Gmina Nowy Targ

Zamknij

Wspomnienia o. Leona Knabita: Pierwsza kapłańska pasterka

Beata Zalot 12:58, 25.12.2009
Treść artykułu pod wideo ↓
1 Wspomnienia o. Leona Knabita: Pierwsza kapłańska pasterka

Największą trudność sprawiała mu gwara, szczególnie w konfesjonale. Swój pierwszy przejazd na koniu z Brzegów do Bukowiny z emocjami wspomina jeszcze dziś. Pobyt w parafii w Gronkowie, a potem w Brzegach, wspomina o. Leon Knabit.

::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"6999"}

W wigilijne popołudnie roku 1954 udałem się sankami zaprzężonymi w rączego konika z obowiązkowymi „turlickami” do Białki, gdzie jako rektor kościoła filialnego w Brzegach składałem życzenia proboszczowi księdzu Jerzemu Czartoryskiemu. Miła świąteczna atmosfera nagle się zmieniła, gdy wspomniałem o tym, że wracam na pasterkę, która będzie odprawiona o północy. Ksiądz kanonik dosłownie zatrząsł się z oburzenia. – Jak to? Nie ma pozwolenia na pasterkę o północy poza kościołem parafialnym! – Ale podobno w roku ubiegłym była. – Tak, oni tam chcą parafię zrobić, (parafia powstała rzeczywiście, około pół wieku później). – Ale ja już w niedzielę zapowiedziałem… – Ale pasterki o północy nie będzie!

Więc jako człowiek spolegliwy powiedziałem, że w takim razie, jak będę wracał z Białki, wstąpię do każdej chaty i wytłumaczę, że ksiądz kanonik nakazał, by pasterka była nie o północy, ale o szóstej rano… – No nie, no tak to nie można – powiedział już trochę udobruchany proboszcz. Stanęło ostatecznie na tym, że pasterka będzie, ale mam ogłosić, że papież zabronił odprawiania pasterki o północy w kościołach nieparafialnych, ale w tym roku wyjątkowo ksiądz kanonik pozwolił… Uradowany wracałem we wspaniałej scenerii zapadającego mroku. Wierzchołki ośnieżonych smreków ginęły we mgle. Delikatnie dzwoniły dzwonki. Zjechaliśmy z Białki „pod Bukowinę” obok szemrzącej z lewej strony nie zamarzniętej Młynówki. Przed skrętem w lewo na most w Czarnej Górze miało się przed sobą jak dziób tajemniczego statku majaczące wzgórze nad Białką, widok wprost czarowny (…). Potem przez most, skręt w prawo i przez Jurgów do kolejnego mostu na Białce. Jeszcze kawałek i już brzegowskie Przygórze. Po drodze nie spotkaliśmy żadnego człowieka. Dopiero w szkole, gdzie się stołowałem u kierownika Jana Mulińskiego, czekała już wieczerza wigilijna. Nie było nawet zbyt wiele czasu na tęsknotę za rodzinnymi Siedlcami, gdyż w rodzinie państwa Mulińskich znalazłem po prostu drugi dom, pełen serdeczności i zrozumienia. Święta w góralskiej wiosce… I tam właśnie odprawiałem o północy pierwszą pasterkę kapłańską.

Kiedyś, jeszcze w seminarium, próbowałem ubrać swoje oczekiwania w formę wierszowaną:

A może kiedyś, jakże czekać długo,
w noc Narodzenia stanę przed ołtarzem
i będę śpiewał z aniołami razem:
jam przyjacielem Twym, Panie, nie sługą.
Po pasterce zrodziło się dopowiedzenie:
Noc cicha, święta… Chrystus się narodził!
Dziś z aniołami przed ołtarzem stoję,
spełnione myśli i pragnienia moje –
na głos mój Dziecię na ołtarz przychodzi.


A zaraz po Mszy dziewczęta wyszorowały drewnianą podłogę w kościele, by w święta było czysto i porządnie, bo jak można popasterkowe błoto na tak wielką uroczystość zostawić? Byłem tym zbudowany.

A w ogóle z Podhalem spotkałem się jeszcze podczas studiów seminaryjnych, gdy na początku lat 50. klerycy siedleccy spędzali część wakacji w Sieniawie, u niezwykle gościnnych państwa Majchrowiczów. Stamtąd to odwiedziliśmy w 1953 roku Gronków, znany już szeroko w Polsce z powodu pięknego kościoła, w którym drewniana zwykle architektura góralska została tym razem wyrażona w kamieniu. Byliśmy urzeczeni kościołem i proboszczem, który budowę pomyślnie doprowadzał do końca. Ksiądz prałat Władysław Miłaszewski pochodził z Kresów i akurat przyjaźnił się z naszym biskupem Ignacym Świrskim. Toteż, gdy zachorowałem na płuca i po intensywnej terapii potrzebna była mi już jako księdzu kuracja klimatyczna, zwróciliśmy się z kolegą z podobną dolegliwością do Góralskiego Plebana, jak się lubił tytułować.

I tak od początku czerwca 1954 roku przebywaliśmy na plebanii, gdzie nigdy nie brakowało gości, zwłaszcza księży i kleryków. Proboszcz zaraził mnie chyba swoją miłością do górali. Jedyną trudnością była na początku gwara, szczególnie w konfesjonale. No bo skąd ceper może wiedzieć, co to jest np. „dusiowałek się”? Powoli się przyzwyczajałem. Ksiądz prałat zajmował się bardziej budową wieży na kościele, a mnie zlecał więcej prac duszpasterskich. „Idźcie do proboszcza” – mówił interesantom. I oto 21 lipca Góralski Pleban nagle zakończył życie nad Leśnicą, wracając ze spaceru. Cały trud administrowania parafią i zakończenia budowy wieży spadły na dwóch ceprów – księdza Janusza i mnie. Po Mszy św. porannej, zrzucaliśmy sutanny i zwykle pracowaliśmy do obiadu, jeśli jakieś pilne obowiązki duszpasterskie nie przeszkodziły. Ciekawe, że miejscowi pracownicy woleli wykonywać nawet ciężkie prace na dole, a nie kwapili się do układania cegieł i kamieni na wysokości – chyba już około 20 metrów. „E, to wy tam idźcie…” Dziwiłem się, bo myślałem, że górale to będą śmigać wysoko, jak po turniach.

Zawiązała się między nami żywa przyjaźń. Kiedy pytałem, jak to jest, że mnie, „niepiloka”, tak serdecznie przyjęli, usłyszałem, że „ksiendza to syćka górale!” A kiedy w 2004 roku świętowaliśmy z ówczesnym proboszczem ks. Targoszem – on 25-lecie, a ja 50-lecie kapłaństwa i do tego złoty jubileusz duszpasterzowania w Gronkowie, najbardziej wzruszyły mnie życzenia od delegacji mężczyzn i kobiet nie pierwszej już młodości, którzy powiedzieli: „Jesteśmy tymi, których pięćdziesiąt roków temu przygotowaliście do Przyjmania. Była to nasa i wasa piyrso Komunia święta”. Niewielu księży może doznać tej radości, jaką daje fakt, że owoce jego pracy trwają już pół wieku. Niewiele jeszcze wtedy duszpasterzowałem na rodzinnym Podlasiu, ale nie wydaje mi się, by były zbyt wielkie różnice w religijności obu regionów. Nie widziałem też specjalnej różnicy w poziomie etycznym górali a mieszkańców Mazowsza, Wielkopolski czy Małopolski. Osławione góralskie pijaństwo chyba nie jest większe, niż w innych częściach Polski, tylko bardziej głośne, a może to echo śpiewów roznosiło się bardziej, niż na podlaskich równinach. Zresztą głośne były i śpiewy w kościele, płynące z żywiołowej pobożności i przywiązania do wiary, wyrywające się z całego serca, i to z obowiązkowym wtórem. Na pewno większa była frekwencja na Mszy św. Novum dla cepra było, że do kościoła przychodzono w niedziele, a zwłaszcza w święta, w strojach góralskich.

Jako kleryk miałem na Podlasiu do czynienia z wioskami nie bardzo przejmującymi się remontami kościoła. Wszystko robił proboszcz. A gronkowianie byli bardzo zaangażowani w materialne sprawy parafii. Rozmawiali z inżynierami i wykonawcami, jeździli nieraz daleko, by zdobyć potrzebne materiały budowlane, może i dlatego, że wtedy łatwiej było postarać się o nie człowiekowi świeckiemu. Oczywiście, czasem byli zbyt uparci Na przykład nie mogli zrozumieć, że za parę kartek planów inżynier żądał stosunkowo sporej sumy. Kiedy chcieli mu dać dużo mniej, powiedział: – To ja daję te plany na chwałę Matki Boskiej, za darmo. Nic nie chcę. Honor nie pozwalał zgodzić się na takie rozwiązanie, no i wreszcie jakoś się dogadali. Trudności większych nie miałem. Nie spotkałem się też z filozofowaniem góralskim w sabałowym stylu: „W Boga wierz, ale Mu nie wierz”. Byłem uważany prawie za członka rodziny. Zobaczyli, że nie mam dobrych butów, to poszliśmy do szewca do Łopusznej, by mi te buty zrobił. Gdy kuria wyznaczyła wreszcie stałego duszpasterza, wysiedlonego z Zabrza, ks. Franciszka Pieruszkę, gronkowianie pragnęli, bym został gdzieś na wsi, miejsce by się znalazło. Nie zgodziłem się, by uniknąć ewentualnych konfliktów, a może właśnie i dzięki temu mogę do gronkowa zawsze przyjeżdżać, a tytuł Honorowego Gronkowianina, bardzo miły sercu, świadczy o trwającej wciąż więzi.

Dalszy ciąg leczenia klimatycznego przebiegał we wspomnianych na początku niedalekich Brzegach, jeszcze bardziej góralskich, gdyż ta część parafii białczańskiej sięgała aż po Głodówkę, a i dalej w Tatry. Przebywałem tam prawie rok. Nie było tam światła elektrycznego. Była wprawdzie jakaś prądnica na potoku, która czasem sprawiała, że w żarówkach pojawiał się na trochę czerwonawy drucik. Nie było też porządnej drogi. Błoto niemożebne! Kiedyś musiałem wybrać się jesienią do Krakowa, to wsadzono mnie pierwszy raz w życiu na konia i tak jechałem – pod górę prawie na ogonie, z góry niemal na końskiej szyi, aż wreszcie doprowadzono konia wraz z jeźdźcem do brzyzku w Bukowinie na Klinie, gdzie udało mi się zsiąść i udać potem w dalszą drogę. A samochód – jakiś terenowy raz tylko widziałem w wiosce, gdy były wybory. I tu, podobnie jak w Gronkowie, nie potrzebowałem się martwić o sprawy związane z codziennym funkcjonowaniem. Zrobiono mi półkę na książki, podzelowano buty, bo łatwiej było parafianom zauważyć dziurę w zelówce. Otrzymałem nawet kołdrę i pasek do zegarka. Kiedy prawie po roku wyjeżdżałem do swej diecezji, z jednej strony z radością, że wrócę do normalnej pracy kapłańskiej, ale i z wielkim żalem, jakbym się rozstawał z rodziną.

Do dzisiaj uważam Podhale za drugą po Podlasiu ojcowiznę. Dziwne, że w Brzegach przebywałem dłużej, a rzadko mam możność je odwiedzać. Ze względu na obowiązki nie mogłem nawet brać udziału w tak ważnych uroczystościach, jak utworzenie parafii i 100-lecie szkoły. Postaram się zaległości nadrobić. Z Gronkowem kontakty są żywsze, głównie dzięki ks. drowi Władysławowi Zarębczanowi, który urodził się już po moim odejściu z Gronkowa. On to organizuje coroczne Światowe Rekolekcje Podhalańskie w Rzymie, na które zaprasza mnie zawsze z konferencjami. Dlatego mam żywy kontakt z gronkowianami, a przez nich i z Wiecznym Miastem. Może właśnie pobyt na Podhalu wtedy, kiedy organizm dawał sobie radę z chorobą, tak mnie umocnił, że chyba na płuca już nie umrę, a przeżyte 80 lat to najlepsza rekomendacja Podhala jako krainy, która umacnia zdrowie fizyczne i duchowe górali i „niepilich”.

Niech pamiątka przyjścia Chrystusa w ludzkim ciele będzie dla wszystkich Czytelniczek i Czytelników Tygodnika Podhalańskiego okazją do powiększenia radości i miłości wzajemnej. Dotrwajcie wszyscy, przynajmniej tak jak ja, do tych 80 lat w radości, tężyźnie fizycznej i wierze w dobroć Boga i ludzi. A jak Pan Bóg pozwoli, jeszcze dłużej! Wesołych Świąt!

Leon Stefan Knabit OSB z Tyńca,
Honorowy Gronkowianin

***


Ojca Leona Knabita zna cała Polska. Niewiele osób wie, że jego kapłańska droga miała swój początek na Podhalu, najpierw w Gronkowie, a potem w Brzegach.

Z o. Leonem trudno umówić się na rozmowę. Cały czas jest w drodze, każdą minutę wypełnioną ma pracą, obowiązkami, które sam sobie mnoży. Patrząc na jego aktywność, aż trudno uwierzyć, że w grudniu tego roku skończy 80 lat.

O. Leon, benedyktyn z Tyńca, to jeden z najbardziej znanych duchownych w Polsce, autor wielu książek, rekolekcjonista, świetny kaznodzieja, człowiek orkiestra. Prowadził programy w telewizji – „ojciec Leon zaprasza”, „Salomon”, „Credo”. Znany jest ze swojej otwartości, poczucia humoru, życzliwości, świetnego kontaktu z młodzieżą.

Tuż po przyjęciu święceń kapłańskich trafił do Gronkowa. W 1954 roku, z powodu nagłej śmierci ówczesnego proboszcza ks. Miłaszewskiego, przez sześć miesięcy administrował podnowotarską parafią. Z gronkowianami utrzymuje kontakt do dziś. W 1955 roku pełnił funkcję rektora kościoła w Brzegach.

Mimo natłoku obowiązków, o. Leon dał się namówić na wspomnienia początku swojej drogi kapłańskiej, który zawsze będzie się mu kojarzyć z Podhalem.

Beata Zalot

***


Modlitewnik Ojca Leona

To bogato ilustrowany zbiór modlitw i fragmentów Pisma Świętego, przeplatanych osobistymi refleksjami o. Leona na każdą niedzielę. Całość została uzupełniona niezwykłymi tekstami zaczerpniętymi z brewiarza, które pozwolą czytelnikom głębiej przeżyć najważniejsze święta i uroczystości kościelne.

Książka została przygotowana wspólnie przez Wydawnictwo Znak i Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec z okazji przypadających w grudniu 80. urodzin autora.

***


26 grudnia tego roku o. Leon kończy 80 lat. Z tej okazji redakcja składa solenizantowi serdeczne życzenia – zdrowia, niesłabnącej energii i poczucia humoru oraz jak najczęstszych wizyt na Podhalu, które już w młodości miały na niego zbawienny wpływ.

Redakcja TP
(Beata Zalot)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

Konto usunięteKonto usunięte

0 0

bardzo ciekawy czlowiek z O.Knabita :-) oby wszyscy mu chcieli dorównac ...

13:26, 25.12.2009
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%