Wojsław Lichaczewski trzy lata temu kupił dom w Ludźmierzu. Teraz dowiaduje się, że z powodu błędu urzędników pod jego dachem może zamieszkać morderca.
– Wyobrażam sobie, jak po wyjściu z więzienia przychodzi Andrzej T. i pyta mnie, który pokój jest jego. I co? Mam dać pokój mordercy obok pokoju mojej 5-letniej córeczki? – pyta retorycznie.
Trzy lata temu sprzedał nieruchomość w Zakopanem i kupił dom w Ludźmierzu, przy ul. Słonecznej. Pokazuje akt notarialny, podpisany 3 października 2006 roku, ze wzmianką poświadczającą, że w budynku nie są zameldowane żadne osoby – ani na pobyt stały, ani tymczasowy. Ponurą historię budynku i rodziny poznaje powoli dopiero teraz.
Tymczasem na początku sierpnia tego roku pan Wojsław otrzymał korespondencję z Urzędu Gminy w Nowym Targu, która zmroziła mu krew w żyłach. Został powiadomiony o wszczętym postępowaniu administracyjnym, dotyczącym anulowania wymeldowania z pobytu stałego Andrzeja T. z budynku przy ul. Słonecznej. Po wizycie w urzędzie gminy był jeszcze bardziej zaniepokojony. Nie uspokoiła go również wizyta u adwokata. Widmo niechcianego lokatora okazało się bardzo realne. – Zanim kupiłem ten dom, było tu zameldowanych 7 osób, między innymi Andrzej T., który siedział w więzieniu za morderstwo popełnione kilka lat wcześniej. Wszystkie osoby zostały jednak wymeldowane, między innymi Andrzej T., którego nowym adresem był dom jego dziadków – opowiada Wojsław Lichaczewski.
Andrzej T. to syn poprzedniej właścicielki, od której pan Wojsław kupił feralny dom. Feralny z kilku powodów, bo to właśnie tu w 2002 roku w noc sylwestrową 24-letni wówczas Andrzej T. zabił dziennikarza, którego poznał kilka godzin wcześniej i zaprosił do siebie. Za morderstwo trafił do więzienia, gdzie przebywa do dzisiaj. Tymczasem na Podhalu toczy się bój o jego zameldowanie.
W państwie prawa– Próbowałem się dowiedzieć, czy anulowanie jego zameldowania u dziadków może oznaczać, że będzie z powrotem zameldowany u mnie. Okazuje się, że jest to realne – nie ukrywa przerażenia Wojsław Lichaczewski. – Dziś Franciszek B. już nie jest właścicielem budynku, jego żona zmarła, a dom należy do drugiej z córek. Dziadek twierdzi, że nie podpisywał zgody na zameldowanie u siebie wnuka. Ponoć córka chce sprzedać dom, a kto kupi dom z kryminalistą? – co do tego pan Wojsław nie ma żadnych złudzeń. – Więc chcą kryminalistę sprzedać mnie. To nie jest człowiek, który siedzi za niepłacenie alimentów czy za kradzież. On zabił człowieka. Dlaczego ja muszę się teraz bronić przed nim? Wydawać pieniądze na adwokatów? Czy tak postępuje się z obywatelami w państwie prawa? – pyta retorycznie.
– Andrzej T. nie jest jeszcze zameldowany u pana Wojsława Lichaczewskiego. Jego strach jest przedwczesny. Nie zapadła żadna decyzja, postępowanie jest w toku – uspokaja Nina Warpecha, naczelnik Wydziału Spraw Obywatelskim w nowotarskim Urzędzie Gminy. – Problem wynika z konfliktów rodzinnych. Jego dziadkowie najpierw zgodzili się na zameldowanie wnuka, obydwoje złożyli swoje podpisy w urzędzie gminy, a teraz, po śmierci żony, kiedy właścicielem jest ich córka, pan Franciszek B. nagle zaczął twierdzić, że nie zgadzał się na zameldowanie u siebie wnuka i że zrobiono to za jego plecami – tłumaczy. Pani naczelnik podkreśla, że ze strony urzędników nie doszło do żadnych uchybień. Andrzej T., przebywający w więzieniu, przysłał pisemną zgodę na przemeldowanie do dziadków, potwierdzoną przez wychowawcę. – Mamy też podpisy ówczesnych właścicieli budynku, zgadzających się na zameldowanie go – przekonuje.
Wykradziony dowód?Inną wersję przedstawia obecna właścicielka budynku przy ul. Zacisze w Ludźmierzu – Maria B. – Mój tatuś nigdy nie wiedział, że w jego domu został zameldowany Andrzej. Załatwiły to – bez jego wiedzy – moja mamusia i siostra – Aniela T. Wykradły mu dowód i na tej podstawie dokonały zameldowania. Ja byłam wtedy w USA – twierdzi. – Tatuś dowiedział się o tym po czasie. Kiedy zostałam właścicielką tego budynku, postanowiłam sprawę wyjaśnić. Tatuś jest po dwóch zawałach, po wylewie, na wózku inwalidzkim zawiozłam go do urzędu, żeby wymeldować Andrzeja. Gmina wymeldowała go, on się jednak odwołał i urząd wojewódzki anulował tę decyzję. I tak było już chyba 3-krotnie – twierdzi Maria B., podkreślając, że nie chce mieć pod swoim dachem siostrzeńca kryminalisty.
Mieszkaniec – widmoPracownicy Urzędu Wojewódzkiego nie chcą rozmawiać na temat sprawy, zasłaniając się ochroną dóbr osobistych. W końcu zgadzają się jedynie na ocenę pracy nowotarskich urzędników. – Ten meldunek był nieprawidłowo przeprowadzony. Jak się kogoś melduje, to powinien on w danym miejscu przebywać i mieszkać. I ten warunek nie został już spełniony, więc wszystkie następne problemy były konsekwencjami tej pierwszej nieprawidłowości – tłumaczy Joanna Sieradzkia z Biura Prasowego Urzędu Wojewódzkiego. – Ta sprawa jest skomplikowana i zawiła – twierdzi. Podkreśla jednak, że anulowanie tego nieprawidłowego meldunku wcale nie oznacza automatycznego przywrócenia zameldowania pod poprzednim adresem. – To dwie różne czynności. Można nie być nigdzie zameldowanym. Gmina teraz bada prawidłowość wymeldowania. To kolejna zagadka do rozwiązania – twierdzi rzecznik.
Taka rodzina– Niech się pani daleko trzyma od tych ludzi, tego domu. Chce pani wiedzieć, jaka to rodzina? – w końcu udaje mi się namówić na rozmowę jednego z napotkanych w Ludźmierzu mężczyzn. – Syn tego Franciszka B. zabił swoją żonę, wnuk – tego dziennikarza. Jego córka sprzedała swój dom, zapominając o tym, że ma syna. Zameldowała go do dziadków, a mąż został bezdomnym. Mieszkał gdzieś na śmietnikach, umarł też w dziwnych okolicznościach, znaleźli go na śmietniku – opowiada. – Franek też po śmierci żony jest biedny, mieszka w ośrodku pomocy społecznej. Jak chorował, żadnej z córek przy nim nie było. Jakby która była dobra, to nie musiałby siedzieć w domu starców. – Ale na jego dom to chętne są – twierdzi inny z rozmówców. – Andrzej, co siedzi w więzieniu, kiedyś był inny. W zespole góralskim tańczył, fajny był. Potem zaczął wplątywać się w jakieś bójki, kradzieże. Ale w takiej rodzinie, zdany na siebie, jaką drogą miał iść? – pyta retorycznie starszy mężczyzna. A po wyjściu z więzienia mamusia się nim powinna zaopiekować, a ona pozbawiła go domu – dodaje. – Tylko gdzie ona jest, Bóg jeden wie.
Beata Zalot
Przeczytaj rozmowę z Andrzejem T. w sprawie jego zameldowania w tym domu!!
0 0
Jak kupił dom z mordercą to juz jego zmartwienie, jabym bilety sprzedawał jak do cyrku i udostępniał morderce za dutki.
0 0
znaczy myslis o muzeum , co w stylu tego kolo placu wolnosci?? i jeszcze makaronem prac w gosciu dla wiekszej wesołosci? masz pomyslunek :)
0 0
A mocie kruca Świętą Ziemie z sanktuarium. Takich historii to w Łudżmierzu to by sie całkiem sporo znalazło.
0 0
Szczerze przyznam ze Ludzmierz jest znany z takich nie wyjasnionych morderstw i kradzierzy!!!!!
0 0
ludzie ale macie bujnom fantazje . pochodze z ludzmierza , a to co ludzie opowiadaja bojki to w tej wsi jest normalne tylko ze szkoda ze te ludzie kturzy opowiadaja o tej rodzinie pierdoly to nich pierwse sie popatrza do swojego koryta bo lepsego napewno nimaja .
0 0
Zameldowanie nie jest tożsame z własnością. Pan T. może mieć tam nawet cztery (4) zameldowania, nic to nie zmienia a co do zamieszkania, może się zwrócić do matki (może jeszcze żyje), ringi przygarnie. Adres w Ludźmierzu, jest dla niego nieistniejący.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz