dodaje woźna. W budynku znajduje się także hala gimnastyczna, a w niej - w związku z tym, że obiekt jest ogólnie dostępny - natknąć się można na automat z gazowanymi napojami.
Kiedy 5 lat temu ankietowaliśmy szkolne kioski na Podhalu, pełno w nich było niezdrowej żywności. Teraz, jeśli w którejś szkole jest sklepik, obok \"śmieciowego jedzenia\" jest także zdrowe. - Ważne jest, by rodzice uczulali dzieci, co powinny kupować. Co z tego, że my wyeliminujemy to wszystko, co niezdrowe, u nas, skoro dziecko kupi je w każdym innym sklepie - podsumowuje Beata Marek, dyrektor szkoły w Sromowcach Wyżnych.
ad
0 0
Pani dyrektor szkoły w Sromowcach niech się nie wymądrza tylko niech zadba o to, aby w jej szkole dzieci mogły kupić smaczne, zdrowe i niedrogie jedzenie. W żadnej szkole śmieciojedzenie nie powinno być dostępne. A jak ajent sklepiku szkolnego nie potrafi dobrać odpowiedniego asortymentu, który byłby zdrowy i jednocześnie chętnie kupowany przez dzieci to dać mu kopa i wybrać kogoś sprawniej myślącego.
0 0
W Krościenku dzieci dostają owoce ale co to są za owoce bałbym sie je zjeść gruszka drewniana biała rzepa i marchewka w plastrach o średnicy 4 cm!!!! i do tego w woreczku foliowym.Tragedia zakazałem synowi to jeść!!
0 0
a ja sie ciesze ze nie zgodzilam sie na udzial w ugotowanych ; nascy przedstawiciele serwowali boczek i wszystko smazone... błe ...
0 0
Pani Beata uorcyk w ugotowanych ? Chyba raczej w \"Mam talent\"
0 0
akurat propozycja była z Ugotowanych . ALe teraz , widzac w tiwi ten doborowy \"kwartet\" i menu się cieszę :P szczegolnie ze ani miesa nie jadam ani go nie podaje :P
0 0
Uorcyk i plotkara wiadomo że \"macie talent\" i czasem jesteście \"ugotowani \"ale chyba nie w sklepiku szkolnym bo to jest temat artykułu powyżej.
0 0
news, Ameryki nie odkryłeś że artykuły są powyżej a komentarze poniżej. Wykorzystaj piękna pogodę i pójdź się przewietrzyć skoro nie potrafisz prawidłowo odebrać tego co przeczytałeś
0 0
Popieram Jaska 40. Akcja Owoce w szkole to pomyłka! Raczej zniechęcaja niz zachecaja do jedzenia owoców i warzyw.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz