Od czterech lat nad Jeziorem Czorsztyńskim nie ma ani jednego legalnego kąpieliska. W zeszłym roku kąpiel dla wielu zakończyła się chorobami skóry.
Dopóki w Białce Tatrzańskiej nie będzie oczyszczalni ścieków, to nieczystości z tej turystycznej miejscowości będą wpływać do jeziora wraz z wodami rzeki Białki. Kolejny problem to rosnące jak grzyby po deszczu domki pod wynajem i pensjonaty, które nie mają przyłącza do kanalizacji. Zeszłego roku tylko dr Lidia Kołodziej, szefowa ośrodków zdrowia w Maniowach i Sromowcach Wyżnych, przyjęła kilkudziesięciu pacjentów z poważnymi chorobami skóry, m.in. pokrzywką.
Gdy tylko temperatury na zewnątrz wzrastają, nad jeziorem robi się tłoczno na dzikich kąpieliskach. Wiele miejsc wysypanych jest piaskiem, co wraz z pobliską infrastrukturą wręcz zachęca do kąpieli.
Tymczasem od czterech lat nowotarski sanepid nie dostał żadnego zgłoszenia dotyczącego organizacji kąpieliska lub miejsca okazjonalnie wykorzystywanego do kąpieli nad jeziorem. Wcześniej takie legalne kąpielisko było w Niedzicy Zamajerz, tuż pod zamkiem.
Jaka jest woda w tym roku, nie wiadomo. W zeszłym sezonie sanepid wykonał badania po interwencji szefostwa ośrodków zdrowia w Maniowach i Sromowcach Wyżnych.
Nowotarski sanepid pobrał próbki w kilku miejscach na plażach dookoła Jeziora Czorsztyńskiego, m.in. w Maniowach, Kluszkowcach i Niedzicy - najpierw w lipcu, a potem w sierpniu. Za każdym razem epidemiolodzy stwierdzali w wodzie, w każdym z badanych miejsc, niebezpieczne paciorkowce kałowe.
Dr Lidia Kołodziej kieruje ośrodkami zdrowia w Maniowach i Sromowcach Niżnych. Ma też dyżury w Opiece Nocnej i Świątecznej w Krościenku. To w tych trzech miejscach latem zaczęli pojawiać się pacjenci, którzy po kąpieli w Jeziorze Czorsztyńskim mieli problemy skórne. - To w sumie kilkadziesiąt osób, ale wszyscy z poważnymi objawami, ostrymi zmianami skórnymi - zakażeniami bakteryjnymi i odczynami zapalnymi kontaktowymi, z pokrzywką włącznie. Często wymagającymi podania antybiotyków - podkreśla. Dodaje, że zgłaszali się głównie turyści, bo mieszkańcy wiedzą, jaka jest jakość wody w jeziorze. Podobne przypadki - jak twierdzi - mieli inni lekarze w okolicy, z którymi rozmawiała. - To nie były osoby, które zanurzały się po kostki, ale takie, które kąpały się w jeziorze - zaznacza.
- Przedsiębiorcy, którzy tworzą plaże nad jeziorem i miejsce do kąpieli, powinni to wcześniej zgłosić do urzędu gminy. Radni podejmują wtedy uchwałę, w którym wyznaczają oznakowane miejsca do kąpieli. Gmina ma obowiązek zgłosić takie punkty do sanepidu, my badamy wodę i wydajemy ostateczną decyzję o dopuszczeniu takiego miejsca do kąpieli - wyjaśnia Jolanta Bakalarz, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Nowym Targu. - A przedsiębiorcy wysypują piasek, robią punkty gastronomiczne, wypożyczalnie sprzętu i dają tabliczkę o zakazie pływania, myśląc, że w ten sposób są kryci - mówi szefowa sanepidu.
Absurd jest tym większy, że i gminy, i niektórzy z przedsiębiorców podpisują umowy z ratownikami wodnymi, którzy mają chronić tych, którzy pływają po jeziorze - korzystając ze sprzętu lub kapiąc się.
- To chyba jedyne w Polsce jezioro, które nie ma wyznaczonego ani jednego miejsca do kąpieli - podkreśla Marek Jasiński, szef Wodnego Pogotowia Ratunkowego. Jego stowarzyszenie patroluje nie tylko Jezioro Czorsztyńskie, ale także inne w Polsce, również na północy kraju.
- Ludzie u nas robią interesy na wodzie, ale nie dbają o bezpieczeństwo klientów. Pełno nad jeziorem knajp, pól namiotowych, wypożyczalni. Udostępniają dostęp do wody, ale nie zatrudniają nawet ratowników, nie mówiąc już o legalizacji kąpielisk - twierdzi.
WPR patroluje w sezonie nie tylko wodę, ale teren wokół Jeziora Czorsztyńskiego. - Karetki nie są w stanie dojechać wszędzie na ścieżkę rowerową, my docieramy szybciej z wody. W zeszłym roku zbieraliśmy setki połamanych rowerzystów - podkreśla Marek Jasiński.
WPR, które jest dotowane z Urzędu Marszałkowskiego, ma dwie bazy w Niedzicy Zamek i w Mizernej.
Jezioro patroluje też firma "Podhale Rescue Team", która ma swoją bazę w Kluszkowcach. - Jesteśmy w sezonie w każdy weekend od godz. 8 do 20 - mówi Marcin Bagiński. Jego firma ma podpisaną umowę z Gminą Czorsztyn i Gminą Łapsze Niżne.
Dzikie kąpieliska są nie tylko nad Jeziorem Czorsztyńskim, ale także na powyrobiskowych stawach w okolicach Ludźmierza. Jest też wielu amatorów kąpieli nad Przełomem Białki czy w Dunajcu, szczególnie w Nowym Targu.
Beata Zalot
0 0
Dobrze, że TP podjął temat, ludzie będą wiedzieli o problemie i będą decydować czy się kąpać czy nie. Tak z drugiej strony to Gminy Łapsze i Czorsztyn powinny przeprowadzić badania wody i podać wyniki dla bezpieczeństwa turystów. Lokalni Mieszkańcy domyślają się, że coś jest nie tak i raczej się nie kąpią.
0 0
Jeszcze parę lat temu, kąpiel w jeziorze to była norma.
W normalnym cywilizowanym kraju a nie z dykty, odpowiednie służby robiłyby regularny porządek z każdym kto zanieczyszcza wodę.
W tym przypadku powinien pójść jakiś akt oskarżenia do Gminy Bukowina za zanieczyszczanie wody.
To się w głowie nie mieści, że jedna wieś szkodzi wszystkim i nikt nic z tym nie robi.
0 0
Aż trudno uwierzyć. Brak oczyszczalni w B.T???. Brak badań wody w takim akwenie???To uwłacza obywatelom Polski ,podobno dumnej z członkostwa w tzw. UE.
0 0
Czy ktoś wie, czy można się bezpiecznie kąpać w jeziorze, bo wybieram się na plażowanie do Kluszkowców.
0 0
Do zbiornika czorsztynskiego od wielu już lat spływają szamba z okolicznych miejscowości. Górale pobierają od gości opłaty klimatyczne a w swoich kopciuchach palą czym się tylko da.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz