Pracownia strojów regionalnych Jadwigi Trebuni-Tutki w Szaflarach wywołuje zawrót głowy u każdej góralki.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"113029"}
Od dziecka kochała regionalne stroje, lubiła obserwować, jak kobiety się noszą. Nawet w kościele analizowała, co do czego pasuje i przekładała w wyobraźni chusty kobietom w zasięgu wzroku. Prawdziwym królestwem były przepastne szafy babki Marii Klimek z Szaflar, z ogromną ilością góralskich strojów, gorsetów, odziewacek. szali.
- Całymi dniami mogłam tam siedzieć, przebierać się i oglądać w ogromnym lustrze. Aż babka mówiła mi, że zobaczę w tym lustrze diabła - wspomina.
Jednocześnie od dziecka tańczyła w zespołach regionalnych, grała w teatrze amatorskim w Szaflarach, jeździła też na konkursy recytatorskie i gawędziarskie. Komisje oceniające zwracały także uwagę na ubiór, uczesanie, a Jadwiga pilnie tych uwag słuchała.
Gra w teatrze, w którym odgrywane były sztuki gwarowe, pisane przez Jana Guta-Mostowego, wiązała się też z przygotowaniem odpowiednich strojów. - Inspiracją były często stare fotografie, z których wzorowałyśmy ubiory teatralne - opowiada.
Gdy zaczęła zarabiać, wszystkie pieniądze wydawała na stroje regionalne. - Miałam 30 gorsetów, gdy wychodziłam za mąż - wspomina.
Ukończyła studia ekonomiczne, dryg do biznesu miała też w genach, bo pochodzi ze słynnej rodziny kupieckiej w Szaflarach - Klimków Jaśkudów. - Moim marzeniem było otwarcie własnej pracowni strojów regionalnych i zamienienie pasji w zawód - podkreśla. Bycie marketingowcem bardzo pomogło. - Przede wszystkim miałam w głowie to, jak ja chciałabym być obsłużona, czego mi brakowało w innych pracowniach, do których przychodziłam jako klientka - podkreśla.
Swoją firmę "Haft Fashion" założyła dokładnie 10 lat temu, w grudniu 2013 r. Stworzyła ją z myślą o góralkach, które chcą być modne, oryginalne, ale przede wszystkim nawiązywać do dawnych tradycji. - Nie szyję strojów inspirowanych góralszczyzną , ale stroje regionalne, góralskie - podkreśla.
Czym jej pracownia wyróżnia się spośród innych? - Można u mnie zamówić nie tylko strój, który jest na wieszaku, ale ustalić każdy detal - kwiatek czy listek na gorsecie, kolor. Projektujemy wzory według życzeń - podkreśla. Tu bardzo przydaje się mąż Jan Trebunia-Tutka, który skończył Szkołę Artystycznego Projektowania Ubioru. To on w komputerze wymyśla nowe wzory haftów. - Taka róża czy dziewięćsił może mieć kilkadziesiąt odmian. Ostatnio zainspirowałem się malunkami na starych skrzyniach, przede wszystkim jednak zamieniam w konkretne wzory pomysły żony - podkreśla.
Choć standardowo na strój trzeba tu poczekać trzy miesiące, bywa że Jadwiga jest też ratunkiem dla tych, którzy potrzebują strój ekspresowo, na jutro. Dlatego w pracowni jest mnóstwo gorsetów w kawałkach, gotowych do uszycia.
Po materiały Jadwiga jeździ do Austrii, sprowadza je też z USA. Dopóki nie wybuchła wojna na Wschodzie, w szale zaopatrywała się w Rosji, w fabryce pod Moskwą, która istnieje od XVIII w.
Klientki ma głównie na Podhalu, spora ich liczba jest też w Chicago. Po jej stroje przyjeżdżają góralki z Austrii, Norwegii czy Kanady. Ma też wśród swoich klientek celebrytki, znane artystki. W jej pracowni zamawiały stroje Edyta Górniak czy Zosia Ślotała, znana modelka i stylistka.
Można też podziwiać tu bardzo stare stroje regionalne, część jest po babce, część Jadwiga kupiła. Ma m.in. szal liczący ponad 100 lat. - Są po to, żeby klientki widziały, jak dawniej góralki się ubierały, namawiam, by inspirować się starymi pięknymi wzorami - mówi.
Z sentymentem wspomina ciotkę Bułeckulę, która była chyba rekordzistką pod względem ilości regionalnych strojów. Jej szafy były znane w całej Polsce. - Pamiętam jak kiedyś zobaczyłam u niej zdjęcie ślubne, zachwyciłam się jej strojem, specjalnie dla niej projektowanym. Jakiś czas potem przyjechała do mnie i przywiozła mi ten strój, wypożyczyła na tydzień, żebym mogła sobie skopiować - wspomina.
- Moda w strojach regionalnych idzie teraz w dobrym kierunku - podkreśla. - Nie ma tylu dziwactw, co jeszcze 10-15 lat temu. Góralki lubią się ubierać po staroświecku, doceniają rękodzieło. Są bardziej świadome. Wolą np. wełniane spódnice od sztucznych, ohydnych żorżet, jeszcze kilka lat temu modnych. Wiele góralek wychodzi z założenia, że lepiej mieć jeden porządny strój, niż 10 byle jakich - podkreśla.
Jadwiga współpracuje z krawcowymi, lokalnymi hafciarkami, korzysta z konsultacji etnografów i regionalistów. Podkreśla z dumą, że ma też pomoc w córkach. Młodsza Marysia obcina nitki przy gorsetach, starsza Zosia jest komentatorem. - Ma dobry gust, potrafi powiedzieć, co pasuje, co nie, ma trafne uwagi - mówi.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz