Idąc zboczem porośniętej bukowo-jodłowym lasem Samkowej Czuby nad Doliną Strążyską, napotkałem świeże tropy. Biegły one od dna doliny. Nad Kominami przewinęły się przez grzbiet i dalej prowadziły w kierunku Doliny za Bramką.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"11746"}
Obejrzałem odcisk łapy w śniegu: trop w zarysie okrągły, dosyć duży, kilkakrotnie większy od odcisku łapy kota. Tylna łapa zachodziła nieco na przednią – to przechodził ryś, największy europejski kot.
Ryś to tajemniczy drapieżnik. Ze względu na skryty tryb życia zaobserwowanie samego zwierzęcia to najczęściej dzieło przypadku. Zwykle jest aktywny nocą, od zmierzchu do świtu. W dzień odpoczywa w ustronnych kryjówkach, skałkach, wykrotach. Żywi się drobnymi ssakami, ptakami, gadami i płazami, a nawet owadami. Ze ssaków chętnie poluje na zające, gryzonie, a także na zwierzynę większą, jak jelenie i sarny.
Pojawia się jak duch. Zdarza się, że wczesnym rankiem przemknie przez szlak, jak to miało miejsce pewnego dnia w Dolinie Strążyskiej. Ogromnego kota zobaczyła siostra zakonna, która wybrała się samotnie na medytacyjną wycieczkę. Groźnie wyglądające zwierzę przebiegło na przeciwległy stok. Chociaż drapieżnik zniknął w gąszczu na dobre, przestraszona siostra wycofała się do wylotu doliny.
Waga rysia sięga 34 kilogramów, przy czym samice są zwykle mniejsze od samców. Jego wielkość można przyrównać do wielkości dosyć dużego psa. Spotkanie dorosłego samca z czarnymi pędzlami na sterczących pionowo uszach i jasnymi bokobrodami może wzbudzić niepokój czy strach.
Ponad 60 lat temu, kiedy jeszcze wysoko w Tatrach wypasano owce, 7-letnia pasterka Hania Gąsienica Byrcyn przeżyła niezwykłą przygodę. Rano zagnała kierdel do Doliny Suchej Kasprowej na wypas. Kiedy dzień chylił się ku końcowi, nadszedł czas, by sprowadzić owce na dół, do szałasu. Słońce już zaszło za grań. Limbowy las czerniał w dole. Czając się za głazami, jakby nieśmiało, z wolna postępował mrok, zdradliwie ogarniając halę płaszczem utkanym z ciemności.
Prowadząc kierdel z dziennego wypasu, dziewczynka zobaczyła siedzącego na drzewie wielkiego kota. Jego żółtawe umaszczenie jaskrawo odznaczało się na tle brunatnego konara. Duże, okrągłe jak latarnie oczy patrzyły na nią i jej stadko. Intensywny wzrok naprężonego drapieżnika nie pozostawiał wątpliwości co do jego intencji. Czyżby oceniał możliwość upolowania łatwej zdobyczy, jaką stanowiły owce? Dziewczynka zapamiętała te wielkie oczy drapieżnika w zapadającym zmroku. Ryś jednak nie zaatakował. Dzielna pasterka szczęśliwie dotarła do szałasu.
O tym, że ryś może zapolować na owce, przekonał się Andrzej Staszel Furtek – baca z Polany Kuźnickiej. Wychodząc z szałasu do rannego udoju zobaczył, że jedna z owiec jest zagryziona. Podejrzewano niedźwiedzia lub wilka. Specjaliści z Tatrzańskiego Parku Narodowego obejrzeli nadjedzoną owcę. Na szyi widniały charakterystyczne ślady duszenia. Tylna część zwierzęcia była nadjedzona. Wszystko to wskazywało na rysia.
Zimą 2007 roku tropiłem rysia nad Doliną za Bramką. Być może drapieżnik coś upolował – myślałem. Takie przypadki są warte zaobserwowania i odnotowania. Sznur tropów prowadził przez kolejne żleby, strome zbocza, skały. W zaokrąglonym odcisku łapy, jak często podaje literatura łowiecka, nie widać odciśniętych pazurów. Dzieje się tak na płaskim, łatwym terenie. W terenie górskim, ryś wędrujący stromym stokiem, wysuwa pazury. Inaczej zsuwałby się w dół, tracąc bezcenną energię.
Na niewielkiej płasience tuż pod szczytem stromej skały zauważyłem wytopiony w śniegu placyk. Drapieżnik zatrzymał się na odpoczynek. Z tego miejsca był doskonały widok na przeciwległy stok, porośnięty wysokopiennym lasem. Bezlistna o tej porze buczyna umożliwiała wgląd na dno lasu. Chmara jeleni, żerująca sarna lub nawet zając zostałyby z pewnością zauważone przez bystrego kota.
Na wprost widniały zabudowania Kościeliska. W nocy, kiedy ryś tędy przeszedł, paliły się lampy, a w niektórych oknach światełka. Drapieżnik pewnie tam spoglądał. W tym widokowym miejscu przecież odpoczywał chwilę – na śniegu znać było wytopione legowisko.
Co wtedy czuł? Trwogę, czy może obrzydzenie? A może po prostu nasze ludzkie światła były jedynie punktem geograficznym, jakimś odniesieniem wyznaczającym kierunek? Czy to tylko niedostępny dla niego świat, podobnie jak gwiazdy dla człowieka patrzącego w niebo? Świat ten jednak stanowi namacalną przeszkodę, podczas gdy dla nas barierą jest przestrzeń.
Chłód obudził mnie z zadumania. Ruszyłem dalej. Ryś przeszedł kolejną lesistą grań. Zszedł do Małej Łąki, a następnie w kierunku Hrubego Regla. Podążał dalej na zachód. Kilkakrotnie jego trop przecinał tropy łań i saren. Dotychczas nic jednak nie upolował. Zszedłem na dno doliny. W tym dniu zakończyłem tropienie.
Kilka razy udało mi się odnaleźć zdobycz tego kota. Podczas kontroli wykonania zabiegu odsłaniania cennych gatunków drzew, takich jak buk i jodła, w młodniku w masywie Krokwi zauważyliśmy szczątki młodej łani. Oględziny otoczenia pozwoliły nam dojść, w jaki sposób zginęła łania. Okazało się, że została upolowana przez rysia, który czaił się na ofiarę na konarze rosochatego świerka. Gruby, skręcony konar, rosnący poziomo, stanowił dobrą kryjówkę. Drapieżnik mógł dokonać skoku na grzbiet łani z konara albo też używał go jako punktu obserwacyjnego.
Innym razem, zimą, ryś, schodząc z Samkowej Czuby, wypatrzył sarnę. Pościg nie był długi. Sarna uciekała w dół, minęła Drogę pod Reglami i dała susa w pola. Dwadzieścia pięć metrów poniżej szlaku był wytopiony w śniegu niewielki placyk, nieco krwi. Sarna była przeciągnięta do lasu, ponad 50 m powyżej miejsca upadku.
Sposób zabijania oraz żerowania przyniosły temu drapieżnikowi złą sławę. Często jest uważany za krwiożercze zwierzę, które spija krew ofiary, po czym ją porzuca i idzie po następną. Ślady na szyi, wyjedzone serce czy płuca, nadjedzona szynka. Co może usprawiedliwić takie marnotrawstwo? W rzeczywistości ryś, jeśli nic mu w tym nie przeszkodzi, żeruje na ofierze przez kilka lub nawet kilkanaście dni. Według specjalistów, zwierzę to zjada na raz tylko około kilograma mięsa. Kiedy zaspokoi głód, odchodzi i odpoczywa w dogodnym miejscu. Gdy zgłodnieje, zwykle nocą, znów przychodzi się pożywić.
Często jednak na miejscu udanego polowania pojawiają się intruzi. Gdy niedźwiedź wyczuje i znajdzie padlinę, ryś musi ustąpić. Podobnie, gdy na miejscu pojawią się wilki. Pojedynczy kot nie ma zbyt dużo czasu na delektowanie się pokarmem. Nawet gdy po zaspokojeniu głodu zakopie tuszę, to i tak nie ma pewności, czy zdąży na drugi posiłek.
Pod koniec września ubiegłego roku tuż nad potokiem w Dolinie Białego została upolowana łania. Znaleziono ją w korycie potoku, blisko szlaku. Wokół, na głazach, widniały ślady wilków, które prawie doszczętnie zjadły górną część tuszy. Pracownicy parku odciągnęli ją kilkanaście metrów górę, za drzewa. Wcześniej jednak jeden ze strażników stwierdził, że łanię upolował ryś. W następnym dniu coś odciągnęło ją jeszcze wyżej. Musiało być to bardzo silne zwierzę. Czyżby to był niedźwiedź? Oprócz niedźwiedzia i wilka również lis, kuna, kruk i inne drobne drapieżniki żywią się na pozostawionych szczątkach.
Ryś jest zwierzęciem leśnym, ale penetruje także wyższe położenia górskie. W Tatrach poluje również na kozice i świstaki, zachodząc nawet w teren blisko 2000 m n.p.m. Kilkanaście lat temu na Kasprowym Wierchu pracownicy baru opisali mi zdarzenie, którego byli świadkami. Kiedy wagonik przejeżdżał nad Doliną Suchą Kasprową, wypatrzyli moment upolowania młodej koziczki przez rysia. Drapieżnik przytrzymywał ofiarę. Gdy dotarli na górną stację, wzburzeni obwieścili mi straszną nowinę. Ponieważ informacja, potwierdzona również przez konduktora, była wiarygodna, zszedłem do Suchej Kasprowej, aby odszukać ślady zdarzenia. Nie odnalazłem jednak śladów, co pozwoliło mi przypuszczać, że koźlę było w całości zabrane przez drapieżnika i przeniesione w ustronne miejsce.
W Dolinie Strążyskiej z tym gatunkiem związane jest zdarzenie, które miało miejsce kilkanaście lat temu. Leśniczy Krzysztof Albrzykowski opiekował się sarenką, której matka zginęła. Sarenka urosła i sama dochowała się potomstwa. Leśniczy, obserwując młode, które spokojnie wraz z matką pasły się na Polanie Młyniska, zobaczył rysia. Kot zaatakował koziołka. Wzburzony leśnik pobiegł do domu i wybiegł ze strzelbą. W pierwszej chwili chciał ustrzelić intruza. Jednak po krótkim namyśle odłożył broń. Ruch i krzyki leśniczego spłoszyły drapieżnika i koziołek został uratowany.
Ryś euroazjatycki, przez Słowaków trafnie zwany ostrowidzem, ma wspaniały wzrok i słuch. Skryty tryb życia czynił go nieuchwytnym dla dawnych tatrzańskich myśliwych – polowacy. Były jednak inne sposoby, aby z nim walczyć. Jak podaje Podobiński, w Tatrach, a zwłaszcza w dobrach księcia Hohenloego na przełomie XIX i XX wieku zakładano na niego żelazne paści, zwane oklepcami, podobnie jak na niedźwiedzia i wilka.
Jaki jest charakter tego zwierzęcia? Czy to cichy i okrutny zabójca, czy po prostu wyspecjalizowany drapieżnik, który poluje, aby przeżyć? Czy wymieniany w Karpackiej Liście Gatunków Zagrożonych, a także w liście gatunków zagrożonych w Polsce, zdoła przetrwać? Spośród wielu uprzedzeń wyłania się obraz pięknego i rzadkiego zwierzęcia, które wskutek kurczenia się powierzchni lasów zachowało się jedynie w najdzikszych ostępach kontynentu europejskiego, walcząc o przetrwanie. Ścisła ochrona, zarówno w Polsce, jak i innych europejskich krajach, również w ramach programu Natura 2000, daje rysiowi szansę na przyszłość.
Tadeusz Zwijacz
0 0
Ryszard wyszedł lepiej niż w rzeczywistości...;) ;) ;)
0 0
Ryśki to fajne chłopaki!:-)))
0 0
Bardzo ładnie i ciekawie napisany artykuł.
0 0
Rysie są śliczne!
0 0
Panie T. Zwijacz bardzo ładnie napisane, gratuluje wiedzy i wyobrazni poetyckiej.
0 0
ladny artykul o ladnym kotku
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz