Sznur tropów ściele się na świeżym śniegu, prowadząc środkiem nieprzetartej ścieżki. Przed wąską, zawieszoną nad stromym żlebem kładką tropy rozchodzą się. Jedne są wyżłobione w śniegu poniżej, inne zaś powyżej kładki. – to przeszły wilki.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"7554"}
Dlaczego nie przebiegły przez wąski mostek? Widać nie mają zaufania do naszych, ludzkich urządzeń. Albo po prostu konstrukcje te są dla nich nienaturalne, obce. Może kładki Ścieżki nad Reglami są zbyt wąskie, aby zwierzęta te czuły się na nich bezpiecznie? Wilki w takich miejscach wolą przejść obok, po stromiźnie. Przywykłe są do swoich szlaków i znają dogodne przejścia.
Zwierzęta te zwykle biegną jeden za drugim, trop w trop. Osobnik prowadzący wybiera drogę. Te, które są za nim, stąpają w ślad poprzednika. Z tego powodu często nie wiadomo, czy przeszedł pojedynczy wilk, czy wataha. Trzeba wyszukać miejsca, gdzie tropy się rozchodzą. Podczas pościgu za zwierzyną drapieżniki przechodzą w tyralierę, rozszerzając odległość między sobą. Podobnie, gdy przekraczają wykroty lub inne, trudniejsze miejsca, rozchodzą się, wybierając indywidualne warianty. Wtedy możemy je policzyć.
Podążając ich tropem, można poznać ciekawe przejścia. Jedno z takich przejść w masywie Łysanek pokazały mi właśnie wilki. Przechodząc tamtędy latem, napotkałem strome żleby, porośnięte kosodrzewiną, na stromych skałach. Teren był nie do przejścia. Trzeba było wycofać się i przejść na drugą stronę grani, na znany mi przychód. Zimą, tropiąc wilki, znalazłem się w tym samym miejscu. Trzeba się wycofać – pomyślałem. Jednak trop prowadził dalej. Zawinął do góry, na zbocze stromej turni porośniętej kosówką oraz gęstą świerczyną. Szedłem za nim przekonany, że trzeba będzie wrócić. Tymczasem trop skręcił nagle na przesmyk pomiędzy płatami kosówki i dalej, na drugą stronę żlebu. Przesmyk był wystarczająco dogodny, aby można było przejść na nartach.
Wilki, podobnie jak inne zwierzęta, często korzystają ze szlaków turystycznych. Szlak jest wygodnym środkiem migracji. Wilki potrafią przejść ścieżką od Kalatówek aż do Kościeliskiej, a czasem nawet dalej. Przechodzą nawet tak masowo uczęszczanym szlakiem, jak Droga pod Reglami – zwykle w porze nocnej. Korzystają również z wielu innych szlaków. Można je spotkać zarówno w najniższych, jak i najwyższych partiach Tatr.
Jako wytrwali wędrowcy potrafią pokonywać przełęcze i stoki wysokich szczytów. Przypominam sobie tropienie wilków w Dolinie Kondratowej z zimy 1988 roku. Wilki wyszły z lasu i skierowały się w górę żlebem schodzącym z Przełęczy pod Kopą Kondracką. W pewnym momencie zaczęły trawersować Kopę. Wąska, kręta linia wiła się wysoko, coraz wyżej. Poniżej szczytu przewinęła się na drugą stronę Doliny Małej Łąki. Zwierzęta przeszły wtedy na wysokości około 1900 m n.p.m.
Czyżby polowały na kozice? Pomimo penetrowania piętra hal, w wyjątkowych przypadkach wilk był przyczyną śmierci tych górskich antylop. Według naukowców zajmujących się kozicami, w naszych Tatrach taki przypadek zaobserwowano tylko raz, a w Tatrach Słowackich zaledwie kilka. Zapewne część takich przypadków pozostaje nie odnotowana. Najczęściej jednak ofiarami tych drapieżników padają jelenie i sarny.
Czasem pozostałości wilczej uczty uda się zobaczyć turystom wędrującym szlakiem. Jednej z ostatnich zim, po nocnym polowaniu pozostały szczątki łani w korycie potoku w Dolinie Białego. Wilki goniły łanię po zboczu Krokwi, zapędzając ją na dno wąskiej doliny. Biały Potok miejscami skuty był lodem. Łania uciekała brzegiem potoku. Za nią podążał jeden z drapieżników. Drugi biegł nieco wyżej, szlakiem. Pozostałe dwa trawersowały lasem, jeszcze wyżej. Odcinały jej w ten sposób drogę ucieczki, pilnując, aby nie przedostała się przez linię napastników. Z przeciwnej strony potoku drogę zagradzała pionowa skała. Łania z rozpędu przebiegła nad głębokimi baniorami (kotłami) – miejscami, gdzie wiry wodne wyżłobiły w podłożu skalnym głębokie studnie. Gdyby się tam poślizgnęła na stromej skale, mogłaby się utopić. Jednak jej los dopełnił się w inny sposób. Nieco dalej, w dogodnym miejscu, wilki zaatakowały.
W korycie pozostał obgryziony szkielet, trochę skóry i mięsa. Taki widok dla przechodzących szlakiem ludzi jest niezbyt przyjemny. Dla leśników jest to jednak naturalne. Odkrywanie dramatycznych zdarzeń w przyrodzie niesie z sobą posmak pierwotnej puszczy. Takie zjawiska są tu obecne od zawsze – od czasu, kiedy istnieje las. W niewielu już miejscach w naszym kraju mamy przywilej okrywania podobnych kart księgi przyrody.
Inne zdarzenie miało miejsce w zakopiańskich reglach. Idąc lasem od Doliny Strążyskiej, natknąłem się na tropy pojedynczego wilka. Przeszedł on nocą na stronę Doliny ku Dziurze. Leśnym zboczem trop doprowadził mnie do potoku. Tam samotny drapieżnik ruszył za sarną. Tropy drapieżnika i ofiary szły odtąd razem – w dół potoku, ku wylotowi doliny. W pewnej chwili dostrzegłem na śniegu niewielki strzępek skóry i trochę krwi. Oczyma wyobraźni widziałem szybką pogoń i ucieczkę, nagły, zdecydowany atak, odbicie racic, skok i pęd. Być może ofiara ostatnim wysiłkiem odskoczyła od drapieżnika i pomknęła w dół, ku wolności, ku życiu. Wylot doliny tuż-tuż – nareszcie osiągnęła Drogę pod Reglami. Przebiegła niżej, w zabudowania drewnianej, góralskiej chałupy gazdy Bolesława Krzeptowskiego.
Obejrzeliśmy ślady razem z gospodarzem. Sarna znalazła przesmyk pomiędzy stajniami. Przeskoczyła przez niewielki płotek i popędziła przez polanę w kierunku potoku. Korytem potoku mknęła dalej między zabudowania. Na żerdce od płotu, którą ranne zwierzę zahaczyło badylami, pozostał ślad krwi. Niewielka rana zapewne zagoiła się szybko.
Sarna dała susa w swoją stronę, ale gdzie był wilk? Szukam tropów, które prowadzą z powrotem w górę doliny. Ostatnie miejsce, gdzie widniał trop drapieżnika, to Droga pod Reglami – popularny szlak spacerowy na północnej granicy Tatrzańskiego Parku Narodowego. Tutaj wilk się zatrzymał. Dotąd sięgał jego areał. Dalej – to obszar dominacji człowieka – granica dla niego nie do pokonania.
Czy rzeczywiście drapieżnik nie przekracza tej granicy? Poprzedniej zimy po tropach zszedłem na pola poniżej regli. Po drodze napotkałem ślady łań, które zeszły na podwórze sióstr karmelitanek. Tam żerowały. Pojawienie się drapieżców spłoszyło łanie, które uciekły do góry, w regle. Tropienie wskazało, że łanie uszły spod kła. W pewnym momencie tropy ofiar i ścigających rozdzieliły się. Łanie pobiegły dalej, w górę. Wilki zaś zeszły na stronę Doliny Strążyskiej i skierowały się na zachód.
Podobnie jak jego ofiary, wilk zachodzi czasem na skraj miasta. Jest jednak bardzo ostrożny i zwykle robi to w nocy. Zagląda do sąsiadujących z parkiem kompleksów leśnych, czasem przemknie skrajem większych łąk. Idzie w ślad za zwierzyną, tam, gdzie można coś upolować. Najlepiej jednak czuje się w dzikich tatrzańskich odstępach. Najczęściej tam spotkamy ślady jego obecności.
Tadeusz Zwijacz
0 0
a ten wilk to nei wilczyca aby? bo tak mi na panienkę wygląda :-))
0 0
Myślisz,że się maluje?....;) ;) ;)
0 0
nie, ale jakas drobniutka :-)) no i minę ma jak moja Sajtusia :-))
0 0
Kargul i Pawlak swego czasu też próbowali świnie na dzika przerobić...Podobieństwo było znaczne...;) ;) ;)
0 0
a widziałes te wyhodowana w czechosłowacji rase psów mieszanych z wilkiem? wilczaki ??
0 0
Nie widziałem bo najdalej za granicą to byłem w...Bytomiu...;) ;) ;)
0 0
na kluskach i modrej kapuscie??? Miłych Walę_tynek Jurajku
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz