Spotkanie ze świadkiem historii, jednym z czterech żyjących żołnierzy, walczących na Westerplatte
– Około czwartej czterdzieści podchodzę do kolegi-żołnierza i pytam: „Julian, co słychać na Gdańsku”. „Nic, panie kapralu, spokój”. „Daj mi lunetkę” – poleciłem. Patrzę prosto, na kanał, w prawo, w lewo, i w tym momencie błysk. Pierwszy pocisk spadł na bramę kolejową – rozpoczyna swoją opowieść Ignacy Skowron, jeden z czterech żyjących żołnierzy z Westerplatte.
Z Ignacym Skowronem spotkali się uczniowie Szkoły Podstawowej nr 1 w Cichem i Liceum Ogólnokształcącego w Jabłonce, którzy przebywali w Gdańsku na XXVI Ogólnopolskim Sympozjum Klubu Szkół Westerplatte.
Ignacy Skowron doskonale pamięta wszystkie wydarzenia, związane z obroną Westerplatte. Wspólnie z 11 innymi żołnierzami bronił wartowni nr 2. – Czuwaliśmy nad tym, żeby nieprzyjaciel nie podszedł do nas i żeby nas nie zaskoczył. W pierwszym dniu Niemcy cały czas strzelali. 1 września były 3 ataki do południa. Potem był spokój, aż chyba do 17. Po południu usłyszeliśmy szum, leciały samoloty. Każdy spuszczał bomby. Nie było miejsca, żeby przejść spokojnie, przerwana została zupełnie łączność kablowa. Po tym wszystkim wartownia nr 5 była rozbita, a nasza naruszona z jednej strony. W nocy było coraz więcej ognia – opowiada westerplatczyk.
Czuwaliśmy bez przerwyPrzez siedem dni obrony Ignacy Skowron cały czas pełnił wartę i walczył na wartowni nr 2. Warunki pogarszały się z dnia na dzień. Teren był pod ciągłym ostrzałem i zryty bombami. – Już drugiego dnia samoloty zrobiły straszne spustoszenie. Koszary rozbite, nasza wartownia naruszona. Łączność kablowa też od tych bomb przerwana, więc rozkazy musieli odtąd przenosić łącznicy. A my przez te siedem dni bez ciepłego jedzenia, bez gorącej wody, nie umyci. Najgorszy był brak snu, bo wszyscy czuwali non stop. Niemcy zmieniali atakujące oddziały, my nie mogliśmy. Gdyby nie to potworne zmęczenie, może można by się było dłużej bronić – zastanawia się Ignacy Skowron.
Westerplatczyk dobrze pamięta dzień kapitulacji. Około godz. 10 przed południem przyszedł do nich na wartownię łącznik i zapytał: „Kto tu jeszcze żyje? Bo major wydał rozkaz, że się poddajemy.” – Potem zobaczyliśmy majora Sucharskiego z grupą żołnierzy. Poszliśmy za nimi. Niemcy kazali iść nad kanał, czapki i płaszcze rzucić na ziemię. Stamtąd nadpłynęła motorówka, na niej 14 Niemców. Połowa trzymała nas na muszce, reszta robiła rewizję i zdjęcia. Myśleliśmy, że to koniec z nami – wzrusza się Ignacy Skowron. Żołnierz dodaje, że Niemcy mówili do niego osobiście, że gdyby Piłsudski żył, to oddałby Gdańsk bez walki. Dodawali także, że to Polacy zaczęli wojnę, bo nie chcieli oddać korytarza gdańskiego.
Nie wyjdziemy stądWesterplatczyk nie chce się wypowiadać na temat sporu, kto dowodził na Westerplatte – Sucharski czy Dąbrowski. – Myśmy nie mieli z nimi kontaktu. Podczas zjazdów żołnierzy walczących na Westerplatte o tym się nie mówiło w ogóle. Dowiedzieliśmy się tylko, że Dąbrowski miał niemieckich przodków. Może chciał nas dłużej trzymać, pewnie by nas wszystkich zabili. A tak zostaliśmy ocaleni – mówi Ignacy Skowron.
Kiedy po latach Ignacy Skowron staje ponownie na Westerplatte, czuje wielką radość, a z drugiej strony wielki smutek, że tutaj zginęło wielu jego kolegów i przyjaciół z wojska. – Mieliśmy wrażenie, że po prostu stąd nie wyjdziemy. Nie było znikąd pomocy. Mogę tylko podziękować Bogu za dar życia oraz za to, że nie widziałem też nigdy, jak ginie któryś z moich kolegów – mówi jeden z czterech żyjących żołnierzy, walczących na Westerplatte.
Paweł Dominik***
Ignacy Skowron, ur. w 1915 r. w Osinach pod Kielcami. W 1938 r. rozpoczął służbę wojskową w 4. Pułku Piechoty Legionów w Kielcach. Od marca 1939 r. stacjonował na Westerplatte. Po kapitulacji trafił do stalagu pod Królewcem, potem pracował w niemieckim majątku ziemskim. Do domu wrócił w 1941 r. Po wojnie pracował jako robotnik na kolei. Odznaczony krzyżem Virtuti Militari. Mieszka pod Kielcami, ma 6 dzieci oraz 34 wnucząt i prawnucząt.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz