Tatry Polskie

Zamknij

Przewodnicka refleksja

Jakub Brzozko 15:20, 07.07.2010
Treść artykułu pod wideo ↓

Zawsze chciałem napisać w tym stylu tekst. Jego form i odmian może być wiele. Jedna może być bardziej absurdalna od drugiej. Lecz najsmutniejsze, że ironiczno-groteskowa treść odpowiada prawdzie.

::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"9542"}

Bohaterem tego opowiadania jest chłopczyk, któremu system edukacji narodowej „nakazał” wraz z klasą przyjechać w Tatry. Został oderwany od komputera, w ręku trzyma niedojedzonego hamburgera i pije Coca Colę. Ma 12 lat, a waży 92 kilogramy. Jak to jest być takim chłopcem na wycieczce?

Jedziemy do Zakopanego. Ale mam wrażenie, że bardziej lecimy, bo w odtwarzaczu leci techno. Potęga bitu wypływa zza szyb autokaru, mieszając się z wonią przydrożnych ziołorośli i słodyczą spalin. Jedziemy najnowszym modelem Scanii. Jesteśmy „panami i władcami świata”. To nic, że jesteśmy z podstawówki z północnej Polski. Czekają nas podobno w południowej Polsce megaatrakcje. W planach mamy podróż przez: Zakopane (zwiedzanie miasta i wjazd na Gubałówkę), zwiedzanie Tatr (wystarczy zaliczyć Morskie Oko), pół dnia wolnego i wizyta w Aqua Parku w Zakopanem, potem jazda do Krakowa – na maksa zwiedzanie zabytków: Wawel, Stare Miasto, a w drodze powrotnej pojedziemy do byłego obozu zagłady w Oświęcimiu. Czeka nas zatem podróż marzeń. Ten plan zrealizujemy, ponieważ prowadzi nas karny zespół wychowawców pod przewodnictwem „Czarnej Matmy”, jak nazwaliśmy panią od matematyki. Ta wycieczka jest nagrodą w tym roku szkolnym. Nagle autobus z piskiem hamuje. Kolega obok łamie zęba na plastikowej rączce. Okazała jedynka złamana w pół upada na zawalone śmieciami dno naszej Bum Box Scanii. Kumpel wyje z bólu. Tymczasem drogą jedzie furman, a sądząc z gestykulacji jest „na bani”. Zrobił się korek na drodze do „olimpijskiego kurortu”. Musimy się spieszyć, za godzinę mamy spotkanie z przewodnikiem tatrzańskim. Nauczycielkom wysiadają nerwy. Mojego kolegę Marka trzeba wieźć do szpitala. Paranoja.

2 godziny później

„Całe miasto jest rozkopane, a w wielu miejscach jest zakaz wjazdu samochodom powyżej 5 ton” – mówi kierowca, klnąc pod nosem. Mój ojciec ma samochód i gdy mnie wozi do szkoły, nieraz widzę, jak się wkurza na innych kierowców i absurdalne znaki drogowe. Zakopane, jak widać, w niczym nie ustępuje rzeczywistości innych miejscowości.

Nareszcie dochodzi do spotkania z przewodnikiem. Nauczycielki znalazły go w sieci. Widzę, że jest zdenerwowany naszym spóźnieniem ale zręcznie tuszuje ten stan. Po południu ma kolejną wycieczkę do Doliny Kościeliskiej i z nami musi już tylko pędzić. Nauczycielki, jak poganiacze niewolników, krzyczą na nas „Prawą stroną idziemy. I zwarta kolumna. Szybciej”. Słońce mocno świeci tego dnia. Przewodnik coś pokazuje na Krupówkach, ale nic nie usłyszałem bo byłem na końcu grupy. Idziemy pod przejściem podziemnym, które podobno budowano aż dwa lata. Dziwne. Przewodnik kieruje się z nami na jakiś zabytkowy cmentarz, mówi, że to jedna z większych „nerkopolii” w Polsce czy jakoś tak. Nie wiem, co ma cmentarz wspólnego z nerkami? Na placu między kościółkiem a cmentarzem zaczyna nam opowiadać jakąś nudną historię o pierwszym proboszczu, który chyba był jakimś stolarzem. Cholera, chce mi się sikać. Mówię to pani na ucho. Każe mi wytrzymać. Mijamy tablicę, na której jest napisane „Ojczyzna to ziemia i groby, narody tracąc życie, tracą pamięć”. Kolega fluoroscencyjnym pisakiem dopisuje poniżej: „To pijcie Tigera” czym wywołuje ogólną radość grupy. Wchodzimy na cmentarz. Jest tam pełno ludzi. Chyba z 10 klas. Przewodnicy w wąskiej alejce próbują chować się ze swoimi stadami. Jakiś palant z innej grupy splunął na nas. Przewodnik wymachuje rękoma w tle i coś tam mówi. I tak parę razy. Jedyne, co zapamiętałem, to to, że Koziołek Matołek jest tam pochowany, na tym cmentarzu. – Myślałem, że to postać bajkowa – dziwię się w duchu.

Teraz szybki przemarsz w stronę kolejki na Gubałówkę. Nie mogę już wytrzymać. Ciśnienie rozsadza mnie od wewnątrz. Pod stacją jest toaleta, ale płatna. Natychmiast podejmuję decyzję – w biegu mijam toaletę i załatwiam potrzebę do przepływającego obok potoku. Wraz ze mną kilku kumpli. Jedziemy na Gubałówkę. Fajna ta kolejka. Na górze znów masa ludzi. Przechodząc obok ciupag, młotków do wybijania głupoty z głowy, kapci z haftem „Zakopane”, świszczących świstaków, misiów haribo, oscypków, helu do gadania i innych gadżetów, natrafiamy na białego niedźwiedzia. Przewodnik coś nam znów opowiada. Ale nikt go nie słucha, poza tym ledwo go słychać. Potem szybko idziemy grzbietem Gubałówki, mijając po drodze scenkę rodzajową – wypchany dzik stoi na sianku, a obok pasie się baranek. Nagle w tłum ludzi wpada koń ciągnący wóz z grubasami. Mało nas nie przejechali. Nauczycielki znów wrzeszczą na nas. Przewodnik narzucił tempo. Zmordowani docieramy do Butorowego Wierchu. Szybka lekcja jazdy w krzesełku. Przed nami kilka grup, a za nami kolejne. Kumpel ma radochę, bo splunął na jadące poniżej nas na drodze auto z szyberdachem. Przed nami jakieś widoczki. O, jakiś gość robi nam zdjęcia tuż przed końcem jazdy. Kolega pokazuje mu do obiektywu środkowy palec. Wysiadamy i natykamy się na chłopaka z laptopem i drukarką – kasuje wszystkich jak leci, bo wszyscy chcą mieć zdjęcie z kolejki. Biznes się kręci.

Autokar podjeżdża na pokrzywione pobocze. Pakujemy się znów jak sardynki. Techno leci dalej. Przewodnik przestrzega nas, że dziś to „pikuś”, że „jutro to dopiero zobaczymy”, i „że mamy wziąć coś od deszczu”, i pyta nas, „czy pamiętamy, jak się nazywa góra, którą oglądaliśmy z Gubałówki?” Cisza. W końcu jeden z nas mówi pytającym głosem z nutką dumy: – Rysy? Przewodnik macha ręką i pod nosem mruczy, że to jutro. Hurra, wyszedł. Jedziemy do ośrodka i dziś mamy „wyjście na Krupówki”, a wieczorem dyskotekę. W dechę.

Dzień drugi. Idziemy do Morskiego Oka.

Na Palenicy Białczańskiej dobijamy swoim autokarem zatłoczony i tak już plac. Idziemy jak gladiatorzy w pyle unoszącym się z ziemi. Po drodze część z nas kupuje chipsy i coca colę. Mijamy bramkę, gdzie jakaś pani sprzedaje i kasuje bilety. Wychodzimy na asfaltową drogę i mam poczucie, jakbym wchodził do boxu startowego, z którego niczym konie wyścigowe mamy ruszyć na prawie 9-kilometrową gonitwę. Faktycznie, obok nas żywe konie (jeszcze żywe), „stjuningowane” z ciężkimi wozami, dojadają paszę z plastikowych worków nie dających im szans na oddychanie i ruszają nerwowo kopytami. Nagle słyszę polsko-angielski język woźnicy, który zachęca klientów: – Wsiodojcie. Łonli fiftin perzon na jednom strone i na drugom tyle samo. – Czy to aby nie za dużo? – myślę sobie. Na szczęście tak absurdalnie dużej liczby ludzi nie udało się zabrać „na łobydwie strony”, ale i tak jest nadmiar. Idziemy, a słońce schowało się za chmurami. Za nami i przed nami tabuny ludzi. Co jakiś czas mijają nas kierowcy w uprzywilejowanych samochodach z kamiennymi minami, jakby czując, że turyści chcą ich zlinczować z zazdrości i zawiści, że tak wygodnie jadą do góry. Tata mówił mi, że Polacy mają taką właśnie cechę narodową – zawiść. Na moście nad jakimś huczącym wodospadem, jest wiele grup – sporo z nich prowadzą na czerwono ubrani ludzie, ale nie są przewodnikami. No i nikt tego nie kontroluje. Nasz przewodnik coś nam próbuje opowiedzieć o jakimś wieszczu, ale nie dosłyszałem. I nie wiem, czy on skoczył z mostu i zginął w tym wodospadzie, czy jak? Ten nasz przewodnik nawet jest „spoko”, ale trochę mu współczuję, bo nikt go nie słucha.

Ruszamy dalej. Prosta i znów zakręty. Gdzieś po drodze przewodnik mówi o jakimś padniętym koniu „Jordku”, czy jakoś tak. Podobno serce mu pękło. Mkniemy jak bolidy, choć rozciągnęliśmy się już na dobre 200 metrów. Kumpel opowiedział mi kawał: „Żona ogląda TV, a mąż zmywa. Nagle żona krzyczy: Marek, Benedykt XVI. A Marek z kuchni odpowiada, krzycząc i nie odrywając się od zmywania: „A Kubica który?” Śmiejemy się. – Ależ ona ma ładny uśmiech – myślę sobie, patrząc na piękną koleżankę z mojej klasy. Wyrosła obok mnie jak spod ziemi. Zupełnie jak Morskie Oko przed nami. Ale heca. Zleciało. Nawet nie było tak najgorzej. Kumpel pyta, czy tu jest już autokar, ktoś inny pyta o Mc Donalda. Przewodnik chyba zaczyna tracić w nas wiarę. Po krótkiej „gadce” mamy czas wolny i lecimy karmić pstrągi i kaczki. Jeden z nas wykazuje się ogromną odwagą i zanurza się po szyję. Na chwilę usiadłem i przypominam sobie, że tu jakiś Brat Cyprian rozwalił się o Tatry i jako mnich skamieniał nad stawem. Śmieszne. Wstaję i biegnę do koleżanek, które drobniaki wrzucają do stawu, bo podobno panie nauczycielki powiedziały im, że kto wrzuci pieniążek do stawu, będzie szczęśliwy i bogaty. Wrzucam całą garść miedziaków, patrząc z podniesioną głową w swoją przyszłość, ciesząc się, że właśnie w nią zainwestowałem. Wracam na górny taras, gdzie kumple karmią ptaka z dużym dziobem i nakrapianymi piórami. Jest bardzo sprawny. Łapie w locie każdy kawałek kanapki. Nagle z nieba spada wręcz ściana wody. A my już musimy iść. Zakładamy kolorowe plastikowe płaszcze, zamieniając się w „armię Pokemonów”. W strugach deszczu opuszczamy Morskie Oko. Nawet było fajnie, tylko mało tych zwierząt – myślę sobie. A niby jesteśmy w Tatrzańskim Parku Narodowym. Dziwne. – Szkoda, że misia nie zobaczyliśmy. Zrobiłbym mu fotkę, pokarmił, ale byłaby pamiąteczka. Tata byłby dumny ze mnie…

*


Skończmy w tym miejscu tę nie do końca fantastyczną opowieść. Jej ciąg dalszy i finał każdy może sobie dopowiedzieć sam. Przewodnicy tatrzańscy w poczuciu obowiązku chcą jak najlepiej dla swoich gości, ale sami niejednokrotnie są zdławionymi trybikami w maszynie, która nazywa się: turystyka i rekreacja. Obserwuję ekspansję, na której celowniku są Tatry (jakże często ograniczane do dwóch haseł: Morskie Oko, Dolina Kościeliska). Myślę sobie, po mijającym właśnie sezonie przewodnickim wiosenno-letnim, o kierunku rozwoju Zakopanego i o tym, co różne grupy społeczne robią z Zakopanem i Tatrami. Jak wszystko wystawiają na sprzedaż. Bo wg nich wszystko ma swoją cenę. Racja.

I ludzie w końcu zapłacą także cenę, bo Tatry mają swoją wytrzymałość. Może wcześniej, niż nam się wydaje.

Jakub Brzosko
(Jakub Brzozko)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (8)

Konto usunięteKonto usunięte

0 0

Dobry artykulik... Mistrzostwo Świata!;)

16:12, 07.07.2010
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Konto usunięteKonto usunięte

0 0

Nie wiem jakie jest zdanie przewodników ale odnosze wrażenie, wyjściem w góry zaibteresowanych jest 15-20% uczestnikow wycieczek szkolnych i kolonijnych. Reszta zainteresowana jest lodami ciastkami, pamiątkami i medytowaniem, o której opiekunowie zasną Większość z tych 20% łapie jednak \"bakcyla\" i stają się milosnikami gór. Opiekunowie moglibu rozdzielać grupy i część szłaby w góry zeszta \"nabijała\" kasy fiskalne. Tym bardzie, że wśród opiekunów też są tacy, których piesza wycieczka zbytnio nie pociąga.
Z dorysłymi wygodniej: jedni w góry, drudzy po kościołach, trzeci po knajpach.

20:20, 07.07.2010
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Konto usunięteKonto usunięte

0 0

Zapomniłem o najważniejsym: jaka jest data zrobienia zdjęcia nr 1? Chyba w tym dniu gdy sfotografowano \"kolejkę gigant\" do kasy na Kasprowy.

20:26, 07.07.2010
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Konto usunięteKonto usunięte

0 0

dobre, ale dokad zmierzamy??

21:47, 07.07.2010
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Konto usunięteKonto usunięte

0 0

Ale tak wyglada każda wycieczka szkolna nie ważne czy na wawel, w tatry czy do innego muzeum. Młodzież po prostu nie jest tym zainteresowana i tyle. Dlatego wycieczki szkolne powinno sie robic nie pod kątem edukacyjnym ale rozwrywkowym. Edukacje to oni mają w szkole i chcą od niej odpocząć.
Baseny, parki rozwrywki, painball, spływ dunajcem etc to powinny być przykładowe elementy wycieczek a nie pokazywanie młodzieży to co ich kompletnie nie interesuje!

08:15, 08.07.2010
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Konto usunięteKonto usunięte

0 0

Eminencjo od razu daj im jeszcze po flaszce na głowę i po joincie....Impreza będzie wtedy zapewne wg Ciebie udana...No a później niektórych trzeba leczyć na nogi bo na głowę za późno...

11:19, 08.07.2010
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Konto usunięteKonto usunięte

0 0

Dzieci szkolne, jadą niekiedy na wycieczki nieprzygotowane. Oprócz kładzenia im przed wycieczką do głowy o dyscyplinie itp powinna zostać przeprowadzona rozmowa o tym gdzie jadą, co zobaczą i co jest warte szczególnego zainteresowania. Może zamiast wycieczek klasowych grupować
uczniów z różnych klas pod kątem zainteresowania i jedni niech jadą w góry,
drudzy nad morze. Byłoby to może kłopotliwe ale nie można iść po najmniejszej linii oporu.
Nawiasem mówiąc niekiedy współczuję przewodnikom, wypluwają
płuca przed znudzoną grupą. Nasuwa się stwierdzenie: słuchacie a nie słyszycie, patrzycie a nie widzicie.

12:22, 08.07.2010
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

marpiemarpie

0 0

Mam 37 lat, staż w Tatrach niskich 15, w wysokich 5. Ciekawe, czy tu znajdę przewodnika, który podczas wspinaczki (wysokogórskiej) zaproponuje rozmowy przy kielichu (nie biedronkowym, tylko pędzonym) w jakimś schronisku.

23:47, 18.08.2011
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • domy

    14.05.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • LAS

    21.05.2026

    Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

  • praca

    14.05.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • budowy

    14.05.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • biznes

    14.05.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%