Prawosławne krzyże, partyzanckie losy i niewyjaśnione do dziś krwawe morderstwo – mgła mrocznej tajemnicy unosi się nad historycznym domkiem na skraju lasu, wysoko nad Łopuszną.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"9587"}
Są w Łopusznej słynniejsze atrakcje: Dwór Tetmajerów i zabytkowy kościółek, rozsławiony w świecie przez księdza Tischnera. Jest wreszcie mogiła sławnego filozofa na miejscowym cmentarzu. Do położonej wysoko nad potokiem Łopuszną niepozornej Gajówki Mikołaja wielki świat nie zagląda zbyt często. Być może dlatego, że nie prowadzi tam wygodny trakt, który można pokonać, nie wychodząc z samochodu. Jednak ci, którzy lubują się w opowieściach w stylu czarno-białego melodramatu z tajemniczą zbrodnią w tle, powinni zajrzeć obowiązkowo do domku gajowego Mikołaja Kostkina.
Mikołaj pochodził z Aleszkina, malutkiej wioski 200 kilometrów od Moskwy. Pewnie nigdy nie zobaczyłby Gorców i Łopusznej, gdyby nie przywiały go tutaj wichry wojny. Jako jeniec wzięty do niewoli przez wojska cesarsko-królewskiej armii na froncie Wielkiej Wojny, Rosjanin został skierowany do pracy w majątku Lgockich, ówczesnych dziedziców Łopusznej. Mikołajowi wcale się niewola nie przykrzyła. W Łopusznej znalazł wielką miłość – Annę Fąfarę, góralkę, która pracowała we dworze. Głównie dla niej dwudziestokilkuletni Mikołaj postanowił zostawić w ogarniętej rewolucją Rosji swoją rodzinę: żonę dzieci, a także warsztat krawiecki, i pozostać w wiosce u stóp Turbacza. Rosjanin szybko zyskał sympatię miejscowej ludności. Nie przeszkodził w tym nawet fakt, że Kostkin nie chciał się wyrzec wiary prawosławnej, a przez to nie mógł przypieczętować swojego nowego związku przed ołtarzem. Początkowo Mikołaj utrzymywał się z krawiectwa. Nie było mu lekko, szczególnie gdy na świecie pojawiły się dzieci. Rosjanin skwapliwie przystał więc na ofertę dziedzica, Stefana Lgockiego, który zaproponował mu posadę gajowego.
Mikołaj przeniósł się do wybudowanej w 1934 roku pachnącej żywicą gajówki, postawionej na skraju „pańskich lasów”, wysoko nad Łopuszną. W czasie wojny ukryte w górach gospodarstwo było często nawiedzane przez partyzantów. Zaglądali tak leśni spod znaku AK, AL, ludzie „Ognia”, a także ziomkowie Mikołaja – sowieccy podkomendni „Aloszy” i „Zołotara”. Mikołaj, człowiek prawy, szybko zdobył sobie zaufanie leśnego wojska. Sam wielokrotnie tę „znajomość” mógł przypłacić życiem. Podczas jednego z nalotów na gajówkę Niemcy odkryli na poddaszu kilkadziesiąt par suszących się partyzanckich portek. Konsekwencji wobec gospodarza nie wyciągnęli, prawdopodobnie bojąc się partyzanckiego odwetu. Innym razem okupanci próbowali wykorzystać gajowego jako swojego przewodnika. Kostkin miał wskazać drogę do leśnej partyzanckiej kwatery. Mikołaj wyprowadził Niemców w środek lasu, skwapliwie omijając dolinę potoku Spaleniec z obozowiskiem „Ogniowców”.
Tuż po wojnie gajowy został wcielony do drużyny leśnej. Mikołaj miał nadzorować wycinkę, a także walczyć z leśnym szkodnictwem. Najprawdopodobniej gorliwość w wykonywaniu obowiązków służbowych przywiodła Kostkina do strasznej śmierci. Pod koniec listopada 1946 roku Mikołaj wyszedł na swój ostatni patrol. Ścigał złodziei drewna. Kilka dni później mieszkańcy Łopusznej znaleźli w leśnym dole, ukryte pod świerkowymi gałęziami zmasakrowane zwłoki gajowego. Mikołaj miał rozłupaną ostrzem siekiery głowę. Sprawców tej mrocznej zbrodni nigdy nie odnaleziono. Choć dramat rozegrał się ponad 60 lat temu, mieszkańcy Łopusznej wciąż pamiętają sympatycznego przybysza z dalekiej Rosji, a o jego dawnym leśnym domu nawet dziś nikt nie powie inaczej, niż Gajówka Mikołaja.
Leśna osada wielokrotnie zmieniała właścicieli. Pod koniec lat 80. jej gospodarzem stał się Gorczański Park Narodowy. W ubiegłym roku obiekt przeszedł gruntowny remont. Dziś mieści się w nim pawilon edukacyjny, przypominający o losach Gajówki i walorach przyrodniczych otaczających ją gór. Z Gajówki została wytyczona „partyzancka” ścieżka edukacyjna na Turbacz, prowadząca przez teren dawnego obozu partyzanckiego zgrupowania majora Józefa Kurasia „Ognia” oraz Bukowinę Waksmundzką na szczyt Turbacza.
Marek Kalinowski
0 0
Ludzkie losy zapisane...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz