Nieopatrzne wniesienie kawy na salę egzaminacyjną czy afera ze ściągami? Gimnazjum w Cichem huczy od plotek i domysłów.
Drugi dzień testów gimnazjalnych. Szkolna sekretarka roznosi kawę dla nauczycieli, siedzących w komisjach. Zagląda do kolejnych sal, by podać tackę któremuś z nauczycieli. Do jednej jednak wchodzi sama, by postawić szklanki na biurku. I teraz zaczyna się wątek sensacyjny.
Wszyscy widzieli, że pracownica szkoły weszła na salę. Niektórzy mieli dostrzec coś więcej – pozostawione przez nią ściągi. Jednak później nikt nie chce potwierdzić, że widział czy dostał gotowca. Raczej, że… słyszał od kogoś, kto widział.
– Dziecko mówi, że ściągi były, ale do niego nie dotarły. To nie są żarty. Tu się waży jego przyszłość. Bo jeśli ktoś niezasłużenie zdobędzie punkty, to jemu, choć pisał uczciwie, może ich zabraknąć, by dostać się do wymarzonej szkoły. To byłoby nie fair – niepokoi się jedna z mam.
Jednak dowodów nie ma. Są za to podzielone opinie. – Córka przyszła i powiedziała, że żadnych ściąg nie było, tylko ktoś chce zrobić aferę w szkole. Nie wiem, czy ktoś chce teraz wrobić sekretarkę, czy zależy mu, by popsuć reputację szkole – denerwuje się druga z mam.
Jak przyznają ci, którzy w ściągi nie wierzą – przy 35 pytaniach byłoby wręcz niemożliwe, by w krótkim czasie sporządzić gotowca. Przy tym uczeń musiałby do niego często zaglądać, a w komisji są nauczyciele z innych szkół. Pozostaje jeszcze pytanie, skąd sekretarka znałaby pytania? I po co miałaby to wszystko robić?
Zwolennicy teorii spiskowej twierdzą, że pytania pojawiły się w Internecie zaraz po rozpoczęciu egzaminów. Wystarczyło napisać odpowiedzi, zwinąć kartkę i wnosząc kawę, zostawić to na którejś z ławek. Przeciwnicy przekonują, że to bzdura, a co było na teście, można było dowiedzieć się dopiero około godz. 14, czyli po egzaminie.
Sprawa jednak nie zakończyła się na dywagacjach uczniów i rodziców. W gimnazjum już na drugi dzień pojawiła się kontrola z kuratorium. Dyrektor nowotarskiej delegatury Bożena Bryl uznała jednak, że cała afera dotyczy jedynie wniesienia kawy na salę, za co ukarała sekretarkę naganą. Sama jednak nie chce rozmawiać z dziennikarzem, odsyłając do rzeczniczki krakowskiego kuratorium. – Rzeczywiście, było prowadzone postępowanie w gimnazjum, były rozmowy z dyrekcją, nauczycielami i uczniami. Niewątpliwa nieprawidłowość dotyczy wniesienia kawy. I to jedyna rzecz, którą udało się potwierdzić – zaznacza rzeczniczka Magdalena Dobrzyniak.
Jak przekonuje, nowotarska kurator sporządziła anonimowe ankiety, rozmawiała z każdym uczniem osobno i nie znalazła potwierdzenia domysłów.
Czy dowód w postaci ewentualnych zeznań uczniów mógłby być wystarczający, by potwierdzić domniemane zarzuty? – Mógłby to być głos w sprawie, ale nie może być jedynym dowodem – wyjaśnia rzeczniczka, dodając jednak, że i tak o wszystkim decyduje Okręgowa Komisja Egzaminacyjna. – Na dziś sprawa jest rozstrzygnięta.
Dyrektorka szkoły także unika rozmowy z dziennikarzem, odsyłając do swych oświatowych zwierzchników.
– Ta sprawa tak szybko nie ucichnie. W Cichem huczeć będzie jeszcze długo, a ludzie to jeszcze bardziej rozdmuchają. A tam przecież stoliki były tak rozstawione, że nie sposób było sobie podać ściągę. Zresztą, kto by zdążył z niej skorzystać? Te zarzuty to nierealna głupota. Komu na tym zależało? – zastanawia się jeden z rodziców.
Józef Figura