Tak w Harklowej mówią o prof. Andrzeju Szczudliku, wybitnym neurologu, erudycie, humaniście, który swój dom postawił wysoko w Gorcach. I zaczął od budowania sąsiedzkich więzi.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"107601"}
- Ludzie z zewnątrz, gdy budują lub kupują dom na Podhalu, szczególnie w takim miejscu jak moje, szukają izolacji, niechętnie integrują się z sąsiadami. Ja uważam, że te relacje są bardzo ważne - podkreśla prof. Andrzej Szczudlik. Dlatego już w pierwszych latach, by - jak mówi - nie być obcym, postanowił poznać ludzi, którzy mieszkają w dalszym i bliższym sąsiedztwie. To głównie z myślą o nich zaczął razem z Jackiem Borzęckim, drugim krakusem mającym dom w Gorcach, organizować Koncerty Sąsiedzkie. Sprowadza w Gorce wybitnych artystów, często filharmonijnych. Zdarzyło się nawet, że samochodem terenowym trzeba było wytaszczyć w góry klawesyn. Na koncerty zaprasza nie tylko najbliższych sąsiadów, ale także zainteresowane osoby ze wsi i sąsiednich miejscowości. Do tej pory takich spotkań odbyło się jedenaście. Żeby uczcić 100-lecie willi, którą przeniósł z Zakopanego do Harklowej,. planuje w tym roku rozpoczęcie cyklu prelekcji na temat kultury i historii Podhala. Chce, by były to zarazem spotkania z ciekawymi ludźmi, związanymi z tym regionem.
Sąsiedzi wiedzą też, że można na niego liczyć. Pożyczy samochód, wspomoże finansowo. - Ja też przekonałem się, że na harklowian można liczyć, choćby wtedy, gdy zakopałem się moim samochodem w śniegu. Od razu pojawił się traktor, który mnie wyciągnął - podkreśla.
Bardziej naukowiec niż lekarzAndrzej Szczudlik pochodzi z Sanoka. Tam pod opieką dziadków, spędził pierwsze pięć lat swojego życia. Potem rodzice zabrali go do Warszawy. Ukończył Wojskową Akademię Medyczną w Łodzi, potem pracował jako lekarz w Toruniu, a następnie w Klinice Neurologii WAM w Warszawie. W 1992 roku objął Klinikę i Katedrę Neurologii w Collegium Medicum UJ w Krakowie, którą kierował do momentu przejścia na emeryturę. Nadal pracuje zawodowo w Krakowie i Nowym Targu.
- Zawsze byłem bardziej naukowcem niż lekarzem - podkreśla. W kręgu jego zainteresowań jest temat bólu i otępienia, w tym choroba Alzheimera. Zajmował się też udarem. - Choroba Alzheimera dotyka połowy populacji. To choroba zwyrodnienieniowa mózgu, u niektórych pierwsze objawy pojawiają się już w 40. roku życia, ale u większości dopiero w późnym wieku. Po siedemdziesiątce każdy ma już w jakimś stopniu rodzaj otępienia, zaburzenia funkcji poznawczych, takich jak pamięć, orientacja czy uwaga, ale u większości są niewielkie i pozwalają na aktywne życie - tłumaczy. - Nadal szukamy leku, który spowolni przebieg tej choroby - mówi."
Profesor zaskakuje jednak nie tylko wiedzą medyczną, ale rozległą wiedzą humanistyczną. Jego zakres zainteresowań jest spory - od historii poprzez filozofię, psychologię. politologię aż po literaturę. Ma imponującą bibliotekę, na biurku są książki, które aktualnie czyta. Jest zazwyczaj w trakcie czytania kilkunastu pozycji jednocześnie. Nie jest to pobieżna lektura. Czytając "Empuzjon" Olgi Tokarczuk jednocześnie zagłębił się w "Czarodziejskiej Górze" Tomasza Manna, do której najnowsza powieść noblistki się odwołuje.
- Olga Tokarczuk w pełni zasługuje na Nagrodę Nobla. jej literatura jest prekursorska, a wiedza i liczba odniesień do innych książek ważnych w literaturze - zdumiewająca - przekonuje. Swoje przemyślenia przelewa w eseje. Jeden z nich poświęcił właśnie tej pisarce. Bardzo ceni też Czesława Miłosza.
- Czytałem bardzo dużo od dzieciństwa, od najmłodszych lat interesowałem się historią i literaturą. Zaczytywałem się w książkach, dbając o ogólny rozwój. Studiując medycynę dużo czasu spędzałem w uniwersyteckiej bibliotece w Łodzi. Pochłaniałem lektury z filozofii, psychologii czy cybernetyki.
Droga do SzczudlikówkiDo 50. roku życia - jak podkreśla - pracował intelektualnie, nie wychodził z gabinetu, najpierw lekarskiego, a potem profesorskiego. Dużo pisał, publikował. - Po 50. urodzinach pomyślałem, że tak nie może być. Zacząłem swoje wędrówki po górach - głównie po Beskidach. w końcu zauroczyłem się Gorcami - opowiada. Zazwyczaj po wędrówce wracał do krakowskiego domu, czasem zatrzymywał się w pensjonacie u Akiko Miwy, która teraz jest jego sąsiadką, choć w bezpiecznej odległości - kilometra. - Pomyślałem sobie, że chciałbym tu gdzieś mieć swój dom. Poprosiłem jednego z obecnych moich sąsiadów - Krzysztofa Syjuda, żeby znalazł dla mnie jakiś kawałek ziemi w górach. Po kilkuletnich poszukiwaniach dowiedział się, że parafia w Harklowej ma do sprzedania działkę w Gorcach, bo potrzebuje pieniędzy na remont kościoła. Tak kupił pierwszy hektar "Pod Stusem", poniżej pensjonatu Akiko Miwy.
W 2009 r. znajomy powiedział mu o willi Snopków w Zakopanem, przy ul. Za Strugiem, w stylu zakopiańskim II, którą właściciel chciał sprzedać. Budynek miał status materiału rozbiórkowego. Mimo fatalnego stanu wewnątrz, postanowił kupić willę i przenieść w Gorce. W ten sposób uratował piękny drewniany dom, który został wybudowany dokładnie 100 lat temu
660 m n.p.m.Dom wybudował willę Tadeusz Świerz Zaleski, zamiłowany taternik, leśnik i prekursor ochrony przyrody w Gorcach. To dzięki jego staraniom powstał obszar ochrony lasu, który umożliwił po wojnie utworzenie parku narodowego w Gorcach. Podejmując pracę w Gorcach przeniósł się Poręby Wielkiej a dom zmieniał swoich właścicieli, którzy go nieznacznie przebudowywali
Prof. Andrzej Szczudlik postanowił przywrócić w miarę możliwości willi pierwotny stan. To niełatwe zadanie powierzył architektowi Janowi Karpielowi Bułecce, który nadzorował też przeniesienie budynku. Było to zadanie trudne logistycznie i bardzo kosztowne. Każda belka musiała być opisana nie tylko na drewnie, ale i na blaszanej metryczce. Dom z Zakopanego do Harklowej przewoziły po leśnych drogach w górę specjalne ciężarówki na cztery koła i traktory.
Dom stanął na polanie Pod Stusem na wysokości 660 m n.p.m. Odtwarzając go, wiele pomysłów w wystroju podpatrzył w zakopiańskim Domu pod Jedlami i Kolibie. Gospodarz zadbał o każdy szczegół. W budynku są pokoje zakopiańskie, secesyjne, art.- deco, a nawet pokój orientalny.
Wrażenie robi biblioteka. Z powodu ogromnej liczby książek z bardzo różnych dziedzin i z powodu panoramy na Tatry i Pieniny, jaka rozpościera się z okna. Taki widok musi rozpraszać w pracy. W ogrodzie jest też paśnik, który często odwiedzają sarny i jelenie, można je podglądać z domu.
Prof. Szczudlik mieszka tu od ośmiu lat, dwa razy w tygodniu dojeżdża do pracy w Krakowie. - To dom dla całej rodziny, dla dzieci, wnuków, każdy ma tu swój kąt, choć tylko ja tu mieszkam na stałe - podkreśla.
Gospodarz kupił w Harklowej i przeniósł w Gorce także stary, zabytkowy dom rodziny Budzów. Dobudował nawiązujące do architektury dworskiej budynki i zabudowania gospodarcze. Gotowa już stajnia czeka na hucuły. Gospodarz chce na nich organizować w przyszłości wycieczki po okolicy, na Turbacz np. dla starszych osób, które już na piechotę nie wejdą na szczyt. Planuje też wynajem agroturystycznych pokoi.
Galicjanin narodowości polskiejWiedzą na temat historii Podhala i Harklowej mógłby zawstydzić niejednego górala. - To była ziemia nadana potomkom kanclerza królewskiego w XIV w. - mówi o początkach Harklowej. Została założona w 1335 r. na prawie magdeburskim (niemieckim) przez niemieckiego zasadźcę o nazwisku Harthel, stąd nazwa wsi. Podobnie jak Ostrowsko i Dębno Harklowa w latach trzydziestych XIV w. należała do braci Leszickich, synów Zbigniewa ze Szczyrzyca. Jeszcze dziś we wsi można znaleźć pozostałości po renesansowym dworze, dla którego właściciela miejscowi chłopi musieli odrabiać pańszczyznę. - To był dwór obronny z basztami i piwnicami - podkreśla. W drugiej połowie XIX w. chłopi pod wodzą wójta Józefa Wrocławiaka odkupili majątek na licytacji, a grunty rozparcelowali między sobą. Tak zaczyna się jego opowieść o Harklowej, o której może opowiadać długo. Mówi, że jest tu u już u siebie. - Ja jestem Galicjaninem narodowości polskiej - podkreśla. Co to oznacza? - Jestem odporny na współczesne ideologie, np. taniości czy równości, której skutkiem jest „urawniłowka” czyli równanie w dół. Obce są mi także rosyjskiego rodowodu poglądy endeckie - mówi krótko.
Choć przez lata żył w uniwersyteckiej bańce, szybko przestawił się na życie wiejskie. - To generalnie świat, którego nie znałem, ale jest mi tu dobrze. Lubię tu pracować. A ludzie tu mieszkający są otwarci, pomocni. Jest mi łatwiej, bo drogę przetarła mi Akiko, która przeprowadziła się tu kilkadziesiąt lat wcześnie i pokazała miejscowym, że „obca” może być „swoja” - podkreśla.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz