Jeszcze rok temu byli wśród nas, cieszyli się górami i ich przyrodą. Pamiętamy o nich i dziś przywołujemy wspomnienia o tym, czego dokonali w życiu i górach. W tych krótkich życiorysach chcemy przypomnieć ich sylwetki.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"2306"}
::attachment{"type":"image","item_id":"2254625", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Jan Kuźmicz (1944-2007)Zmarł nagle w swoim domu w Bukowinie Tatrzańskiej, którego budowa kosztowała go wielu wysiłków i wyrzeczeń. Chciał zapewnić żonie i synowi godne warunki bytowe. Był jeszcze wśród nas w ubiegłym roku na ubiegłorocznym Dniu Ratownika na Hali Gąsienicowej. Nie przypuszczaliśmy, że jest to nasze ostatnie spotkanie z nim. Wspominaliśmy dawne lata, a Jasiek zapraszał nas do siebie.
Był ratownikiem tatrzańskim od 30 lat. W Bukowinie przybywało wyciągów narciarskich, potrzebni też byli nowi ratownicy, którzy pomogliby starszemu już Bolkowi Klamerusowi. Jasiek był, obok Józka Dunajczana, braci Chowańców i Kuchtów, jednym z pierwszych, którzy po przysiędze ratowniczej założyli sweter z odznaką TOPR. Wśród wielu zajęć zawodowych i spraw domowych znajdywał czas na pełnienie w sezonie zimowym dyżurów, udzielając wielokrotnie pomocy kontuzjowanym narciarzom. Uczestniczył też w wyprawach ratunkowych.
Wiele lat pracował w Funduszu Wczasów Pracowniczych, w domach „Watra”, „Śnieżka” i „Tęcza”, zajmując różne stanowiska, począwszy od konserwatora, poprzez organizatora imprez kulturalnych i turystycznych, aż po stanowisko kierownicze. Był cenionym, sumiennym i dyspozycyjnym pracownikiem. Był dobrym mężem i ojcem – pracowitym i zapobiegliwym. Będąc na emeryturze, chciał się jeszcze nacieszyć spokojnym życiem. Nie będzie go już na naszych spotkaniach Klubu Seniora TOPR, którego w ostatnich latach był aktywnym członkiem.
::attachment{"type":"image","item_id":"2254628", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Andrzej Słodowski (1944-2007)Nagłe odejście Andrzeja z naszego grona była szokiem w środowisku górskim. Zawsze zdecydowany, twardy i wydawałoby się mocny psychicznie, dla wielu młodszych, „Baron” był górskim guru. Taternik, ratownik tatrzański, przewodnik wysokogórski, dziennikarz, publicysta, a także dusza towarzystwa, znany nie tylko wśród starszego pokolenia, ale także wśród taternickiej młodzieży, z którą z łatwością potrafił nawiązywać kontakt.
Wspinał się aktywnie prawie od pół wieku – początkowo w Tatrach, a potem w Alpach, gdzie był współautorem pierwszych polskich przejść dróg: Cassina na Piz Badile, Diemberga na Piz Roseg i Filara Gervasutiego na Mont Blanc du Tacul. W następnych latach wyjeżdżał także w Kaukaz, Pamir i Himalaje, ale preferował góry niższe typu alpejskiego, a przede wszystkim Tatry, gdzie miał swoje ulubione, rzadziej odwiedzane rejony wspinaczkowe. Najczęściej bywał w Morskim Oku, gdzie pełnił również dyżury ratownicze. Do historii przeszły sylwestry, na których przyznawane były Morskooczne Jaja po przewodnictwem Andrzeja – „Kanclerza Kapituły”. Jeszcze w ostatnich latach przechodził nowe drogi w Tatrach lub ich warianty, w tym także w czasie tatrzańskiej zimy.
Ratownikiem tatrzańskim był od 40 lat. Jako jeden z najaktywniejszych, wiele dni spędził na dyżurach, uczestnicząc w kilkudziesięciu wyprawach ratunkowych. Udzielał się także w pracach organizacyjnych, m.in. przy reaktywacji TOPR. Był wielokrotnie wybierany na przewodniczącego walnych zebrań i zjazdów w Klubie Wysokogórskim, TOPR i Polskim Stowarzyszeniu Przewodników Wysokogórskich. Certyfikat przewodnika międzynarodowego UIAGM uzyskał w 2001 roku, co dało mu ogromną satysfakcję i umożliwiło legalną pracę przewodnicką w krajach alpejskich. W swoim bogatym życiorysie dużo czasu poświęcał również dziennikarstwu. Dużo publikował w czasopismach górskich, wydał też kilka przewodników wspinaczkowych. „Będzie nam brakowało Barona, jego tubalnego głosu, jego nadzwyczajnej energii i ofiarności” – pisze w Taterniku Janusz Kurczab, partner wspinaczkowy Andrzeja w latach 60.
::attachment{"type":"image","item_id":"2254634", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Ryszard Wiktor Schramm (1920-2007)Można śmiało stwierdzić – to jedna z legend powojennego taternictwa, biochemik i fizjolog roślin, autor licznych prac naukowych, alpinista i polarnik. O taternictwie sprzed pół wieku pisał w swoim autobiograficznym „Życiorysie tatrzańskim”. Wtedy Tatry były dla niego jedynymi wysokimi górami na świecie. Na ponad dwustu stronach można wczuć się w klimat sprzed lat, klimat taternictwa zupełnie odmiennego od dzisiejszego. Pierwszych wspinaczek w Tatrach dokonał latem 1939 roku, ale największe osiągnięcia, łącznie z pierwszym przejściem Głównej Grani Tatr, przypadają na lata powojenne. W góry wyższe, poza Tatry, pierwszy raz wyjechał, mając 37 lat. Były to wyprawy w Alpy i Kaukaz, a potem także w Hindukusz, Wysoki Atlas, Darwaz Afgański, Ruwenzori, które w większości sam organizował i nimi kierował. Podobnie było z sześcioma wyprawami polarnymi na Spitzbergen. W czasie tych wszystkich wypraw dokonał ponad 30 pierwszych wejść na szczyty dziewicze. Jako jeden z pierwszych Polaków został członkiem Eksplorer’s Club. Znana jest taternikom i miłośnikom literatury tatrzańskiej jego działalność pisarska. Był redaktorem czasopisma taternickiego „Oscypek” i wielu artykułów o tematyce tatrzańskiej i wyprawowej, publikowanych w Taterniku, Wierchach i innych czasopismach. Był pierwszym przewodniczącym Koła Poznańskiego Klubu Wysokogórskiego, członkiem wielu zarządów klubów i stowarzyszeń, pracował społecznie w PTT i PTTK. Aż do ostatnich lat swojego długiego życia brał udział w zjazdach i spotkaniach taterników seniorów. Był członkiem honorowym PZA. W posłowie swojego górskiego życiorysu napisał: „Dla mnie, gdy ruszyły wielkie wyprawy, nie stało już w nich miejsca, ale stało jeszcze świata. Bo świat pełen jest wielkich, przedziwnych rzeczy, czekających na tych, którzy są na nie przygotowani.”
::attachment{"type":"image","item_id":"2254637", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Władysław Habil (1926-2007)Odszedł z naszego grona po długiej chorobie, żołnierz-partyzant, przewodnik i ratownik tatrzański oraz grotołaz, ostatni z członków założycieli Koła Jaskinioznawczego PTTK w Zakopanem. Ostatnie lata swego życia przebywał w Domu Opieki w Huwnikach, z dala od ukochanych Tatr, które były mu tak bliskie przez całe życie.
Urodził się w Poznaniu, ale od najmłodszych lat mieszkał w Zakopanem, gdzie zastała go II wojna światowa. Mimo młodego wieku, włączył się do ruchu oporu jako partyzant AK. W partyzantce przyzwyczaił się do twardego życia, dyscypliny i rygoru, które weszły mu w krew, by w latach późniejszych ujawnić się w pracy szkoleniowej w środowisku zakopiańskich grotołazów, a także w codziennej wieloletniej pracy przewodnickiej. Pasją Władysława były jaskinie tatrzańskie, których tajniki poznawał pod okiem Stefana i Tadeusza Zwolińskich. W 1951 roku był jednym z czternastu założycieli Koła Jaskinioznawczego PTTK w Zakopanem. W następnych latach należał do najaktywniejszych zakopiańskich taterników jaskiniowych. Odkrył i opisał kilka jaskiń, głównie w rejonie Małej Łąki i Czerwonych Wierchów. Był przewodniczącym Sekcji Taternictwa Jaskiniowego w Klubie Wysokogórskim. Szkoląc młodych adeptów w technikach jaskiniowych, potrafił im przekazać swoje doświadczenie górskie, uczulając szczególnie na bezpieczne chodzenie po górach i jaskiniach.
Górską pasję połączył z zawodem. Przez 40 lat był zawodowym przewodnikiem tatrzańskim, poprowadził w Tatry i na Podtatrze w tym okresie około 5000 grup wycieczkowych. W pracę tę wkładał wiele serca, był nie tylko przewodnikiem, ale również wychowawcą prowadzonej w góry młodzieży. Ratownikiem tatrzańskim był od lat, specjalizując się w ratownictwie jaskiniowym, jako jeden z organizatorów Sekcji Ratownictwa Jaskiniowego.
Posiadał odznaczenia wojskowe, a za pracę przewodnicką został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Speleoklub Tatrzański i Koło Przewodników Tatrzańskich PTTK im. Klimka Bachledy nadały mu godność Członka Honorowego.
::attachment{"type":"image","item_id":"2254640", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Tadeusz Walczak (1932-2008)Wywodził się z jednego z najstarszych rodów góralskich pod Tatrami – Gąsieniców Walczaków. Jego ojciec trudnił się jeszcze gospodarką rolną, ale Tadeusz i rodzeństwo uzyskali wykształcenie i postanowili obrać inną drogę. Postawili na turystykę – przewodnictwo i narciarstwo. Tadeusz był wieloletnim pracownikiem Funduszu Wczasów Pracowniczych w Zakopanem, w DW „Polana”, ale również w kilku innych. Początkowo był kierownikiem wycieczek, a po uzyskaniu uprawnień – przewodnikiem tatrzańskim. Przez kilkadziesiąt lat, aż do emerytury, organizował wczasowiczom wycieczki, kuligi, oprowadzał popularnymi szlakami po Tatrach, Podtatrzu, Pieninach i Zakopanem. W wolnym czasie dorabiał prowadzeniem wycieczek zleconych przez Biuro Obsługi Ruchu Turystycznego PTTK. Przez pewien czas pomagał też w prowadzeniu rodzinnego zakładu fotograficznego. Pracy w FWP i dodatkowym zajęciom poświęcił się całkowicie, by zapewnić byt rodzinie. Swoją uczciwą i sumienną pracą zyskał uznanie zwierzchników, a w środowisku przewodnickim – przyjaźń. Aż do ostatnich miesięcy życia, mimo zaawansowanego wieku, można go było spotkać prowadzącego wycieczkę na górskim szlaku. Choroba przyszła nagle i wyrwała go niespodziewanie z naszego grona.
::attachment{"type":"image","item_id":"2254643", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Tadeusz Horecki (1920-2008)Zasłużony przewodnik tatrzański, prelegent, sumienny księgowy, działacz turystyczny PTTK i społecznik wielu organizacji. Mimo podeszłego wieku, pracował, dopóki mu zdrowie pozwalało, aż do ostatnich lat. Swoją niezwykłą pracowitością mógł imponować. Był dokładny w pracy i konsekwentny.
Urodził się w Krakowie, ale życie swoje związał z Zakopanem. Z wykształcenia był ekonomistą, więc początkowo zatrudnił się w księgowości, w zarządzie Zakopiańskiego Oddziału PTTK. Kiedy w latach 50. uzyskał uprawnienia przewodnika tatrzańskiego i podhalańskiego, od razu włączył się do pracy we władzach Koła Przewodników Tatrzańskich. Kilku kadencji był członkiem zarządu, pełniąc funkcję skarbnika lub sekretarza, a potem również przewodniczącego komisji rewizyjnej. Z jego inicjatywy przed pół wiekiem powstała koleżeńska kasa zapomogowo-pożyczkowa, wspomagająca przewodników, gdyż na sercu leżały mu sprawy socjalno-bytowe tego środowiska. Był świetnym przewodnikiem o dużej wiedzy i znakomitym prelegentem. Często po całodziennej wycieczce, zamiast odpocząć, miał spotkania w domach i ośrodkach wczasowych, gdzie opowiadał o Tatrach i regionie, ilustrując prelekcje pięknymi przeźroczami.
Wiele lat organizował pielgrzymki przewodników z Zakopanego do Częstochowy i współorganizował spotkania opłatkowe na plebanii w Gliczarowie Górnym. Należał do wielu stowarzyszeń i związków. W podeszłym wieku, po wycofaniu się z pracy przewodnickiej, podjął się prowadzenia hurtowni wydawnictw górskich. W ostatnich latach poruszał się z coraz większym trudem. Odszedł z naszego grona jeden z najstarszych przewodników tatrzańskich, który swoją postawą życiową zasłużył na nasz szacunek i pamięć.
::attachment{"type":"image","item_id":"2254646", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Andrzej Marucha (1955-2008)
Nagła śmierć zabrała Andrzeja jeszcze w pełni sił życiowych. Tydzień wcześniej, w czasie uroczystej gali przewodnickiej odebrał odznaczenie „Zasłużony Działacz Turystyki”. Pracował społecznie w PTTK, z którą to organizacja był związany od samego początku działalności górskiej. W ostatnich latach pracował również w zarządzie Koła Przewodników Tatrzańskich PTTK im. Klimka Bachledy, w którym pełnił funkcję wiceprezesa.
Urodził się w Skawinie, ale góry pasjonowały go od dziecka. Poznał stopniowo całe Beskidy, potem Tatry i inne grupy górskie, zdobywając uprawnienia przodownika Górskiej Odznaki Turystycznej. Przed ćwierć wiekiem zatrudnił się w Zakopanem, w Akademickim Centrum Rehabilitacji, jako instruktor turystyki i już wtedy prowadził prawie codziennie studentów w Tatry. Brakowało mu jednak formalnych uprawnień przewodnickich, więc zapisał się na kurs i 20 lat temu został przewodnikiem tatrzańskim. Zawód ten stanowił podstawowe źródło utrzymania jego i jego rodziny. W pracy przewodnickiej nie oszczędzał się, a uczestnicząc w obozach szkoleniowych, podnosił swoje kwalifikacje. Szczególnie upodobał sobie Słowacki Raj, który przeszedł wzdłuż i wszerz, a potem co roku atrakcyjnymi roklinami prowadził tam wycieczki młodzieży szkolnej. Ulubionym celem wycieczek w Tatry były Sarnia Skała i Gęsia Szyja, a szczególne miejsce w sercu Andrzeja zajmowała Rusinowa Polana. Był człowiekiem towarzyskim, uczynnym, chętnie pomagał innym. Żył intensywnie i nie spostrzegł dość wcześnie, że coś w jego zdrowiu zaczęło szwankować. Postanowił zwolnić tempa, ale nie zdążył.
Przemysław Burchard (1925-2008)Z wykształcenia był etnografem, a z zamiłowania speleologiem, podróżnikiem, taternikiem oraz cenionym reportażystą, jednym z najbardziej znanych i zasłużonych propagatorów polskiej speleologii.
Urodził się w Podgórzu koło Torunia. W czasie okupacji był żołnierzem AK, ppor. Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Uczestniczył w brawurowej akcji na areszt UB w Tomaszowie Mazowieckim w maju 1945 roku. Został aresztowany przez reżim komunistyczny i skazany na karę śmierci, złagodzoną w wyniku amnestii do kary więzienia. Początkowo studiował radiotechnikę a potem etnografię. Jako specjalista w tej dziedzinie odbywał podróże badawcze w różne rejony świata. Był jednym z najaktywniejszych członków Klubu Grotołazów w Krakowie, pierwszej organizacji zrzeszającej taterników jaskiniowych w Polsce. Należał też do pionierów nurkowania w jaskiniach tatrzańskich. Za największy swój sukces jaskiniowy uważał odkrycie jaskini Cueva del Amistad na Kubie, a także z Ryszardem Gradzińskim odkrycie Cueva Funtes. W połowie lat 60. zorganizował zakrojoną na dużą skalę wyprawę naukowo-badawczą do Szczeliny Chochołowskiej w Tatrach. W czasie dwutygodniowego pobytu pod ziemią dokonano wtedy nowych odkryć i przeprowadzono ciekawe badania, w tym również medyczne. Z wypraw jaskiniowych zamieszczał reportaże w różnych czasopismach. Przez wiele lat był członkiem komitetu redakcyjnego miesięcznika „Poznaj Świat”, a w 1990 roku został jego redaktorem naczelnym. Napisał kilkanaście książek, w tym „Operacja kret”, wysoko ocenioną przez krytykę.
W latach przemian w naszym kraju był działaczem opozycji, szczególnie w okresie stanu wojennego. W 1989 roku założył własne wydawnictwo „Burchard Edition”, które specjalizowało się w wydawaniu serii przewodników po Kresach Wschodnich, a także książek z najnowszej historii Polski. Był członkiem Związku Literatów Polskich. Oprócz odznaczeń państwowych miał także kilka odznaczeń wojennych. Zmarł w kwietniu w Warszawie po długiej i ciężkiej chorobie. Pochowany został na Starych Powązkach.
::attachment{"type":"image","item_id":"2254649", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Emanuel Hornowski (1947-2008)Góry były w życiu Emanuela najważniejsze. – Poza górami, reszta świata interesuje mnie w znacznie mniejszym stopniu – mawiał. W swojej edukacji górskiej osiągnął wysoki stopień – został instruktorem taternictwa, przewodnikiem tatrzańskim I klasy i instruktorem przewodnictwa, szefem szkolenia w Stowarzyszeniu Europejskich Przewodników Górskich „Lider”, a także członkiem zarządu tego stowarzyszenia.
Urodził się w Łodzi, a góry poznawał stopniowo, na wycieczkach szkolnych. W latach 60. zaczął się wspinać w skałkach i Tatrach, a jego macierzystym klubem był łódzki Klub Wysokogórski. Swoją wiedzę górską i umiejętności wspinaczkowe zaczął przekazywać, szkoląc adeptów taternictwa jako pomocnik instruktora, a potem jako instruktor na kursach. W latach 80. zamieszkał pod Tatrami. Latem szkolił jako instruktor w Centralnym Ośrodku Szkolenia PZA na Hali Gąsienicowej, a zimą rzeźbił w drewnie, współpracując z Pracownią Konserwacji Zabytków w Łodzi, dla której wykonywał rekonstrukcje rzeźb. Kiedy przed kilkunastu laty uzyskał uprawnienia przewodnika tatrzańskiego, wtedy przewodnictwo stało się główną jego profesją i źródłem utrzymania. Podwyższał swoje kwalifikacje przewodnickie, uczestnicząc w obozach szkoleniowych, na których pełnił nieraz obowiązki instruktora przewodnictwa. W szkoleniu przewodników i egzaminowaniu kandydatów na przewodników współpracował kilka lat z zarządem Koła Przewodników Tatrzańskich PTTK, a także w zakresie opracowywania programów szkoleń.
Wiele wspinał się w Tatrach, ale nie na drogach ekstremalnych. Niektóre z dróg szkoleniowych przebył z kursantami kilkadziesiąt razy. W miarę możliwości czasowych i finansowych wyjeżdżał również w inne góry. Wspinał się w Alpach, przechodził trudne via ferraty w Dolomitach, a kiedy powstało SEPG „Lider”, którego był jednym z członków założycieli, opracował program kursu i prowadził szkolenie dla kandydatów na przewodników górskich UIMLA. Jeszcze rok temu snuł dalsze plany górskie, jednak kilkumiesięczna choroba położyła im kres. Emu kochał góry i pozostał w nich.
::attachment{"type":"image","item_id":"2254652", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Tadeusz Orłowski (1917-2008)Jeden z czołowych taterników i alpinistów lat 1938-1956, autor trudnych dróg wspinaczkowych w Tatrach, a także jeden z najwybitniejszych polskich lekarzy i uczonych, pionier polskiej transplantologii i dializoterapii. Przeżył 90 lat i aż do końca był czynny zawodowo, pracując nad przeszczepem trzustki. W okresie swoich szczytowych osiągnięć wspinaczkowych wytyczał drogi nadzwyczaj trudne i skrajnie trudne, przełomowe w historii polskiego taternictwa. Był zwolennikiem wspinaczki klasycznej. Do niego należą pierwsze przejścia Żlebu Drege’a na Granatach, środkiem pn-zach. ściany Galerii Gankowej i klasyczne przejście uskoku Zadniego Mnicha. Wspinał się również w Alpach. Partnerami Orłowskiego najczęściej byli: Wawrzyniec Żuławski, Wanda Henisz-Kamińska, Zofia Radwańska-Paryska i Włodzimierz Gosławski. W czasie II wojny światowej był redaktorem tajnego Taternika. Kilkanaście lat po wojnie wycofał się z aktywnego uprawiania taternictwa, bo coraz więcej czasu zaczął poświęcać medycynie.
Był członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk, wieloletnim członkiem Prezydium PAN, sekretarzem wydziału Nauk Medycznych PAN i I zastępcą sekretarza naukowego PAN. Był też wieloletnim kierownikiem Kliniki Transplantacyjnej Instytutu Transplantologii Akademii Medycznej w Warszawie, członkiem honorowym Węgierskiej Akademii Nauk, członkiem dożywotnim Międzynarodowej Akademii Nauk, a także Europejskiego Towarzystwa Dializ i Transplantacji oraz wielu innych towarzystw naukowych polskich i zagranicznych. Otrzymał członkostwo honorowe Polskiego Związku Alpinizmu. Kierowany przez niego zespół wprowadził do terapii w Polsce dializy i przeszczepianie nerek. Zmarł w Warszawie i został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim.
::attachment{"type":"image","item_id":"2254655", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
Mieczysław Kołodziejczyk (1945-2008)Wieloletni zasłużony ratownik TOPR, starszy instruktor ratownictwa tatrzańskiego, kierownik wielu trudnych akcji ratunkowych, taternik jaskiniowy, uczestnik wypraw do głębokich jaskiń Tatr i Europy. Odszedł od nas, po długiej chorobie, świetny ratownik i szkoleniowiec, któremu wiele osób zawdzięcza życie.
W latach 70. był jednym z nielicznych ratowników tatrzańskich, którzy brali udział również w wyprawach do trudnych jaskiń tatrzańskich i alpejskich. Uczestniczył w przejściach sportowych takich jaskiń, jak: Gouffre Berger we Francji, Monte Cucco, Abisso Claude Fighiera i Antro del Corchia we Włoszech. Doświadczenie nabyte w czasie tych wypraw i wiedzę, uzyskaną na stażach od francuskich grotołazów, przekazywał potem jako szef szkolenia naszym ratownikom. Razem z Januszem Śmiałkiem stworzyli zespół wyspecjalizowany w ratownictwie jaskiniowym.
Uczestniczył prawie w pięciuset wyprawach ratunkowych, w większości jako ich kierownik. Nieraz były to akcje nadzwyczaj trudne. Imponował spokojem i rozwagą, a jego decyzje były przemyślane. Opanowanie emocji miało również znaczący wpływ na działania pozostałych uczestników wyprawy i przebieg całej akcji. Angażował się również w sprawy socjalno-bytowe ratowników. Wyprawą życia, którą często wspominał, była zakopiańsko-lwowska wyprawa w góry i jaskinie Pamiro-Ałaju, w czasie której wszedł na dwa dziewicze pięciotysięczniki oraz stanął na dnie jaskini Kan i gut – najgłębszej wówczas w tych górach.
W późniejszych latach zajął się malowaniem na szkle, a jego prace można było oglądać na wystawach krajowych. Niedługo cieszył się wcześniejszą emeryturą, gdyż ciężka i długotrwała choroba stopniowo go unieruchomiła. Trudno pogodzić się z jego odejściem. Tym razem poszedł na wyprawę na niebieską grań, z której już nie wróci.
Zbigniew Poraj Madeyski (1930-2008)Zasłużony przewodnik tatrzański, ratownik TOPR, instruktor PZN, sędzia narciarski o najdłuższym stażu w Okręgu Tatrzańskim, a dla przyjaciół po prostu „Bedzio”. Całe swoje życie, od najmłodszych lat, związał z narciarstwem i przewodnictwem. Prowadził aktywne życie i zachował pogodę ducha aż do końca.
Urodził się we Lwowie, ale szkoły kończył pod Tatrami – podstawową w Nowym Targu, a liceum w Zakopanem. Wtedy zapisał się do Harcerskiego Klubu Narciarskiego i zaczął jeździć zawodniczo na nartach, startując w konkurencjach alpejskich. Ukończył AWF w Krakowie, specjalizując się w narciarstwie. Już w wieku 19 lat został sędzią narciarskim, potem instruktorem PZN, a następnie trenerem w zakopiańskim AZS. Pod kierunkiem Jerzego Ustupskiego i Mariana Woyny Orlewicza był przez 10 lat trenerem w Młodzieżowej Szkole Narciarskiej GKKF w Zakopanem. Był aktywnym sędzią przez 55 lat, początkowo sędziował przeważnie konkurencje alpejskie, z biegiem lat klasyczne, a najczęściej skoki narciarskie. Sędziował m.in. na Mistrzostwach Świata FIS w 1962 roku, potem w zawodach Pucharu Świata, Uniwersjadach, Spartakiadach, Mistrzostwach Polski oraz w niezliczonych zawodach niższej rangi.
W pierwszej połowie lat 60. zdobył uprawnienia przewodnika tatrzańskiego i podhalańskiego. Odtąd kolejne lata pracy zawodowej były do siebie podobne: latem jako przewodni oprowadzał grupy, w tym niemieckojęzyczne, zimą uczył jazdy na nartach, m. in. w Tatrzańskiej Szkole Narciarskiej PTTK. Udzielał się w pracy społecznej na rzecz Koła Przewodników Tatrzańskich. Przez dwie kadencję był członkiem zarządu, a w 1980 roku działał w Komitecie Organizacyjnym NSZZ Przewodników Tatrzańskich i Instruktorów Narciarskich „Solidarność”.
Przysięgę ratowniczą złożył w 1965 roku. Uczestniczył w kilkunastu wyprawach, pełnił też dyżury na pólkach narciarskich. Dopiero na emeryturze miał więcej czasu na ratownicze dyżury informacyjne na Kasprowym Wierchu i w Kuźnicach. W tym okresie pełnił też dyżury w Punkcie Informacyjnym TPN przy rondzie, udzielając fachowych porad turystom i narciarzom, wybierającym się w góry.
W jego bogatym życiorysie, poza pracą zawodową, był też czas na poznawanie innych gór. Wyjeżdżał w Alpy, Kaukaz, a także na trekkingi w Himalaje. W ostatnich latach brał czynny udział w spotkaniach Klubu Seniora TOPR, uczestniczył w imprezach, organizowanych wspólnie z seniorami Horskej služby z Tatr Wysokich i Zachodnich.
Jeszcze niedawno można było zobaczyć Zbyszka jadącego na rowerku, gdyż kondycję starał się zachować aż do końca. Żył aktywnie, miał wielu przyjaciół, nie był postacią tuzinkową i takim pozostanie w naszej pamięci.
Bronisław Nowina Noiszewski (1927-2008)Z Tatrami związany pasją do jaskiń, którym w latach 50. i 60. poświęcał dni wolne od pracy zawodowej. Urodził się Warszawie, ale od II wojny światowej zamieszkał w Zakopanem, gdzie w 1947 roku zdał maturę w Liceum Ogólnokształcącym im. Oswalda Balzera, a potem ukończył studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W Zakopanem rozpoczął pracę w Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska jako dekorator sklepów i założył rodzinę. Potem pracował w Zakopiańskich Warsztatach Wzorcowych „CEPELIA” jako projektant wyrobów w drewnie, które również sam wytwarzał. Po kilkunastu latach zatrudnił się w SEWIK-u jako inspektor uzdatniania wody, pełniąc dyżury w budynku ujęcia wody w Kuźnicach, u wylotu Doliny Jaworzynki, gdzie przepracował aż do emerytury.
W zakopiańskie środowisko jaskiniowe wszedł w latach 50. za sprawą Stefana Zwolińskiego, Edwarda Winiarskiego i Józefa Frączka. Był jednym ze współzałożycieli Oddziałowej Sekcji Taternictwa Jaskiniowego. W tym okresie eksplorowano nowe partie w Jaskini Zimnej i w Jaskini Bystrej, odkryto Jaskinię Wysoką, ale największym jego sukcesem było odkrycie w 1959 roku i eksploracja wspólnie z Józefem Frączkiem Jaskini Śnieżnej do głębokości około 350 metrów, co w tamtych latach było rekordowym osiągnięciem. Uczestniczył również w wyprawach odkrywczych do Jaskini Wysokiej, Śpiących Rycerzy, a także kilku innych w rejonie Wąwozu Kraków i masywu Czerwonych Wierchów. Aż do ostatnich miesięcy brał udział w zebraniach, spotkaniach, a także w uroczystościach jubileuszowych Speleoklubu Tatrzańskiego, którego był członkiem honorowym.
Przygotował
Apoloniusz Rajwa
0 0
Spokój ich duszom. [*]
0 0
PRZESTANCIE PALIC ZNICZE BO ZATRUWAJA POWIETRZE KTORYM ODDYCHACIE. DZISIAJ JEST 11 RAZY WIECEJ ZACHOROWAN NA RAKA (STATYSTYKI SWIATOWEJ ORGANIZACJI ZDROWIA)!!! TO JEST NIEBEZPIECZNA TRADYCJA.
0 0
vERT, PRZESTAŃ PALIC TRAWKĘ!!!. B ĘDZIESZ POZYTYWNIE MYŚLAŁ., A TA TRADYCJA JEST WPISANA W HISTORIĘ TEGO NARODU I NIECH TAK ZOSTANIE..
0 0
Tradycja : 40 milionow Polakow pomnozone przez okolo 3 znicze na kazdego = 120 milionow zniczy ktore emituja tysiace ton CO2 i zanieczyszczen. ZEBY ZOBACZYC REZULTATY WYSTARCZY ISC NA WYDZIALY ONKOLOGICZNE SZPITALI ! Dlaczego nie zastapic smierdzacych zniczy przez kwiaty lub krzewy !! Tak postepuja inne narody dbajace o wlasne zdrowie i zdrowie planety. Dzisiaj widzialem piekne cmentarze na ktorych bylo tysiace kwiatow i zadnego znicza.
0 0
Vert idz się pomodl o lekka śmierć bo o rozum to juz za póżno
0 0
pico - ile dni temu zszedles z drzewa ?
0 0
Vert - nie używaj światła bo elektrownie też smrodzą
0 0
prpopnuje usunac te komentarze - strasznie glupio czytac wspomnienia o tych co odeszli na tle pyskowki...
0 0
żegnaj andrzeju.dziękuje za to że pokochałam dzięki Tobie góry.
0 0
Pamiętają o Tobie pracownicy Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.Niejedna osoba połknęła bakcyla chodzenie po górach poprzez organizowanie wspaniałych rajdów tatrzańskich.
0 0
Poswiecam pamięci Emanuela-
Jak Cię odszukać w szczelinach Tatr?
Jak się ppżegnać, gdy zabrał Cię wiatr?
Jesteś kropelką co w słońcu lśni?
Czy może w skałach Twe serce śpi?
A może łąki bogate w kwiaty
Twą duszę w nowe ubrały szaty?
Może ta czerwień na skale lśniąca
to jedna z kropel Twej krwi tysiąca.
Może to ona wskazuje mi
jak mam odnależć do Ciebie drzwi.
To szlak do nieba?
To szlak do Ciebie?
Czy ja odnajdę tam w górze Ciebie?
Może wśród gwiazd błyszczysz na niebie,
a może potok zabrał mi Ciebie?
A może z łzą po policzku spływasz
i rany duszy wraz z nią obmywasz.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz