Józef Krzeptowski od pół wieku gospodarzy w tatrzańskich schroniskach. Połowę tego czasu spędził w Dolinie Pięciu Stawów. Była też Roztoka, Włosienica, Ornak, a obecnie Chochołowska.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"2595"}
W Tatrach przeżył pół wieku. Najbardziej pokochał Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Tu spędził dzieciństwo i młodość. W minioną sobotę, 15 listopada, w schronisku PTTK w Dolinie Chochołowskiej odbyła się jubileuszowa uroczystość, która rozpoczęła się od Mszy św. przy kapliczce. Zachodzące słońce oświetlało górną część Kominów Tylkowych. Grała muzyka góralska, a dźwięki rozlegały się po okolicy. – Józef Krzeptowski może dziękować Bogu za lata spędzone w górach, za piękno Tatr, które otaczało go od dziecka – mówił w homilii ks. Paweł Biskup z sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej na Krzeptówkach. – Tatry były i są jego domem, kształtowały jego charakter. Wspólnie z pracownikami tworzył niezwykły klimat w schroniskach, w których pracował. Jan Paweł II, który podczas górskich wędrówek odwiedzał te schroniska, w czasie jednej z pielgrzymek powiedział: „Bądźcie wielkoduszni, bądźcie oddani, żyjcie przede wszystkim dla drugich”. Trzeba żyć po to, aby drugi człowiek był szczęśliwy. A tacy są turyści. Mogą rozkoszować się dobrą szarlotką, którą podają w schronisku, lub ciepłą herbatą – dodał.
Po nabożeństwie, gdy zapadł zmrok, można było ogrzać się przy ognisku. Później uczestnicy uroczystości – rodzina, przyjaciele, znajomi, pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego, ratownicy i przewodnicy górscy, członkowie PTTK – przenieśli się do schroniska. Były życzenia, miłe słowa, muzyka, tańce i – oczywiście – tort ze sztucznymi ogniami. Były też wspomnienia. Goście obejrzeli film o rodzinie Krzeptowskich i fotografie. Jubileuszowa impreza trwała do późnych godzin nocnych.
Najlepiej czuję się w górachJózef Krzeptowski polubił schroniskowe życie już jako dziecko. Wszystkie wakacje spędzał w Pięciu Stawach, gdzie jeszcze przed wojną rodzice prowadzili schronisko. Gdy w czasie okupacji zostało przez Niemców spalone, ojciec, Andrzej Krzeptowski, wybudował w 1947 roku maleńki drewniany budyneczek przy Małym Stawie, obecnie strażniczówkę TPN. Mały Józek już od najmłodszych lat musiał pomagać w wysokogórskim gospodarstwie. – Miałem zaledwie 9 lat, a musiałem już chodzić po towar do Morskiego – wspomina. – Trzeba było wodę nosić, drzewo rąbać, garnki myć. Pamiętam, jak kiedyś ojciec wziął mnie na górę już przed Wielkanocą, bo na święta zawsze parę osób przyszło. Latem wodę nosiliśmy z Małego Stawu, ale w zimie zamarza do dna i trzeba było chodzić do Wielkiego Stawu – wspomina.
Pięć Stawów to miejsce, gdzie trzeba było wszystko donosić na plecach. – Po ziemniaki chodziło się do dróżnika przy Wodogrzmotach, bo na górze by zamarzły. Ale kartofli myśmy mało potrzebowali, bo mój ojciec był mistrzem w robieniu kładzionych klusek. Rodzice wspaniale gotowali i z byle czego potrafili ugotować doskonałe jedzenie – wspomina Józef.
Z czasem nad brzegiem Przedniego Stawu PTTK wybudowało nowe schronisko z surowego kamienia. Tam również gospodarzyli Krzeptowscy. Józef ukończył Szkołę Przemysłu Drzewnego w Zakopanem. – To był koniec z nauką. W 1956 roku mama zabrała mnie na dobre w Pięcistawy. Wtedy byłem już pełnowartościowym pracownikiem, bo miałem prawo jazdy i motor, którym jeździłem po zaopatrzenie – mówi. Jak wychodził o szóstej rano, wracał o dziesiątej wieczorem. Niespełna rok później razem z ojcem prowadził już schronisko w Starej Roztoce, jednocześnie pomagając matce w Pięciu Stawach. – I tak kursowałem między dołem a górą, ale byłem wysportowany, więc nie sprawiało mi to żadnej trudności – wspomina. I tak było do 1968 roku, kiedy opuścił Roztokę i wrócił do Pięciu Stawów, gdzie schronisko nadal prowadziła matka ze starszym bratem Józefa – Andrzejem.
W 1987 roku Józef Krzeptowski opuścił Pięć Stawów i przez dwa lata prowadził pawilon PTTK na Włosienicy. Po odejściu z Włosienicy objął schronisko na Ornaku i prowadził je 6 lat. – Ornak to schronisko z klimatem. Wieczorem, kiedy agregat przestaje chodzić, zapada cisza. Spotykałem tam bardzo dużo ludzi, którzy kiedyś przychodzili w Pięcistawy. Troszkę się postarzeli – twierdzi Józef, który obecnie gazduje w Chochołowskiej. – Najlepiej czuję się w górach, bo tak się przyzwyczaiłem i tak pewnie pozostanie do emerytury – kończy.
Jolanta Flach
0 0
Serdeczne gratulacje, życzę Panu długich lat życia w zdrowiu i ciągłej radości z gazdowania w Tatrach. Jest Pan cząstką historii naszego narodowego dobra. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!
0 0
czy moze ktos podac jak sie takie kluski robi?
Slyszalem juz na ten temat ale nie wiem jak je zrobic.
Prosze!!
0 0
Najlepsze życzenia i pozdrowienia dla Pana Józefa od wszystkich zbójów z Tatr i Podhala. Szef - Mateja
0 0
Zazdroszczę Panu tego życia w tak pięknej przyrodzie. Wszystkiego dobrego.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz