– Jak nie odzyskam licencji, oddam konie na rzeź – zapowiada Jan Czernik, fiakier, który stracił pozwolenie na przewóz turystów do Morskiego Oka z powodu przeładowania fasiągów. Władzom gminy zarzuca mataczenie przy typowaniu osób, którym przyznawana jest przez TPN licencja.
Znowu emocje wokół przejazdów fiakierskich do Morskiego Oka. Tym razem nie za sprawą oskarżeń o zamęczanie koni, ale z powodu utraty licencji przez jednego z woźniców.
Przewozy fiakierskie z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka to niezły biznes. Licencję na 3 lata otrzymuje 60 fiakrów, podzielonych na 3 grupy. Każda z grup wozi turystów przez 10 dni. W sezonie każdy fiakier robi trasę średnio 2-3 razy (zmieniając konie). Fasiongami mogą przewozić do 14 turystów. Jazda w górę kosztuje 40 zł, w dół – 30 zł. Wystarczy pomnożyć te liczby, by szacunkowo obliczyć miesięczne zarobki fiakrów. Oczywiście fiakier w sezonie pracuje na cały rok, do tego dochodzą niemałe koszty utrzymania koni i opłata wnoszona do parku. I tak pozostaje suma do pozazdroszczenia. Nic wiec dziwnego, że przyznawaniu licencji towarzyszą takie emocje.
Lista fiakrów przygotowywana jest w Urzędzie Gminy Bukowina Tatrzańska przez specjalnie do tego powołaną komisję, jednak zatwierdza ją Tatrzański Park Narodowy, który wydaje licencje. Termin obecnej wygaśnie w grudniu tego roku. Tymczasem kilku z fiakrów straciło prawo do przewozu turystów.
Jan Czernik jest jednym z dwóch fiakrów, którzy w sierpniu ubiegłego roku stracili licencję z powodu przeładowania fasiągów. Po głośnej historii z Jordkiem, służby parku bardzo rygorystycznie kontrolują przewozy. Na wozie może być tylko 14 turystów, a Jan Czernik na fasiongach miał 16 dorosłych osób, co – jak podkreśla Edward Wlazło, szef straży parku w TPN – było powodem odebrania mu licencji.
– Aż przez 6 lat czekałem na liście rezerwowej. I tylko trzy lata jeździłem do Morskiego Oka, do sierpnia. Zainwestowałem w konie. Latem miałem ich 15. Wziąłem kredyt na budowę stajni. Spośród 200 koni poddanych kontroli moje miały najlepsze wyniki, a na moje miejsce wszedł człowiek, którego konie nawet na rzeź się nie nadają – nie kryje żalu. – Co mam teraz zrobić? Z czego utrzymać rodzinę?. Jak nie odzyskam licencji, konie oddam na rzeź – odgraża się góral z Bukowiny Tatrzańskiej. – A sprawiedliwości zacznę szukać po góralsku – dodaje. – Na 100-lecie schroniska w Morskim Oku wiozłem w swoim fasiągu same grube ryby – wójta, starostę i innych. Chociaż wóz był przeładowany, nikt nie chciał czekać na następny, nawet flaszkę za to dostałem. Nikt koni nie żałował. A jak wziąłem dwoje dzieci więcej na wóz, to odebrali mi licencję – nie kryje oburzenia.
– Powodem wstrzymania licencji była nadmierna liczba turystów na wozie. Według regulaminu może być tylko 14 osób i ewentualnie dwoje dzieci do 4. roku życia. Pan Czernik w momencie kontroli miał 16 osób. Fiakrzy sami podpisali ten regulamin i muszą go przestrzegać. Nie ma żadnego pobłażania, żadnego kumoterstwa, czy to się komu podoba, czy nie – twierdzi Edward Wlazło, szef straży parku. Dodaje, że od czasu wpadki tych fiakrów inni bardziej się pilnują. Już w styczniu tego roku straż przeprowadziła 5 podobnych kontroli – na drodze do Morskiego Oka i w Dolinie Kościeliskiej. Żadnych uchybień nie stwierdzono. A były to kontrole bardzo szczegółowe. Strażnicy sprawdzają, oprócz liczby turystów na wozie, między innymi ważność licencji, „paszporty” i wyniki badań lekarskich koni, czystość i wygląd fasiągów.
Czernik, bardziej niż do straży parku, ma pretensje do władz gminy i komisji, która przygotowuje listę fiakrów do zatwierdzenia przez TPN. – Przy tej liście są same machloje. Swoich tam upychają, jak chciałem w gminie zobaczyć tę listę, to okazało się, że są dwie – twierdzi fiakier, który stracił licencję.
– Pan Czernik jest sfrustrowany, ale stracił koncesje z własnej winy. W gminie przy listach nie ma żadnego kombinowania – zapewnia Sylwester Pytel, wójt gminy Bukowina Tatrzańska. Na liście rezerwowej jest ponad 20 fiakrów. Potwierdza, że rzeczywiście, są 2 listy, ale nie z powodów jakichkolwiek machlojek. – Do grudnia 2005 roku TPN żądał od gminy listy rezerwowej. Są na niej osoby, które na nią trafiły przed tą datą. Od 2006 r. TPN nie zwraca się do nas już o listę, są na niej nazwiska osób, które wysłały wnioski od tego czasu, zapisywane są według kolejności złożenia dokumentów – tłumaczy wójt. – Pan R., który wszedł za pana Czernika, był na tej pierwszej liście sprzed 2005 r. na pierwszej pozycji. Oczekiwał ok. 10 lat – dodaje. Wójt podkreśla, że jedynym kryterium jest czas oczekiwania, nie ma więc możliwości żadnych kombinacji. – Nasz regulamin dopuszcza natomiast przekazanie licencji komuś z rodziny np. w razie choroby fiakra – zastrzega wójt.
Beata Zalot
0 0
Coraz bardziej zaczyna mi się podobać ten nasz Komendant Straży Parku... może w końcu ludzie zrozumieją, że regulaminy są po to, żeby je przestrzegać, a nie łamać.
0 0
a starosta gadał, ze fiakrzy lepiej traktuja konie od swych bab...czy babe tez odda???
0 0
Z drugiej strony to ja nie wiem czy dla tego konia nie lepiej będzie być sprzedanym na rzeź niż takiemu fiakrowi służyć i tłuste zady |\"turystów\" w te i nazad wozić.
0 0
bos innego filmiku nie widział , w jakim stanie konie dojezdzaja do tych Włoch ...Anus, to sobie daruj...
0 0
Panie fiakier wziąłeś pan pożyczkę, stało się jak się stało wywalili pana wiadomo czemu.Teraz o swoje niepowodzenia oskarzasz ludzi na prawo i lewo trzeba bylo myśleć.(Trzaba było nie brać pożyczek w żydowskich bankach.)
0 0
no i musial te dwiescie tysiaków wyciągnąc, niestety, dlatego wozy przeciazone szły ...tak w ogole mówi sie, ze rocznie to oni koło 200 -300 tysiakow wyciagaja z tego biznesu a ponoc odstapienie licencji ( tzw. wypadek choroby ?) kosztuje sto tysiaków ...
0 0
jak busiarzowi odbiorą licencję to biedak będzie musiał autko na żyletki wysłać
0 0
No to wej tak: Nareście ftosi się wzion za tom dzikom fiakierke do Moka. Nie syćkim sie to widzi, to w Polsce a zwłaszcza na Podhalu normalka. Downij niby tyz były przepisy ale syćka mieli je w rzyici. Teroz kie kontrole som jest porzondne a straznicy nie bierom w łape, to jest ludziom krzywda. Jakisi porzondek musi być. Prawo jest prawem choćby i surowe. Po reście doś momy wsyndyj tyk dzikich stoisk, straganów, fiakrów, samozwańczych przewodników, całej tej hałastry, która przy minimalnym wkłądzie własnym kręci lody na Podhalu. Regulamin przewozów jest i trza sie go trzymać ajka nie to trudnio. Nie kozy musi być fiakrem. Teroz władze powinny się wzionć za zokopiańskie busy bo to, to juz jest katastrofa. To woło o pomste do nie ba co tam sie dzieje.
0 0
Przykre ale prawdziwe bo przepisów trzeba było nie przekraczać.Niejeden bierze kredyt na dom,a czasem pracę straci to musi też myśleć co dalej.Chociaż teraz to czasem państwo przez rok pomoże.Może by tak fiakrzy sobie jakiś fundusz socjalny od wszelakich nieszczęść i zwolnień założyli?Tak na wszelki wypadek choćby utraty pracy.Trzeba sobie jakoś radzić...
0 0
mógł sioe ubezpieczyc od utraty licencji w PZU :-))
0 0
albo w link4
0 0
a nei wolałbys w Liberty Direct compania de seguros :-))
0 0
jakby pedziol ze konie nolezom do ksyndzy,to by licencji nie straciyl....haj!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz