Poważne rozmowy o przyszłości tatrzańskiego przewodnictwa i kompetencjach poszczególnych klas, wspomnienia, ale i dobra zabawa - tak przebiegło zebranie Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich oraz impreza z okazji zakończenia górskiego sezonu.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"14057"}
Karczma przy dolnej stacji kolejki krzesełkowej na Harendzie gościła kilkudziesięciu przewodników zakopiańskiego Stowarzyszenia i osoby im towarzyszące. Pierwszą, oficjalną część spotkania rozpoczął swym sprawozdaniem Wojciech Marczułajtis, odnosząc się od razu do zmian w prawie, w wyniku których znika ustawowy obowiązek wynajmowania przewodnika na wycieczki powyżej 1000 metrów nad poziomem morza. - Otrzymałem wiele telefonów, co będzie z naszą pracą - przyznał prezes Stowarzyszenia. - Ten zapis tak naprawdę nie jest potrzebny, nowy przepis nakłada bowiem na dyrektorów parków narodowych obowiązek przygotowania rozporządzenia lokalnego - wszystko jest więc w gestii dyrektora TPN - wyjaśnił. Marczułajtis rozmawiał już w tej sprawie z dyrektorem Skawińskim. - Takie rozporządzenie jest już przygotowywane, ukaże się w marcu - kwietniu, na pewno przed sezonem przewodnickim - zapewnił. Zmiany w prawie przyniosą też przewodnikom pewne ułatwienie. - Nie musimy już badać się co 2-3 lata u lekarza medycyny pracy, trzeba tylko do tego samego, co dotąd, urzędu marszałkowskiego wysłać prośbę o przedłużenie identyfikatora - poinformował prezes SPT.
W mijającym roku zakończył się organizowany przez SPT kurs na III klasę. Ukończyły go 72 osoby. W kilku terminach - w kwietniu, maju i lipcu - egzamin zdało 20 osób. - Wszyscy ci młodzi przewodnicy zapisali się do naszego koła, w sumie powiększyło się ono o 21 osób - cieszył się Marczułajtis. Liczba nowych zakopiańskich przewodników może się jeszcze powiększyć, bowiem w ostatnich dniach, od poniedziałku do środy, trwała w Zakopanem kolejna sesja egzaminów. Kilkoro nowych przewodników od razu zaczęło starania o przewodnicką \"dwójkę\". - Rozpoczęliśmy w październiku kurs na wyższe klasy - nie spodziewałem się takiej frekwencji, mamy tam 28 osób, wśród nich dwóch kandydatów na I klasę - wyliczał prezes SPT, dodając, że być może zimą zostanie również zorganizowany dla chętnych przewodników kurs lawinowy.
Stałym punktem działalności Stowarzyszenia są wycieczki szkoleniowe - górskie i autokarowe. - Jedynym, który prowadził \"autokarówki\", był Poldek Rajwa. Dzięki niemu było przypomnienie zabytków Spisza, udała się też wycieczka na słowacką Orawę - przypomniał Marczułajtis. Program górskich \"szkoleniówek\" mocno zweryfikowała natomiast pogoda. - Udało się jednak wejść na przykład na Żabi Szczyt Wyżni, Mnicha, były Klimkowe Dni - właściwie jeden - w Jaworowej, gdzie przy okazji odbyły się wejścia na Lodową Kopę, Mały Lodowy Szczyt i Jaworowy Szczyt - to ostatnie połączone z blachowaniem nowych przewodników, z Pawłem Nadybalem 3-4 dni przed jego śmiercią.
Nie tylko \"Dybla\" wspominano na Harendzie: - Nie ma roku, żebyśmy nie mówili o kolegach, koleżankach, co \"poszli na niebieską grań\", ale ten rok był wyjątkowo tragiczny dla przewodników tatrzańskich - w lawinie pod Koszystą w marcu zginęli Barbara German oraz Anna i Bogdan Frydryszakowie, potem na Mont Blanc zginął Wojciech Kozub. Nie byli oni członkami naszego koła, natomiast w lecie żegnaliśmy z wielkim bólem Pawła Nadybala i Piotra Mędonia, którzy zginęli w Słowenii. Pięknie o nich mówił wtedy Maciek Krupa, przywołując rozprawę Jana Józefa Szczepańskiego o śmierci w górach - przypominał smutne wydarzenia Marczułajtis.
Wiele miejsca poświęcono na spotkaniu kursowi przewodnickiemu, który w 1967 roku zaczęło ponad czterdziestu kandydatów. - Ukończyło go 37 osób, oprócz przewodnika tatrzańskiego dostawaliśmy tez blachę przewodnika podhalańskiego - wspominał Wiesław Długosz. Odczytał też listę uczestników kursu, wśród których byli m.in.: Włodek Cywiński, Poldek Rajwa, nieżyjący już Piotr Malinowski czy Józef Olszewski. - Blachy dostaliśmy na Gerlachu od samego WHP (Witolda Henryka Paryskiego - przyp. red.), który był naszym guru.
Z przeszłości w sprawy obecne powróciła Zofia Bachleda: - Dyskusja nas klasami przewodnickimi trwa już wiele lat, wkrótce będą kolejne spotkania TPN - Centrum Przewodnictwa Tatrzańskiego, byłoby jednak dobrze, gdyby wszyscy przewodnicy swoje zdanie wypowiedzieli. Sprawa dotyczy dwóch rzeczy - po pierwsze chodzenia na skiturach. Teraz jest tak, że każdy przewodnik może zimą chodzić tam, gdzie mu na to klasa pozwala, na czymkolwiek - pieszo, na rakietach albo na nartach, jednak na kursie na trzecią klasę zagadnienia skiturowe to tylko \"zajawka\". Będzie dyskutowane, czy przewodnicy III klasy, chcący prowadzić na nartach, będą musieli odbyć dodatkowe zajęcia, czy też będzie to mogła robić tylko II klasa.
Zmieniać miałyby się też inne uprawnienia poszczególnych klas: - Jest niewielka różnica między drugą a pierwszą klasą. Kiedyś było to prowadzenie na Słowacji, po wejściu stowarzyszeń przewodników alpejskich to się skończyło - mówiła Bachleda. - Pytanie, czy nie należałoby znów zrobić tak, żeby całe przewodnictwo tatrzańskie powierzyć przewodnikom tatrzańskim, a nie PSPW?
Sobotnie spotkanie nie było zebraniem wyborczym. - Wyboru władz stowarzyszenia będziemy musieli dokonać na wiosnę - przypominał jednak Maciej Krupa. - Część zarządu nie będzie już kandydować, więc żeby nie było łapanki, proszę już teraz o tym spokojnie pomyśleć. Krupa nawiązał też do sprawy pomocy rodzinom tragicznie zmarłych przewodników: - Takie już mamy zajęcie, że będą ginąć kolejne osoby. Dotąd działaliśmy na zasadzie ad hoc, robimy aukcję, imprezę, ale moim zdaniem jesteśmy na tyle licznym gronem, że powinien powstać rodzaj funduszu, gdzie będziemy gromadzić środki na okoliczność takich sytuacji.
Oficjalną część sobotniego spotkania zakończyły życzenia i książkowy prezent dla \"Prezesa Tysiąclecia\" - jak Marczułajtisa tytułował Krupa, a odśpiewane mu \"Sto lat\" i fraza ze znanego filmu Barei o \"prezesie naszego klubu\" pozwoliły płynnie przejść do części zdecydowanie nieoficjalnej, która potrwała do późnej nocy.
Łukasz Kosut
0 0
Niestety przewodnictwo to już zajęcie czysto hobbystyczne. Ciężko nawet na ZUS ulgowy wyrobić. Szkoda, że nie poruszono kwestii przewodników chodzących za 50% stawki albo nawet za 50 zł. Gdyby nie Pawełek to przewodnicy mogliby sobie chodzić z workiem na kiju. Ogólnie p.... w bambus.
0 0
Zgadzam się z przedmówca a propos stawek. Tak się składa że sam prowadzę grupy po Beskidach i też chciałbym aby ta praca była szanowana właśnie pod kątem wynagrodzenia. Niestety o ile w Tatrach jest jaka taka stawka, której wielu zawodowców się w miarę trzyma o tyle w Beskidach panuje całkowita wolna amerykanka i chęć wzięcia za dniówkę więcej niż 200zł uważana jest przez wynajmującego za mega ździerstwo. Wtedy muszę się poniżać do opowieści o tym że do emerytury mam jeszcze 30 lat, prowadzę działalność płacę prawie 1000zł Zusu, płacę podatki itp. kupuję drogi sprzęt turystyczny i literaturę , praca jest sezonowa, człowiek czasem choruje itd., itp...ale za to wystawiam rachunek czego większość dziadków przewodników nie jest w stanie zrobić...Z pełnym szacunkiem dla ich doświadczenia i wiedzy uważam jednak że skoro uważają że niska stawka jest ok to niech przestaną honorowo pobierać emerytur e i spróbują potem z tych swoich stawek przeżyć. Inaczej zachowują się egoistycznie. Niedługo nie będzie młodych aby ich zastąpić bo nikt nie pali się teraz na kursy wiedząc że z tego nie ma pieniędzy.
0 0
To fakt, większość przewodników zaniża stawki. Nie oznacza to jednak, że wszyscy. Moja stawka to minimum 250 zł za 2-3 godz. pracy
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz