Poparzona podczas porodu Agata Bałos żąda 220 tys. zł odszkodowania.
Mieszkanka Gronkowa urodziła dziecko w zakopiańskim szpitalu w październiku zeszłego roku. Arianka przyszła na świat przez cięcie cesarskie.
- Byłam już znieczulona od piersi w dół, więc świadoma tego, co się dzieje podczas mojego porodu - wraca do wydarzeń z października zeszłego roku. - Wszystko działo się za parawanem, ale wszystko słyszałam - opowiada. Nagle słyszę: "Pożar!", a za chwilę widzę unoszący się dym. Od lekarza usłyszałam, że pali się obłożenie - relacjonuje. Lekarz próbował ją uspokoić, powiedział, że będą musieli wyłączyć sprzęt i ugasić pożar.
- Rozcięli już mój brzuch, dziecko było jeszcze w środku. Gdy usłyszałam, że jest zagrożenie życia dziecka i matki, wpadłam w takie przerażenie, że zaczęłam strasznie płakać i wymiotować. Myślałam tylko o tym, że moja starsza córeczka, która ma dopiero trzy latka, traci matkę - opowiada młoda mama.
- Nie widziałam ognia, ale czułam swąd spalonej skóry, jak się okazało później - mojej. Moja córeczka zachłysnęła się wodami płodowymi, trafiła do inkubatora - opowiada.
Na szczęście i matka, i córeczka wyszły z tego cało. Jednak szybko okazało się, że pani Agata została poparzona. - Według pierwszej informacji miałam mieć ranę oparzeniową na pięć centymetrów. Zażądałam jednak wezwania do mnie chirurga i zdjęcia opatrunku. Po kilku godzinach przyszedł chirurg i stwierdził poparzenie II stopnia - mówi. Pokazuje "pamiątkę" po tamtym zdarzeniu, widoczną dużą bliznę, mimo że od miesięcy chodzi na laser, by zniwelować niepożądaną bliznę.
Ból większy od tego po cesarce
- Zaraz po urodzeniu trafiłam do jednoosobowej sali, ból po poparzeniu był większy niż ten po samej cesarce. Cierpiałam bardzo, dostawałam morfinę - opowiada.
Gdy po sześciu dniach wychodziła ze szpitala, ordynator Hubert Wolski przeprosił ją za przykre zdarzenie, które ją spotkało. Dowiedziała się, że doszło do zwarcia elektrycznego w sprzęcie do elektrokoagulacji. - Ani lekarz, przy którym rodziłam, ani dyrekcja szpitala do dziś mnie nie przeprosili - podkreśla.
- Po porodzie jeździłam co cztery dni do ośrodka zdrowia na zmianę opatrunku, z niemowlakiem, bo nie miałam z kim zostawić Arianki - opowiada Agata Bałos.
Zawiadomiła zakopiańską prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa, sprawa się jeszcze toczy. - Szpital przyznał się, że doszło do poparzenia mnie, zaznaczając jednak, że to z winy sprzętu - podkreśla.
W sprawie pani Agaty, równolegle do postępowania przygotowawczego w zakopiańskiej prokuraturze, odbywało się postępowanie wyjaśniające przed Rzecznikiem Praw Pacjenta, które zakończyło się wydaniem pisma stwierdzającego naruszenie praw pacjenta - informuje radca prawny Andrzej Hańderek, pełnomocnik Agaty Bałos.
Zadośćuczynienie to żart
W maju mecenas zgłosił szkodę w szpitalu, ten przekazał sprawę do swojego ubezpieczyciela PZU. Odbyło się postępowanie likwidacyjne, w wyniku którego pani Agata otrzymała trzy tysiące 700 zł tytułem zadośćuczynienia za krzywdę, tysiąc tytułem zadośćuczynienia za naruszenie praw pacjenta oraz 50 zł odszkodowania - zwrot kosztów przejazdów.
- Kwoty przyznanych świadczeń są rażąco zaniżone, wątpliwości budzi też przebieg postępowania likwidacyjnego, gdzie PZU do oceny rany oparzeniowej powołało lekarza ginekologa, który stwierdził 1% uszczerbku na zdrowiu. Dlatego piszemy odwołanie, w naszej ocenie, do opiniowania rany oparzeniowej powinien zostać powołany lekarz o specjalizacji chirurgicznej lub dermatologicznej, a nie lekarz ginekolog - mówi radca prawny Andrzej Hańderek. - Walczymy z PZU, nie ze szpitalem - podkreśla.
Żąda dla klientki 150 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę, 70.000,00 zł zadośćuczynienia za naruszenie praw pacjenta, 2.269, 24 zł odszkodowania tytułem zwrotu kosztów opieki, przejazdów oraz leczenia. - Posiadamy stosowne dokumenty uzasadniające wysokość poniesionej szkody, w szczególności dokumentację medyczną, faktury, rachunki oraz paragony - podkreśla.
- Te cztery tysiące złotych to chyba jakiś koszmarny żart - mówi Agata Bałos - Mam trwałą bliznę, ale to, co przeżyłam w szpitalu i potem, szkoda mówić. Jeszcze dziś budzę się w nocy i mam koszmary związane z tym zdarzeniem. Nie wiem, czy zdecyduję się jeszcze na dziecko, bo nie chcę jeszcze raz przeżywać tego, co przy porodzie Arianki - podkreśla. - Odchorowałam to psychicznie, chodziłam na terapię - dodaje. Jest też po trzech zabiegach laserowej korekty blizny, każdy taki zabieg - jak podkreśla - to straszny ból, nie mówiąc o kosztach - wymienia. - Zabiegi te spowodują, że blizna będzie mniej widoczna, ale zupełnie nie zniknie - dodaje.
PZU: to tylko kwota bezsporna
"Sprawa Pani Agaty Bałos związana jest z okresem porodu i połogu - i właśnie dlatego pierwszym lekarzem orzecznikiem był ginekolog-położnik. Chirurg orzecznik, który następnie zapoznał się ze sprawą oraz aktualną dokumentacją fotograficzną blizn, zweryfikował trwały uszczerbek na zdrowiu Pani Czytelniczki. Proszę mieć na uwadze, że kwota wypłacona poszkodowanej jest dopiero pierwszą transzą odszkodowania (tzw. kwotą bezsporną)" - czytamy w odpowiedzi na nasze pytania wysłane do Biura Prasowego PZU.
"Ustalenie końcowej wysokości świadczenia możliwe będzie po zakończeniu leczenia i wygojeniu rany, której wygląd tuż po oparzeniu jest zawsze znacznie gorszy niż po zaleczeniu. Jeżeli stan zdrowia Pacjentki utrwali się i zostanie to stwierdzone badaniem naocznym, będziemy gotowi, jak na każdym etapie, do koncyliacyjnego zakończenia postępowania. Chcemy też zaznaczyć, że poszkodowana może przedstawić wszystkie koszty leczenia ubezpieczycielowi. Po weryfikacji przez ekspertów, pokryjemy uzasadnione wydatki" - zapewnia ubezpieczyciel.
Zdarzenie niepożądane
O komentarz w sprawie zdarzenia w październiku zeszłego roku zwróciliśmy się także do dyrekcji zakopiańskiego szpitala. Jak czytamy w odpowiedzi na nasze pytania, było to "zdarzenie niepożądane", podczas wykonywania cesarskiego cięcia z użyciem urządzenia do elektrokoagulacji.
"Pacjentka została niezwłocznie (w tracie zabiegu) poinformowana o zdarzeniu. Urządzenie natychmiast wyłączono od źródła zasilania. Lekarz polecił schłodzenie miejsca urazu termicznego wodą oraz założono chłodny kompres, posmarowano maścią z Argosulfanem. Po zabezpieczeniu miejsca urazu lekarz podjął decyzję o jak najszybszym wydobyciu dziecka. Dziecko przekazane zostało niezwłocznie zespołowi neonatologicznemu" - czytamy.
Małgorzata Czaplińska, dyrektor ds. lecznictwa, podkreśla, że bezpośrednio po zakończonym procesie cięcia cesarskiego umożliwiono pacjentce stały, bezpośredni kontakt z rodziną oraz stworzono warunki do pełnej intymności i godności, umieszczając pacjentkę w sali jednoosobowej. Kilkukrotnie konsultowano pacjentkę chirurgicznie. Zapewniono również zmiany opatrunków przez pielęgniarkę chirurgiczną. W trakcie pobytu w oddziale położniczo-ginekologicznym wielokrotnie udzielano pełnych informacji dotyczących stanu zdrowia oraz odpowiadano na wszelkie pytania zarówno pacjentki jak również członków rodziny.
"Pacjentka w trakcie całego pobytu w tutejszym szpitalu nie zgłaszała żadnych pretensji, nie skarżyła się na jakiekolwiek dolegliwości bólowe związane z urazem. Jak podkreśla personel pielęgniarski była uśmiechnięta, życzliwa, nie zgłaszała potrzeb podania dodatkowych środków przeciwbólowych. Karmiła dziecko bez żadnych oznak świadczących o dyskomforcie przy leżeniu na lewej stronie, gdzie wystąpił uraz termiczny" - czytamy dalej.
Dyrekcja szpitala podkreśla, że w dniu wypisu z pacjentką oraz jej matką spotkała się Małgorzata Czaplińska oraz Hubert Wolski, którzy omówili wystąpienie zdarzenia. Pacjentka otrzymała też skierowanie na dalsze leczenie w specjalistycznej poradni chirurgicznej.
Zalecenia dla personelu po incydencie poparzenia
Użyte podczas cięcia cesarskiego urządzenie jeszcze w październiku zeszłego roku zostało przekazane do producenta aparatu, by wykonał ekspertyzę techniczną. Ten stwierdził, że aparat działa prawidłowo. Powołany przez dyrekcję zespół ds. wyjaśnienia przyczyn i okoliczności powstałego zdarzenia nie znalazł jednoznacznej przyczyny wystąpienia analizowanego zdarzenia. "Używanie narzędzi elektrochirurgicznych każdorazowo wiąże się z pewnymi ryzykami i są one opisane u instrukcji używania m.in.: iskry przy elektrodzie czynnej stwarzają ryzyko zapłonu środków opatrunkowych, płynów dezynfekcyjnych oraz gazów metabolicznych, zatem ryzyko mieści się w granicach ryzyka używania takiego urządzenia" - czytamy w wyjaśnieniach, jakie otrzymaliśmy od dyrekcji zakopiańskiego szpitala.
Jednak, aby wyeliminować ryzyko powstania podobnego zdarzenia w przyszłości, zespół zalecił zobowiązać lekarzy anestezjologów do nieużywania płynu/sprayu na bazie alkoholi (łatwopalnego) do potwierdzania skuteczności działania znieczulenia, lecz innych alternatywnych metod.
Lekarze operatorzy zostali zobowiązani do zachowywania czasu niezbędnego na całkowite wyschnięcie środka dezynfekującego oraz przed przystąpieniem do elektrokoagulacji upewnienie się, czy w pobliżu nie pozostawiono materiału nasączonego środkiem dezynfekującym. Pielęgniarki położne zostały zobowiązane do kontroli poprawności podpięcia elektrody.
Małgorzata Czaplińska podkreśla też, że dyrekcja szpitala przeprosiła Agatę Bałos za zaistniałą sytuację.
Beata Zalot

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
Widać że Pani ma dużo pieniędzy że stać ją na włóczenie po sądach i opłacanie prawników. Bogatemu zawsze mało. Szpital ma swoim sumieniu wiele bardziej poważniejszych błędów medycznych lecz pacjenci i rodziny którzy przeszli prawdziwą traumę pragną o tym jak najszybciej zapomnieć a nie szarpać się z lekarzami którzy i tak nie odpowiedzą za zaniedbania osobiście tylko zapłaci szpital, czyli my sami - pacjenci. Żądanie 220 tysięcy z czego połowa pójdzie na prawników to jednak nieadekwatne żądania bardziej kojarzące się ze skokiem na kasę. Ile w takim razie zażądać za śmierć pacjenta skoro poparzenie to 220 tysięcy. Czy 100 milionów będzie odpowiednia stawką? A śmierć dziecka? A jedynego żywiciela rodziny? 200 milionów? To chyba jakiś absurd. Wtedy wszystkie szpitale należałoby natychmiast zamknąć z obawy przed niewypłacalnością i bankructwem. I niech się ludzie sami leczą i sami na wzajem pozywają o odszkodowania za poparzenia i niefortunne wypadki. Na miejscu dyrekcji szpitala głęboko zastanowiłbym się czy ponownie przyjmować Panią do szpitala. Gdyż jak wiadomo roszczeniowość z czasem rośnie a nie maleje. Może się okazać że za złe wkłucie się w żyłę przy pobieraniu krwi do badania trzeba będzie zapłacić roszczeniowej pacjentce 50 tysięcy. A na to raczej szpitala nie stać, czyli nas nie stać - podatników. Niech Pani leczy się w prywatnych szpitalach skoro stać ją na prawników.
0 0
Oj widzę że pani BZ po ostatniej wtopie z artykulem o nowotarskim na siłę chciała napisać o zakopiańskim że to niby jest obiektywna a sprawa ma już ponad rok.
0 0
Popieram to co napisał placebo. Był to jakiś tam groźny wypadek ale na szczęście dla tej Pani zakończył się dobrze. Zamiast starać się zapomnieć to będzie ciągle sobie przypominała poprzez rozprawy. Padła ofiarą błędu w szpitalu a teraz jest ofiarą prawników.
0 0
Na szczęście pacjenta i dziecko żyją i mają się dobrze. Każdy zabieg jest obarczony w jakimś stopniu ryzykiem. W każdym takim przypadku można starać się o środki z ubezpieczenia. Szpital jest ubezpieczony od takich sytuacji. Na szczęście są to odosobnione przypadki. ,,Rozdrapywanie ran ,, nikomu nie pomaga, chyba że prawnikom. Najlepsza terapia to pozytywne myślenie. Ma pani zdrowe dziecko, na szczęście CC przeprowadzono na czasie i prawidłowo. Zdrówka dla mamy i dziecka.
0 0
Placebo - dokładnie, jak piszesz.
Tak to może wyglądać.
Jeszcze zdjęcia do gazety. Imię i nazwisko. No nie wiem.
Życzę dużo zdrowia i więcej czasu dla dziecka oraz pozytywnego nastawienia.
0 0
Na szczęście stanowisko dyrektora w szpitalu wygląda na to, że jest dożywotnie i być może dziedziczne. Piękne ściany i korytarze więc o co chodzi ? Jest pięknie !
0 0
Pani Agati ale Pani zara wróciła do pracy. Dlaczego Pani pisze ze na terapię Pani chodziła. Przecież to naciąganie
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz