Siostry – Marianna i Anna w jeden dzień podczas okupacji straciły pięć najbliższych im osób – ojca, dziadka i babcię oraz dwóch stryjków. Te traumatyczne wydarzenia przyćmiły zupełnie przeżycia związane z badaniami rasowymi, przeprowadzanymi przez nazistów.
Dwa tygodnie temu pisałam o badaniach, które w 1942 roku Niemcy przeprowadzali na Podhalu. Tylko w Szaflarach zostały one przeprowadzone na ponad 1000 osób. Postanowiliśmy dotrzeć do osób, które uczestniczyły wtedy w antropologicznych badaniach. Opowieści, które usłyszałam przy okazji, okazały się o wiele bardziej wstrząsające, niż zagadka związana z badaniami nazistów.
Strach, że zabiorą do Niemiec Anna Marduła, emerytowana nauczycielka z Szaflar, miała wtedy 7 lat. – Badania były przymusowe i odbywały się na plebanii – wspomina. – Mama nas wszystkie ładnie ubrała, jechaliśmy wozem – mama, tata, ja i siostry – Marysia, Jancia i Helcia – wylicza. – Pamiętam, że się bałyśmy. Już wcześniej rodzice zabraniali nam wychodzić na drogę, straszyli, że dzieci, które mają blond włosy i niebieskie oczka – zabiorą do Niemiec – opowiada 74-letnia dziś kobieta. – Weszliśmy całą rodziną, Jancia krzyczała. Potem każdy już badany był oddzielnie, ale mama z nami była. Trzeba się było rozebrać do naga. Wstydziłam się, ale nie było to tak upokarzające, jak dla dorosłych – dodaje.
Pamięta, jak lekarz przyłożył jakiś zimny aparat do jej skroni.. – Ważyli, mierzyli wzrost, ucinali włosy do badania, robili mi zdjęcia z dwóch stron – z profilu i z przodu – opowiada. Mierzyli rozpiętość głowy, odległość oczu, kolor włosów.
– Było 5 lekarzy – wszyscy na biało – i fotograf – uzupełnia mąż pani Anny, Leon Marduła, który także poddany był badaniom. – Szło się od jednego do drugiego, wszystko działo się w 2 pomieszczeniach.
– Po wojnie jakoś nigdyśmy o tym nie gadali, przyszły dużo gorsze rzeczy, o badaniach się zapomniało – dodaje pani Anna, a starsza od niej o 4 lata siostra, pani Marianna – przytakuje.
Polski lekarz Stefania Kos w Boże Narodzenie skończy 90 lat. Wtedy miała 23. – Strach był. Policja po domach chodziła i żywcem brała na plebanię – wspomina. – Był jeden doktor i dwóch panów, co pisali – przypomina sobie. – Trzeba się było rozebrać do naga, człowiek strasznie się wstydził. Pomierzyli, pobadali, ucięli włosy z głowy i siuśki, porobili z różnych stron zdjęcia – relacjonuje. – Mówili, że dlatego nas badają, bo Szaflary to niemiecka wieś. Baliśmy się, że wywiozą nas do Niemiec – dodaje.
Lekarza zapamiętała dobrze. – To nie był niemiecki doktor, mówił do mnie po polsku. Rozpoznałam go po wojnie, kiedy pojechałam z chorym synem do Nowego Targu – mówi.
Czasy wojenne dla wszystkich były trudne, ale to, co przytrafiło się Annie Mardule i jej siostrze Mariannie Kalacie, było prawdziwym dramatem. Za każdym razem, gdy wracają do tamtych czasów, łzy same napływają do oczu. W Wielki Piątek 1944 roku prawie na oczach dziewczynek gestapowcy wraz z konfidentami zabili pięć najbliższych im osób, w tym ojca. Ten dzień ciągle powraca.
Lalka z niebieskimi oczamiKiedy wojna wybuchła Anna miała zaledwie 4 lata. Pamięta idące wojska słowackie i jednego z żołnierzy, którego ojciec poczęstował papierosem. – To było jak przejeżdżaliśmy drogę w Bańskiej Niżnej – podkreśla. Pamięta też wizytę w szkole i radio u jednej z nauczycielek. – Kiedy zapytałam taty, co to jest, tata powiedział, że to pszczoły brzęczą – wspomina.
Potem radio było i w ich domu. Za posiadanie go można było oberwać kulkę w łeb. Ojciec Anny – Franciszek Gut Mostowy razem z wujkiem działali w konspiracji, związani byli z Armią AK. Radio zostało do nich przeniesione z Sądla po tym, jak ktoś tam doniósł. – Ludzie przychodzili do nas słuchać radia, tata ukrywał odbiornik w specjalnym schowku – w podwójnej ścianie w stodole – opowiada. – Chował tam radio i strzelbę – uzupełnia pani Marianna. – Kiedyś ostrzegli tatę, że planowana jest u nas rewizja. Nasz dom był trochę na odludziu, pomiędzy Szaflarami i Białym Dunajcem, na osiedlu Nowe. Dzieciom kazali chodzić koło domu i pilnować, czy ktoś nie idzie – opowiada Anna. – Ale przyszli akurat nie z powodu radia, tylko mięsa. Zatrzymali kogoś, kto kupił u naszego taty mięso – uzupełnia starsza z sióstr. – Byłyśmy same w domu. Obiecywali mi lalkę z niebieskimi oczami, ale nic im nie powiedziałam. Tata potem bardzo mnie za to chwalił – wspomina pani Anna, która miała wtedy 8 lat.
Szaflarzanie to patriociNiemcy mieli wtedy dwa sztaby w Szaflarach – wypędzili właścicieli – Uznańskich i zamieszkali na ich dworze oraz w domu Majewskich. We wsi stacjonowała też policja, jak podkreślają obydwie siostry policjant Eichert miał jednak złote serce. – Najprawdopodobniej działał w konspiracji, to on ostrzegał tatę przed rewizją – przypuszcza pani Anna.
– Szaflarzanie to patrioci – podkreśla pani Anna. – W 1910 roku, w rocznicę Bitwy pod Grunwaldem na Ranisbergu w Szaflarach stanął krzyż, upamiętniający to wydarzenie sprzed 500 lat. Taka była świadomość. Także w czasie okupacji działała tu konspiracja, było naprawdę dużo oddanych Ojczyźnie ludzi – podkreśla emerytowana nauczycielka. – A pierwszy konfident, który zasiał to złe ziarno, nie był z Szaflar – podkreśla.
– Już w 1939 roku mieszkający na dworze Niemcy sprowadzili sobie ogrodnika Januszewskiego. On miał syna Tadeusza, ale to nie było raczej jego prawdziwe imię. On był pierwszym konfidentem we wsi – przekonuje. Jej zdaniem to on miał na sumieniu kpt. Bolesława Duszę Szarotę z Odrowąża. – To Januszewski zorganizował w Szaflarach 9-osobową grupę konfidentów, którzy mu potem donosili – podkreśla.
Lista 64
To oni właśnie byli odpowiedzialni za utworzenie listy 64 osób – mieszkańców Szaflar, na które został wydany przez Niemców wyrok śmierci. Był na niej między innymi ówczesny wójt Szaflar, proboszcz, a także ojciec Anny – Franciszek Gut Mostowy. Doskonale pamięta Niedzielę Palmową w 1944 roku, kiedy tata dyktował jej testament. Wiedział, że grozi mu śmierć.
Wcześniej – w ostatki – stryjek Władek wybrał się na potańcówkę, na której pojawili się konfidenci. Gdy jeden z nich chciał poczęstować wujka wódką, ten odmówił i nazwał go „niemieckim pachołkiem”. Doszło do szarpaniny, wujek zdołał uciec, od tego czasu ukrywał się u rodziny w Poroninie. Nie wiedział, że jest obserwowany.
Krwawy Piątek– W Wielki Piątek około godz. 4 po południu wujek wracał rowerem z Zakopanego. Był już blisko domu, gdzie się ukrywał, gdy w jego stronę padł strzał z furmanki. Tą furmanką powoził Jan K. z Szaflar, a w osłonkach siedział inny z konfidentów i to on strzelił. Stryjek spadł z roweru, przewrócił się. Ten, co powoził, zobaczył, że stryjek żyje, podszedł i zastrzelił go. Rozebrali go, zostawili tylko w kalesonach – Anna z trudem opowiada. Szczegóły tej historii usłyszała dopiero niedawno, kilka lat temu. Okazało się, że zza winkla obserwował całe zdarzenie jeden z gazdów, mieszkających blisko miejsca mordu. To on potem pochował stryjka.
– Ponieważ to był Wielki Piątek, byliśmy w kościele. Kiedy wróciliśmy, dowiedzieliśmy się, że wujek nie żyje. Mama, przeczuwając coś złego, namawiała tatę, żeby uciekał z domu, ale on nie chciał, mówił, że nic złego nie zrobił, więc nie będzie uciekał – wspomina. Niedługo potem Anna i Marianna usłyszały strzał, jak się później okazało – pierwszą ofiarą był pies. Rodzice doili wtedy krowy. Dziadek, który mieszkał po drugiej stronie, przyszedł, bo ktoś powybijał mu szyby w oknach.
Płacz Niemca nad kołyską– Wtedy nadeszli. Zaczęli bić dziadka i tatę. Kiedy tata zobaczył, że mama, która wtedy była w ciąży, jest bliska omdlenia, poprosił, żeby przeszli na drugą stronę drogi, nam kazał iść mówić paciorki. Został tylko jeden Niemiec ze stryjkiem Jaśkiem, który miał wtedy 18 lat, i z dziadkiem – opowiada Anna. – Dziadek usłyszał strzał. A Niemiec zaczął liczyć dzieci. Jak stanął nad kołyską, rozpłakał się, mówił, że on też ma dzieci. Wiedział już wtedy, że jesteśmy sierotami – Anna z trudem wraca do tamtych chwil. Po wystrzale dziadek z najmłodszym synem poszli do swojego domu. Ojca Anny i Marianny znaleźli na werandzie – już nie żył. Nie był to jednak koniec tragedii. – Zabili w tym dniu tatę, dziadka, babkę i stryjka Jaśka. Dziadek dostał 7 kulek i jeszcze miał siłę, żeby skoczyć po siekierę schowaną pod pościelą i uciął jednemu z konfidentów palec. Wyrwali dziadkowi siekierę i rozwalili głowę – opowiada Anna.
Zabrane dzieciństwo– Nie zapomnę tego widoku – płacze Marianna, która wtedy miała 12 lat. Mimo że od tamtego dnia minęło blisko 70 lat, wspomnienia nadal są bolesne. – Byłam najstarsza z dzieci. Kiedy o 4 rano przyszedł do domu wójt, ubrali mnie w kożuch taty i zabrali tam. Na werandzie przekroczyłam tatę, stryjek Jasiek był przygnieciony kredensem, a dziadek leżał z siekierą w głowie. Obok babcia. Gdy wróciłam i opowiedziałam, co zobaczyłam, był jeden krzyk – z trudem cedzi każde słowo. – Wszystkie cztery ciała owinęli w prześcieradło, załadowali na wóz i zawieźli na cmentarz. O pogrzebie nie było mowy – dodaje. Dopiero rok później odbyła się ekshumacja zwłok i pogrzeb całej piątki, razem ze stryjkiem Władkiem.
Po śmierci ojca rodzinie było bardzo ciężko. Matka była w ciąży. Cała gazdówka była na głowie dziewczynek. – Pamiętam, jak mama płakała, bez przerwy. I całowała portki taty – wspomina Anna. Wkrótce na świat przyszedł Franciszek.
Wartości wyniesione z domuAnna nauczyła się w domu rodzinnym patriotyzmu i dążenia do prawdy, nawet gdy niektórym jest to nie na rękę. Dlatego interesuje się historią swojej wsi i rodziny. Dociera do świadków okupacyjnych wydarzeń, dokumentów, spisuje bolesne losy. Chętniej, niż o konfidentach, opowiada o szaflarzanach, którzy zasłużyli się bohaterskimi i patriotycznymi czynami. Jak podkreśla, w jej rodzinnej wsi takich postaci nie brakowało.
Kiedy w Szaflarach pojawili się naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmujący się badaniami nazistów w czasie okupacji, pomoc Anny była nieoceniona. Była cennym źródłem informacji, organizatorem spotkań, ułatwiała kontakty.
Po co jej to wszystko? Dla prawdy. Dla poznania prawdy.
Beata Zalot
0 0
Haniu, dzięki, syćko to wiym i jo, samo sie płace , bo to tak Twój , jako i mój dziadek, babka i rodzina była. Cas uciyko, nom na karku juz ósme krzyzyki i z tym zyjeymy, ze ani dziadka ani babki ni miałymy, tyn płac na pogrzebie i jo bocem, a i płac mojyj matki, Bronki Gutt, ciotek , ujków, choć byłak wte małym dzieckem, tak niestety było. Ftoz za to winowaty, byli, przecie tacy ludzie, miysace, ale i dzisiok tyz som jest... I na to trza Wom uwazować. Telo. Pozdrwiom z dalyka.Eh....Prowda... Bolesno.
0 0
Poszlakowska, a nie możesz zwyczajnie po polsku pisać tylko szpanować pseudo gwarom ci się zachciało?
0 0
pani Mardula uczyla mnie w szkole podstawowej cudowna osoba pozdrowienia dla pani
0 0
nie, to byl cios ponizej pasa! napisalem logicznie ze post to autentyk w kwesti gwarowej, poddajac jednoczesnie watpliwosci fakt, czy 80-cio letnia osoba jest w stanie pisac posty w internecie. co to jest? komuno wroc? cenzura slowa? jestem TOTALNIE zawiedziony, prosze napisac w jaki sposob naruszylem regulamin (albo czyjes widzi mi sie) TP wrogiem pisania gwarom? abo rodzina z makowom?
0 0
\"Makowapanienka\" powinna sie zastanowic nastepnym razem zanim wystawi kometarz, albo niech dokladnie przeczyta zamieszczony tekst i wyciagnie wnioski chociazby dotyczace wieku osoby ktora krytykuje....Pod takim artykulem takie glupie komentarze sa naprawde nie na miejscu. Czasami warto pomyslec wiecej niz trzy razy zanim sie cos zrobi a tym bardziej napisze!!!!
0 0
Do obserwatora, tak oczywiście, 80latka biegle pisze na komputerze i to w dodatku gwarom:) Od kiedy takie cuda na kiju?
0 0
...ona pewnie nie napisaa ale mogla komus podyktowac..Zwraca sie zreszta do bohaterow tekstu, ktorzy na co dzien posluguja sie gwara wiec nienaturalna rzecza byloby aby dyktowala wpis jezykiem literackim... Zreszta te dywagacje sa niepotrzebne, wpis jaki umiescila \"Makowapanienka\" pod takim artykulem byl jak najbardziej nie na miejscu!!! Wyglada na to, ze cala uwage skupila na komentarzu a nie na tekscie artykulu, przy ktorym przydaloby sie troche refleksji a nie glupich docinkow....
0 0
Czy wreszcie nie mozecie zrozumiec ze ktos podszyl sie pod moj nick
i drazni Was wszystkich ta osoba to psychopata i bezwstydu prowokator .
0 0
\"ona pewnie nie napisaa ale mogla komus podyktowac..\" Krucazeks, przestońcie pitolić, sama pisem na komputerze, sama wstawiom fotki, mom 5 nicków i zaprosom: ciupazka = ciupazka1 = ciupazka2 = przeszlakowska = przeszlakowska1. Zakiela pomre, to Wom pore słów do tyk \"makówek\" jesce napise, haj! A tótó, ze mi lecom roki, he, he, polecom przecie i Wom, ani nie beecie wiedziec kie...Ozpajedzieliście mnie i telo. Na temat meritum artykułu ni ma nic, hale coz tacy, jako Wy mogom napisac? Cy tu ni ma cy, cy kany??? Gwara Wos mierzi? Nie dziwota, nie dziwota. Moze swojom se godojcie, . jak jom jesce znocie. Ni ma nic gorsego, jak z dziadów porobiom sie pany.\" I szoli do kaszy a cukru do roszoli...\" Telo. Pozdrowiom Podhale i rodzine Mostowyk.M,P,
0 0
ciupaga, co ty tu robisz??
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz