Szkoły w Falsztynie nie będzie. – Nikt tutaj nie patrzy na dobro dzieci, liczą się tylko finanse – uważa jedna z nauczycielek. – Innego wyjścia nie było – zapewnia Antoni Sowa, wicewójt Łapsz Niżnych.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"12137"}
Falsztyn jest jednym z najmniejszych sołectw w gminie Łapsze. Niewielka szkoła na górce przez lata kojarzyła się jej mieszkańcom z Dniem Matki, Dniem Babci i wszystkimi kulturalnymi uroczystościami, które tam właśnie były organizowane. W przytulnych salach uczy się obecnie 15 dzieci w klasach I-III.
– Co roku słyszeliśmy o tym, że szkoła będzie zamykana, ale jednak decyzja o likwidacji była dla nas wszystkich sporym zaskoczeniem – tłumaczy nauczycielka Joanna Horniczak, wspominając, jak podczas spotkania wyborczego we wsi wójt gminy pytany przez mieszkańców o przyszłość szkoły zapewniał, że zmian nie planuje. Tymczasem rzeczywistość okazała się inna. W ubiegłym tygodniu większość radnych opowiedziała się za likwidacją szkoły podstawowej w Falsztynie i przeniesieniem uczniów do tworzonego właśnie Zespołu Szkół we Frydmanie.
Jednym z powodów podjęcia przez gminę takiej decyzji był zły stan techniczny obiektu, który potwierdziły dwie ekspertyzy budowlane. –Ta ekspertyza pojawiła się tak nagle. Dlaczego do tej pory nikt nie mówił nam, że budynek jest w takim fatalnym stanie? – dziwi się nauczycielka. – Dziś dowiadujemy się, że ten budynek grozi zawaleniem, a my możemy się zaczadzić. Dziwne, bo mamy nowy piec w kotłowni. Myślę, że głównym zagrożeniem jest stary dwór, który jest połączony ze szkołą jedną ścianą. Jest w złym stanie. W środku niego stoi komin, który już dawno powinien zostać wyburzony, bo faktycznie może być niebezpieczny.
Nauczyciele uczący w szkole uważają, że głównym powodem zamknięcia szkoły nie był wcale zły stan obiektu szkoły, a finanse. – Nikt tutaj nie patrzy na dobro tych dzieci, liczą się tylko względy ekonomiczne i roczne oszczędności, wynikające z zamknięcia szkoły – mówi jedna z nauczycielek. – Nie powinno się szkoły przeliczać na pieniądze. Oświata nigdy nie zarabiała na siebie, w każdym cywilizowanym świecie się do niej dokłada. Tu zrobiono wszystko, by tą małą szkołę zlikwidować.
Mieszkańcy wsi zastanawiają się z kolei, czy głównym powodem zamknięcia obiektu nie jest przetarg, jaki gmina Łapsze co jakiś czas organizuje, chcąc sprzedać działkę o powierzchni 2,6 ha, na której m.in. znajduje się szkoła. Na parcelę do tej pory nie znalazł się chętny. – Pieniądze ze sprzedaży powinny zostać w tej wiosce, w której przetarg jest organizowany – na działalność kulturalno-oświatową, skoro zamyka się szkołę – uważa Joanna Horniczak. Co z tego, że w zamian gmina oferuje nam świetlicę za unijne pieniądze, skoro we wszystkich wioskach one działają.
Antoni Sowa, wicewójt Łapsz Niżnych, zapewnia, że powodów, dla których szkołę w Falsztynie trzeba było zamknąć, jest kilka. Rozpoczyna od tego, że 15 uczniom w końcu daje się możliwość nauki w dobrze wyposażonej i prężnie działającej szkole we Frydmanie, dodatkowo zapewniając im transport z opieką i świetlicę po zajęciach. – Te dzieci i tak po ukończeniu III klasy uczyły się we Frydmanie – mówi wicewójt. – Jednak głównym powodem jest naprawdę zły stan techniczny budynku. Mamy zrobione dwie ekspertyzy, z których wynika, że dach, strop, ściany oraz kotłownia są w fatalnym stanie. Dodatkowo szkoła znajduje się obok starego dworu, nad którym pieczę ma konserwator zabytków, co rodzi nieco patową sytuację.
Za likwidacją szkoły przemówił również niż demograficzny i fakt, że w 2010 roku nie urodziło się we wsi żadne dziecko. – Jeśli kurczy się liczba dzieci, kurczy się również subwencja. Wpływy z ministerstwa są mniejsze, a koszty utrzymania budynku wciąż rosną. Rocznie na utrzymanie tej szkoły i wynagrodzenia dla nauczycieli gmina wydaje 170 tys. zł. Tak dużego wydatku radni na następne lata nie zaakceptowali – tłumaczy Antoni Sowa zaznaczając, że funkcję centrum oświatowo-kulturalnego przejmie remiza OSP, w której będą dodatkowe zajęcia dla dzieci.
Wicewójt zaprzecza, jakoby gmina specjalnie zamknęła szkołę, by sprzedać działkę. – Organizując dawno temu pierwszy przetarg, wprowadziliśmy zapis, że kupujący przez 2-3 lata ma utrzymać szkołę. To miała być jego dobra wola. Po drodze pojawiali się kupujący, ale do sprzedaży nie doszło. W tym momencie nie mamy żadnego pewnego kupca – zapewnia wicewójt dodając, że co do ewentualnych pozyskanych środków ze sprzedaży gruntu, jakiś ich procent idzie na daną wieś, ale trudno, by Falsztyn stawiał wymagania, skoro gmina zainwestowała tu 3,5 mln zł w wodociąg, decydując się na zbycie gruntu, którego nie sprzedała.
Antoni Sowa gwarantuje, że nauczyciele z likwidowanej szkoły będą mieli pracę w innych placówkach oświatowych w gminie. Dodaje także, że ze względu na ekonomię przekształceniami objęte są szkoły we Frydmanie, Kacwinie oraz Niedzicy. – Co do Łapsz, ta decyzja w związku ze sprzeciwem Małopolskiego Kuratorium Oświaty się oddaliła. Nie zgadzamy się z tą opinią i oddaliśmy sprawę do Naczelnego Sądu Administracyjnego – wyjaśnia wicewójt.
Aneta Dusik
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz