– Ktoś w końcu zabił Iwonę – krzyczy, szlochając, Anna. – Proszę o sprawiedliwy wyrok. Bo po co są sądy.
Wyrok – winnych nie ma.
Pięć lat temu, 5 kwietnia 2003 roku dwóch kompletnie pijanych mężczyzn wsiadło do volkswagena Krzysztofa S. On sam przyznał, że wyjechał nim spod domu, ale zaznaczył, że w drodze powrotnej zmienili się za kierownicą. Jak zeznawał jeden – mieli jechać jechali do Zakopanego na dziwki, jak mówił inny – do kolegi. Gdy wracali, w Bańskiej ich rozpędzony samochód wpadł na malucha, którym jechały dwie dwudziestoletnie dziewczyny. Iwona jechała po mamę. Zginęła na miejscu. Anna w ciężkim stanie trafiła na dwa tygodnie do szpitala.
Po pięciu latach procesów i odwołań – kolejny wyrok brzmi: nie ma dowodów, by stwierdzić jednoznacznie kto kierował. A najnowsza ekspertyza biegłych wyklucza, by był to Tadeusz G, skazany już w tym procesie na 4 lata więzienia. Nie odsiedział wyroku, bo po odwołaniu sąd okręgowy uchylił wyrok. Dlaczego prokuratura zmieniła zdanie, mimo że pierwotnie założyła, że za kierownicą siedział właściciel samochodu Krzysztof S? – Wtedy mówili, że on jest na 102 proc. winny. I co się stało? – denerwuje się Bronisław Handzel, ojciec Iwony.
Nie ma wątpliwości, że na przebieg procesu wpływ miały kardynalne błędy policji. Wkrótce po wypadku do golfa pozostawionego na policyjnym parkingu został wpuszczony brat Krzysztofa S. Zresztą samochód został wydany właścicielowi, jeszcze zanim gotowa była opinia biegłego. Ktoś mógł wyczyścić dowody, których rzeczywiście zabrakło – jak choćby odcisków palców na kierownicy. Co więcej, zabezpieczona w policyjnym magazynie odzież Krzysztofa S… zapleśniała! Zginęło też lusterko wewnętrzne, zdaniem biegłych ono mogło spowodować obrażenia nad prawym okiem Krzysztofa S., co dowodziłoby, że to on siedział za kierownicą. – Analiza śladów badań kryminalistycznych (…) nie uzasadnia typowania osoby Tadeusza G. jako kierowcy samochodu. Niektóre ze śladów znajdują łatwiejsze wytłumaczenie przy przyjęciu osoby Krzysztofa S. jako osoby kierującej pojazdem, jednak żaden z nich nie ma waloru niepodważalnego – podsumowują biegli Jan Unarski i Wojciech Wach.
– Błędy policji i organów ścigania nie pozwoliły na zastosowanie tymczasowego aresztowania Krzysztofa S. po wypadku. Nowa opinia biegłych nie pozwala skazać Tadeusza G., ale nie wskazuje w stu procentach na winę Krzysztofa S. Wszelkie wątpliwości sąd musi rozstrzygać na korzyść oskarżonych – przypomina sędzia Bożena Mikołajska-Dąbek, uzasadniając wyrok.
– Morderca dalej jeździ po ulicach! – wykrzyknęła przez łzy Barbara Handzel. Bronisław Handzel zapowiada apelację do ministra sprawiedliwości i prośbę o ponowne rozpatrzenie sprawy. – Żaden z nich przez te pięć lat nawet przepraszam nie powiedział – dodaje. – A z policji dostałem pismo, że winny zaniedbań dostał naganę. Ustną.
Józef Figura
0 0
nief oba ida siedziec!!!!
0 0
JEST TO STRASZNE ZE TACY LUDZIE NIE MAJA SUMIENIA, ZABIL NIE WINNA DZIEWCZYNE, I CO GDZIE WYROK?ZAPLACIL POLICJI TAK NAPEWNO, ALE BOG JEST I ON KIEDYS ZA TO ODPOWIE, PIENIADZE TO NIE WSZYSTKO, GDZIE SUMIENIE PEWNO UTOPIL W WODCE CZERESNIAK, A POLICJA Z NIM.
0 0
te dziady mordercy maja znajomedo sedzie
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz