Jest pierwszym Podhalaninem, który w amatorskim golfie odnosi tak wspaniałe sukcesy. Po wygraniu finałowego turnieju kwalifikacyjnego w Binowie k/Szczecina, zdobył brązowy medal mistrzostw świata amatorów w Tajlandii. O przebiegu turnieju w dalekiej Azji, fascynacji golfem oraz rodzinnych Świętach Bożego Narodzenia z Bogdanem Janasem rozmawia Paweł Wargenau.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"11200"}
– Jak zaczęła się pańska przygoda z golfem?– Nieco ponad 2 lata temu kolega namówił mnie na wyjazd do Tunezji, gdzie na obozie golfowym rozpocząłem treningi i poznałem tę piękną dyscyplinę, jaką jest golf. Wcześniej w latach studenckich grałem w koszykówkę, a przed rozpoczęciem przygody z golfem zajmowałem się wędkarstwem. I miałem w tej dziedzinie pewne sukcesy. Zajmowałem czołowe miejsca na zawodach w Polsce i Europie. Jednak w wędkarstwie nie wszystko zależy od nas. Potrzebne jest również szczęście. W golfie natomiast najwięcej zależy od posiadanych umiejętności. Przyznam, że dyscyplina ta po prostu mnie zafascynowała. Jej piękno polega przede wszystkim na tym, że nie istnieje w golfie bariera wieku, 60-latek może wygrać z 30-latkiem i odwrotnie. Poza tym, moim zdaniem, nie ma nic lepszego, jak sport, w którym przebywa się w pięknych plenerach i na świeżym powietrzu. Szczerze mogę polecić każdemu uprawianie golfa. W tej dyscyplinie obowiązują pewne zasady, które zbliżają ludzi do siebie. Wszyscy są dla siebie mili, sympatyczni i szanują się wzajemnie. Po nieudanych zagraniach nigdy nie ma śmiechu czy uszczypliwych komentarzy, natomiast dobre zagrania nagradzane są wyrazami uznania. Poza tym, wbrew obiegowym opiniom, nie jest to sport drogi. Już za kilkaset złotych można skompletować sprzęt, którym śmiało da się trenować i grać. Po wygraniu turnieju w Binowie znalazłem się w składzie reprezentacji Polski na mistrzostwa świata w Tajlandii. Już sam ten fakt, po 2 latach treningów, był dla mnie bodźcem do dalszej pracy.
– Jak przebiegał turniej w Tajlandii i jakie wyniósł Pan z niego wrażenia?– Reprezentacja Polski w drogę do Tajlandii wyruszyła 29 października. Część ekipy drogą lotniczą z Berlina udała się do Moskwy. Pozostali, w tym ja, do stolicy Rosji lecieli z Warszawy. Następnie już razem, jednym samolotem, podróżowaliśmy do Bangkoku. Samych reprezentantów naszego kraju było 6, a cała ekipa, wraz z zaproszonymi gośćmi, liczyła 19 osób. Wśród zawodników znaleźli się m.in. Mariusz Czerkawski i Krzysztof Materna. Po wylądowaniu w Tajlandii przewieziono nas na miejsce, gdzie odbywały się mistrzostwa. Jeszcze tego samego dnia, rządni gry, udaliśmy się z Mariuszem na trening, choć nie było to przewidziane w harmonogramie zawodów. Treningi bowiem rozpoczynały się dzień później. Miałem wówczas ciekawe doświadczenie. Otóż przyszło mi trenować z dwoma zawodnikami, którzy mieli dziwnie wyglądające żółte kije. Okazało się, że były one wykonane po prostu ze złota (śmiech), a ich właścicielem był człowiek zajmujący czołowe miejsce w Rosji w handlu stalą. Drugi z panów był jego osobistym trenerem i pochodził z Czech. Po 2 dniach treningów odbył się turniej główny. Rozgrywany był na 4 polach: Lake View, Banyan, Black Moutain i Majestic Grek. Pola te należą do najładniejszych, nie tylko w Tajlandii. Ponadto, Banyan i Black Moutain zaliczane są do klasy światowej. Mimo, że temperatura była wysoka, nie czuliśmy upału, ponieważ niebo zasnute było chmurami. Po pierwszym dniu uplasowałem się na 3. pozycji, a po następnych 2 dniach zajmowałem tę pozycję wspólnie z dwoma innymi zawodnikami. O wszystkim zadecydował zatem ostatni dzień turnieju.
– Czy podobnie jak w Binowie, tak i w Tajlandii, dała o sobie znać pańska umiejętność radzenia sobie w stresujących sytuacjach?– Niewątpliwie tak. Czwarty dzień turnieju był najlepszy w moim wykonaniu i 3. miejsce udało mi się zdobyć samodzielnie. Jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Po zakończeniu mistrzostw odbyło się uroczyste wręczenie nagród, którego dokonał minister sportu Republiki Południowej Afryki. To właśnie tam odbędą się następne mistrzostwa świata, w których mam nadzieję wystąpić. Chcę teraz przejść do wyższej grupy handicapowej i nie ukrywam, iż jest to moim głównym celem. Oczywiście, jeśli zdołam się zakwalifikować do kolejnych mistrzostw, to minimalnym celem będzie osiągnięcie nie gorszego wyniku, niż w tym roku. Po powrocie z Tajlandii odebrałem sporo telefonów od znajomych, którzy, po uzyskanym przeze mnie wyniku, uwierzyli, że można w stosunkowo krótkim czasie osiągnąć w tym sporcie sukces. Zdaję sobie oczywiście sprawę jak dużo czeka mnie pracy, ale jestem na nią przygotowany. Zimą, pod okiem człowieka, który zawodowo grał w golfa, będę ćwiczył z pomocą specjalnego symulatora. Wychodzę z założenia, że skoro zdecydowałem się na grę w golfa, to zrobię wszystko, aby równać do najlepszych. Tylko wówczas, moim zdaniem, ma to sens.
– Zazwyczaj jest tak, że sportowcy uczestniczący w imprezach rangi mistrzowskiej nie mają zbyt wiele czasu na zwiedzanie miejsc, w których odbywają się zawody. Czy w pana przypadku było podobnie?– Były to mistrzostwa świata amatorów, ale ich organizacja była iście profesjonalna. Niestety, zawodnicy nie mieli czasu na zwiedzanie kraju. Na szczęście, miałem możliwość pobytu na turnieju razem z żoną i córką. Dzięki temu, że one zwiedzały, ja mogłem choć trochę, z opowiadań i ze zdjęć, zapoznać się z Tajlandią. Owszem, w czasie kolacji w pięknym kompleksie hotelowym, każdego wieczoru odbywały się pokazy kultury tajskiej w ludowych strojach, ale to oczywiście była tylko namiastka. Niewątpliwie Tajlandia jest niezwykle ciekawym krajem i godnym bliższego poznania, ale, niestety, w moim przypadku nie było na to czasu. Nie mogę jednak narzekać z tego powodu, ponieważ udałem się do Tajlandii, aby grać w golfa i ten cel zrealizowałem.
– Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. W jakiej atmosferze spędzi je czołowy golfista świata amatorów?– Przede wszystkim rodzinnie. Od kilkunastu lat całą rodziną spotykamy się w naszym domu na uroczystej kolacji wigilijnej. Wcześniej przez jakiś czas Wigilię spędzaliśmy u mamy, a potem u siostry. Teraz wszyscy gromadzimy się u nas. Śmiało można powiedzieć, że jest to spotkanie kilku pokoleń. Kilkoro członków naszej rodziny mieszka za granicą i niestety, nie zawsze wszyscy są w stanie przyjechać. Zazwyczaj jednak do wigilijnego stołu zasiada u nas około 20 osób. Przy tej liczbie domowników dzielimy między siebie przygotowanie potraw. Jedna z moich sióstr gotuje barszcz z uszkami. Moja małżonka lub druga siostra zazwyczaj przygotowują zupę grzybową, a mama – groch z kapustą, sos śliwkowy i tradycyjnego karpia w panierce. Specjalnością żony jest z kolei szczupak po szwedzku. Potraw jest bardzo dużo i oczywiście są bardzo smaczne. Pierwszego dnia świąt mamy przygotowane różne specjały mięsne z pieczonym prosiakiem włącznie. Tak naprawdę te sprawy są na głowie mojej żony, która wspaniale potrafi zajmować się przygotowaniem całej otoczki świąt i sprawia, że ten ważny dla nas czas jest czymś wyjątkowym. Z racji tego, że część rodziny mieszka poza granicami Polski, święta są dla nas jedyną możliwością spotkania się w tak dużym gronie. Wówczas możemy porozmawiać na wiele tematów i wymienić się tym, co spotkało nas w kończącym się roku. Takie chwile są dla mnie bardzo cenne.
– Już za kilka dni powitamy Nowy Rok. Czego życzyłby pan sobie, swoim najbliższym oraz czytelnikom Tygodnika Podhalańskiego?– Każdemu, przede wszystkim, zdrowia i wszelkiej pomyślności. Czytelnikom Tygodnika Podhalańskiego i wszystkim miłośnikom sportu na Podhalu życzę też wielu emocji i wzruszeń, niezależnie od tego, jaką dyscyplinę uprawiają lub jakiej kibicują. Życzę też wszystkim, aby polubili golfa i spróbowali swych sił, ponieważ, tak naprawdę, jest to sport dla wszystkich. Niech rok 2011 będzie dla nas rokiem sukcesów w każdej dziedzinie życia i niech nie opuszcza nas, potrzebna w życiu każdego, ludzka życzliwość.
0 0
Gratulacje tytulu mistrza swiata. Niestety nie mozna sie w tym wywiadzie dowiedziec jaki \"handikap\" posiada nasz mistrz oraz jakie wyniku uzyskal na poszczegolnych polach. Szkoda bo lepiej by to zobrazowalo poziom naszego \"mistrza\"
Pozdrawiam i zycze dalszych sukcesow.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz