To, co widzący dostrzegają, niewidzący słyszą, czują. Nie ukryjesz przed nimi smutku. Nie zatuszujesz niepewności bądź wielkiego szczęścia. Pewnie nie wiesz, że niewidomych i słabo widzących na Podhalu jest ponad 300.
Ich się nie dostrzega, raczej nie chce się widzieć. Człowiek z białą laską jest przecież inny. Mniej sprawny. Trochę nie pasujący do nowoczesnego, rozpędzonego świata, do życia w pośpiechu, z którego część z nich jeszcze niedawno „w pełni” korzystała.
Tak było z Jakubem, który stracił wzrok w wypadku samochodowym. Chwila nieuwagi i to, co kiedyś było banalne proste, nagle zaczęło go przerastać. Mimo nieszczęścia, którego go spotkało, dziś wychodzi naprzeciw innym, ich sprawom i problemom. Inaczej jest z Markiem, którego pobili i zostawili nieprzytomnego znajomi. Zamknął się w rodzinie. Boi się samotności. Choć od czasu, gdy został napadnięty, minęło kilka lat, on nadal żyje wspomnieniami. Nie może się przełamać.
Dla Mateusza diagnoza lekarzy – nowotwór nerwu wzrokowego – była ogromnym szokiem. Podobnie informację o chorobie Steinerta, jednym z objawów której jest postępująca utrata wzroku, przyjęła dwójka nastolatków.
– Nagła utrata wzroku, zwłaszcza w młodym wieku, wiąże się ze strasznym buntem – tłumaczy Anna Tylka, społeczny prezes Polskiego Związku Niewidomych w Nowym Targu. – Są wśród nas takie osoby, które strasznie to przeżyły. Część z nich po szkoleniu i podstawowej rehabilitacji dobrze funkcjonuje, kończy szkoły, choć są i tacy, którzy nie potrafią się z tym, co ich spotkało, pogodzić. Wszystko zależy od charakteru, od tego, jak reaguje rodzina i znajomi. Mamy w związku przykłady młodych ludzi, którzy porzucili szkołę i nie chcą wychodzić z domu.
Przyczyna czasami tkwi w nauczycielach, którzy nie rozumieją, że dzieciom słabo widzącym trzeba pomóc. Poświęcić więcej uwagi – podkreśla Tylka. – Przeważnie traktuje się ich jak tych, którym nie chce się uczyć, co niestety, jest krzywdzące. Dodatkowo takie dzieci są inaczej traktowane przez pozostałych uczniów. Nieraz zmuszane bywają do bycia niegrzecznymi, nieposłusznymi wobec nauczycieli.
To rodzi problemy, lecz można temu zaradzić, jeśli się chce – przekonuje kobieta.
Inaczej jest w przypadku utraty wzorku przez osoby starsze. Choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane bądź wylew i kiedyś sprawni, pełni energii ludzie muszą liczyć na pomoc najbliższych – o ile mogą na nich liczyć.
*
Sześć lat – tyle czasu zajęło prezes nowotarskiego PZN przekonanie władz do uruchomienia dźwiękowej sygnalizacji, obok świetlnej, na skrzyżowaniach znajdujących się na alejach Tysiąclecia w stolicy Podhala. Dziś już nie pamięta ile razy słyszała od przedstawicieli Generalnych Dróg Krajowych, że nie ma środków i że są ważniejsze wydatki. Upór się opłacił. – Teraz czekam jeszcze na wymianę zwykłej kostki na wypukłą przed wejściem na pasy dla pieszych. To jest sprawa bardzo potrzebna i pilna – zapewnia pani prezes.
*
– Osoby niewidome mają wyostrzony zmysł słuchu i dotyku. To, co widzący widzi, niewidzący słyszy. To, na co my nie zwracamy uwagi, nie dostrzegamy, oni wyłapią. Potrafią doskonale rozróżniać dźwięki. Dzięki temu wiedzą, że po drugiej stronie drogi szła kobieta. Jak? Słyszeli stukot obcasów, który do widzących nie dotrze – wyjaśnia Anna Tylka.
Niewidzący to osoby z bardzo dużą koncentracją. Bardziej zdyscyplinowane i wymagające. Poukładane. Mają swoje zasady oraz nawyki. By mogły sprawniej funkcjonować, pewniej poruszać się, tego samego oczekują od innych. – Są wśród nas osoby całkiem niewidzące, które prowadzą własne firmy, są informatykami, projektują ogrody, stroją instrumenty. Jedna z nich występuje w krakowskim teatrze amatorskim. Niewidzący, tak samo jak my, potrzebują żyć. Mają plany, marzenia, jak każdy inny – dodaje pani prezes.
To właśnie z myślą o nich nowotarski PZN od jakiegoś czasu, dzięki dotacji oraz wsparciu wielu sponsorów – stałych od 11 lat – organizuje wyjazdy. Zwiedzanie Warszawy, Wieliczki, Łańcuta, Lichenia, Biskupina, Chorzowa czy też Gniezna. – Wiele razy spotkałam się ze zdziwieniem, że osoby niewidzące jadą na wycieczkę. Jedziemy, żeby zobaczyć i usłyszeć, bo tak właśnie jest. Nasze grupy są traktowane specjalnie, bez pośpiechu. Możemy dotykać eksponatów. Byliśmy nawet na sztuce w Teatrze Narodowym. Dzięki audiodeskrypcji (technice, która za pomocą opisu słownego umożliwia niewidomym odbiór wizualnej twórczości artystycznej – przyp. red.) dzieci mogły w pełni doświadczyć tego, co się działo na scenie – opowiada organizatorka, składając przy okazji serdeczne podziękowania wszystkim, dzięki którym niewidomi mogli podziwiać piękne zakątki Polski.
*
476 tyle książek mówionych znajduje się obecnie w bibliotece PZN. Napisanie w 2000 r. pierwszego wniosku o dofinansowanie zajęło prezes 3 dni, kolejne poszły jak z płatka. Opłacało się.
Aneta Dusik
0 0
A ja myślałem że to chodzi o bioenergoterapeute :)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz