Zbierają się co roku w lipcu. Jedni, bo sami widzieli, inni, bo trzeba pamiętać o krewnych, sąsiadach. Niektórzy przed oczyma dotąd mają tamte sceny.
Po prawej stronie od wejścia przy głównej alei waksmundzkiego cmentarza znajduje się zbiorowa mogiła. Leżą tu ci, którzy zginęli podczas dwóch pacyfikacji wsi w 1943 roku, w odwecie za pomoc mieszkańców partyzantom – 22 groby. Tablica upamiętnia także tych, których prochy spoczywają gdzieś w świecie lub dotąd nie znaleziono miejsca ich pochówku – w sumie 45 nazwisk. Żeby było gdzie świeczkę zapalić. Nie ma wzmianki o Józefie Kurasiu „Ogniu”. Nie ma, bo wspomnienia zbyt dzielą mieszkańców. Choć leży tu inny Józef Kuraś – ojciec „Ognia”. By uniknąć konfliktu, w 1989 roku odnowiciele zbiorowej mogiły zaproponowali, by tablica upamiętniała tylko poległych z lat 1939-45. Bo dla wielu osób ci, którzy działali w górach po wyparciu Niemców, byli pospolitymi bandytami. Dla innych bohaterami. Kompromis jest niemożliwy. Większość woli to przemilczeć.
Śmierć przed oczamiW mogile leżą ofiary obydwu pacyfikacji Waksmunda. 4 lipca 1943 roku Niemcy rozstrzelali 5 osób. Kilka dni wcześniej spalili dom Kurasiów w odwecie za zabójstwo dwóch granatowych policjantów. Tam zginął ojciec partyzanta, żona Elżbieta i trzyletni syn Zbigniew. Wkrótce Józef Kuraś zmienił pseudonim z Orzeł na Ogień.
28 września Niemcy przeprowadzili drugą pacyfikację wsi. Zofia Ligęza i Józefa Chrobak straciły rodziców i brata. Siedziały zamknięte w domu, gdy Niemcy katowali ojca i zabili matkę. – Miałam 10 lat – wspomina ze łzami w oczach pani Józefa. – Byłam w domu. Tata konia wyprzęgał, a mama szyła, gdy Niemcy przyjechali i przywieźli sąsiada. Szukali broni. Ojca tak bili, aż go zabili. Dwa razy Niemiec przyszedł do izby po wodę, bo go krzesili, ale nie okrzesili. Nas potem wypędzili do sąsiada, a nasz brat Józef leżał chory w łóżku. I usłyszałam, jak serią go zastrzelili. Potem go wywlekli za nogi i leżał koło wejścia. To się będzie do śmierci pamiętać...
Jak twierdzą, ich brata Władysława, który był w partyzantce, wcześniej zabili sami Ogniowcy. Bo ojciec chciał, by syn wrócił na gazdówkę. Nie wierzą w wersję, że postrzelił się w głowę podczas czyszczenia broni.
Waksmundzkim Niemcy zabrali wszystko – konia i krowy, a dom zaplombowali na 7 tygodni, by nie mieli gdzie mieszkać. Potem jeszcze partyzanci zabrali im ostatnie 5 baranów.
Stanisław Garbacz pamięta, jak w lutym 1944 Niemcy zamordowali jego ojca Michała oraz Jana Wakmundzkiego. Wcześniej zabrali ich podejrzewając, że partyzanci u nich chowali broń. – Zabrali go do Palace, potem siedział na Montelupich. W końcu przywieźli go do Waksmunda i zastrzelili przy moście, koło kościoła. My właśnie wychodziliśmy ze szkoły. Pani w ostatniej chwili nas cofnęła. Nie wiedziałem, co się dzieje. Potem wybiegłem. Miał jedną kulę w głowie, dwie kolejne dostał w piersi. Oczy miał otwarte. Całe życie go widzę...
Niemcy zabrali Garbaczom wszystko. Zaczęła się żebranina. – Czasem udało się uprosić niemieckiego kucharza, by dał resztki zupy – wspomina Stanisław. – Dobry był, jak coś zostało, to karmił dzieciaki. Paśliśmy za kromkę chleba krowy księdza, chodziliśmy też do Czubiaka, który miał mleczarnię – czasem dostaliśmy trochę sera – to był prawdziwy rarytas. Ale potem partyzanci go zastrzelili za współpracę z Niemcami. Nam zabrali ostatni worek mąki. A brat tak strasznie ich prosił, że przecież nie mamy co jeść... I za co ja mam ich szanować?
Pamięć, ale do czasuZbiorową mogiłę mieszkańcy odrestaurowali własnymi siłami. Dwadzieścia lat temu, z nastaniem „nowych czasów”, podczas zebrania ktoś rzucił pomysł, by na cmentarzu upamiętnić także Ognia. – Większość zaczęła ostro protestować, ludzie zaczęli wychodzić i wtedy zaproponowałem, by na tablicy upamiętnić wyłącznie ofiary z lat 1939-1945. I utworzyliśmy wówczas Społeczny Komitet Upamiętnienia Walki i Męczeństwa Wsi Waksmund – tłumaczy Garbacz.
Przewodniczącym został Stanisław Garbacz, a sam komitet liczył w sumie 17 członków. Głównym celem, jaki sobie postawili, było odnowienie zbiorowej mogiły i ufundowanie pamiątkowej tablicy. Po wykonaniu prac, działalność komitetu ograniczyła się do organizacji corocznych lipcowych uroczystości w rocznicę pierwszej pacyfikacji. W tym roku okazało się, że potrzebne będą dalsze prace remontowe. W marcu skład komitetu rozrósł się do 19 osób.
– Chodzi nam też o to, by ludzie wiedzieli, że tu Ogień nie leży! A zdarzają się nawet szkolne wycieczki, podczas których pani opowiada takie historie! – irytuje się Stanisław Garbacz.
Mieszkańcy przyzwyczaili się już do lutowych obchodów rocznicy śmierci Józefa Kurasia „Ognia”. Jednak wielu nadal denerwują salwy honorowe, przypominające dawne wydarzenia. – Po co oni przychodzą i strzelają ku czci tych Ogniowców? Tylko nam przypominają, jak naszych rodziców mordowali. Serce nam pęka – żali się Józefa Chrobak.
Przeszłość nadal dzieli Waksmund. Historia Ognia wciąż budzi kontrowersję. Ci, którzy go potępiają, mają żal do historyków, że nie przedstawiają ich wersji wydarzeń. Z drugiej strony sami często nie chcą o nim mówić, „bo strach”...
Józef Figura
0 0
Cytat: \"Paśliśmy za kromkę chleba krowy księdza\". No i ? Potem podzielil sie z Wami: szynkami, mlekiem...
0 0
Wstydź sie kościele zeby nwet w czasie wojny wykorzystywać dzieci!
Umiaru nie macie.
0 0
a jak myślisz grochu ksiąz tylko dwoje dzieci miał na utzrymaniu?a skąd on miał mieć pieniądze jak wieś była biedna.Przecież to była wojna.
0 0
Ojojoj, kościół przecież nawet we wojne był bogaty, srebra i złota rodowe można zawsze sprzedać by swoich wiernych wyżywić. Po wojnie by sobie to odbili.
0 0
Juz widze jak za chwile odezwa sie obroncy \"bohaterstwa\" Ognia i stwierdza ze prawda autentycznych swiatkow jest tak naprawde nieprawda bo w aktach IPN to napisali........... A tak naprawde nie bez powodu grupe Ognia nazywano powszechnie banda a samego Ognia jeszcze gorzej
0 0
Dlaczego nikt z IPN nie spisuje takich wspomnień . Bardziej wierzą w UB-ckie zapiski czy wersję \"Ogniowej\" rodziny niż świadectwo ludzi którzy to wszystko przeżyli. Dzisiaj pomniki stawiają osobom, które okradały sieroty i skazywały je na głód. Prawdziwi bohaterowie leżą w tej mogile.
0 0
te straszne czasy niech nam zawsze przypominają jak straszni mogą być
ludzie którzy uwierzą totalitaryzom politycznym
0 0
W ubeckich papierach jest oddział Ognia nie jest przedstawiony jako wróg. Za swój cel stawiał walke z systemem komunistycznym i sowiecką dominacją. Jednocześnie zwalczał też pospolity bandytyzm. Moim zdaniem w wielu przypadkach rodziny pokrzywdzonych przez \"Ognia\", mogły zostać z tego powodu, że zostały podejrzane o współprace z UB. Ogień karał surowo niesubordynację w swoich oddziałach. Gdyby nie poparcie miejscowej ludności oddział \"Ognia\" nie utrzymał swoich wpływów w terenie przez tak długi okres. Z papierów UB i ówczesnej administracji, wynika jednoznacznie, że \"Ogień\" miał duże poparcie i autorytet w terenie.
0 0
Jakie UB było w czasie II wojny światowej. To dzisiejsi wybielacze \"Ognia\" sieją taką propagandę. Ludzie bali się go panicznie i dobrze wiedzieli że zabija wg swojego widzimisię więc każdy bał się nawet wspomnieć o nim. Takie to było poparcie - poparte lufą pistoletu. Starzy ludzie dobrze pamiętają jego zbrodnie ale najłatwiej jest ich uciszyć nazywając konfidentami czy komunistami. Praktycznie większość Waksmundzianów jest przeciwko \"Ogniowi\" to chyba wszyscy są UB-kami. Takich artykułów powinno być więcej może wtedy skończyło by się wybielanie kaprala Kurasia.
0 0
Dokonywano egzekucji opierając się na pomówieniach.
Po drugiej stronie barykady robiono to samo.
NIewinnie zabici, mają prawo do mówienia prawdy ustami żyjących.
0 0
Ognowcy zamordowali mojego pradziadka i wielu innych !!! a ludzie chca mu pomniki stawiac!!!! w koncu jakis artykul ktory nie wychwala Kurasia tylko mowi prawde.Mieszkam w Waksmundzie i podzial zawsze bedzie na tych ktorzy wiedza jaka jest prawda i na tych ktorzy sa chorymi fanatykami Ognia!!!!
0 0
Tu już niema żadnej prawdy, zostało tylko poczucie krzywdy i rozmyta historia. Czasem jednak można dowieść, że ktoś zginął bo był ubeckim konfidentem, a nie dlatego, że się komuś nie podobał. Ogień nie był \"rycerzem bez skazy\", ale sprawa za którą walczył i zginął była tego warta.
0 0
Jaka sprawa jest warta życia niewinnych ludzi. Sugerowanie, że osoby, które przeżyły koszmar wojny nie mówią prawdy, bo wspomnienia im się \"rozmyły\" jest co najmniej świństwem wobec nich. Pewnie więcej wiedzą 30-letni historycy, którzy wojnę znają z książek. Gdyby jeden z drugim porozmawiał ze starymi ludźmi np w Waksmundzie to szybko zmienił by zdanie. Okażmy im trochę szacunku i nie posądzajmy im od razu o kontakty z UB.
0 0
Do Rademenes beszczelnosc z twojej strony to malo powiedziane!!!!! Mojego pradziadka zabili bo zlapal ich na kradzierzy -Tak okradali i mordowali .Powiedz mi co im zawinila kobieta w ciazy ,a moze w jej lonie widziano juz konfidenta.Na szczescie zyja jeszcze ludzie ktorzy pamietaja historie ta prawdziwa!!!!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz