Człowieka zaginionego w górach można odnaleźć przy pomocy komputera – podhalańscy goprowcy pracują nad unikalnym systemem informatycznym.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"6846"}
Przepis na system: parę pancernych komputerów przenośnych, mobilny punkt dowodzenia na podwoziu rasowej terenówki, kilkadziesiąt lokalizatorów GPS, łączność, doskonałe mapy cyfrowe (GIS), a wszystko to w sosie z programu komputerowego, doprawionego szczyptą badań statystycznych amerykańskich psychologów.
System, choć go właściwie nie ma, działa z powodzeniem od paru lat. Jak to możliwe? Początki to wprowadzenie do ratownictwa górskiego pierwszych lokalizatorów satelitarnych GPS. Pod koniec lat 90. urządzenia trafiły na pokłady śmigłowców ratowniczych i do rąk goprowców. Pomysł był strzałem w dziesiątkę. W dodatku – zapewniał spore oszczędności. Nie było już potrzebne kosztowne szkolenie nowych pilotów, którzy rozpoczynając służbę w terenie górskim – i w trakcie wielogodzinnych „oblotów” – uczyli się topografii terenu, specyfiki górskich lądowisk. Pilot wyposażony w GPS otrzymywał koordynaty od ratownika GOPR i leciał jak po sznurku. – Dla nas w Pogotowiu Górskim, głównym zastosowaniem GPS-ów były akcje poszukiwawcze. Lokalizatory okazały się szczególnie pomocne w połączeniu z komputerem i dokładną mapą cyfrową. Wszystkie grupy, biorące udział w akcji, po powrocie z terenu, na miejscu zbiórki wgrywały swoje dane do komputera. Dzięki temu wiedzieliśmy dokładnie, jaki teren został przeczesany i wiedzieliśmy, gdzie wysłać ludzi w następnej kolejności – opowiada Mariusz Zaród, szef Grupy Podhalańskiej GOPR. – To były podwaliny systemu, który próbujemy teraz tworzyć. Właściwie to wykorzystujemy wszystkie jego elementy. Ale jest to wciąż taka trochę praca „na piechotę”. Potrzeba nam programu komputerowego, który zgromadzi i przeanalizuje wszystkie wprowadzane dane w czasie rzeczywistym. Przykład: kierownik wyprawy na bieżąco obserwuje ruchy zespołów poszukiwawczych na ekranie komputera. Od razu koryguje poszukiwania. Kieruje ratowników w miejsca wytypowane przez system. Nie ma już potrzeby powrotu zespołów do bazy, żmudnego wprowadzania danych do komputera, analizowania i podejmowania decyzji: gdzie wznowić poszukiwania. Zespoły nie musiałyby wracać i znowu wyruszać w teren. Dzięki temu można zaoszczędzić mnóstwo czasu i sił. Nie mówiąc już o tym, że po każdej akcji dysponowalibyśmy świetną dokumentacją, którą można analizować na wszelkie sposoby – przekonuje naczelnik.
Ważnym i zupełnie nowym elementem, który ratownicy chcieliby uwzględnić w tworzonym systemie, mają być zestawienia statystyczne, opracowane przez psychologów. – Chodzi o rachunek prawdopodobieństwa. Amerykanie specjalizują się w tym od wielu lat. Gromadzą dane tysięcy akcji poszukiwawczych. Na ich podstawie powstały modele zachowania osoby poszukiwanej. Inaczej zachowuje się zaginione dziecko, inaczej osoba dorosła. Według innego schematu postąpi turysta, a inne rozwiązanie wybierze doskonale znający teren drwal – wyjaśnia Rafał Chrustek, ekspert od spraw informatyzacji w Grupie Podhalańskiej. – Poprawnie skonfigurowany program komputerowy, po zaopatrzeniu go w potrzebne dane, zbierane już na etapie wywiadu, pozwala wytypować rejon, jaki należy przeszukać w pierwszej kolejności – dodaje.
– Ten system ma nas wspomagać. Oczywiście komputer nie zastąpi doświadczenia ratownika, znajomości terenu. Namiary satelitarne mają ułatwić działania, pomóc precyzyjnie wskazać drogę karetce czy wezwać śmigłowiec. Wystarczy przesłać koordynaty. A dzięki namiernikowi na ramieniu człowieka z innej niż GOPR służby, która z nami współdziała podczas poszukiwań – mamy informację, gdzie on się znajduje, mamy też możliwość pokierowania nim w każdej chwili – zaznacza Mariusz Zaród.
Stworzenie nowatorskiego systemu sfinansuje urząd marszałkowski województwa małopolskiego. Już po nowym roku Grupa Podhalańska zostanie doposażona w niezbędny sprzęt: przenośne komputery, urządzenia GPS, a także mobilną stację dowodzenia – wóz terenowy wyposażony w sprzęt komputerowy, łączność, autonomiczne źródła zasilania, anteny. Sercem systemu będzie oprogramowanie. Kilka miesięcy potrwa konfigurowanie systemu, wprowadzanie danych. Nowatorski system może ruszyć już w połowie przyszłego roku. – To będzie naprawdę coś zupełnie nowego. Mamy kontakt z różnymi służbami ratowniczymi z krajów Europejskich i Ameryki. Żadna z nich nie dysponuje aż tak zaawansowanym narzędziem – zaznacza Mariusz Zaród.
Marek Kalinowski
0 0
A po co im pancerny laptop za 20 tysiaków minimum?... w samochodzie nie wystarczy zwykły?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz