W roli modeli – uczniowie i uczennice borzańskiej podstawówki. Zamiast modnych ciuchów rodem z Chin – piękne gorsety, tybetki, odziewacki i serdaki.
Marysia zaprezentowała się w odziewacce, którą nosiła jej babcia. Karolina na wybiegu pokazała się w „smatce” na głowie i „solu ze strzępkami” po prababci. Nicola miała na sobie serdak wykonany przez tatę i starą spódnicę, bo liczącą już… dwa lata. Zosia przyniosła „kosule”, w której babcia 50 lat temu brała ślub, a Dominika założyła gorset wykonany przez babcię z Gronkowa. Nietypowe ubranie zaprezentowała Angelika – tak jeszcze 40 lat temu nosiły się gaździny w Skrzypnem. W piękny strój, zakładany tylko przy szczególnych uroczystościach do kościoła, „wyzdajał się” Łukasz. Wojtek ubrał się na staroświecką modłę, a Przemek pokazał, jak łączyć tradycję ze współczesnością.
Nad całością tej nietypowej rewii czuwała dr Stanisława Trebunia-Staszel, która wcześniej podczas interesującego wykładu opowiadała o góralskim stroju i o tym, jak się zmieniał na przestrzeni wieków. Pokazała najstarsze ryciny, na których można oglądać stroje ówczesnych górali. Sukniane portki, cuchy czy kierpce dotarły w nasze strony wraz z Wołochami, którzy przywędrowali tu w XV wieku.
Przez wieki stroje góralskie się zmieniały, widać było na nich różne wpływy. Jeszcze w XIX wieku portki sukniane były bez jakichkolwiek zdobień, skromne były także stroje kobiece. I spódnice, i koszule wykonane były z samodziałowego płótna lnianego, gorset był na guziczki zamiast wstążek, ramiona okrywały kobiety płachtą.
Juhasi nosili szerokie pasy, które przydawały się podczas starć z niedźwiedziem. Długie włosy mężczyzn chroniły przed chłodem. Splatali je też w warkoczyki zwane „kutasikami”. Smarowali włosy owczym masłem, żeby lśniły i pięknie się układały. – W połowie XIX wieku typowym elementem męskiego stroju góralskiego był biały kożuch. Nazywany był „białczańskim”. W Białce bowiem w tym czasie było kilkanaście zakładów kuśnierskich, robiących takie kożuchy. Dziś w takim chodzi Bartek Koszarek, dyrektor Domu Ludowego w Bukowinie – opowiadała dr Stanisława Trebunia-Staszel, prezentując jednocześnie odpowiednie fotografie.
Podczas wykładu można było zobaczyć, jak wyglądają najstarsze okazy gorsetów (można je podziwiać w Muzeum Tatrzańskim), dawne obrzędowe stroje weselne czy jak ubierała się zamożna góralka na przełomie XVIII/XIX wieku.
Skąd się wzięły zdobienia na portkach suknianych? Jak się okazuje – zawdzięczamy je armii napoleońskiej. To żołnierzom pozazdrościli ówcześni górale i na czystych dotąd portkach zaczęli wyszywać najpierw skromne zdobienia pętlicowe, z czasem używając do tego kolorowych nici, a następnie wzbogacając stopniowo haftowane wzory aż do obecnych parzenic.
Z kolei serdaki – jak zdradziła dr Stanisława Trebunia-Staszel – zawdzięczamy kuśnierzom z Liptowa, bo to stamtąd sprowadzał je i handlował nimi na Podhalu Sabała i inni współcześni mu górale. Ze Słowacji przywędrowała także moda na katanki. Gorsety zdobione cekinami i koralikami pojawiły się dopiero pod koniec XIX wieku, wtedy też zaczęła się zmieniać parzenica. W latach 50 XX wieku najmodniejsze parzenice to te najbogatsze i najbardziej kolorowe, podobnie zdobienia na cuchach. Gorset z aksamitu ze zdobionym cekinami i koralikami motywem dziewięćsiłu, biała tybetowa spódnica i haftowana koszula to modelowa, reprezentacyjna wersja damskiego stroju góralskiego, która ukształtowała się w latach 70. ubiegłego wieku.
Były też zagadki. – Kostki czy muszelki – na góralskim kapeluszu? – pytała prelegentka. – Kostki, muszelki, kostki – przekrzykiwały się dzieci. – A dlaczego kostki? – pytała. – Bo dawniej kapelusze ozdabiano kośćmi zwierzęcymi, często bydlęcymi zębami. Muszelki pojawiły się później – wyjaśniła.
W latach 90. na Podhale powróciły dawne mody, stroje skromniejsze. Dziewczęta zaczęły zakładać, jak ich prababki, jednolite kostiumy i katanki, na portkach suknianych parzenice nie były już takie bogate. Co się teraz nosi, można zobaczyć, wybierając się do jakiejkolwiek miejscowości np. na uroczystość Bożego Ciała.
– Gdy brałem ślub w 1971 roku, to był pierwszy ślub od lat w strojach góralskich, bo wtedy moda była na „pańskie” stroje. Jeszcze w 1991 roku podczas uroczystości Bożego Ciała w Szaflarach było nas w całym kościele tylko 5 chłopów po góralsku, a dziś większość się tak nosi – cieszył się Stanisław Ślimak, wójt gminy Szaflary, który – choć nie uczestniczył w rewii – też się pięknie po góralsku wystroił. W remizie borzańskiej zaprezentował się w strojnej brązowej cusze, portkach suknianych, wełnianym swetrze i w kapcach. – Kapce 30 roków temu robił mi pan Ludzia z Nowego Targu, portki uszył Jasiek Lasok spod Nosala. Cuchę zrobił Szostak z Kośnych Hamrów. Sweter też jest nie byle jaki, bo z jagnięcej wełny, dzięki czemu mnie nie kłuje i jest bardzo ciepły – prezentował poszczególne elementy swojej garderoby. – Kocham swój strój i noszę go z dumą – podkreślał.
Okazją do wykładu i nietypowej rewii był finał konkursu „Historia i dzień dzisiejszy parafii i miejscowości karpackich”, który tradycyjnie odbywa się w Borze na początku roku. W tegorocznej edycji wśród uczniów szkół podstawowych największą wiedzą wykazał się Robert Tomaszkiewicz z Boru. Wśród gimnazjalistów najlepszy był Janusz Sądelski z Maruszyny Górnej.
Sobotnie spotkanie w borzańskiej remizie było też okazją do obejrzenia wystawy prac dziecięcych, będących plonem konkursu plastycznego „Tradycje bożonarodzeniowe w mojej miejscowości”.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz