Fajnie byłoby na starość móc liczyć na to, że i do nas ktoś kiedyś przyjedzie, porozmawia.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"2596"}
Lubomierz, dawna szkoła, przerobiona na dom seniora. Po trawiastym boisku dawno nie biegał żaden uczeń. Na poobijanym plocie pojawiły się obrazy, obok stanęły rzeźby. Jeszcze nie są gotowe. Gdy Frenetycy wyjadą, one pozostaną.
Pomysł jest prosty – zaprosić na tydzień studentów szkół plastycznych, zapewnić im nocleg i wyżywienie. W zamian ich prace ozdobią nowoczesne wnętrza niedawno otwartej placówki. Młodzi wzięli ze sobą tylko płótna, dłuta, blejtramy. Resztą nie muszą się przejmować. Fantastyczne krajobrazy okolic Lubomierza, niezwykłe twarze mieszkańców. Piękno krajobrazu, zlewające się ze spokojem w oczach starszych ludzi. Plener pod hasłem „Dom wieków”.
Frenetyk ze słownikaPan Staszek mówi coś na okrągło w sobie tylko zrozumiałym języku. Jest żywy, ciągle chodzi po korytarzu. Pani Maria delikatnie uchyla drzwi od pokoju, potem wyślizguje się z wnętrza, by powiedzieć coś ważnego opiekunce, zwierzając się niczym największej przyjaciółce. Dzień jak każdy – życie skupione w holu, wokół telewizora. I tylko goście nie tacy, jak zwykle – od tygodnia wolne pokoje zajmuje grupa studentów. Tworzą, rzeźbią, malują przez całe dnie. Czasem porozmawiają, ale więcej czasu spędzają przy sztalugach. Plener, którego rezultatem są fantastyczne obrazy na ścianach i rzeźby na korytarzach.
Przyjechali z różnych uczelni – głównie z Rzeszowa, ale i z Lublina, Ukrainy i Słowacji. Od razu postarali się wkomponować w życie domu seniora. – Próbujemy dotrzeć do nich, zagadać, pomóc w jakichś obowiązkach. To też jest inspirujące – przyznaje nowotarżanka Magdalena Sięka. – Twarze starszych osób to też doskonały temat dla artysty. Poorane zmarszczkami, charakterystyczne, ciekawe. Dla nas są super. Na przykład – pani Barbara, niewidoma lekarka. Tylko usłyszy, że ktoś przyszedł, zaraz podchodzi, porozmawia. Jest niezwykła.
– Starość jest tematem tabu, choć każdego z nas ona czeka. Fajnie byłoby kiedyś móc liczyć na to, że i do nas ktoś kiedyś przyjedzie, porozmawia – dodaje Agnieszka Rokicka, druga mieszkanka stolicy Podhala wśród Frenetyków.
Tomasz Król, malarz, właśnie zaczął swoją pierwszą rzeźbę. – Wzajemnie się nakręcamy. To jest ciekawe w plenerze, że jako grupa tworzymy całość i się inspirujemy – podkreśla.
Grupa Niezależna Akademia Frenetyków powstała przed rokiem, a założycielami byli: Magdalena Sięka, Dawid Kędzierski i nieżyjąca już Anna Kardasz. – Każde miejsce ma swój klimat, każde jest jakąś inspiracją. Dziś jesteśmy w domu starców, i to jest ciekawe. To nasz drugi plener. Mamy też na koncie kilka wystaw. Następna będzie w Koszycach. Musimy działać. Wiosną chcemy zorganizować wystawę na dachu rzeszowskiego akademika – zaznacza Dawid Kędzierski.
Skąd wzięła się nazwa grupy? Jej pomysłodawcą jest Michał Mroczka. – Czytając jakąś książkę, natknąłem się na słowo „frenetyk”. Nie bardzo wiedziałem, co ono znaczy, wydawało mi się, że ma wręcz jakiś pesymistyczny wydźwięk. W słowniku przeczytałem, że w – skrócie mówiąc – to… optymista. A my z natury jesteśmy optymistami i ciągle się śmiejemy. Choć sama twórczość niekonieczne musi cechować się radością.
Frenetycy i jesień życia
Jeszcze niedawno w tym budynku była jedna z trzech szkół w Lubomierzu. Mimo że gmach jest okazały, uczyło się tu coraz mniej dzieci. W końcu gmina zlikwidowała szkołę. Szybko znalazły się osoby, które zechciały wydzierżawić budynek, by zaadoptować go na dom seniora. 9 lutego wprowadzili się pierwsi pensjonariusze, dziś mieszka tam 18 osób. Jest wśród nich 75-letni ksiądz, księgowa, lekarz, kwiaciarka, dwie pielęgniarki. Kilka osób jest już w zaawansowanym stadium choroby Alzhaimera.
Grażyna Dawiec właściwie nie musiała zmieniać miejsca pracy – niedawno uczyła przyrody w tym samym budynku. Zresztą uczy nadal – tyle że w drugiej szkole, która uniknęła likwidacji. Po lekcjach przychodzi prowadzić dom seniora. – Początek był trudny – przyznaje. – Nie mogłam się przyzwyczaić do stanu niektórych podopiecznych. Były łzy i załamanie. Ale powoli, powoli… najbardziej mnie cieszy, gdy można komuś sprawić radość, pomóc się uśmiechnąć. To pozwoliło mi wyjść z tego początkowego przygnębienia. Często rozmawiam z podopiecznymi i wiem, że niektórym tu jest lepiej, niż było w domu. Bo przecież bywa, że rodzina nie jest w stanie zapewnić całodobowej opieki. A tu mogą być spokojni, że nic się nie stanie – jest z kim porozmawiać, jest pielęgniarka, rehabilitacja, 5 posiłków dziennie.
Kiedyś na tego typu placówki mówiło się „dom starców”. Sama nazwa kojarzyła się fatalnie, a złą opinie tylko podsycały wybuchające od czasu do czasu afery dotyczące wyłudzania pieniędzy czy złego traktowania pensjonariuszy. W Lubomierzu zapewniają, że takie historie po prostu nie mogą się tu zdarzyć – Podopieczni przyjeżdżali tylko na okres wypoczynku – na kilka tygodni. Ci, którym się spodobało, zadeklarowali, że zostają. Większość podopiecznych pochodzi z Krakowa, jest też 98-letnia mieszkanka Lublina. Dotąd starsza pani zachowała niebywałą żywotność i trzeźwość umysłu – codziennie musi przeczytać gazetę, interesuje ją polityka – dodaje Grażyna Dawiec.
Pod koniec tygodnia w korytarzach domu ucichł gwar i śmiech Frenetyków. Studenci wyjechali. Pozostały ich prace – pełne jesiennych kolorów, energetyczne, radosne. Czy frenetyczny nastrój udzieli się ludziom w jesieni życia?
Józef FiguraFrenetycy dziękują osobom, dzięki którym plener doszedł do skutku: Jackowi Rokickiemu, Grażynie Dawiec, Jerzemu Wróblowi i Antoniemu Surzydle.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz