Dlaczego ludzie chodzą po górach? Bo są – taka zwykle pada odpowiedź. Na pytanie, dlaczego turyści w górach zachowują się bardzo nieodpowiedzialnie, odpowiedzieć znacznie trudniej.
Miniony rok w Tatrach nie różnił się wiele od poprzednich. Na szlakach można było spotkać turystów ubranych prawie jak na bal sylwestrowy, takich którzy poszli bez jakiegokolwiek kondycyjnego przygotowania i przecenili siły, w końcu i takich, którzy na wycieczki wybrali się z alkoholowym wspomaganiem. Zabrakło może tylko tak humorystycznych wydarzeń, jak to sprzed kilku lat, kiedy turystka, która utknęła w skałach pod Zawratem, wzywając pomocy, machała do przypadkowo przechodzących księży czerwonym stanikiem.
Rok 2008 rozpoczął się dla ratowników TOPR lawiną w Tatrach Zachodnich. Troje turystów szło z Doliny Chochołowskiej na Siwą Przełęcz. Z deskową lawiną zjechali kilkaset metrów w dół. Jedna z kobiet zraniła się w kolano. Pechowcy zadzwonili po pomoc do ratowników TOPR, stracili jednak orientację – twierdzili, że są po stronie Doliny Kościeliskiej i tam szukali ich toprowcy. Dwie wyprawy ratowników w ciągu 5 godzin ostatecznie dotarły do zmarzniętych wycieczkowiczów i sprowadziły ich w bezpieczne miejsce.
Początek roku pokazał również, że nawet świetne przygotowanie, duże doświadczenie i wyposażenie czasem nie wystarczą w konfrontacji z tatrzańską naturą. To po prostu wysokie góry i wypadki są w nich na porządku dziennym. W lutym przekonał się o tym znany himalaista Artur Hajzer, zdobywca 3 ośmiotysięczników, autor pierwszego zimowego wyjścia na Annapurnę. Tym razem okazało się, że tatrzańska zima może być równie groźna, jak ta himalajska.
Fotografia z lawinyHajzer z przyjaciółmi pokonywał główną grań Tatr Zachodnich. Miało to być przygotowanie przed wyprawą w najwyższe góry świata. Podchodząc z Tomanowej na Ciemniak, oczywiście poza znakowanym szlakiem, spadł z nawisem śnieżnym. Wywołał w ten sposób dużą lawinę. Tylko dzięki doświadczeniu i wyposażeniu utrzymał się częściowo na powierzchni. Spod śniegu i tak musieli go wydobywać ratownicy TOPR. Pierwsze, o co poprosił toprowców, to żeby zrobili mu zdjęcie, gdy był jeszcze przysypany śniegiem. Później fotografie te obiegły całą Polskę.
Luty przyniósł jednak tragedię, która dotknęła środowisko doświadczonych taterników. W czasie samotnej wspinaczki filarem Mięguszowieckiego Szczytu odpadł od ściany, spadł 30 metrów, zawisnął na linie, ale prawdopodobnie z powodu źle wpiętej asekuracji nie przeżył odpadnięcia Andrzej M.
Następny miesiąc przyniósł kolejny śmiertelny wypadek. Tym razem na zaśnieżony szlak przez Zawrat z Hali Gąsienicowej do Doliny Pięciu Stawów wybrał się mężczyzna, który odbywał karę więzienia w Krakowie. Gdy dostał przepustkę, chciał pełną piersią zaczerpnąć tatrzańskiej wolności. Jego ciało po kilku dniach odnaleźli pod Zawratem przypadkowi turyści.
W marcu zanotowaliśmy jeszcze jedną tragedię, która spotkała taternika. Tym razem doszło do niej w rejonie Morskiego Oka, w żlebie, którego sama nazwa – „Maszynka do Mięsa” – przyprawia o dreszcze. Tym razem grupa taterników podcięła masy śniegu w Wielkim Kotle Mięguszowieckim i mężczyzna spadł w dół z lawiną. Na tym, na kilka miesięcy seria najtragiczniejszych wypadków się zakończyła.
Święta Wielkanocne nie upłynęły jednak ratownikom spokojnie. Wycieczkowicze błądzili po zapadnięciu zmroku na Czerwonych Wierchach, a 4 turystów zleciało z lawiną w czasie podchodzenia do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów – tym razem na szczęście nikomu nic się nie stało.
Zdarzały się też telefony po pomoc, które nie powinny mieć miejsca. Na męczącą trasę do Morskiego Oka wybrała się na przykład kobieta w ciąży. Na pomoc wyjechał samochód z ratownikiem. Kobieta nagle ozdrowiała i bez powiadamiania kogokolwiek, zeszła sama na dół.
Wiele razy w minionym roku turyści przeliczyli się z siłami. Na szlakach zastawał ich zmrok. Zapominali, że mimo odwilży w Zakopanem w Tatrach wciąż panują zimowe warunki. Tak było w czasie długiego, majowego weekendu. Grupa turystów wybrała się na Krzyżne, przyszła mgła, wycieczkowicze stracili orientację, nie potrafili wrócić po własnych śladach, w końcu musieli im pomagać ratownicy.
Jedna z najgłośniejszych i szczęśliwie zakończonych tatrzańskich „przygód” miała miejsce niedaleko Kasprowego Wierchu. Na szlaku przy Czubach Goryczkowych na zmarzniętym śniegu poślizgnęła się 30-letnia kobieta, zjechała na słowacką stronę. W tym czasie wypadła jej komórka, a ona nie mogła o własnych siłach wrócić na szlak. Miała ze sobą koc termiczny, czekoladę i cukier. Jej wołań o pomoc nikt nie słyszał. Leżąc samotnie, spędziła w Tatrach dwie doby. Wodę piła z potoku. W końcu usłyszeli ją turyści, idący granią. Skończyło się na mocnym wychłodzeniu.
Statuetka tatrzańskiej głupotyGdyby w ubiegłym roku przyznawać statuetki za najbardziej nieodpowiedzialne zachowanie w górach, nominację do tej nagrody z pewnością otrzymałby 30-letni mieszkaniec Warszawy. Po wypiciu kilku „głębszych”, zaczął schodzić z Kasprowego na Halę Gąsienicową. Procenty zadziałały szybko. Mężczyzna upadł, zranił nogę i głowę. Mimo burzy, na pomoc wyruszył śmigłowiec TOPR.
Wakacje minęły w Tatrach pod znakiem wielu akcji i interwencji ratowników. W sumie TOPR pomagał 128 osobom. Mimo dużej liczby wypadków, nikt nie zginął. Niestety, jesień przyniosła na tatrzańskich szlakach czarną serię. Wielu uważa, że to właśnie ta pora roku jest najbardziej niebezpieczna w górach. Kolejne 3 wypadki przyniosły 3 zgony, wszystkie spotkały turystów z zagranicy.
Najpierw pod Zawratem zginął Słowak, który poślizgnął się na zalodzonym szlaku. Ledwie tydzień później w Tatry przyjechał mieszkający w Krakowie Hiszpan. Samotnie wybrał się w góry i zaginął. Jego ciało po kilku dniach znaleziono pod Kozią Przełęczą. Na początku listopada smutną listę dopełniła Węgierka, która poślizgnęła się, podchodząc od strony Gąsienicowej na Zawrat.
Tekst powstał na podstawie kroniki TOPR, prowadzonej przez zastępcę naczelnika Adama Maraska, i własnych informacji.
Paweł Pełka
0 0
No cóż nic dodać nic ująć. Przestroga dla innych i pamięć po innych.
0 0
Zawrat zimą jest piękny. Ale przydałaby się (może w Kuźnicach?) tablica ostrzegawcza: Turysto! Zawrat + Śnieg = Raki albo Śmierć. Wybór należy do Ciebie. I małymi literami: w 2008 roku na Zawracie zginęły 3 osoby, wszystkie bez raków
0 0
\"...a 4 turystów zleciało z lawiną w czasie podchodzenia do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów...\"
zleciało... ale w trakcie SCHODZENIA ze schroniska do Doliny Roztoki.
0 0
dlaczego jako zwykły podatnik mam pokrywać koszt akcji ratunkowych TOPR dla ludzi ,ktorzy zimą szukają \'\'guza\'\' w Wyskich Tatrach.
0 0
nie pokrywaj - zrzeknij sie obywatelstwa...
0 0
Dlatego, że TOPR a nie Tatrzańskie Płatne Pogotowie Ratunkowe
0 0
do zwyklego podatnika , pokrywasz też inne akcje ratunkowe , nie tylko TOPR-u , nie narzekaj, bo może ty będziesz kiedyś potrzebował pomocy.
0 0
Popieram zwyklego podatnika!!!
0 0
Proponuję z tą kroniką wypadków w Tatrach zapoznawać opiekunów i młodzież przebywających podczas ferii pod Tatrami..Spotkania ratowników TOPR z młodzieżą także są wskazane! Głupota, brak świadomości i wyobraźni, zagrozń zimą i latem w górach - to przyczyny większości wypadków.
0 0
A dlaczego ja mam płacić podatki za drogi, po których się jeździć nie da, albo wypadkowe, bo pijani wsiadają za kółko? Każdy kij ma dwa końce. A wypadki w Tatrach były, są i będą. Bo ludzie działają na zasadzie \"mnie to niedotyczy\". I chociaż byście łopatą do łbów nakładali, że czekan... raki... doświadczenie, rozeznanie w terenie lawiniastym to i tak polezie. Przychojraczyć łatwo, ale ani ja, ani Wy nic z tym nie zrobimy.
0 0
my zrobimy, Tatrzańscy Przewodnicy...
Zapraszamy
0 0
Mam nadzieję, że macie trochę więcej oleju w głowie, niż ci Przewodnicy, których spotykam na szlaku. Prowadzenie 10latków na początku maja na Zawrat to szczyt głupoty, a nie przewodnickiej rozwagi - dawanie dobrego przykładu to na pewno nie było. Ale ufam, że to indywidualny przypadek.
0 0
Co do Zawratu, to wszystko zależy od panujących wówczas warunków. Nie daleko przełęczy jest takie miejsce, co zawsze jest oblodzone i tam zawsze się przydadzą raki, ale nie wszędzie są aż tak przydatne jak to się potocznie mówi.
Ponieważ zdrowego rozsądku nie zastąpią, ani czekan również.
Piszę tak, bo wszedłem w poprzednim roku na Zawrat przy II bez raków. Lepiej się przydawały wówczas kijki niż raki....
Pozdrawiam ;)
0 0
Żeby wyjść w góry, należy mieć choć odrobinę oleju w głowie... Wielu osobom tego brakuje... Niestety...
0 0
W lutym na Mięguszu zginął znany astronom i tłumacz Piotr A.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz