Anna i Stefan Krupowie z Chochołowa są nowymi gospodarzami w schronisku w Roztoce. Już szykują się do imprezy sylwestrowej.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"2488"}
Schronisko w Roztoce ma długą i bogatą historię, sięgającą 1876 roku. Pierwszy budynek postawiono na Polanie Stara Roztoka za sprawą Towarzystwa Tatrzańskiego. Wtedy stało tuż przy drodze prowadzącej do Morskiego Oka. Od samego początku cieszyło się sporym powodzeniem. Pierwszym gospodarzem schroniska był Franciszek Dorula z Poronina, a gości witał salwami ze starego moździerza. „Nie ma tu nic z żelaza, nic ze szkła i bodaj z kamienia. Okna zasuwają się deskami, drzwi skrzypią na drewnianych zawiasach, ognisko i okap z belek, ledwo przykrytych gliną” – tak opisywał roztoczańskie schronisko Stanisław Witkiewicz.
W 1913 roku TT wybudowało nowy budynek, położony nieco dalej od drogi prowadzącej do Morskiego Oka. „Roztoka, słowo niegdyś tak magiczne, dziś martwe! Niegdyś wrzało tam życie. Każda prawie partia idąca w góry lub wracająca z gór zatrzymywała się tam na nocleg. Wytworne panie, panowie… Wieczorem płonął wesoły ogień, skwierczała na patelni jajecznica z niezliczonych jaj, skrzeczała harmonia i piskały skrzypki, nierzadko pięty biły o podłogę we wściekłym tańcu góralskim” – pisał Tadeusz Boy Żeleński. W latach 1890-95 oraz 1919-23 gazdował tu Bartuś Obrochta – legendarny muzykant, strzelec i przewodnik tatrzański.
W 1932 roku obiekt przejął Krakowski Oddział PTT i zaraz zaczął go modernizować. Nieco później powstała tu stacja ratownictwa górskiego. Podczas II wojny światowej schronisko zajęli okupanci i zamienili je na koszary niemieckiej straży granicznej. Po wyzwoleniu Polskie Towarzystwo Tatrzańskie reaktywowało schronisko, które stało się ulubioną bazą taterników. Teraz, poza sezonem, zagląda tutaj niewielu turystów, schronisko ma jednak swoich stałych bywalców, którzy chętnie spędzają w nim wolne chwile.
Nowi gospodarze
Na przestrzeni ponad 130 lat schronisko miało wielu gospodarzy, ale najdłużej pracował dotychczasowy kierownik Marek Pawłowski, który gazdował tu 34 lata. Początkowo pomagał matce Janinie Pawłowskiej. Od dwóch tygodni schronisko w Roztoce ma nową gospodynię – Annę Krupę z Chochołowa, której pomaga mąż Stefan. – Mimo przeprowadzki, układania rzeczy i porządków, bo teraz jest to nieuniknione, schronisko jest otwarte. Przyjmujemy każdego, kto tu zajrzy – twierdzi Ania i szykuje gościom, którzy właśnie przyszli, domowy bigos. Od rana przewinęło się już kilka osób. Jest ładna pogoda, więc chętnie wypoczywają przed schroniskiem. Nowa gaździna odbiera telefon za telefonem. To dzwonią turyści, którzy chcą już zarezerwować miejsce na zbliżającego się sylwestra. – Zamierzamy zrobić taką turystyczno-regionalną imprezę z muzyką góralską. Już mamy prawie 40 chętnych osób, a to dopiero początek listopada – wyjaśnia.
– Zdajemy sobie sprawę, że schronisko jest położone na uboczu, do którego prowadzi tylko jeden szlak, od Wodogrzmotów Mickiewicza. I ten, kto tu przyjdzie, musi tą samą drogą wrócić. Chcielibyśmy czymś ich przyciągnąć. Może jakimiś specjałami, może obiadem dnia – zastanawia się nowa gospodyni. Na pewno nie zabraknie domowych wypieków, bo Ania lubi piec.
Dla Ani i Stefana prowadzenie takiego obiektu to wyzwanie, ale są pełni optymizmu. Obydwoje często pomagali mamie Stefana – też Annie Krupie – w prowadzeniu szałasu w Dolinie Strążyskiej. Siostra i szwagier, Bogusia i Olek Długopolscy – gospodarzą w schronisku PTTK na Turbaczu. – Stefan zna i lubi góry. Przed ślubem zapuszczał się w Tatry na kilka dni – twierdzi Ania.
Na razie młodzi Krupowie muszą przygotować się do zimy. Zwieźć z Chochołowa drewno do palenia. – Chcemy tu utrzymać prawdziwie turystyczną atmosferę, tak jak to było dotychczas. To nadal musi być schronisko z klimatem – kończy Ania.
Jolanta FlachZ pamiątkowej księgi schroniska1. (...) Roztokę cechuje ta sama atmosfera, jaka cechowała ją za czasów pionierstwa polskiego alpinizmu, a także dzielnie wybija się ponad inne schroniska tatrzańskie. Chociaż odjedziemy, myślami będziemy wracać do Was.
Roma, Mieczysław, Zbigniew i Grzegorz Górnisiewiczowie 2-8.06.1985 r.
2. Tu Bartuś w gęśle weproł swoje serce…
Ściany rokami pocyrniały
Pominon sie Bartek, Szymanowski
W starej chałupie na scianak myśli ik ostały
Zaś to, co sie zrodziło w tamtym casie – trwa
(wg A. Parha) 5.08.1987 r.
0 0
Pamietając o poprzednikach, serdecznie witamy Nowych Gospodarzy. Jesteśmy tu co roku od wielu wielu lat.. Państwou Ani i Stefanowi życzymy miłych turystów i długiego gospodartowania. Serdecznie pozdrawiamy
Afredka Wodnik i Wędrowiec ze Szczecina
0 0
Pamiętam jak w 1978 roku we wrześniu grałem w karty z przedwojennym alpinistą . W schronisku było zdjęcie z odbitym w śniegu jego butem .Nie pamiętam już jego nazwiska . To schronisko i na Ornaku ma swój klimat .
0 0
Młodzi gospodarze są fajni, pełni zapału, życzliwi, weseli i oby Im się udało!!!! W górach żyje się trudniej ale za to człowiek jest bliżej nieba. POWODZENIA!!!!!!!!!
0 0
Nowym gospodarzom życzę powodzenia i wielu kulturalnych turystów. W Roztoce ostatni raz nocowałem (i byłem) w pażdzierniku 1981 r.!!!, krótko przed stanem wojennym. Na dodze między Łysą P. i Wodogrzmotami co 200 m była kontrola ówczesnego WOP-u, ale powyżej Czarnego Stawu nikogutko, góry były tylko moje. Hej !
0 0
Syckiego nolepsego na nowyj gazdowce,od Krupow z Chocholowa,Anny i Jacka.Scync Boze.Haj!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz