– Nie dostrzegam takiej siły politycznej, której zależałoby na dobrze funkcjonującej ochronie przyrody – przekonuje Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego w rozmowie z Jolantą Flach.
– W styczniu zostały zlikwidowane gospodarstwa pomocnicze. Duże pieniądze z biletów wstępu, które zostawały w parku, były przeznaczane m.in. na remont szlaków czy wydawnictwa, które są wizytówką TPN. Kończy się pierwszy kwartał. Czy środki odprowadzane do budżetu państwa już w jakiejś części wróciły do parku?– Idealnym rozwiązaniem było to, że opłaty za wstęp do parku mogły być zagospodarowane od razu, tu, na miejscu, na rzecz turystów i ochrony przyrody. Z tych pieniędzy 15% dostawał TOPR, które wykorzystywał m.in. na utrzymanie śmigłowca. Ale cała reszta środków szła na utrzymanie infrastruktury turystycznej, tj. 275 km szlaków. Remonty ścieżek turystycznych są bardzo drogie. Na przykład remont szlaku prowadzącego od Czarnego Stawu Gąsienicowego na Granaty kosztował 100 tys. zł. Co roku część ścieżek musi być remontowana. Na szlaku na Krzyżne są takie miejsca, gdzie po deszczach lub lawinach spływa rumosz skalny. Co roku trzeba poprawiać ścieżkę na Rysy. Wymianą uszkodzonych elementów stalowych, czyli łańcuchów, drabinek i klamer – za opłatą ryczałtową – zajmuje się TOPR, ale za atestowane łańcuchy lub klamry my płacimy. Teraz TOPR nie dostaje od nas tych 15% z biletów wstępu. Musi o nie najpierw wystąpić do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a z kolei MSW zwraca się do ministra finansów, żeby te pieniądze przeznaczyć dla TOPR.
Gdyby istniało gospodarstwo pomocnicze, to wpływy do niego wynosiłyby ok. 12 mln zł. Od 1 stycznia odprowadzamy te pieniądze do skarbu państwa. Już wystąpiliśmy o pierwszą ratę z rezerwy celowej na edukację. Remont szlaków zacznie się dopiero późną wiosną, więc mamy jeszcze chwilę czasu na ściągnięcie środków finansowych na ten cel.
– Czy ze strony państwa jest zapewnienie, że te 12 mln wróci do TPN?– Nie jesteśmy pewni, bo dziura budżetowa jest wielka. Jak rząd będzie miał dylemat, czy wydać na wały przeciwpowodziowe, czy na remont szlaków, to być może „zwyciężą” wały. Taki przepływ pieniędzy przez Warszawę z naszego punktu widzenia jest niebezpieczny. Z punktu widzenia polityki państwa może korzystny, bo to są pieniądze księgowane w budżecie centralnym i zmniejszają dziurę budżetową przynajmniej na papierze. Ale czy te środki wrócą? U nas straż parku przejeżdża co najmniej 1 tys. km miesięcznie. Potrzebne są pieniądze na benzynę, która jest coraz droższa. Strażnicy mają 2 samochody. Muszą pilnować Tatr przed kłusownictwem, przed kradzieżą, biorą udział również w innych akcjach.
– Jest szansa, że wpływy z biletów zostaną bezpośrednio w parku?– Jest opracowany inny system finansowania, który od jakiegoś czasu zalega w rządzie. Przewiduje on, że park będzie tzw. państwową osobą prawną. Wtedy będziemy mogli zatrzymywać przychody i wydawać je na nasze statutowe cele, oczywiście kontrolowane przez ministerstwo. Szansa była wielka, bo już we wrześniu tamtego roku był opracowany projekt rządowy Ustawy o ochronie przyrody, który wprowadzał taki zapis. W styczniu projekt miał trafić do komisji sejmowych, ale jest marzec, a on dalej tkwi w rządzie. Jeśli nie trafi w najbliższych tygodniach do Sejmu, to później Sejm go nie uchwali, bo nie będzie na to czasu. Przyjdą wybory, a po nich cała procedura zacznie się od początku. Nie dostrzegam takiej siły politycznej, której zależałoby na dobrze funkcjonującej ochronie przyrody. Chyba że nastąpi taka sytuacja, że będziemy musieli zamknąć szlaki ze względu na bezpieczeństwo turystów, bo np. nie będzie pieniędzy na wymianę łańcuchów. Wtedy zrobi się straszna awantura, która może potrząśnie politykami. Zamierzam rozmawiać z posłami na ten temat.
Gdy będzie źle, zaczniemy ograniczać finanse tylko do płac i do najważniejszych opłat, takich jak na przykład energia elektryczna czy geotermalna. Pewnie wcześniej zawiesimy działalność wydawniczą, a to byłaby zbrodnia, m.in. na kwartalniku „Tatry”. To byłaby dla mnie jako dyrektora porażka. Wydawnictwa są wizytówką i promocją parku.
– Ostatnio zrobiło się głośno o wycenie gruntów w parkach narodowych. – Ustawa o rachunkowości wymaga od każdego, kto zarządza nieruchomościami, aby je wycenił, podał ich wartość i żeby wykazał to w bilansie. To jest słuszne, ale nie w parkach narodowych. Nie wiem, czy dyrektor zamku wawelskiego musi też podać wartość działki pod Wawelem? To absurd, a ustawa nie przewiduje wyjątków. Wszystko zaczęło się od kontroli NIK w 6 parkach narodowych. W żadnym z nich w księgach rachunkowych i bilansach nie wykazano wartości gruntów. NIK ma takie uprawnienia, aby wykazać absurd zapisów prawnych i zwrócić się do ministra finansów o szybką nowelizację ustawy, ale tego nie zrobił.
– Jak można wycenić Morskie Oko, Orlą Perć lub Dolinę Kościeliską? – Na podstawie sprzedaży lub kupna podobnych terenów, które znajdują się w okolicy. Ale nie ma drugiego Morskiego Oka. Dobra zakopiańskie i białczańskie z Morskim Okiem po raz pierwszy i ostatni zostały wycenione w 1818 roku i sprzedane Homolacsom. Było to za władzy austriackiej. Od tamtych czasów nikt nie nabywał i nie sprzedawał takich dóbr. Wtedy Tatry były wartością gospodarczą, bo prowadzono pasterstwo, wycinkę drewna. A Homolascowie kupili te ziemie nie dla wartości pasterskiej, tylko dlatego, że były tam odkryte złoża rud żelaza, a las traktowali jako bazę opałową. Dzisiaj rzeczoznawca nie może odnieść się do tamtych czasów. Można wycenić działkę, na której stoi leśniczówka. Ale pomińmy tereny administracyjne, a popatrzmy na to, co jest istotą parku narodowego, czyli na całą przestrzeń przyrodniczą. Przyrody nie można wyceniać. Nie ma takiej możliwości. Jeśli wszystkie parki zleciłyby rzeczoznawcom takie wyceny, to kosztowałoby to ok. 80 mln zł. Skąd wziąć te pieniądze. Na razie czekamy na dalsze decyzje ze strony ministerstwa.
– Tuż przy granicy TPN powstaje coraz więcej nielegalnych budowli. Czy park ma na to jakiś wpływ?– Precedensem może być nielegalna budowa w rejonie Spadowca. Powstaje ona w otulinie parku. Na razie jest wstrzymana. Jeśli ta inwestycja nie zostanie rozebrana, to będzie oznaczało, że polityka przestrzenna przegrywa. Cały czas jest szansa, by władze, które zajmują się polityką przestrzenną i nadzorem budowlanym, tę sprawę wygrały. W takim miejscu gastronomia nie może mieć przewagi nad trasami narciarskimi. Jeśli samowolka zostanie rozebrana, to będzie przykład dla tych właścicieli działek, którzy dziś nie zabiegają o dzierżawę tych gruntów pod trasy narciarskie, bo mają nadzieję, że ich tereny staną się budowlanymi. I to jest wielka sprawa do wygrania. Zróbmy pod reglami drugą Polanę Jakuszycką. Wyburzmy wszystkie samowolki i zacznijmy tworzyć takie znakomite atrakcje turystyczne, jak narciarstwo biegowe.
0 0
Wydawało się, że sprawa wyceny parków została dostatecznie obśmiana w prasie. Widocznie dociera to wolno do urzędnikow. A w ostatecności można w odpowiedniej rubryce wpisywać \"bezcenny\" jak to w którejś gazet zaproponował miesiąc temu dyr Skawiński.
0 0
A może by tak wyburzyć bloki w których siedzą parkowcy i mieszkania które narobił skawiński w Kuźnicach bo też są w otulinie.(jeszcze chce je rozdawać!)
Jak można mówić że Tatry nie były wyceniane i sprzedawane od 1818 r poza Homolaczami właścicielami tej części Tatr byli Eichborn,Goldfinger czy Zamoyski (dla tego ostatniego Tatry napewno nie były \" własnością gospodarczą\")
Czy pan skowiński zdaje sobie sprawę z tego że gdy w latach pięćdziesiątych tworzono TPN to wyceniano nieruchomości górali w Tatrach.To była wycena:\"nieużytków rolnych\" czyli za 1 metr można se było bułkę kupić.
Wg mnie to: rząd chce znać wartość parków bo chce wiedzieć co i za ile można będzie przePOpuścić.
0 0
a co, Panie Dyrektorze, z masową wycinką drzew na borach i w jaszczurówce - od olczyskiej do nosala?? ja już nie poznaję lasu który znalam od dziecka!! a wycinka w okolicach ronda kuźnickiego?? a co potem dzieje się z tym drewnem??
w jaszczurowce ludzie donoszą jedzenie dla zwierząt do paśników, a nie pracownicy Parku!! gratuluję Panie Dyrektorze!!
0 0
Mnie też to bulwersuje, bo z jednej strony kłody się rzuca narciarzom a zdrugiej na potegę idzie rżnięcie w tatrach
0 0
no bieda w tym parku aż piszczy!!! a szare eminencje ciągle służbowymi samochodami, za publiczną kasę do domku sobie jeżdżą...... dyrektory też
0 0
A ja pytam co zrobiliscie Panie dyrektorze z klusownictwem ??? Straznicy nawarami po dolinach jezdza jak generalowie, a efektow zero ! Pan komendant jest tylko dekoracja Pana Parku ?! Na prawde wstyd ! Sw. pamieci Dyr. Niedzielski i nawet Pan Byrcyn mial o wiele wieksza efektywnosc. A Panowie nie mieli ani Nawar, ani sprzetu od Milki, ani Pana komendanta ... Zalosne !!!
0 0
Brzeziny; najlepiej zorganizować byłe zwarte oddziały ZOMO i uderzyć na kłusowników.
Kłusownicy na Podhalu byli i będą, bo to jakby tradycje rodzinne od pradziadka do najmłodszego pokolenia i to nie zależy raczej od Dyrektora TPN i jego pracowników, ale od mentalności mieszkańców, którzy kłusują.
Brzeziny coś mi się wydaje, że Pani lub Pan pod tym pseudonimem jest obecnym pracownikiem TPN i ma jakiś żal do Dyrektora TPN i Komendanta.
Co dobrali się do skóry czy do zwolnienia idziesz Pani ‘/ Pan Brzeziny w najbliższym czasie.
Jak na zwykłego Brzezina za dużo operujesz nazwiskami byłych Dyrektorów.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz