Kilka tygodni temu Michał Zacharko zajął 15. miejsce w silnie obsadzonym maratonie krakowskim. Z zakopiańczykiem Michałem Zacharką, dla którego życiową pasją jest bieganie, rozmawia Paweł Pełka.
– Jakie były początki twojego biegania?
– Były to masowe biegi organizowane przez Miejski Ośrodek Sportu w Zakopanem. Zawsze lubiłem uprawiać różne dyscypliny sportu od roweru przez pływanie, tenis, narciarstwo, miałem też epizod triatlonowy. Wybrałem tę dyscyplinę, która najbardziej mi się podobała. Poza tym dobrze znosiłem duże wysiłki, miałem niezłą wytrzymałość, za tym szły jakieś wyniki i to była w moim przypadku woda na młyn.
– Ktoś może powiedzieć, że bieganie w porównaniu na przykład z grami zespołowymi jest monotonne.
– Sama rywalizacja, udział w zawodach mogą być trochę monotonne. W naszym kraju bieganie nie jest rozpowszechnione. Jeżdżę na zawody zagraniczne. Biegłem w maratonie w Monachium, czy w najstarszych po Bostonie biegach w Koszycach, tam atmosfera jest wspaniała. Nie sposób się nudzić, szpalery dopingujących jak w Tour de France, co kilka kilometrów orkiestry, nieprawdopodobne emocje.
– Jak wygląda twój trening?
– Jako amator, bo nie zaliczam siebie do zawodowców, pokonuję od 150 do 180 kilometrów w tygodniu, zależnie od kondycji. Biegam w okolicach Zakopanego, na asfalcie w Dol. Chochołowksiej, do Witowa, czy na trudniejszej trasie w stronę Brzezin i Wierchu Porońca. Wieczorami wybieram się do Kuźnic. Trening ćwiczący tempo prowadzę na stadionie lekkoatletycznym w COS. Gdyby policzyć moje wszystkie treningi, to na pewno okrążyłem już po równiku kulę ziemską.
– W twojej karierze przydarzyła się też niestety kontuzja.
– W czasie studiów reprezentowałem AZS Katowice, wtedy przydarzyła się kontuzja lewego achillesa. Starałem się uniknąć operacji, przerwałem treningi po studiach. W czasie mojego pierwszego maratonu w 2004 w Monachium wydawało się, że przeszło. W maratonie w Krakowie w 2005 r. zająłem wysokie 11. miejsce. Pobiegłem w Insburcku. Tam achilles został naderwany i skończyło się operacją. Miałem rok przerwy. Na trasach maratońskich pojawiłem się ponownie w 2006 roku w Koszycach. Okazało się, że noga wytrzymuje, więc biegam dalej. Interesują mnie tylko maratony i dłuższe biegi, czyli ultra-maratony na przykład w Davos, gdzie trasa liczy 76 km, a po drodze zdobywa się dwa trzytysięczniki, marzę, aby tam wystąpić. Kolejny cel to bieg Dwa Oceany w Kapsztadzie, gdzie biegnie się od oceanu do oceanu.
– Biegasz sam, czy konsultujesz z kimś treningi?
– Skończyłem AWF, jestem instruktorem narciarskim i trenerem, biegam sam, chociaż swoje treningi konsultuję z mistrzem Polski z 1994 roku Januszem Wójcikiem z Raby Wyżniej. Razem startujemy, na przykład w Monachium, czy w mistrzostwach nauczycieli wf. w Pucku, które udało mi się wygrać. To światowej klasy zawodnik, jego rekord życiowy wynosi poniżej 2,14 minut.
– Jeszcze 10 lat temu mieliśmy bieg na długim dystansie w Zakopanem.
– Był to Bieg Górski, który skończył się w 2000 r. Trasa wiodła z Palenicy Białczańskiej, a wcześniej z Wodogrzmotów Mickiewicza do Zakopanego. Liczyła ponad 20 km. Brałem w tym biegu udział kilka razy. Jako 18-latek zająłem drugie miejsce.
– Teraz Zakopane nie ma żadnego takiego biegu.
– Z pewnością brakuje tu maratonu. Mam nadzieję, że kiedyś bieg górski będzie reaktywowany. Jak przeglądam kalendarz maratonów polskich, to biegi organizują miejscowości, o których w życiu nie słyszałem. A Zakopane biegu lekkoatletycznego nie ma.
– Co jest potrzebne, aby zorganizować taki bieg?
– Potrzebne są przede wszystkim dobre chęci, kilka osób, które chciałyby się tego podjąć i oczywiście pieniądze, bo każda szanująca się impreza funduje koszulkę, medal, a dla najlepszych nagrody pieniężne. W Rudawie na przykład wśród uczestników biegu, którzy ukończą go w odpowiednim czasie, jest losowany samochód.
– Jaki jest twój rekord życiowy?
– Każda trasa ma swój rekord. Najłatwiejsza, po której biegłem w Insbrucku, prowadzi cały czas w dół ,więc nie ma mowy o rekordach. W Poznaniu w 2007 r. uzyskałem 2:38:12, w tym roku w Krakowie 2:38:39. Oczywiście wynik zależy od pogody.
– A największe sukcesy?
– To chyba drugie miejsce w biegu górskim w Zakopanem, a także mistrzostwo woj. nowosądeckiego w przełajach. Wielkim przeżyciem był pierwszy maraton w Monachium. Start znajdował się w Olimpia Centrum. Przez całe Monachium spotykaliśmy niesamowity doping, biegło 12 tys. osób, aż do rynku biegłem w pierwszej piętnastce.
Rozmawiał:
Paweł Pełka
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz