Długo zapowiadana książka Anny Czerwińskiej – \"GórFanka. Moje górskie ABC w skale i lodzie\" już w sprzedaży.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"744"}
Jest to pierwsza książka z przygotowywanej serii GórFanka, która próbuje przybliżyć drogi górskie słynnej himalaistki, począwszy od pierwszych wspinaczek w Tatrach. Autorka skupia się na barwnych, dramatycznych i śmiesznych wydarzeniach, a wszystko podane jest w formie wywiadu-rzeki z Romanem Gołędowskim.
Ania wraca wspomnieniami kilkadziesiąt lat wstecz i próbuje przywołać dawne emocje, towarzyszące tej czy innej akcji górskiej. Całość jest bogato zilustrowana archiwalnymi fotografiami, a także obrazkami archaicznego już dzisiaj sprzętu, wycinkami z gazet oraz fragmentami pamiętnika. Adepci wspinania przeczytają o tatrzańskich i alpejskich drogach, \"łowcy sensacji\" – poznają anegdotki o słynnych ludziach gór, feministki znajdą tu kolejne dowody na nierówne traktowanie kobiet. Wszystko szczerze, soczystym językiem i swobodną narracją – nawet o złości, smutku i bólu. I jak to u Ani – z bezpiecznym dystansem do własnej osoby. Jest to rzecz o bezkrytycznej miłości do gór.
Premiera książki miała miejsce w czasie inauguracyjnego spotkania Klubu Podróżnika Shackleton (28.02.2008). Ania przywiozła ze sobą kilka egzemplarzy w wersji roboczej, które rozeszły się błyskawicznie. Na kolejnym spotkaniu u Shackletona będzie możliwość zakupu tej książki w wersji już wydawniczej.
Kolejny tomik z tej serii: \"GórFanka. Pani Ania na Dachu Świata\" ukaże się w maju. Autorka opowie o swoich zmaganiach z ośmiotysięcznikami – Mount Everestem, Lhotse i Makalu. Dalsze dwa tomiki z tej serii ukażą się jesienią i będziemy o nich informować.
Marek Tomalik
Fragment książki GórFanka. Moje górskie ABC w skale i lodzie
Zimowa przygoda na KazalnicyJuż w lutym 1976 roku założyłyśmy zrobienie pierwszego kobiecego zimowego przejścia drogi Łapińskiego i Paszuchy na Kazalnicy, bo znałyśmy ją z lata. Wymyśliłyśmy, że wejdziemy w ścianę po południu, dojdziemy do ścianki problemowej, biwaczek w ścianie i następnego dnia skończymy. Zrobiłyśmy ten dół i po niezłym biwaczku rano pani Ania rozpoczęła atak na ściankę problemową.
Byłam jeszcze zesztywniała po tej nocy w ścianie (bo zbierałyśmy się raptem w czterdzieści minut, co było swoistym rekordem, osiąganym nieczęsto nawet przez facetów), więc ruszyłam, ale kilkanaście metrów nad stanowiskiem ugrzęzłam w trudnościach. Stoję tam niepewnie, coś marudzę, a Kryśka z dołu: – Co ty, kurde... Wyciągam ławeczki, zaczynam coś podhaczać, na co Kryśka jeszcze bardziej zdenerwowana: – Jak będziesz haczyła w takim terenie, to będziemy to robiły trzy dni! Ja widzę, że jest łatwo, idź prosto do góry. Tym razem dałam się Palmowskiej podpuścić. Zarzuciłam ławki na plecy i zaczęłam iść klasycznie. A wtedy, po wyjściu pięć metrów nad hak, ze zgrozą stwierdziłam, że popełniłam błąd swojego życia, bo w dół już nie zejdę, a do góry też nie da rady. Nastąpiła jeszcze desperacka próba wbicia haka i nagle \"BACH!!!\" – poleciałam.
Spadając, próbowałam się jeszcze złapać za linę. Nie wiem, w co walnęłam, po czym zawisłam i pomyślałam, że chyba nic mi się nawet nie stało. Dotykam barku, a tu nie ma ramienia! Po prostu dziura! Wyrwany staw barkowy, od razu zrobiło mi się słabo. Krzyknęłam do Kryśki, że rozwaliłam ramię i to już koniec. Kryśka szybko te liny na stanowisku zapętliła i dotarła do mnie. Stwierdziłyśmy, że rzeczywiście, ręka się do niczego nie nadaje. Pozostało tylko jedno wyjście – wycofać się ze ściany zjazdami.
Miałyśmy osiemdziesięciometrową linę – polski podciąg, który składałyśmy podwójnie. Do zjazdów też należało go podwójnie złożyć, czyli zjazdy były czterdziestometrowe. Ale Kazalnica inaczej wygląda, gdy się wspina, wybierając teren, a inaczej, gdy się z niej zjeżdża na linie. Istniało ryzyko, że \"czterdziestka\" może nie starczyć i że zawiśniemy gdzieś w powietrzu, nie mając kontaktu ze ścianą. Trzeba wtedy jakieś wiszące stanowisko zakładać, a to przy takiej ręce spory kłopot. Po stawie chodzili już jacyś ludzie (była dziewiąta rano), więc krzyknęłyśmy, żeby ktoś nam przyniósł linę.
Nie przyszło nam nawet do głowy, żeby wzywać GOPR, choć cierpiałam okropnie, pół stałam, pół wisiałam i dupsko mi cierpło. Była zima, a warunki nieciekawe, z góry się sypało, jakoś jednak panowałyśmy nad sytuacją, nie było nerwówki. Natomiast turyści pobiegli do schroniska i zawiadomili, że na Kazalnicy zdarzył się wypadek, co pociągnęło za sobą zorganizowanie pełnej akcji ratunkowej.
Jestem bardzo wdzięczna kolegom goprowcom, że się tak sprężyli i przejęli naszym losem, ale to w ogóle nie było potrzebne. Bo gdyby ktoś przyniósł nam tę drugą linę, to po godzinie byłabym w schronisku, na własnych nogach, pojechałabym sobie do szpitala itd. A tu się rozwinęła akcja, przyleciał nad staw helikopter, wysadził całą ekipę. Strasznie to długo trwało. Byłam zmarznięta, chciało mi się pić, z bólu odpływałam, ale musiałam się ruszać, bo nogi by mi zamarzły.
Myszy w TatrachZmotywowane tym, że wzięłyśmy udział w wyprawie na Gasherbrumy, jesienią 1975 roku postanowiłyśmy z Krysią Palmowską zrobić coś porządnego w Tatrach zimą. Najpierw wymyśliłyśmy zimowe przejście filara Ganku. Wówczas nie było jeszcze obozowiska w Dolinie Białej Wody. Jest tam za to taka maleńka leśniczówka, zabita deskami, żeby taternicy się nie włamywali. Wiedziałyśmy jednak, że w owej leśniczówce odsuwa się belkę na dachu i wchodzi do środka. Po przybyciu na miejsce okazało się, że już ktoś tam mieszka, a byli to znani nam Leszek Cichy i Tomek Czarski.
Ponieważ przyszli pierwsi, więc zajęli jedyne dwa łóżka, a nam przyszło spać na podłodze. Nie miałybyśmy do nich większych pretensji, bo te wyrka były takimi starymi sprężynowymi pryczami, gdyby nie to, że biegały po nas myszy. Wiadomo, kobiety boją się myszy, może z wyjątkiem takich dzielnych alpinistek jak my, ale jak w nocy takie brrrr łazi po śpiworze, to myśmy: \"łeee!\"
0 0
Fajne te wspomnienia...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz