„Ogarnia zdumienie, kiedy poznajemy, jakimi środkami posługiwali się komuniści w walce z Kościołem, mając do dyspozycji funkcjonariuszy MO, ORMO, SB, PZPR, prokuraturę, sądownictwo, radio, prasę, systemy podsłuchowe, donosicieli. A Kościół to przetrwał, mając do dyspozycji tylko ambonę” – napisał ks. Tadeusz Juchas, obecny kustosz ludźmierskiego sanktuarium.
O tym, że była to walka zwycięska dla Kościoła świadczy chociażby jeden fakt – koronacja Matki Boskiej Ludźmierskiej 15 sierpnia 1963 roku. Ważny dla wszystkich Podhalan moment, wręcz historyczny. Manifestacja ich wiary. Wydarzenie obrosłe w wiele legend i opowieści. Przede wszystkim dzień ten kojarzy się z pochwyceniem berła MBL przez ówczesnego bpa Karola Wojtyłę, co odczytano jako proroctwo wyniesienia go na stolicę św. Piotra.
Koronacji Matki Boskiej Ludźmierskiej poświęcona jest wydana właśnie książka Władysława J. Skalskiego „Koronacja. Ludźmierz 15 VIII 1963”. Publikacja ta jest unikatowa z kilku powodów. Autor dotarł do materiałów koronacyjnych znajdujących się w archiwach krakowskiej kurii. Dokładnie przestudiował archiwa ludźmierskiego sanktuarium. Zgromadził wspomnienia świadków. Dotarł też do dokumentów Służb Bezpieczeństwa, PZPR i milicji, dotyczących tego wydarzenia. Nigdy wcześniej to wydarzenie nie zostało opisane tak dokładnie.
W książce po raz pierwszy zostały opublikowane też zdjęcia Karola Harędzińskiego, brata ówczesnego proboszcza w Ludźmierzu – ks. Leonarda Harędzińskiego. Oddają one klimat i rozmiar tych uroczystości. Są unikatowym dokumentem. Wśród nich są także fotografie wykonane w momencie, kiedy bp Karol Wojtyła pochwycił upadające berło MBL.
Kult drewnianej figurki nieznanego autora trwa już od kilkuset lat. Historycy sztuki datują jej powstanie na początek XV wieku. Początkowo znajdowała się na ołtarzu bocznym w ludźmierskim sanktuarium. Liczne cuda, które jej przypisywano, spowodowały, że w 1776 roku została przeniesiona do ołtarza głównego.
Przygotowania do papieskiej koronacji figury rozpoczął już w 1934 roku ówczesny proboszcz ks. Józef Styrylski. Przerwała je jednak wojna. W czasie okupacji figura MBL została zamurowana w świątyni. Żeby zmylić Niemców – poszukujących rzeźby – powstało antydatowane poświadczenie o wysłaniu figury na Wawel w celu konserwacji. Na ołtarz Ludźmierska Gaździna wróciła dopiero w sierpniu 1946 roku. Powrócono też do starań o jej koronację. A były to czasy stalinizmu, niełatwe dla takich działań. Jak trudne, obrazuje świetnie książka Władysława Skalskiego, szczegółowo opisująca różnego rodzaju „przeszkody” stawiane przez SB.
Lista tych przeszkód jest długa. Władze powiatowe PZPR wydały 15 sierpnia 1963 roku zakaz okolicznościowych zwolnień z pracy. Dla taksówkarzy wyznaczono w tych dniach przegląd taksówek. By odciągnąć od Ludźmierza potencjalnych pielgrzymów, w wielu miejscach powiatu zorganizowano atrakcyjne imprezy. W Czorsztynie odbywały się eliminacje orkiestr strażackich i pokazy strażackie z pokaźnymi nagrodami dla najlepszych. W Jabłonce odbywał się zlot harcerzy, w Poroninie – spartakiada LZS połączona z otwarciem stadionu, a w Nowym Targu na lotnisku można było w loterii wygrać darmowe loty samolotem. Ograniczono też do minimum skład pociągów osobowych na trasach miejscowych, zakazano przydzielania autobusów na wycieczki w kierunku Ludźmierza.
Oddzielna historia to inwigilacja i prześladowania księży, którzy uczestniczyli w organizacji tych uroczystości – kontrola ich korespondencji, podsłuchy, dotkliwe kary finansowe, wezwania itd.
Ks. Harędziński był wtedy ukarany np. horrendalną kwotą za organizację procesji bez zezwolenia, zapłacił też karę za nieprowadzenie ksiąg inwentarzowych, wstrzymano mu pozwolenie na remont itp.
Mimo to 15 sierpnia 1963 roku w Ludźmierzu zgromadziło się ok. 200 tys. wiernych. Nie zniechęciły wiernych ani szykany SB, ani deszczowa pogoda. Ceremonia koronacji odbyła się po sumie pontyfikalnej. Bp Karol Wojtyła odczytał fragmenty Dekretu koronacyjnego. Ks. prymas Stefan Wyszyński odebrał przysięgę od proboszcza ks. L. Harędzińskiego, poczym poświęcił koronę i dokonał aktu koronacji.
Do wysunięcia się berła z ręki MBL doszło podczas udzielania zebranym błogosławieństwa cudowną figurą. Złapał je bp Karol Wojtyła, co prymas Wyszyński miał skomentować „Karolu, Matka Boska przekazuje ci władzę”.
Do wspomnień tego dnia w książce Skalskiego wracają różni uczestnicy wydarzenia: abp Stanisław Nowak, ks. Grzegorz Cekiera, który był wtedy klerykiem, s. Jadwiga Marek, która przyjechała do Ludźmierza do pracy w kuchni, czy Augustyn Jodłowski, frezer w nowotarskim kombinacie. Z drugiej strony można sobie poczytać meldunki esbeków czy milicji, zdające relacje z tego dnia. Z sentymentem ogląda się fotografie mrowia pielgrzymów, furmanek, Ludźmierza, który wtedy wyglądał zupełnie inaczej, twarzy przejętych górali (pewnie niektórzy rozpoznają się na fotografiach) i wreszcie bpa Karola Wojtyły w momencie uchwycenia berła.
Warto sięgnąć po tę książkę z wielu powodów. Można ją odczytywać jako opowieść o mocy Kościoła w trudnych czasach komunizmu. O religijności Podhalan. O uporze i odwadze duchownych. Jako opowieść o roli Ludźmierza i jej Gaździny nie tylko dla Podhalan. Można w niej szukać śladu trudnych czasów lat 60. Z zaskoczeniem przeczytają ją na pewno ci, którym przyszło urodzić się i żyć później, w łatwiejszych już czasach. Myślę, że może zaskoczyć także tych, którzy pamiętają tamte lata i wydarzenia, ale nawet nie domyślali się, jak gorliwe w walce z Kościołem były ówczesne władze.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz