Pszczelarze na Podhalu nie mogą wyciągnąć z ramek miodu, bo jest jak cement. To klęska żywiołowa dla hodowców pszczół.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"120289"}
- To katastrofa - mówi jeden z pszczelarzy spod Nowego Targu. Próbowałem wybrać miód z ramek, jest jak cement - mówi.
- Wiem o problemie u kilkudziesięciu pszczelarzy z naszej organizacji, ale skala problemu w naszym regionie jest o wiele większa - podkreśla Jan Świdroń, prezes Podhalańskiego Zrzeszenia Pszczelarzy. - Spadź cementowa, zwana też kamienną, wystąpiła w pasie od Spisza poprzez Podhale aż po Orawę. Pszczelarze w okolicach Rabki czy Jordanowa już tego kłopotu nie mają - dodaje.
Powodem jest melecytoza, zwana powszechnie cukrem modrzewiowym. Wytwarzana jest przez wiele owadów jedzących soki roślinne, w tym mszyce. Występuje ona nie tylko w spadzi modrzewiowej, ale również świerkowej i sosnowej. Choć to zjawisko niezwykle rzadkie, w tym roku spotkało pszczelarzy pod Tatrami, na dość dużym obszarze. Podobny problem mają hodowcy pszczół na Dolnym Śląsku.
Spadź modrzewiowa powoduje powstanie tzw. "miodu cementowego", którego nie można wywirować z ramek. To powoduje, że pszczelarz traci miód i ramki. W rezultacie są to ogromne straty dla hodowców pszczół.
- Ten rok zaczął się dla nas rewelacyjnie. W wielu miejscach obficie na wiosnę nektarowały wierzby, mniszek i klony. Cuda w ulach zaczęły się dziać w drugiej połowie czerwca - opowiada Jan Świdroń. Większość z pszczelarzy cieszyła się z rewelacyjnych dziennych przybytków w ulach, szczególnie że ubiegły rok dla pszczelarzy był kiepski.
- Chwila prawdy nastąpiła już początkiem lipca, kiedy pszczelarze zaczęli zgłaszać pierwsze problemy związane z odwirowaniem miodu - relacjonuje prezes PZP.
Miód powstały z takiej spadzi bardzo szybko krystalizuje w ulu. Ani pszczelarz, ani pszczoły nie są w stanie z niego skorzystać. Nie można go odwirować, przy miodobraniu niszczą się plastry ramek, które nadają się już tylko do przetopienia na wosk, a i z tym jest kłopot, bo topienie ramek z miodem nie jest proste. Pszczoły zaś potrzebują dużych ilości wody, by mogły go rozpuścić. - Jeżeli taki miód zostanie w ulach na zimę, oznacza to dla pszczół zagładę, śmierć głodową - tłumaczy Jan Świdroń.
Spadź modrzewiowa pojawia się raz na kilkanaście, kilkadziesiąt lat. - Nigdy nie mieliśmy z nią jednak do czynienia na taką skalę. To, co się stało w tym roku, my pszczelarze traktujemy wręcz jako klęskę żywiołową - podkreśla Jan Świdroń. - Mamy miód, którego nie możemy pozyskać, ramki po próbach miodobrania nie nadają się do użytku, a pszczoły nie mogą z takiego miodu skorzystać w warunkach zimowych - mówi.
Pszczelarze potrzebują wsparcia. Dla wielu z nich to już kolejny rok ze stratami. Dla niektórych może oznaczać koniec hodowli pszczół. Zjawisko to odbije się nie tylko na portfelu pszczelarzy, ale także na kondycji samych pszczół. - Ciężki czas przed nami pszczelarzami - podkreśla Jan Świdroń.
Zapowiada, że będą szukać ratunku w Ministerstwie Rolnictwa, gdzie w najbliższym czasie PZP złoży wniosek o pomoc finansową. - Na razie dokumentujemy straty. Mam już dokumentację dotyczącą kilkudziesięciu pasiek, ale cały czas dostaję kolejne sygnały o problemie, więc liczba poszkodowanych pszczelarzy zmienia się z dnia na dzień - mówi prezes PZP.
- U mnie to katastrofa, problem dotyczy wszystkich pasiek. Jak nie będę miał wsparcia, to się z tego nie wygrzebię - mówi jeden z największych pszczelarzy na Podhalu. Nie chce ujawniać swojego nazwiska. - Wokół miodu cementowego krąży już wiele mitów. Przychodzą do mnie ludzie i pytają, czy ten miód, który sprzedaję, to nie jest spadź cementowa, bo słyszeli, że jest szkodliwa - opowiada. - Miód cementowy nie jest szkodliwy, tyle że nie można go wyciągnąć z ula - dodaje. - Nie mam pomysłu co robić, jestem załamany.
U Jacka Sikonia z Białego Dunajca skala problemu nie jest aż tak duża, ale też pierwszy raz w swojej 24-letniej historii "pszczelarzenia" spotyka się z czymś takim. - Spadź kamienną mam na szczęście tylko w kilku ulach. Będę pewnie moczył ramki z miodem w wodzie przez 24 godziny, a potem będę próbował odwirować. Takiego miodu już się nie sprzeda, bo może sfermentować. Niektórzy robią z niego miód pitny, inni wyrzucają - mówi. - W ulu też nie można zostawić, pszczoły nie mogą na nim zimować - dodaje.
Twierdzi, że wielu pszczelarzy jeszcze nie wie, co ma w ulach, bo są przed miodobraniem. Cieszą się, bo widzą, że mają plastry zalane miodem, niemiła dla nich niespodzianka będzie dopiero przy miodobraniu.
Beata Zalot
0 0
No i teraz w sklepach będzie dostępny tylko miód ukraiński.
0 0
W zeszłym roku kupiłem 12 słoików i 10 było sfermentowanych , tak że w tym roku będzie bez miodu.
0 0
To jak u mnie w sklepie klienci mało co kupują to też mam się zgłosić po pomóc do rządu? Też nie będę miał za co żyć.
0 0
Czy nasi liczą lata jak w Korei Północnej. Czyzby minęło 100 lat od awarii elektrowni w Czarnobylu i wszystko zza w.g. jest już zdrowe?
0 0
"Ten rok zaczął się dla nas rewelacyjnie." + "Większość z pszczelarzy cieszyła się z rewelacyjnych dziennych przybytków w ulach"
vs
"Ciężki czas przed nami pszczelarzami - podkreśla Jan Świdroń."
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz