Ojciec Zygmunt interesuje się nowinkami technicznymi, a ojciec Sylwester jest zapalonym wędkarzem. Są kierowcami tira i bojowego wozu pożarniczego. Na Wiktorówkach gospodarzą nowi dominikanie.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"1228"}
Na placu obok kaplicy Matki Bożej Królowej Tatr na Wiktorówkach wycieczki szkolne. W kuchni wokół turystów krzątają się ojcowie dominikanie – Zygmunt Chmielarz i Sylwester Laskowski. Ostrzegają niedoświadczonych turystów, że może być burza, a oni są nieodpowiednio ubrani.
To już prawie rok, jak z Wiktorówek odszedł ojciec Leonard Węgrzyniak, który tutaj gazdował prawie 40 lat. Kaplica jest jego dziełem. On ją rozbudowywał. Wybudował kuchnię, która daje schronienie gościom. Tradycją już jest, że każdy tu może się napić gorącej, świeżo parzonej herbaty, a nawet kawy. Nowi gospodarze podtrzymują te tradycje.
– Ojciec Leonard zszedł stąd z ojcem Przemysławem Kłopotem i psem Nuką. Niedługo kończy mu się roczny urlop zdrowotny. Chce wrócić do Małego Cichego – tłumaczy o. Zygmunt, który jest tu od września ubiegłego roku. O. Sylwester mieszka na Wiktorówkach już 2 lata. – Kilka dni temu przyszedł pewien przewodnik i opowiadał o dawnych problemach, kiedy brakowało tu nawet cukru. Ponieważ pracował w handlu, więc pomagał go zdobywać – opowiada.
Podział pracyO. Zygmunt pochodzi z Gidli k. Częstochowy, a o. Sylwester spod Radomia. Są już prawie 20 lat po święceniach kapłańskich, ale nigdy nie doświadczyli tak trudnych warunków bytowania, jak tu, na Wiktorówkach. O. Zygmunt pracował w Warszawie, a o. Sylwester ostatnio był na placówce duszpasterskiej w Korbielowie. Pełna cywilizacja.
Tymczasem w Tatrach wszystko było nowe – życie bez prądu, dojazdy na górę terenowymi samochodami, rąbanie drewna, odśnieżanie drogi, jeżdżenie skuterami śnieżnymi. Prąd wytwarza tu prądnica. – Są tu trudne warunki, ale nie aż takie, jakich się spodziewałem. Ojciec prowincjał zaproponował nam przyjście tutaj, więc zgodziliśmy się. W końcu ktoś tu musi pracować. Powiedziano nam, że to pustelnia, odludne miejsce, a przecież w ciągu roku przewija się prawie pół miliona ludzi. Między godzinami 9 a 17 ciągle przychodzą goście i ich obsługujemy. Czasem opowiadają piękne historie ze swojego życia. Pomagamy tym, którzy przychodzą z różnymi problemami, grzechami – opowiada o. Zygmunt. – Dopiero wieczorem, chociaż zmęczeni, mamy czas dla siebie. Dzięki Internetowi i telewizji mamy kontakt z cywilizacją. Nie jesteśmy na końcu świata – twierdzi. Zapewnia też, że obecnie ma większy kontakt z ludźmi, niż za murami klasztoru, gdzie każdy z zakonników ma tylko swoje wyznaczone obowiązki.
Tradycyjnie zachodzą tu stali bywalcy z Zakopanego i dalszych zakątków Polski. Nowi gospodarze zostali już zaakceptowani. Gdy potrzebują pomocy, na Wiktorówki spieszą górale.
Ojcowie tu również mają podział pracy, ale liczą tylko na siebie, więc czasem jeden drugiego musi zastąpić. Sylwester zajmuje się załatwianiem różnych spraw poza Wiktorówkami, robi zakupy, zimą odśnieża. O. Zygmunt głównie obsługuje turystów, sprząta i gotuje. Właśnie na kuchni dochodzi nadziewana kaczka. Jest też specjalistą od przyrządzania żeberek i ryb. – Niech nikt nie myśli, że nie umiem gotować, ale chyba najlepiej to wychodzi mi rosół – żartuje.
O. Sylwester jest zapalonym wędkarzem i strażakiem. Teraz udziela się w OSP w Małem Cichem, a poprzednio w Korbielowie. Ma uprawnienia do kierowania bojowymi wozami pożarniczymi. O. Zygmunt ma prawo jazdy na tiry, ale woli gotować. Jego hobby to nowinki techniczne.
Lawina i niedźwiedźO. Zygmunt nie chodził po górach. Chciał być z dala od nich po przygodzie, jaka go spotkała, gdy był klerykiem. Los jednak sprawił inaczej. – O mało co nie zginąłem w lawinie w Tatrach. Wypadek zdarzył się gdzieś pod Miedzianem – przypomina sobie. – W góry prowadził nas starszy, ale niedoświadczony turystycznie ojciec. Wtedy szło nas dziesięciu i nagle oderwała się płyta zmrożonego śniegu, a my na niej. Zaczęliśmy zjeżdżać, ale na szczęście płat śniegu zatrzymał się. Pamiętam do dziś huk, jaki temu towarzyszył. Później omijałem góry szerokim łukiem. Teraz chodzimy do Morskiego Oka, Doliny Pięciu Stawów, Roztoki, bo tam odprawiamy dla turystów Msze święte – dodaje.
Tegoroczna zima na Wiktorówkach była dosyć długa, ale o. Zygmunt twierdzi, że tu jest najpiękniejsza zima, jaką zna. Czasem zakonnicy musieli ratować ludzi z opałów, wyjeżdżać skuterami, najczęściej na Gęsią Szyję, chociaż nie są ratownikami górskimi. Pomagają toprowcom. – Było kilka takich zdarzeń. Niekiedy ludzie przychodzą zmeczeni z Pięciu Stawów. Kiedyś przyszedł zupełnie wyczerpany 30-letni mężczyzna. To była zima i głęboki śnieg, a on sobie z tego nie zdawał sprawy. Picia zbyt dużo ze sobą nie miał. Był tak roztrzęsiony, że tutaj dochodził do siebie przez pół dnia – opowiada o. Zygmunt.
Pod kaplicę podchodzą zwierzęta. Kilka razy gościem był niedźwiedź, który najczęściej przychodzi wtedy, gdy o. Zygmunt sam zostaje na posterunku. – Chyba mnie wtedy pilnuje – śmieje się. Czasem przemknie też lis, sarna, jeleń. Ptaki uwiły sobie gniazda w kaplicy, bo do ptasich budek na zewnątrz przychodzą kuny.
Ojcowie mają różne plany. Chcą wybudować oczyszczalnię ścieków. W najbliższym czasie wewnętrzne i zewnętrzne ściany kaplicy będą myte i odnawiane. Zamierzają tu stworzyć niewielki ośrodek kultury. – Dobrze byłoby, żeby to miejsce pełniło – obok funkcji religijnych i schroniskowych – również kulturalną. Było spotkanie muzykantów. Była reaktywowana pielgrzymka tatrzańska na Matki Boskiej Gromnicznej. Marzy mi się popołudnie z poezją i muzyką góralską – wylicza o. Zygmunt. – Byłoby to po Mszy św. na werandzie kaplicy – dodaje.
Jolanta Flach
0 0
wow, ojciec Zygmunt prowadził tiry!
To pewnie po drodze niejedną tirówkę rozgrzeszył?
0 0
Bede jednak musiala sie Toba zajac. Nie masz poszanowania dla nikogo.
0 0
przypadkowo natknełam się na artykółz dnia 16.06.2008 roku \"nie jesteśmy na końcu świata\" i pragnę sprostować, że o Zygmunt Chmielarz nie pochodzi z Gidli k/Częstochowy ale z Gidel k/ Częstochowy, jednocześnie pragnę poinformować, że w Gidlach znajduje się Sanktuarium M.b.Gidelskiej i Klasztor OO.Dominikanów.z poważaniem
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz