Zmarły przed trzema laty Ryszard Drągowski, ratownik i przewodnik tatrzański, narciarz, działacz turystyczny, ale przede wszystkim wieloletni kierownik schroniska PTTK \"Murowaniec\" na Hali Gąsienicowej, został upamiętniony portretem, który zawisł w dużej sali tego ulubionego przez narciarzy i turystów schroniska tatrzańskiego. Uroczystość miała charakter kameralny, z udziałem rodziny i przyjaciół.
Ryszard Drągowski kojarzony jest zazwyczaj wśród starszego pokolenia ludzi gór właśnie z \"Murowańcem\", w którym gazdował w latach 1954-1969 i 1972-1973, w sumie 17 lat. Wraz ze swoja żoną Krystyną stworzyli w nim przyjazny, pełen życzliwości klimat. Każdy, nawet spóźniony turysta czy narciarz zawsze mógł liczyć, że znajdzie się dla niego miejsce na nocleg, choćby na podłodze, i wrzątek na herbatę lub kawę. Rysiek zawsze wspominał te lata z wielkim sentymentem, jako najpiękniejszy okres swojego życia.
Ciężko przeżył pożar schroniska w grudniu 1963 roku, ale zaraz potem z zapałem zabrał się za jego odbudowę, którą jako dobry gospodarz umiejętnie pokierował. W prowadzeniu schroniska pomagała mu Krystyna, która była kierownikiem żywienia, a \"złotą rączką\" do wszelkich robót, gdyż znał się na wszystkim, był zmarły w 2003 roku Józef Bobak, którego portret również wisi w jadalni.
Pasją Ryśka były narty. To w tym okresie został instruktorem PZN, zaczął się też wspinać i chociaż obcowanie ze skałą cieszyło go, to do wspinania nie miał zamiłowania.
\"Murowaniec\" zbudowany w latach 20. ub. wieku był schroniskiem Oddziału Warszawskiego PTT, nic więc dziwnego, że cieszyło się dużą popularnością wśród warszawskiego środowiska górskiego.
Rysiek urodził się w Warszawie w 1920 roku i z miastem tym był związany w pierwszym okresie swojego życia. W czasie II wojny światowej, w 1943 roku wstąpił na Lubelszczyźnie do AK, potem brał udział w Powstaniu Warszawskim. Walczył w rejonie Politechniki, jako żołnierz drużyny \"Stefana\", II kompanii batalionu \"Golskiego\".
Po kapitulacji znalazł się w obozie jenieckim Stalag XB w Sandbastel kolo Hamburga. Latem 1945 roku wrócił do kraju i osiadł w Zakopanem. Odtąd jego życie związane było aż do ostatnich lat w górami.
Turystycznie poznawał Tatry już w okresie międzywojennym, a teraz mógł w z nimi obcować na co dzień. \"Murowaniec\" był takim azylem od ówczesnej rzeczywistości. Z PTTK był związany od początku, pracował też jakiś czas w schronisku na Chochołowskiej. Wstąpił do Pogotowia Tatrzańskiego, w roku 1959 złożył przyrzeczenie ratownicze, a w następnym roku został instruktorem narciarskim, natomiast uprawnienia przewodnika tatrzańskiego uzyskał dopiero w 1977 roku, a kilka lat później został przewodnikiem II klasy. Przez wiele lat zajmował odpowiedzialne i kierownicze stanowiska w ratownictwie górskim, turystyce i narciarstwie. W latach 60.
Przez 2 kadencje był członkiem zarządu GOPR, a od 1969 do 1972 roku pełnił funkcję naczelnika Grupy Tatrzańskiej GOPR. Miał na swym koncie 64 wyprawy i 34 zwózki narciarskie. W tych samych latach był też prezesem SNPTT. Aż do 1980 roku pełnił funkcję sekretarza, a przez 2 lata prezesa Zarządu Oddziału PTTK w Zakopanem. W latach 80., będąc już na emeryturze, dzielił swój czas pomiędzy pracę instruktora narciarskiego i przewodnika tatrzańskiego a pracę społeczną.
Ciężko przeżył śmierć swojej żony w 1996 roku. Potem, mimo ograniczonej zdolności poruszania się, nadal w miarę swoich możliwości był aktywny, głównie w klubie seniora TOPR. W ostatnich miesiącach nieuleczalna choroba zaatakowała nagle. Zmarł 27 lipca 2009 roku. Kilka miesięcy wcześniej odebrał jeszcze Nagrodę Burmistrza Zakopanego. Był też odznaczony Krzyżem Kawalerskim OOP, Krzyżem Armii Krajowej, Warszawskim Krzyżem Powstańczym, Złotą i Srebrną Odznaką GOPR i Złotą Odznaką PTTK.
W ubiegłym miesiącu z inicjatywy Magdaleny Drągowskiej, córki Ryśka, oraz jego rodziny i przyjaciół, głównie ze środowiska warszawskiego i zakopiańskiego, odbyła się w \"Murowańcu\" uroczystość odsłonięcia portretu - fotografii Ryszarda Drągowskiego, pochodzącego z jego archiwum z końca lat 50. Uczestniczyło w niej około 20 osób, które w trakcie spotkania wspominały Ryśka i minione lata. Urszula Kusion, obecna kierowniczka schroniska, która pełniła rolę gospodarza i gościła przybyłych, powiedziała, że Rysiek często służył im radą i bardzo im pomógł w pierwszym okresie prowadzenia schroniska.
Miał wielu przyjaciół, którzy pamiętają go jako człowieka wrażliwego na piękno gór, pogodnego i życzliwego. Kiedy odwiedzimy \"Murowaniec\", niech ten portret przypomni nam czasy, kiedy Rysiek był jeszcze wśród nas.
Apoloniusz Rajwa
0 0
Ten okres gazdowania Ryszarda i Krystyny to również nasze tam gazdowanie, tzn. taterników, narciarzy i turystów z Lublina. Zawsze dla nas było miejsce w schronisku \"Murowaniec\" co najmniej dwa razy w roku. przez ponad 20 lat, a potem, także nadal ludzie z Lublina przyjeżdżali do bardzo przyjaznych im ze strony następnyh włodarzy schroniska, Państwa Kusionów . Wspomnienia z naszej chałupy góralskiej w Tatrach niezapomniane. Dziękujemy!!! Niestety, pomału my już wymieramy. Odszedł Zbyszek Stepek, odszedł niedawno prof. dr hab. Jerzy Matysik i wielu innych. Czas robi swoje porządki. Cieszymy się, że o R. i K. Drągowskich ludzie jeszcze pamiętają.Lublin także pamięta! Dziękujemy i pozdrawiamy Rodzinę Kusionów.. Hej!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz