– Będziesz ty moja? – wyje pod oknem mężczyzna. Chodzi dookoła płotu śpiewając, krzycząc, zawodząc. I tak co dzień, co noc… od czterech lat.
On od czterech lat szaleje na jej punkcie. Ona przeżywa piekło. Razem z rodziną, sąsiadami, współpracownikami. Wyjście? Jak dotąd nie ma.
Andrzej K. wierzy, że kiedyś sytuacja się zmieni i Bogusia choć z nim porozmawia. Dobrze wie, że wejście na jej podwórko oznacza wezwanie policji i problemy. Więc prywatnego terenu nie narusza. Ale chodzi i śpiewa. Albo patrzy w okna, wysiaduje w zaroślach czy śpi na pobliskiej łące. Gdy ona o 5.30 wyjdzie do pracy, on będzie tuż za nią. Odprowadzi na kładkę, na przystanek, wyśledzi, gdzie i z kim chodzi, rozmawia. Pójdzie za nią do kościoła i stanie tuż za. Bywa, że przez tydzień śpi w samochodzie, patrząc w okna jej domu. Potem wychodzi za nią, cuchnący brudem i alkoholem. Bywa, że wyobrażając sobie konkurenta do ręki swej wybranki, zaryczy: „hej zabije sk…syna, bo to moja jest dziewczyna”.
Bo Bogusia to złota babkaBogumiła mieszka z dwoma synami i resztą rodziny w Ludźmierzu. Pięć lat temu zaczęła pracę w sklepie w Nowym Targu. Była zadowolona – miała stały etat i dobrych klientów. Do czasu, gdy do lady nie podszedł Andrzej K., palacz z pobliskiej kotłowni. Gdy ją zobaczył, coś w niego wstąpiło. Najpierw próbował ją zagadywać. Potem wszystkie rozmowy zaczął kierować na jeden tor: kiedy się z nim umówi. Nawet pokazywał zawartość portfela, że przecież stać go na to, żeby postawić się na randce.
Andrzej nie dawał za wygraną. Kupował oranżadę za 30 groszy i siadał na parapecie okna, godzinami wpatrując się, jak ona pracuje. A jak jakiś mężczyzna spróbował coś do niej zagadać – zaraz była awantura. Bywało, że Andrzej szedł za potencjalnym rywalem aż do klatki, by zobaczyć, gdzie mieszka. – Było mi wstyd. Nie wiedziałam, co robić. Nie było wyjścia – musiałam zmienić pracę – wspomina. – Przecież on nie dawał nikomu pracować ani kupować w tym sklepie.
Gdy zrezygnowała z pracy, Andrzej nękał personel, by dowiedzieć się, gdzie się przeniosła. Nic z tego. Ale wpadł na inny pomysł – wyśledził siostrę Bogumiły. Idąc w ślad za nią, dotarł do domu w Ludźmierzu. Od tej pory stał się częstym gościem tego zacisznego dotąd zaułka wsi.
– Na początku miał malucha z dziurawym tłumikiem. Podjeżdżał nim, muzykę nastawiał na full i jeszcze klakson wciskał. I nieważne, która to była godzina – dwunasta, pierwsza czy nawet trzecia w nocy! Wołał, żebym wyszła do niego. Parkował samochód na wjeździe na posesję. Czułam się jak więzień we własnym domu. I do dzisiaj się tak czuję... – mówi roztrzęsiona.
Naszą rozmowę przerywa telefon. Kobieta podaje mi słuchawkę.
– Bogusia? Nie? A kto?
– Dziennikarz. Dlaczego pan ją nęka?
– Nękam? Przecież wolno mi chodzić drogą. Ja niczego złego nie robię. No, gdzie jest moja kochaneczka?
– Dlaczego pan to robi? Zakochał się pan?
– Pani Bogusia jest fajna, urodna, to złota babka! I nikt mi nie zabroni tu chodzić. Co innego, gdybym jej ubliżał, ale ja złego słowa o niej nie powiem!
Andrzej, rzeczywiście, złego słowa nie powie. Ale bywa, że okrąża dom po 30 razy w ciągu dnia. Czasem pośpiewa, czasem piwo wypije. Jedyną bronią Bogumiły jest kamera telefonu komórkowego. To ona rejestruje kolejne wizyty, śpiewy, krzyki. – Kiedyś wyszłam z domu, a on zaczął jechać tuż za mną i krzyczał: „zawołaj mi Boguśkę”. Czułam niemal maskę samochodu na nogach. A niechby nagle przyspieszył! Wiadomo, co takiemu do głosy strzeli? Ja się boję z domu wychodzić – płacze matka Bogumiły.
Bogumiła też boi się sama poruszać. – On, jak mnie zobaczy przy Ludźmierskiej, to momentalnie hamuje i jedzie tuż obok mnie, zaczepia, mówi coś. I nie interesuje go, że się robi gigantyczny korek. A ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę... Potem, jak wchodzę do biura, najpierw muszę się wypłakać, potem wypić herbatę z melisy na uspokojenie, dopiero mogę się wziąć za pracę. Ale ileż tak można? Ja nie mam życia! – dodaje.
Jak będziesz moją żoną, to będę cię słuchał.Andrzej już nie jeździ samochodem. Policjanci odebrali mu prawo jazdy, kiedy pijany wjechał samochodem na podwórko jednego z sąsiadów.
W maju mężczyzna zostawił pod drzwiami „ukochanej” tysiąc złotych. – Zadzwoniłam na policję, żeby przyjechali po to, bo nie chcę, żeby myślał, że je przyjęłam – wspomina kobieta. – I rzeczywiście, potem przez 2 tygodnie przychodził pod dom ich szukać. Mimo że mu powiedziałam, żeby je odebrał na policji.
Pierwszy raz policja interweniowała w styczniu ubiegłego roku po tym, jak mężczyzna wrzeszczał niemal całą noc, gdy Bogumiła pojechała na wesele. Ktoś mu powiedział, że to jej ślub… Krzyczał, płakał, wygrażał przed pustym domem. Całe osiedle nie spało.
– Policja też już nie może mi pomóc. Każde zgłoszenie traktują poważnie, jak jest pijany, to go zatrzymają. Ale on znów wraca, bo nie ma zakazu zbliżania się. Zresztą potem sama przestałam dzwonić – zaznacza.
W końcu Andrzej K. trafił przed oblicze Temidy. W listopadzie ubiegłego roku sąd grodzki skazał go na 1500 zł grzywny. Ale w Ludźmierzu nic się nie zmieniło poza tym, że mężczyzna uważa, by nie przekroczyć furtki, czy hałasować po nocy. Ale nadal śpiewa i krzyczy. I odgraża się każdemu mężczyźnie, który pojawi się w pobliżu. W lutym znów sprawa trafia do sądu. Tym razem prokurator do zarzutu złośliwego niepokojenia dołącza groźby karalne. Z końcem lutego wydaje zakaz kontaktowania się z kobietą. Ale to nie to samo, co zakaz zbliżania, czego chciałaby Bogumiła. Podczas rozprawy Andrzej K. oświadczył z rozbrajającą szczerością: – Jak będziesz moją żoną, to będę cię słuchał.
Na razie sąd skierował Andrzeja K. na zamkniętą obserwację sądowo-psychiatryczną, by móc zbadać jego poczytalność. Ta jednak nie jest w najgorszym stanie, bo Andrzej K. odwołał się w tej sprawie do Sądu Okręgowego w Nowym Sączu. Jego odwołanie jeszcze nie zostało rozpatrzone. Prokurator rozkłada ręce – czyny Andrzeja K. nie są na tyle poważne, by można go aresztować. Być może biegli orzekną, że trzeba będzie go zamknąć w szpitalu. Ale czy można wyleczyć z miłosnego obłędu?
Józef Figura
0 0
Aż strach pomyśleć co by było jakby Bogusia uległa.
0 0
Tylko współczuć można tej Pani i jej rodzinie. Bo prawo u nas jest chore i przez to ludzie tylko cierpią.
0 0
poczekać do zimy i wodą kochasia polewać.
0 0
Od samego czytania psychika czlowiekowi siada a co dopiero to przeżyć...?!:(
Czy to jest miłość...? Wątpie. Człowiek kochający nie rani drugiej osoby! Dla mnie ten człowiek jest CHORY!!!
0 0
Ej biydulka!!!
Co łona musi przezywać...
Współcujym z całego serca.
0 0
Oglądałam kiedyś w telewizji program (pól roku temu) gdzie pacjent zakochał się w dentystce . Bardzo podobna historia jak ta wyżej. Skierowała spawę do sądu , wygrała, gościu dostał wyrok. Skoro jedna sprawa się tak skończyła to i ta powinna mieć pozytywny finał. radzę mocno się zacząc interesować jakie prawo ma poszkodowana i zacząć to prawo egzekwować.
0 0
wasnie, grunt to konsekwencja; a btw , czy on chociaz ma słuch? tzn jak z tym spiewaniem...hehehe
0 0
a nima kogo zeby go z ciynia pociagnol?
0 0
ja mysle ze pewnie ona znim cos tam . i dlatego on sie tak zachowuje.
0 0
wybić debila... wejże babo naśli na niego chłopaków niech mu nawciągają
0 0
Ah, jakie to romantyczne
0 0
Policja czeka aż dojdzie do tragedii a wtedy powiedzą że robili wszystko
co było w ich mocy.
Panowie policjanci, jeżeli dojdzie do tragedii to będzie
tylko WASZA wina.
0 0
W dupsko mu nakopać..To mu amory przejdą
0 0
Ot Wanda co nie chciała Niemca,a Niemiec w tym wypadku dośc porywczy wszakże...
0 0
Jestem pracownicą tego sklepu w którym P. Bogusia kiedys pracowala, znam sytuacje i wiem jak wygląda naprawde ... Ten człowiek jest chory psychicznie , potrafi nachodzic sklep ok 15 razy dziennie i dzwoni po 30, na początku moze to było smieszne ale z czasem zaczeło sie przeradzac w jego chorą nachalnosc , obraza wszystkich w koło i ubliza . Człowiek ten wymaga opieki i zainteresowania kogos kto moze mu pomoc w jego chorobie bo my jako jej znajomi , przyjaciele , rodzina nie jestesmy w stanie zrobic co kolwiek w tej sprawie ... Najgorsze jest to ze cierpi na tym Bogusia i jej bliscy ...
0 0
zgadzam sie z poprzedniczka ;)
0 0
Pani Bogusia powinna jak najszybciej uzyskac pomoc milicji dla jej ochrony
w przypadku zagrozenia dla zycia natomiast ten czlowiek winien zostac umieszczony
w osrodku psychiatrycznym i poddany leczeniu,To nie jest smieszne i wymaga
interwencji i natychmiastowego zadzialania.
Zycze pozytywnego zalatwienia sprawy.
0 0
Pomoc milicji?Widzę Mak Detektywie żeś patriota(-ka) starej daty ;) ;) ;)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz