– No, niechże ktoś dziecku poda kijek – pokrzykują czasem na trasie sędziowie, którzy nie wiedzą, że biegnąca na nartach dziesięcioletnia Iwetka nie ma dłoni.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"7663"}
Iweta Faron biega na nartach już trzeci sezon. Lubi przypiąć deski i ruszyć z mamą czy bratem w trasę tuż za domem w Obidowej. Jeszcze bardziej pociąga ją dreszczyk emocji podczas rywalizacji na zawodach. Wtedy może zapomnieć o wszystkim, a sport dodaje jej pewności, że może być nawet lepsza od pełnosprawnych rówieśników. Jak Kasia Rogowiec, Joasia Cieślicka czy Robert Wątor – niepełnosprawni sportowcy, z którymi niekiedy wspólnie ćwiczy podczas zgrupowań. Może kiedyś, tak jak starsi koledzy, zdobędzie laur podczas paraolimpiady?
Iweta ma dziesięć lat. Przyszła na świat bez prawej dłoni. Właściwie rękę kończą paluszki wielkości paznokcia. Jednak mimo przeciwności losu znakomicie daje sobie radę w życiu. Najgorzej było z pisaniem, bo dziewczynka jest osobą praworęczną. Iweta z mozołem stawiała lewą ręką koślawe literki. Z czasem pierwsze kulfoniki zmieniały się w rząd równych słów. Nie stosuje dla siebie żadnej taryfy ulgowej. W szkole chce robić to samo, co pozostali uczniowie. Na WF-ie gra w siatkówkę, ćwiczy jak inni, a po lekcjach chodzi na kurs tańca. Nawet na śpiewie zażądała, by pani uczyła ją – tak jak pozostałe dzieci – gry na flecie. Jak każda dziewczynka w jej wieku marzy, że kiedyś będzie piosenkarką.
Ale teraz jej pasją jest bieganie. Choć brakuje jej siły odepchnięcia prawej ręki, radzi sobie równie dobrze, jak pozostali. A zimowe weekendy spędza zwykle na trasach zawodów młodzieżowych lub zgrupowaniach kadry paraolimpijczyków. Tu ma możliwość spotkać się z niepełnosprawnymi sportowcami zrzeszonymi w Starcie Nowy Sącz. – Kiedyś brat pożyczył ze szkoły biegówki – wspomina. – Pewnego dnia włożyłam jego buty i zaczęłam jeździć. Trochę mnie wykrzyczał… Ale potem pojechałam oglądać zawody i powiedziałam mamie, że też bym tak chciała.
– Początkowo byłam przeciwna – przyznaje Zofia Faron, mama dziewczynki. – Ale Iweta nie dawała spokoju, więc poszłyśmy pożyczyć narty. Potem zaprosiliśmy do szkoły kadrę paraolimpijską. A wreszcie pojechałyśmy razem na tygodniowe zgrupowanie kadry na Przehybie. Tam miała styczność z nimi na co dzień, mogła też patrzeć, jak oni sobie świetnie radzą.
Sport uczy samodzielności
Iweta wie, że można by założyć jej protezę. Jednak to wiąże się z kilkoma operacjami. Być może zdecyduje się, gdy będzie starsza. – Jest dzieckiem uśmiechniętym, otwartym. Te przeżycia mogłyby ją zmienić. Przecież to mocny bodziec. Lekarz nam mówi, że lepsze dziecko uśmiechnięte, niż czternastoletni starzec po przejściach. Musimy poczekać – przyznaje Zofia Faron.
W szkole już wszyscy się przyzwyczaili i nikt nie zwraca uwagi na jej rękę. Początkowo nowi koledzy jej unikali, jakby nie mogli się nadziwić. – Jeśli najbliższe środowisko toleruje tę niepełnosprawność, uznaje, że wszystko jest w porządku, to później te zewnętrzne bodźce nie są takie trudne do przejścia – podkreśla mama. – Litość jest najgorsza. Przecież niepełnosprawni to normalni ludzie, którzy uczą się, pracują, mają swoje humory, uprawiają sport, zdobywają Kilimandżaro.
Zofia Faron, mama Iwety, liczy, że uda się zapalić do sportu także inne dzieci. Nie muszą uprawiać biegów narciarskich, mogą zająć się też innymi dyscyplinami. – Najważniejsze, by rodzice zaakceptowali fakt, że dziecko może wiele rzeczy zrobić samo – podkreśla. – Bo często nie jest ono aż tak niepełnosprawne, jak traktują je rodzice. Ono musi poczuć, że wiele potrafi samo. A sport uczy samodzielności. Jeździmy na mistrzostwa Polski w lekkoatletyce i widzimy, jak świetnie sobie te dzieci radzą, jak potrafią sobie doskonale jedno drugiemu pomóc!
U Faronów biegówki to rodzinna tradycja. Zofia zaczęła biegać jako dziecko – wciągnęli ją bracia Józef i Kazimierz Maciuszek. Sama też zdobywała mistrzostwo Polski juniorów, a jako seniorka biegała przez dwa sezony. Trafiła na przemiany przełomu l989/90 i gdy sekcja narciarska Podhala poszła w rozsypkę – zrezygnowała ze sportu. – To ciężko praca, ale nic nie odbierze tych ogromnych emocji, możliwości zwiedzania świata. To ogromna frajda – wspomina po latach.
Mruczek z ziemniakamiIweta kocha zwierzęta. Wszystko, co się rusza, jest najukochańsze – nawet jaszczurki, myszy czy dżdżownice. Jej kot Mruczek, którego też przygarnęła, uwielbia ziemniaki. Kiedyś przygarnęła dużego psa. Od czasu do czasu przychodzi z kolejnym i trzeba szukać dla niego opiekuna. Rodzice kupili jej też malutkiego yorka, który radośnie biega po całym domu. I przyczynia się też do tego, że dziesięciolatka cieszy się każdą chwilą dnia i każdą pokonaną przeciwnością losu.
Józef FiguraIweta wraz z mamą proszą o kontakt niepełnosprawne dzieci i ich rodziców. Namawiają do wspólnego uprawiania sportu. Namiary udostępnimy w naszej nowotarskiej redakcji (Rynek 11, tel. 18/266 99 34)
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz