Mieszkańcy Sromowiec Niżnych od poniedziałku odcięci są od świata. Z powodu kolejnego osuwiska droga pomiędzy Sromowcami Kąty a Sromowcami Średnimi została zamknięta. Mimo zakazu ludzie nią jeżdżą.
– Czujemy się tu jak małpy w zoo, odizolowani od całego świata – nie kryje oburzenia Bogumił Zachara. – Rozumiem, że trzeba było zamknąć drogę ze względu na zagrożenie. Prace zabezpieczające trwałyby już, gdyby nie to, że czekaliśmy, aż dyrekcja Pienińskiego Parku Narodowego wyda zgodę na wpuszczenie robotników – tłumaczy. – Mieszkańcy traktowani są tu jak dodatek do parku – dodaje.
Osuwisko powstało w środę ubiegłego tygodnia na drodze powiatowej. W poniedziałek starostwo wydało decyzję o zakazie przejazdu z obydwu stron. Jedyny kontakt ze światem mieszkańcy mają przez kładkę prowadzącą do Czerwonego Klasztoru na Słowacji. Tamtędy też możliwy jest dowóz uczniów do gimnazjum w Sromowcach Niżnych. Problem w tym, że nie wszystkie dzieci mają paszport bądź dowód osobisty, uprawniający do przekroczenia granicy. We wtorek gimnazjaliści nie poszli do szkoły.
Osuwisko powstało na stromym, skalnym zboczu na Macelowej Górze. – Po intensywnych opadach woda w skalnych szczelinach znalazła ujście, wybiła dwa źródła, uruchomiła skalny rumosz i obryw dużych głazów – relacjonuje Waldemar Wojtaszek, wójt gminy Czorsztyn. Na miejscu osuwiska był w środę jako jeden z pierwszych. Ze stromego zbocza leciały ogromne głazy, wyrwane z podłoża sosny i błoto. Każdy kolejny deszcz uruchamiał kolejne głazy, które sypały się na drogę. – Cały czas istnieje potencjalne niebezpieczeństwo, że zsunie się większa ilość ziemi, a wraz z nią drzewa i kamienie – twierdzi wójt. W dodatku okazało się, że korpus drogi został podmyty od strony Dunajca.
Dlatego w poniedziałek o godz. 10 starosta zadecydował o zamknięciu drogi. Mogą nią przejeżdżać jedynie służby ratunkowe i drogowe oraz policja. Korzystać z niej będą między innymi karetki, które dowożą ze Sromowiec Niżnych pacjentów na dializy. – Mieszkańcom pozostaje przejazd na własne ryzyko, chociaż radziłbym raczej korzystanie z kładki pieszej przy Czerwonym Klasztorze – mówi wójt. – Można przecież zostawiać samochody po stronie słowackiej – radzi.
Zarząd Dróg Powiatowych nie rozpoczął jeszcze robót zabezpieczających, bo czekał na zgodę Pienińskiego Parku Narodowego, a teren Macelowej Góry to rezerwat ścisły. – Żeby wiedzieć, jakie jest zagrożenie, musimy wejść na teren PPN. Dyrektor PPN-u powiedział, że nie ma uprawnień do podjęcia takiej decyzji, że to kompetencje ministra. Wystosował w tej sprawie pismo do ministra. Tymczasem moim zdaniem takie prawa daje mu Ustawa o ochronie przyrody, zgodnie z którą w wyjątkowych sytuacjach może taką zgodę wydać – twierdzi Robert Waniczek, dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Nowym Targu. Dodaje, że PZD chce dokonać tymczasowego zabezpieczenia, jeśli nie będzie miał zgody parku do końca tego tygodnia, wejdą z pracami na początku przyszłego tygodnia i wykonają prowizoryczne zabezpieczenie na pasie drogowym. – To będzie taka ściana z drewnianych brusów na wysokość 3 metrów – wyjaśnia. W planach jest też wykonanie zabezpieczenia stałego zbocza. W tym celu zostanie wykonana ekspertyza, a potem plan. Waniczek dodaje, że będą się wzorować na zabezpieczeniach funkcjonujących w Alpach.
– Dlaczego mają pretensje do dyrekcji PPN-u, a nie np. do projektanta, za sprawą którego mamy drogę pod samą skałą? – pyta retorycznie Michał Sokołowski, dyrektor PPN-u. Podkreśla, że Macelowa Góra jest w całości terenem ściśle chronionym, musiał więc mieć zgodę ministra środowiska na wejście w ten teren. – W związku z wyjątkową sytuacją minister wydał już zgodę, jego decyzję mam na biurku. Poinformowałem o tym dziś pana Waniczka. Robotnicy zaczną prace w poniedziałek – poinformował nas w środę rano dyr. Sokołowski. Podkreśla, że Góra Macelowa ze względu na specyficzną budowę geologiczną zawsze będzie niestabilna, będą sypały się głazy. Dlatego niezbędna jest koncepcja trwałego zabezpieczenia drogi, a także odseparowania drogi od góry.
Dla mieszkańców to nie tylko problem dojazdu do pracy, ale także do ośrodka zdrowia czy dowozu dzieci do gimnazjum.
Gmina planuje zorganizowanie dowozu gimnazjalistów przez Słowację. Czternaścioro uczniów nie ma dokumentów uprawniających do przekraczania granicy. Władze gminy starają się dla nich u Słowaków o czasowe pozwolenie na przejazd. Władze brały też pod uwagę możliwość zawieszenia zajęć szkolnych do czasu zabezpieczenia osuwiska, a w następstwie przedłużenie roku szkolnego.
Rodzice są zdezorientowani. – O tym, że we wtorek nie ma lekcji, ksiądz ogłosił podczas majówki w poniedziałek. Nie wiemy jednak, jak długo dzieci nie pójdą do szkoły. Ponoć mają być dowożone przez Słowację – opowiada jedna z mam. – Każdy wolny dzień będzie odpracowywany – dodaje inna.
– Po co te wszystkie zakazy, jeśli i tak jesteśmy skazani na tę drogę? Wszyscy nią jeżdżą. Ta decyzja jest tylko po to, by uchronić czyjś tyłek – oburza się inny z mieszkańców.
– Poszło w eter, że droga jest zamknięta, i od razu była lawina telefonów odwołujących zarezerwowane na urlop kwatery. Turyści się przestraszyli – twierdzi Bogumił Zachara.
Jak długo mieszkańcy będą odcięci od świata? Na początku przyszłego tygodnia robotnicy na pewno wejdą w teren. Prace będą polegać na zabezpieczeniu skarpy i podmytej drogi. Potrwają kilka dni.
Beata Zalot
0 0
Z Parkiem to tylko same problemy!!! Nadajnik, kładka, kolor dachow w SN, piargi... Najlepiej zamknac droge i miec wszystko w tyle... a ludzie? Jak za komuny rzad tak teraz ludzie sami sie wyzywia... pzdr
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz