Od maja na Jeziorze Czorsztyńskim panowała wolna amerykanka – można było popływać motorówką, gdy okazało się, że właściwie nie ma przepisów ustalających strefę ciszy.
Być może brak rozgłosu spowodował, że tafla jeziora nie zmieniła się w rykowisko, na wzór gorczańskich ścieżek, rozjeżdżanych przez quady i motocykle. Liczba motorówek czy skuterów wodnych drastycznie nie wzrosła. A dzięki przyjętym w miniony czwartek nowym przepisom – nie wzrośnie i w przyszłości.
Pomysły na wprowadzenie strefy ciszy budziły kontrowersje od początku istnienia akwenu. Jedni marzyli o zarobku i rozkręceniu intratnego biznesu, podczas gdy inni liczyli na wypoczynek w ciszy pod żaglami czy na łódce.
Pierwsza uchwała, ustanawiająca na Jeziorze Czorsztyńskim strefę ciszy, powstała w 1999 roku, a straciła moc pięć lat później, gdy trzeba było stworzyć kolejną, w oparciu o nowe przepisy o ochronie środowiska. Uchwałę, która miała sprawę rozstrzygnąć raz na zawsze, powiatowi radni przegłosowali w 2007 roku. Szybko jednak okazało się, że jest spore grono zawiedzionych nowymi przepisami. Wśród nich byli nie tylko miłośnicy motorówek, ale i właściciele coraz pokaźniejszej floty mniejszych i większych statków pasażerskich. Bo zapotrzebowanie turystów na rejsy stale rosło, tymczasem przepis mówił wyraźnie – po jeziorze mogą pływać tylko trzy większe statki i trzy gondole. Armatorzy zaskarżyli uchwałę do sądu administracyjnego, a ten przyznał im rację twierdząc, że przepisy są zbyt szczegółowe. Uchwała z 2007 roku poszła do kosza, jednak trwały spory wokół tego, czy obowiązuje ta poprzednia, z 1999 roku, czy żadna. W maju tego roku starostwo otrzymało ostateczne wyjaśnienie – nic nie reguluje ruchu na jeziorze.
Zanim podhalański akwen zaroił się od sprzętu motorowodnego, starostwo rozpoczęło wyścig z czasem, by jak najprędzej przygotować nową uchwałę. – Trzeba było przeprowadzić konsultacje społeczne, zapytać zainteresowanych, wreszcie przygotować projekt uchwały, by jeszcze raz go skonsultować– wymienia Wojciech Krauzowicz pełniący obowiązki naczelnika wydziału ochrony środowiska nowotarskiego starostwa. – W końcu udało się przygotować projekt, który ostatecznie ureguluje te kwestie.
Jak się okazało podczas dyskusji, głosy zwolenników motorówek na jeziorze były w mniejszości. Nowe przepisy zezwalają na ruch statków, ale nie regulują ich liczby. – Myślę, że zasady rynku najlepiej uregulują tę kwestię. Przecież Jezioro Czorsztyńskie to mały zbiornik i zapotrzebowanie na przewóz pasażerów też nie jest wielkie. Trudno sobie wyobrazić, by pływało po nim 40 statków, bo to będzie nieopłacalne – dodaje naczelnik.
Kto więc może wypłynąć motorówką na podhalańskie wody? Uchwała wymienia uprawnionych: funkcjonariuszy policji, państwowej straży pożarnej oraz rybackiej, ratowników WOPR, wreszcie pracowników Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, Zespół Elektrowni Wodnych i urzędu żeglugi śródlądowej. Oprócz statków pasażerskich mogą także wypłynąć organizatorzy regat żeglarskich, ale tylko w związku z organizowanymi zawodami. Jachty mogą także włączać niewielkie silniki do mocy 10 KM, ale tylko podczas manewrów na przystani.
Waldemar Wojtaszek, wójt gminy Czorsztyn, przyznaje, że optował za podzieleniem jeziora na dwie części. Strefa ciszy obejmowałaby wschodnią część Jeziora Czorsztyńskiego w otulinie Pienińskiego Parku Narodowego. Z drugiej części mogliby korzystać fanatycy sportów motorowych. – To także w interesie mieszkańców – niektóre ośrodki mogłyby zarabiać na wynajmie sprzętu czy choćby pilnowaniu motorówek. To duże pieniądze i jeden z ważniejszych argumentów za wprowadzeniem podziału. Zresztą, przecież i tak nie ma całkowitej ciszy na jeziorze – hałasuje żwirownia, generatory prądu na przystaniach czy choćby młodzież, podjeżdżająca samochodem i puszczająca głośną muzykę. Wyeliminowanie samych motorówek nie rozwiąże problemu – uważa.
Wójt nie zamierza jednak protestować przeciw zapisom uchwały.
– Trzeba by się zastanowić, czemu to jezioro ma służyć – zauważa Grzegorz Skwarek, naczelnik podhalańskiego WOPR. – Czy temu, by je tylko chronić, czy także do celów rekreacyjnych? W tym roku okazało się, że nie ma zbyt wielkiego zainteresowania ze strony właścicieli motorówek. Jak kogoś stać na łódkę wartą ponad 100 tys. zł, to szuka lepszych warunków – większego jeziora, warunków do wodowania, odpowiednich nabrzeży czy mariny. A tego tu nie ma i nie będzie. Moim zdaniem lepiej zająć się tworzeniem kąpielisk na jeziorze, niż kolejnych zakazów – dodaje.
Józef Figura
0 0
cisza na morzu, wicher dmie...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz