Zawsze sobie tłumaczę: Gienek, musisz żyć, jesteś potrzebny innym. I żyję, już z drugą wątrobą.
Eugeniusz Bednarczyk dzieli swój czas pomiędzy pobytami w domu, w pięknie położonym domu w Hubie, z widokiem na jezioro i Tatry, a pobyty w klinice w Szczecinie. Jego codzienność wyznaczają wyniki badań, stan krwi, a przede wszystkim funkcjonowanie wątroby. Przed tygodniem znów gorączkował, ale potem poprawiło się, choć skóra pozostała pożółknięta, podobnie jak białka oczu. Bednarczyk jest pięćdziesięcioletnim mężczyzną – na pierwszy rzut oka można by rzec – okaz zdrowia. Ale prawda wygląda gorzej. Sam mówi, że ma już drugą wątrobę. I trzecie życie.
Pierwszy raz poskarżył się na silny ból pod żebrami dziewięć lat temu. Wkrótce dowiedział się, że zaraził się wirusem C. Jego wątroba szybko przechodziła kolejne stadia choroby, aż do zaawansowanej marskości. Były częste wymioty krwią i skrzeplinami, żylaki w przewodzie pokarmowym, powiększenie i ból wątroby. Później dowiedział się, że ma 10% szans na przeżycie. Dawał mu je przeszczep wątroby. Był załamany. Wraz z synem znalazł w Internecie informacje o transplantacjach prowadzonych w Szczecinie. Trafił też na stronę Stowarzyszenia Pomocy Ludziom z Uszkodzona Wątrobą „Życie po Przeszczepie”. Tam dowiedział się, że z cudzym organem można w miarę normalnie żyć. Dostał namiary na lekarzy, którzy przeprowadzają tego typu operacje. Po perypetiach związanych z badaniami i ponaddwumiesięcznym oczekiwaniu na organ – dostał nową wątrobę. Operacja – bardziej skomplikowana niż przeszczep serca – trwała 10 godzin. Obudził się po kolejnych siedemnastu. Ból był nie do opisania. Ale przetrwał. Po czterech dniach zaczął samodzielnie oddychać. W końcu wrócił do domu. Był maj 2003 roku. Ale cierpienie się nie skończyło.
Mój wirus mnie żreW grudniu Bednarczyk przeszedł odkładaną wcześniej operację przepukliny. Trzy miesiące później lekarze zlecili biopsję wątroby. Badania wykazały małą krwistość organu, poziom żółci też powyżej normy, pojawiły się zwłóknienia. To było pierwsze ostrzeżenie, że dzieje się coś niedobrego. Lekarze powiedzieli, że konieczna będzie kuracja interferonem. Wcześniej trzeba zrobić badania, od których zależeć będzie decyzja, czy stan chorego daje nadzieję na jej skuteczność. W końcu jej koszt to 35 tys. zł. Udało się. Znów musiał pojechać do Szczecina, by rozpocząć kurację – pierwszy tydzień podawania leku musiał spędzić w szpitalu na obserwacji. Nie było żadnych objawów ubocznych, poza częstymi wymiotami, ale to każdy przechodzi. Później lek mógł zażywać w domu. Ale zaczęły pojawiać się nieoczekiwane komplikacje. – Zacząłem się dziwnie zachowywać, stałem się strasznie nerwowy, ciągle czegoś zapominałem. W domu potrafiłem zrobić straszną awanturę, bo żona zostawiła szklankę na stole. Byłem okropny, trudno było ze mną wytrzymać – wspomina.
Lekarze ze Szczecina nie zdecydowali się na przerwanie kuracji, bo wyniki badań pozwalały na jej kontynuację. W końcu nie minęła nawet jedna czwarta część kuracji. Pojechał znów na północ – podczas pobytu w klinice okazało się, że ból zęba nie daje spokoju. Leczenie kanałowe nie dało rezultatu. – Stomatolog powiedział, że w kanale zostały resztki zęba i trzeba rozciąć podniebienie, bo inaczej zacznie to ropieć. Nie zgodziłem się. Zakleili kanał z powrotem i wróciłem do kliniki. Ktoś podał mi antybiotyk. Potem dowiedziałem się, że nie wolno tego robić przy kuracji interferonowej! Zwariowałem. Traciłem pamięć, nie wiedziałem, jak dojść do ubikacji. Wydawało mi się, że odpada mi ręka. Zadzwoniłem do kuzyna – lekarza i zacząłem krzyczeć do słuchawki: „Ratuj, umieram!” – przypomina.
Bednarczyk jest przekonany, że miał udar mózgu, wywołany granulacją krwi po podaniu antybiotyku, choć nie ma o tym wzmianki w karcie leczenia. Psychiatra wezwany na oddział stwierdził, że Bednarczyk ma urojenia. Po powrocie do domu góral zgłosił się do nowotarskiego psychiatry. Lekarka zaproponowała mu obserwację w szpitalu, ale po czterech dniach odesłała go do domu twierdząc, że oddział zamknięty nie jest miejscem dla niego. – Chodziłem do niej nadal i wyciągnęła mnie z tej nerwicy tabletkami, chociaż to nie było łatwe, bo nie mogę brać ostrych środków.
Jednak kuracja interferonowa nie przyniosła poprawy. – Wątroba nadal „kulała” albo przytkała się żyła, albo spuchła. W końcu tego wirusa nie można usunąć – więc ona jest non stop w stanie zapalnym. Mój wirus ciągle się namnaża i ją żre.
Miałem sen, że leżę w trumnieW lipcu 2007 pojechał na kolejne konsultacje do Szczecina. Położył się na kozetce w gabinecie prof. Mirkiewicza i powiedział, że w tym stanie już długo nie pociągnie. Usłyszał, że może warto pomyśleć o kolejnym przeszczepie. – Zapytałem, czy będzie mnie ratował, bo umieram – wspomina. – Po prostu – nie mam już sił żyć!
Biopsja potwierdziła domysły lekarza – marskość wątroby była tak duża, że jedynym wyjściem jest kolejny przeszczep. Miał wrócić do domu i znów czekać na swoją kolej. Po trzech dniach w Hubie zaczął żółknąć, słabnąć, nie ruszał się z łóżka. W końcu trafił do szpitala w Nowym Targu. – Pamiętam, że przyszedł do mnie chirurg i zaczął brzuch oglądać. I mówi – tu natniemy… A ja na to: „O nie, nigdzie nie będzie pan ciął. Jak już, to tylko w mojej klinice dam się pokroić” – zaprotestował Bednarczyk.
Po konsultacjach między szpitalami – ze Szczecina wyruszył po górala samolot sanitarny, który odebrał pacjenta w Balicach, dokąd przywiozła go na sygnale nowotarska karetka. Stan pogarszał się – Bednarczyk na intensywnej terapii czekał na nową wątrobę. – Po tygodniu przyszedł dr Myśliwiec, koordynator do spraw transplantacji, i powiedział: „mamy wątrobę”. Z dziesięciogodzinnej operacji pamięta tylko sen – leżał w trumnie, widział uwijających się wokół niego pracowników zakładu pogrzebowego, przygotowujących pogrzeb, rodzinę. Po operacji wyniki miał okropne, znów 2 tygodnie spędził na intensywnej terapii. Potem lekarze jeszcze raz go otworzyli. W końcu jego stan poprawił się na tyle, że 14 października mógł wrócić do domu na 25. rocznicę małżeństwa. Nie posiedział długo, gdyż w drogach żółciowych pojawiły się stany zapalne. Zresztą do Szczecina wraca co jakiś czas na konsultacje, choć czasem dopiero na miejscu okazuje się, że właściwie nie trzeba nic robić.
Zostaw serce na ziemiW pokoju na stole leży cała sterta ciemnozielonych tekturowych książeczek. To „oświadczenia woli” – niewielki świstek, który może uratować życie nawet 5 osobom. Zasada jest prosta – podpisany papier wkładam do dokumentów i noszę przy sobie. W przypadku mojej tragedii – wypadku, nagłej śmierci moje narządy – o ile będą zdrowe – mogą zostać przeszczepione innym. Wątroba, serce, nerki, płuca, a nawet rogówka oka. Tak jak dwie wątroby Bednarczyka. On nigdy się nie dowie,kim byli dawcy, ale codziennie modli się za nich. W końcu są częścią jego samego. I chodzi, mimo fatalnego zdrowia, od kościoła do kościoła na Spiszu, w Pieninach, na Podhalu i zostawia u księdza oświadczenia i ulotki. Rozprowadził ich już z tysiąc. „Zostaw serce na ziemi. Lżej będzie trafić do nieba” – przekonuje ksiądz z ilustracji. – Wiara czyni cuda, ale potrzebna jest też silna osobowość, psychika. Nie wolno poddawać się chorobie, trzeba z nią walczyć. Musi być dobrze! Zawsze sobie tłumaczę: „Gienek, musisz żyć, jesteś potrzebny innym…”
Józef Figura
0 0
Jatobym z czyjąś wątrobą nie chciał żyć.
0 0
Oj Jasiu, co Ty klepiesz!!. Dzień i noc byś się modlił o szybkiego dawcę.
Nie wiesz co to znaczy jak do człowieka cichutko smierc się skrada, czego
Ci nie zyczę.
0 0
Aniu kochana, był kiedys taki wierszyk Brzechwy:
\"po co wasze sfary głupie
wszystkie tak zginiemy w zupie\"
Nic dodać nic ująć - wszystkich nas czeka śmierć, a takie kurczowe łapanie się brzytwy, wtym wypadku czyjejś wątroby...
0 0
Jakby co nie daj Boże to ja będę sie wszystkiego łapac, nawet psiego ogona.
Jeszcze mi na tamten świat nie spieszno! Ja Ci też cos przytoczę \"świat nie jest taki zły, niech no tylko zakwitną jabłonie!\" pozdrawiam:):)
0 0
Masz bardzo niepraktyczne podejście do zycia. Podobno na tamtym świecie jest lepiej. Mi się ten świat zdecydowanie nie podoba :(
0 0
ej Jasiu, zastanowiłbyś się zanim coś napiszesz
0 0
do Jasia: postaraj sie go jednak polubić bo innego tutaj nie ma;)
Pozdrawiam
0 0
Jak to nie ma innego> A właśnie że jest
0 0
a jaki? wirtualny?
0 0
Jaś Groch w Krainie czarów:):)
0 0
a jasiu co ty wiesz o zyciu.... ty chciał bys sam byc na tym swiecie....
0 0
mam propozycję: Jasiu Groszku, najpierw poużywaj sobie do woli na tym świecie, który znamy wszyscy doskonale, a jak już tak sie nażyjesz to wtedy ...odechce Ci sie innych swiatów szukać:) Gwarantuję:)
0 0
Oj Jasiu co Ty wiesz ochorych dzieciach i ich rodzinach, o chorych rodzicach i ich dzieciach Oj Jasiu bezwzględu ile masz lat zrozum chorych bo Ty też nim możesz być, zrozmum ich rodziny bo to też możesz byc ich rodzina a to trudne ,
oj trudne.......
0 0
W artykule \"Królowa nart.........\" rubryka sportowa Jaś Groch napisał, ze ma
niedowład kończyn a komputer jest jego jedynym oknem na swiat. Może dlatego ta niechęć do świata? I co na to Znajoma?
Uśmiechnij się GROSZKU:):)
0 0
No właśnie, choćby wirtualny.
0 0
Mam nadzieje, ze dziś J. Groch jest bardziej optymistycznie nastawiony do
świata, czego mu bardzo zycze.:-):):)
0 0
Troszki tak :)
0 0
Ale nie całkiem :(
0 0
E, bo to tez takie dni szare, smutne,postne. Człowiek jakby opierniczył
metrową czekoladkę to od razu by się lepiej poczuł! Mnie osobiście dziś tez bardzo nic się nie chce. Pozdrawiam:):)
0 0
no to Ano zgrzesz tą czekoladką, przynajmniej będziesz miała za co pokutować i żałować:)
pozdrawiam
0 0
Kasiu, jak już mam pokutować to opiernicze dwie albo i trzy? Co mi tam,
przecież to nie kotlet schabowy:):):) Podobno takie zakazy i odmawianie sobie
wpędza człowieka w depresje!
0 0
Ja wczoraj kupiłem w biedronce gorzką ze skórką pomarańczowa - bardzo dobra
0 0
ale... czekolada na wątrobę szkodzi :(
0 0
Mam nadzieję, że po tych wszystkich czekoladach jesteście na powrót \"do życia\";-))
0 0
Ja nie zjadłam bo czułam jakiś dziwny wzrok na sobie jak po nią siegałam:(
0 0
Ano, to pewnie orzechy były a nie jakieś łocka???
czyli, ze znów ....
0 0
ej gupoty ludziska tu wypisujecie!! zepsucie moralne !! wstydzcie sie!!
0 0
Ja chyba ma racje. Przecież post jest przecie, Niedawno żescie głowy chyliły do popiołu a teraz to czekaladowe obżarstwo? Nie ma lekko, z obzarstwem trzeba zaczekać jeszcze niecałe 40 dni
0 0
no to deprecha będzie się mocno trzymać;-((
0 0
Trudno, ale i tak nie jest źle. Muzułmanie mają post też 40 dni ale nie mogą w ogóle nic jeść, więc ten polski post to jest i tak trochę na niby. Jest ale go właściwie nie ma:)
0 0
ej ludzie umiecie wy czytac to jest artykul o przeszczepach a nie o poscie i czekoladach wiec nie piszcie glupot!!!!!!
0 0
W każdym artykule człowiek czasami zbacza. Takie głupoty o czekoladzie i poście nikogo nie bolą. Przypomnijcie sobie swoje posty np. kiedy był artykuł o fiakrach, same obelgi leciały!! HIPOKRYCI, już ja Was dopadne przy najblizszej okazji. MORALNOŚĆ szukająca zaczepki! Widzę, ze niektórym to nawet nie pomoże jakby łeb wsadził w popiół do martenowskiego pieca!!!
0 0
A co to ma do rzeczy o czym jest artykuł? To już nie można sobie o poście i czekoladkach popisać, bo co? Bo to oburza jakiegoś xxx - sumienie ludzkosci sie znalazło.
0 0
no Ano, ty to masz wyobrażnię: łeb do pieca martenowskiego:)
ja to bym co najwyzej o jakis dymarkach pomyślała, a u Ciebie to HoHo, główka nie od parady; natomiast tym co zbłądzili wyjasnie, ze miałam na myśli czsekoladę z orzechami laskowymi, natomiast ci oburzeni to niby z czym skojarzyli temat?????:-)))
0 0
Panie Eugeniuszu, yczé duo zdrowia!
Bardzo mi przykro, ze zostay tutaj dodane tak zenujace komentarze. Administrator powinnien to jednak kontrolowac.
0 0
Życzę dużo zdrowia! Przepraszam za brak polskich znaków w poprzednim komentarzu.
0 0
no wkoncu ktos madry sie znalazl i napisal do zeczy
0 0
RZeczy
0 0
groch,kolombo,anna,kasia to siewcy pustych słow ,syca sie głupota.popijajac sarkazmem rozcienczanym w zgorzknialosci!!!Po przeczytaniu tego artykulu oni o jednym CZEKOLADA?!?!?!,to straszne!!!!!
0 0
Czekolada jest osłodą zycia i dobrym lekarstwem na smutki. Natomiast
na twój sączący sie jad nie ma lekarstwa. Ty tylko zatruwasz zycie ludziom bo odzywasz sie wtedy kiedy chcesz kogos zgnoic! Bo tylko na tyle cie stac
katolicka hipokrytko!!!! Nigdy wiecej nie mam zamiaru tracic czasu na twoje
bzdety i dlatego nie bede odpowiadac. A moze byś pozyczyła powrotu do zdrowia temu człowiekowi skoro chcesz byc taką ą e która wszystkim wytyka błedy a sama g..........wie!!!!
0 0
Boże !Ana opamietaj się !już chyba jesteś dorosła więc przestań.....
0 0
w Biedronce pojawia sie ta cz. z pomarańczową skórą; Mariolka pofolguj sobie; będzie jak znalazł: zas jutro masz świeto :)
0 0
P.EUGENIUSZU (***)
Od moderatora: proszę unikać pisania wielkimi literami
0 0
Nadzieja jest zawsze większa od nas,
zawsze nas przerasta.
Wtedy, kiedy załamią się nasze ludzkie plany,
kiedy czujemy się przegrani, wtedy ma dojrzewać w nas nadprzyrodzona cnota nadzieii - mamy zacząć pokładać nadzieję w samym Bogu, w Nim szukać sensu naszego cierpienia, niepowodzenia, rozstania.
[ ks. Twardowski ]
Zdrowia zyczymy i przesylamy moc pozdrowien
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz