Minęło już 14 lat od tragicznej śmierci Janusza Śmiałka, wybitnego taternika jaskiniowego, przewodnika tatrzańskiego, ratownika TOPR i pracownika naukowego krakowskiej AGH, ale pamięć o nim wśród najbliższych i przyjaciół jest ciągle żywa.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"13656"}
26 września, dokładnie w 14. rocznicę śmierci Janusza w rejonie Żabiego Szczytu Wyżniego, kolejny raz spotkali się na morenie przy Czarnym Stawie pod Rysami rodzina i przyjaciele, by na głazie porośniętym kosówką złożyć czerwone róże, zapalić znicze, zmówić modlitwę i uczcić pamięć Janusza, który tak nagle odszedł, a z którym wielu było związanych więzami przyjaźni.
Janusz miał charyzmę i wybitne zdolności kierownicze, co wielokrotnie udowodnił w górach, a szczególnie w jaskiniach, będąc kierownikiem wypraw do trudnych, pionowych jaskiń w Tatrach, Alpach i innych rejonach górskich. Podejmował ambitne wyzwania i wysoko stawiał sobie i innym poprzeczkę. Potrafił skupić wokół siebie zespoły ludzi zaangażowanych w realizację wytyczonego celu. Był konsekwentny, a równocześnie rozsądny i trzeźwo oceniający możliwości innych, ale zawsze miał na względzie przede wszystkim bezpieczeństwo osób, którymi kierował. Wypływało to z jego natury i doświadczenia górskiego, nabytego w ciągu wielu lat działalności w górach i jaskiniach. Każdą wyprawę i akcję potrafił zaplanować z matematyczną dokładnością, co dla niego, jako matematyka, nie było trudne, chociaż czasem ponosiła go młodzieńcza fantazja.
Każdy z nas, którzy znaliśmy Janusza, którzy bywaliśmy z nim w górach lub na wyprawach jaskiniowych, nieraz wraca do wspomnień i zadaje sobie pytanie: jak to się stało, że będąc tak doświadczonym ratownikiem i taternikiem, zginął w terenie nietrudnym. Jeszcze raz potwierdziło się reguła - na góry nie ma mocnych, wybitni taternicy giną nieraz nie przy pokonywaniu ekstremalnych trudności, ale w terenie dość łatwym. Tak też było tym razem.
Tam, nad Czarnym Stawem, patrząc na Żabi Szczyt Wyżni, jeszcze raz wracaliśmy myślami do tych wydarzeń. Te coroczne spotkania przyjaciół Janusza w Tatrach weszły już do tradycji - ich inicjatorami są Krystyna Śmiałek, żona Janusza, i Władysław Borowiec, pracownik naukowy AGH, bliski przyjaciel Śmiałka zarówno na niwie jaskiniowej, jak i naukowej. W tym roku pogoda dopisała. Przy granitowym głazie spotkali się, oprócz już wymienionych, również - Agnieszka i Ania - córki Janusza, Paulina Żurek i Paweł Szaniec oraz Kazimierz Stagrowski, Ewa Szwed, Adam Marasek, Mieczysława Pawełczyk, Aleksandra Dziadosz a także grotołazi - Janina Wrzak, Marek Marciszewski, Jan Woźniak i niżej podpisany.
Wspaniałą pogodę i dobrą widzialność wykorzystał na podejściu z Morskiego Oka do Czarnego Stawu Władysław Borowiec, przeprowadzając po drodze w kilku punktach rejestrację stereofotogrametryczną stanu powierzchni stożków piargowych. Ich rejestracja w rejonie Morskiego Oka trwa już od 1976 roku i dotyczy morfologii oraz stopnia pokrycia szatą roślinną stoków piargowych w tym rejonie. Badania zostały zainicjowane przez Oddział Krakowski Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk o Ziemi, przy ścisłej współpracy z dyrekcją TPN i wieloletniej pomocy Koła Geodetów. Obecne pomiary były już piątymi z kolei. Tym razem w fotografowaniu i pomiarach pomagali mu Ewa Szwed oraz Aleksandra Dziadosz - studentka z Naukowego Koła Geodetów \"Dahlta\" z AGH w Krakowie. W samo południe wszyscy spotkali się nad Czarnym Stawem, by powspominać chwile spędzone z Januszem w górach i jaskiniach.
Apoloniusz Rajwa
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz