W Czarnym Dunajcu bronią wydobywania borowin na torfowiskach i planów utworzenia uzdrowiska.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"116232"}
W sobotę w Zakładzie Torofowym Bór za Lasem w Podczerwonem odbyła się konferencja prasowa Marcina Ratułowskiego, burmistrza Czarnego Dunajca, Miłosza Motyki, wiceministra klimatu i środowiska oraz Ireneusza Rasia, wiceministra sportu. Jej głównym tematem był tzw. audyt krajobrazowy województwa małopolskiego, w którym wpisano zakaz wydobycia torfu. To ma oznaczać koniec wydobywania borowin w zakładzie Podczerwonem i koniec planów stworzenia w gminie Czarny Dunajec uzdrowiska.
Nasze nadzieje zakopiemy pod ziemią
- W audycie krajobrazowym województwa małopolskiego, który został w ostatnim czasie przygotowany znalazł się zapis zakazujący wydobywania torfu, czyli borowiny. Z panem Bogdanem Sroką, właścicielem Zakładu Torfowego Bór za Lasem przez 10 lat staraliśmy się o wznowienie koncesji na wydobycie tej borowiny, która stanowi przyszłość i podstawę uzdrowiska borowinowego w Czarnym Dunajcu. Z chwilą, gdy sejmik przegłosuje uchwałę o zakazie wydobycia torfu, uzdrowisko w Czarnym Dunajcu nie będzie miało racji bytu - mówił Marcin Ratułowski, burmistrz Czarnego Dunajca.
Jak dodał w 2016 roku premier Beata Szydło utworzyła obszar uzdrowiskowy w Czarnym Dunajcu. Władze starają się stworzyć uzdrowisko, inwestują w kupno i zamiany działek, na których ma powstać przyszłe centrum rehabilitacji.
- Mamy tak duży potencjał, aby było to narodowe centrum rehabilitacji ruchowej. Decyzją ministra zdrowia otrzymaliśmy zgodę na leczenie kobiecych chorób w tym uzdrowisku. Jeżeli borowina nie będzie wydobywana te wszystkie nasze plany, nadzieje na rozwój Czarnego Dunajca możemy zakopać głęboko pod ziemię. Z wiceministrem klimatu Miłoszem Motyką i wiceministrem sportu Ireneuszem Rasiem murem stoimy za tym, aby to uzdrowisko powstało. Apelujemy do radnych sejmiku województwa, aby ten zapis został zmieniony i dopuszczono wydobywanie borowiny - stwierdził burmistrz Ratułowski.
Każda decyzja będzie przemyślana
Wiceminister Motyka zadeklarował, że każda zmiana, która ma dotyczyć tego terenu powinna być przedmiotem dialogu. - Nie trzeba siłą przymuszać samorządowców z Podhala, Orawy do tego by chronili środowisko, bo robią to doskonale wspólnie z przedsiębiorcami. Potrzebują środków na rozwój, inwestycje. Trzeba jasno postawić na zrównoważony rozwój, który powinien być podstawą rozwoju turystyki. Wszystkie formy ochrony przyrody powinny być uzgadniane z samorządem. Żadnego radykalnego rozwiązania dotyczącego podnoszenia form ochrony przyrody, tworzenia nowych parków narodowych nie będzie bez współpracy z samorządowcami, organizacjami pozarządowymi. Każda decyzja będzie przemyślana, aby nie musiała być później zmieniana. Ten region potrzebuje inwestycji. Wiele mówi się o Podhalu, Orawie, jako o zagłębiu uzdrowisk, ale potrzeba nowych inwestycji. Pozwólmy to robić przedsiębiorcom. Wszelkie akty prawne dotyczące uchwał sejmikowych, te które wypływają z Sejmu i rządu będa realizowane przy pełnej współpracy samorządu, a nie obok - powiedział wiceminister Miłosz Motyka.
Bogdan Sroka mówił wcześniej o tym, czym zajmuje się jego zakład, jak wydobywana jest borowina, czym różni się od samego torfu.
p
Poniżej przypominamy tekst sprzed kilku lat autorstwa Marka Kalinowskiego na temat Zakładu Torfowego Bór za Lasem:
Żywot górnika torfowego
Ktoś się zapytał, czym ja się właściwie zajmuję. Powiedziałem, że jestem górnikiem i pracuję w kopalni, w Czarnym Dunajcu. Rozmówca postukał się w głowę sugerując, że chyba mnie pogięło...Ranek, dzień po Barbórce. Mimo to załoga najprawdziwszej podhalańskiej kopalni sprawia wrażenie całkiem rześkiej. Głosy załogi wcale niezachrypnięte, oblicza wypoczęte, oczy niepodkrążone. - Oczywiście, że mamy świadomość, że jesteśmy górnikami, ale tradycji aż tak bardzo nie kultywujemy. Dawniej bywało z tym lepiej. Były biesiady z okazji Barbórki, awanse, nadawanie stopni górniczych. Ale oczywiście i dzisiaj przekonanie co do tego, że to również nasze święto, jest w załodze żywe - zapewnia Bogdan Sroka, właściciel Kopalni Torfu Puścizna Wielka w Czarnym Dunajcu.
Zakładowa kadra kierownicza wygląda nieco bardziej "barbórkowo". I nie chodzi o objawy "zmęczenia", tylko o piękne górnicze stroje. Iwo Sokalski, prawdziwa historia polskiego górnictwa, o życiorysie, który mógłby posłużyć za kanwę niejednej hollywoodzkiej produkcji. Imię górniczego geologa niebezpodstawnie sugeruje związek z Półwyspem Bałkańskim. Bo Iwo urodził się w Serbii, z matki Serbki rodowitej i ojca potomka polskich osadników. Dziadek Iwa też był górnikiem. Pracował jako sztygar w kopalni w Drohobyczu. Wszystko to działo się pod rządami dobrotliwego cesarza Franciszka Józefa. Austro-węgierska monarchia potrzebowała doświadczonych górników do powstających nowych kopalni na Bałkanach. Dziadek Sokalski lubił przygody, bez większego wahania wybrał się w odległe kraje. Pierwszym przystankiem była Bośnia, ostatecznie jednak polska rodzina osiadła w Serbii. - Wróciliśmy stamtąd jako repatrianci już po wojnie, pod koniec lat czterdziestych. To było niedługo po tym, jak w różnych pobratymczych bałkańskich rzeziach wyginęła dosłownie połowa naszej rodziny - wspomina niewesołą przeszłość geolog.
Gdy Iwo przyjechał do Polski - nie znał nawet języka. Rodzina osiadła na Dolnym Śląsku, w okolicach Bolesławca. Tam Iwo podjął pierwszą pracę - oczywiście w kopalni. Później były studia na wydziale geologicznym i praca w różnych kopalniach. Ostatecznie młody geolog postanowił przenieść się do Krakowa, gdzie zresztą mieszka do dzisiaj. Związki z Podhalem? Oczywiście, że są, i to bardzo mocne. Iwo ożenił się z rodowitą nowotarżanką. Dlatego przy okazji Barbórki w wokalnym repertuarze górniczego geologa znajdują się zarówno tkliwe serbskie śpiewki, jak i biesiadne górnicze szlagiery czy hity "spod samiućkich Tater". Przez te wszystkie lata praktyki w różnych: kopalniach, zrzeszeniach, przedsiębiorstwach; wraz z kolejnymi stopniami zawodowego awansu Iwo się nawet nie spostrzegł, jak sam został... kopalnią. Kopalnią z ogromnymi pokładami wiedzy o złożach, górotworach, górnictwie i jeszcze orawsko-nowotarskich torfach. Iwo zna Puściznę jak własną kieszeń. Nie tylko to, co na powierzchni. Wiedza geologa sięga wiele metrów pod powierzchnię. Bo Puścizna to jedno z największych torfowisk w Polsce, a już z pewnością największe w Małopolsce. Teren prawie 500 hektarów pokrywają torfy, które zalegają tu od 12 tysięcy lat. Sam obszar wydobycia to tylko niewielki ułamek tej ogromnej przestrzeni, liczący ledwie 13 hektarów. Czarnodunajeckie torfy należą do najlepszych na świecie. Szczególnie borowina o leczniczym zastosowaniu jest przez ekspertów wychwalana pod niebiosa. Wszystkie zalety potwierdzają urzędowe certyfikaty ukraszone czerwienią tuszu niczym papieska bulla. Borowinę z Czarnego Dunajca znają doskonale w Krynicy, Rymanowie, Busku, Iwoniczu. Kiedyś importem poważnie interesowali się Amerykanie.
*
- Praca na wyrobisku zaczyna się od usunięcia wierzchniej warstwy. Torf jest rozdrabniany, suszony. Później znajduje zastosowanie w ogrodnictwie. Głębiej położone jest to, co najcenniejsze - borowina. Ona ma specyficzną konsystencję, w dotyku przypomina plastelinę - mówi Zygmunt Sypień, górnik z dyrektorskimi szlifami, w czarnodunajeckiej kopalni pełniący funkcję kierownika zakładu. - Złoże torfu eksploatuje się przy pomocy specjalistycznych maszyn. Urobek jest później wywożony w wagonikach kolejki wąskotorowej.
Siedzibę zakładu torfowego od wyrobiska dzieli ponad cztery kilometry zdradliwej, bagnistej i podszytej torfem przestrzeni, którą da się pokonać jedynie wąskotorówką.
Dziś jednak tory kolejki pordzewiały, a wyrobisko zakurzył śnieg. Nic się na przodku nie dzieje od paru tygodni. Bo wydobycie torfu trwa tylko w okresie letnim. Zimą nagromadzony w ogromnych pryzmach, podsuszony torf jest oczyszczany, rozdrabniany i pakowany w poręczne worki foliowe.
*
Zimny grudniowy poranek. Podczas przerwy śniadaniowej górnicza brać gromadzi się przy blaszanym piecyku, ustawionym w historycznym wagonie kolei wąskotorowej. Pod blachą "kozy" trzaskają iskry. Paliwo to ani węgiel, ani torf, tylko korzenie wydobyte wprost z wyrobiska. Niektóre kłody tkwiły w torfie nawet i tysiąc lat.
Górnicza brać potwierdza zgodnie, że choć ich kopalnia niezbyt głęboka, a na dodatek odkrywkowa, to zawsze jednak jest miejscem, gdzie przebywanie wiąże się z podwyższonym ryzykiem uszczerbku na zdrowiu lub życiu. Bo wszystko można powiedzieć o pracy górnika, tylko nie to, że jest lekka i bezpieczna. Prawidłowość ta dotyczy również górników torfowych. - Różnie to bywa. Oczy zawsze trzeba mieć dookoła głowy. Zdarzy się, że się torf na wyrobisku oberwie. A niedawno, jak jechaliśmy do roboty, to przed wagonik całe stado dzików wybiegło. Dobrze to im ze ślepiów nie patrzyło. Trza było kolejkę zatrzymać i poczekać spokojnie, aż sobie pójdzie całe to dzikie towarzystwo. A ze dwadzieścia ich było - zaznacza sztygar Wiesiek Morawa, najbardziej doświadczony z górników - w torfach przerobił ponad trzydzieści lat.
*
Na pytanie o to, jak to jest być górnikiem na skalnym Podhalu - sztygar Krzysztof odpowiada anegdotą. - Kiedyś pojechałem do Zakopca. Ktoś się zapytał, czym ja się właściwie zajmuję. Powiedziałem zgodnie z prawdą, że jestem górnikiem i pracuję w kopalni, w Czarnym Dunajcu. Rozmówca postukał się w głowę sugerując, że mnie chyba pogięło - śmieje się Krzysztof Leja.
Bogusław Sroka, właściciel kopalni, przyznaje ze śmiechem, że w młodości nawet przez głowę mu nie przeszło, że kiedyś zostanie górnikiem. - Moja firma współpracowała z zakładem torfowym. Kiedy kopalnia podupadła i usłyszałem, że będzie przeznaczona na sprzedaż, pomyślałem, że może warto w to wejść - wspomina. Był rok 2004. W miejscu, gdzie dziś mieści się siedziba kopalni, stało kilka walących się budynków. Wszystko zarastało krzakami. - Byli ludzie, był ówczesny kierownik - nieżyjący już Felek Płaskociński, osobowość nietuzinkowa, prawdziwy pasjonat. To on mnie chyba tym górnictwem zaraził. Obecny właściciel kopalni unika rozmów na temat rentowności górniczego przedsięwzięcia. Za to kierownik Zygmunt Sypień jest bardziej rozmowny. - Pan Boguś to jest po prostu entuzjasta. Ktoś inny by już dawno położył krzyżyk na tym całym górnictwie. Dobrze, że przedsiębiorca jest obrotny i ma inną działalność, z której może do kopalni dołożyć. Inaczej byłoby krucho... A kopalni byłoby szkoda. Przecież ten zakład - od lat pięćdziesiątych - stał się kawałem historii tej ziemi...
Marek Kalinowski
0 0
To zakopcie swoje nadzieję czy kurcze zawsze ma tak być że ktoś sobie coś wymyśli co np. ma bezpośrednie oddzialywanie na środowisko i to już od razu trzeba realizować? Tak samo jak z tym wycięciem lasu na Nosalu...bo ktoś wymyślił że to trzeba zrealizować więc wytniemy parę hektarów lasu w parku narodowym... Co za bezsens. Bo jest mało terenow na terenie Podhala gdzie takie stacje narciarskie możnaby wybudować... No ale stoki na gruntach prywatnych w większości zabudowano więc teraz zniszczymy park narodowy... Ehh Ci wszyscy ludzie myślą tylko o własnym biznesie i o własnych potrzebach... Ale to są cholernie krótkowzroczne wizję, nikt nie myśli o przyszłości tylko o własnym interesie. Ludzie to są jednak ograniczeni...
0 0
Kto pozwolił na niszczenie krajobrazu i natury Dębna, Frydmana, Nowej Bialej .Gdzie jest minister środowiska, gdzie są media i środowiska ekologiczne ?
0 0
No właśnie @Johnny, ludzie są straszliwie ograniczeni i chciwi. Na szczęście przyroda sobie z nimi poradzi. Jak zabraknie tlenu w atmosferze to się wszystkie dziady poduszą i Ziemia odetchnie. Może ewolucja kolejnym razem nie dopuści do rozwoju form "inteligentnych".
0 0
Tytuł sugeruje całkowita nieprawdę, jakoby uzdrowisko które nie ma własnych pokładów borowiny nie miało prawa istnieć!
0 0
Uzdrowisko w Czarnym Dunajcu? Ostatnio przejeżdżając przez rynek po 19:00 czułem się jak bym głowę do popielnika wsadził.
0 0
Małe uzupełnienie do artykułu. Borowina wydobywana jest na działce "Wielka Puścizna" o pow. ponad 376 ha która znajduje się w Piekielniku, właścicielem terenu jest Spółka Zagospodarowania Wspólnoty Urbarialnej w Piekielniku. Wydobycie borowiny leczniczej odbywa się na podstawie koncesji udzielonej na obszar około 2 ha co stanowi 0,7 proc. torfowiska i na podstawie umowy dzierżawy zawartej przez firmę B. Sroka "RABFOL" z Zarządem Spółki. Jednym z warunków wydania koncesji było przeprowadzenie kosztownych działań renaturyzacyjnych. Starania Pana B. Sroki o wydanie koncesji na wydobycie trwały ponad 10 lat. Spowodowane to było stanowiskiem RDOŚ oraz różnej maści ekologami, którym najlepiej dysponuje się nie swoim majątkiem. Wydobywana borowina należy do najlepszych w kraju pod względem właściwości leczniczych i co jest istotne stanowi podstawę do (mam nadzieję) powstającego Uzdrowiska Czarny Dunajec.
0 0
Niektorzy mieszkańcy Krempach ciągną z koryta rzeki Białki (Natura 2000) setki ton żwiru, kilometr poniżej mostu Nowa Biała-Krempachy, jest to działanie skutkujące odpowiedzialoniscią prawną, zapewne wydaje im się, że nikt tego nie widzi
0 0
Czy rządzi partia numer jeden, czy numer dwa - biznesowe niszczenie krajobrazu trwa!
0 0
Mnie interesuje tylko kto z nich powstrzyma ponad gabarytowa deweloperke o dotrzyma obietnic.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz