Skromny, spokojny, uśmiechnięty, rzeczowy. Gdy rozmawia się z Grzegorzem, trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z bokserem. Z bokserem, który stoi o krok od największych zaszczytów na zawodowym ringu.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"2987"}
– Z pewnością nie można powiedzieć, że byłem bardzo grzecznym chłopcem. Chociaż z pewnością nie sprawiałem jakichś wielkich kłopotów. Zawsze byłem trochę zadziorny, skory do zaciskania pięści. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że tę moją zadziorność można wykorzystać w boksie – opowiada Grzegorz Soszyński, bokser z Zakopanego, którego zawodowa kariera w ostatnich miesiącach nabiera wielkiego tempa.
Wtedy, w latach 90., Grzegorz razem z kolegami spacerował Krupówkami. Jedną z niewielu rozrywek był nieistniejący już salon gier. Chłopcy czasem boksowali się, tak dla zabawy. Od początku widać było, że Grzesiek ma smykałkę do szermierki pięściami. Po ukończeniu podstawówki, za radą rodziców i znajomych Grzesiek wziął udział w naborze do pięściarskiej szkółki w Wiśle Kraków. Był rok 1995. – Wtedy było wielkie zainteresowanie boksem. Wszyscy chcieli boksować dla Wisły. Na pierwsze spotkanie przyszło kilkudziesięciu chłopców. Nie miałem praktycznie żadnego doświadczenia, ale udało się. Po pierwszym skrzyżowaniu rękawic i kilku ciosach przyjęto mnie do klubu.
Na pudle w Mistrzostwach Polski
To właśnie w Krakowie Grzegorz otrzymał pierwsze, ale jakże ważne bokserskie szlify. W młodym wieku każdy bokser wyrabia sobie techniczne nawyki, które przetrwają lata i decydują o pięściarskiej przyszłości. Teofil Wiśniewski i Tomasz Winiarski, ci słynni trenerzy, nadali pierwsze szlify młodemu Soszyńskiemu. Jako reprezentant Wisły Kraków, na amatorskim ringu zaczął odnosić pierwsze sukcesy. Zdobył brązowy medal Mistrzostw Polski.
Po ukończeniu szkoły średniej nadszedł pierwszy kryzys, pierwszy dołek. O sukcesie boksera decyduje to, jak radzi sobie w najtrudniejszych chwilach na ringu, gdy przeciwnik uzyskuje chwilowo przewagę. O sukcesie człowieka decyduje to, jak radzi sobie w najtrudniejszych momentach życia. – Wróciłem wtedy do Zakopanego. Można powiedzieć, że moje życie zaczęło toczyć się w odwrotną, niż chciałem, stronę. Przestałem trenować. Trzeba było jakoś zarabiać na życie. Byłem ochroniarzem. Wiadomo, że to praca głównie w nocy. Później nie ma sił na dzienne treningi.
Grzesiek przytył. Boks oglądał właściwie tylko w telewizji. Wciąż marzył jednak o karierze. Pewnego dnia stwierdził: dosyć. Coś trzeba zmienić. Trzeba wszystko postawić na jedną kartę. I postawił. – Sprzedałem samochód, wybrałem wszystkie oszczędności i wyjechałem do Niemiec. Wiadomo, że to jeden z najmocniejszych pod względem bokserskiego szkolenia krajów. Udało mi się dostać do bokserskiej szkoły Box Club Norden. Tam trenował mnie selekcjoner kadry Niemiec Helmut Jacob. Wtedy też poznałem Gosię, z którą się ożeniłem. Zostawiła ona wszystko i wyjechała ze mną do Niemiec by być przy mnie i wspierać w karierze do dziś, tak jak moi rodzice.
Na niemieckich ringach, mimo często niezbyt przychylnego oka sędziów, z niedowierzaniem patrzących na młodego Polaka, Soszyński odzyskał dawną energię i zapał. Pokonał m.in. brązowego mistrza Niemiec. W 2005 r. Grzesiek udowodnił, że nie myśli tylko o sobie. W Zakopanem utworzył sekcję szkolącą młodych adeptów boksu. Soszyński był już nie tylko ukształtowanym przez życie mężczyzną, ale także zaprawionym w bojach bokserem. Przyszedł więc czas na zawodowstwo. W Warszawie zaczął trenować pod okiem słynnego Andrzeja Gimitruka, który szkolił m.in. Andrzeja Gołotę, Dariusza Michalczewskiego czy Tomasza Adamka. Trenował także z legendą polskiego boksu – Jerzym Kulejem.
Nadszedł pierwszy prawdziwy zawodowy kontrakt, podpisany z amerykańską firmą IBC (International Boxing Corporation). 2006 rok zapoczątkował falę sukcesów na zawodowym już ringu. Przyszły zwycięstwa z: Lloydem Wilsonem w USA, Ukraińcem Dymitrem Sacharinowem w Grodzisku Mazowieckim i w Ostrołęce z Białorusinem Petrem Ocheretianym. Najtrudniejsza walka z Mikem Wordem, po pasjonującym pojedynku, zakończyła się remisem. Soszyński cały czas boksował w wadze cruser do 96 kilogramów.
Kolejny murI wtedy pojawił się kolejny mur do rozbicia – w zawodowej tym razem karierze. Nieporozumienia w grupie zawodowej, źle skonstruowany kontrakt doprowadziły do kolejnej przerwy w sportowym życiorysie Soszyńskiego. Tym razem łatwiej było jednak rozbić kolejny wyrastający przed bokserem mur. – Sytuacja była trudna. Chciałem zmienić promotora, ale nie mogłem zerwać kontraktu. Zaowocowało to długimi miesiącami bez oficjalnych pojedynków. To było bardzo przykre – oglądać innych bokserów, słuchać wrzawy kibiców, gdy nogi rwały się na ring.
Grzegorz cały czas brał udział w sparingach, a że technicznie i siłowo utrzymywał wysoką formę, na chętnych do sparingów nie narzekał. W czasie jednej z takich treningowych walk wypatrzył go Andrzej Grajewski. To nazwisko znane wszystkim fanom boksu w Polsce. Menadżer Dariusza Michalczewskiego czy słynnych braci Kliczko stwierdził, że Grzegorz może dojść na szczyt zawodowego boksowania. Warunek? Musi zmienić kategorię wagową, czyli schudnąć. Łatwo powiedzieć – schudnąć. Trudniej opędzić się od kulinarnych pokus. Szczególnie, że trzeba było schudnąć niemało, prawie 16 kilogramów, aby zacząć startować w wadze półciężkiej.
– Właściciel niemieckiego salonu fitness w Sport Palace we Frankfurcie Jorg Widemann zaprowadził mnie do dietetyka i ustaliliśmy plan dietetyczny. Zrezygnowałem z większości produktów, które jadłem do tej pory. To zupełnie zmieniło moje patrzenie na stół i częściowo na życie. Na początku, gdy przeprowadziłem się do Słubic, musiałem pogodzić gotowanie i trenowanie. Później żona Gosia dbała o moją dietę oraz wspierała mnie w karierze. Było bardzo ciężko zrzucić te kilogramy, ale jestem bardzo uparty i udało się. Cały czas w moim prywatnym i zawodowym życiu zawsze mogłem liczyć także na rodziców. Oboje jeżdżą na moje walki, są moimi najwierniejszymi kibicami.
Sok? Nie, dziękuję!Rzeczywiście, Grzesiek jest uparty i konsekwentny. W czasie rozmowy proponuję mu wodę z sokiem.
– Nie ma mowy! Sok oznacza cukier, a cukier to dodatkowe dekagramy. Proszę tylko o wodę – odpowiada Soszyński. Jeszcze w trakcie zrzucania wagi Soszyński pokonał przed czasem w kwietniu w Radomiu Marco Heinihena, a w Józefowie w czerwcu – Węgra Zoltana Beresa (brązowego medalistę z Barcelony).
Wreszcie nadszedł jeden z ważniejszych do tej pory momentów w zawodowej karierze Grześka. Pierwszy pojedynek w nowej kategorii wagowej. Naprzeciwko stanął Richard Grassman. Przeciwnik miał na koncie dwanaście zwycięstw, w tym osiem przed czasem. W piątej rundzie Soszyński udowodnił swoją wyższość. Zmiana kategorii wagowej okazała się strzałem w dziesiątkę. Utrata kilogramów oznaczała większą szybkość, a z dotychczasowych walk pozostała siła. Dzięki temu przewyższał swoich rywali.
Po tej wygranej przyszły kolejne zwycięstwa. Rywalizacji z góralem nie sprostali: mistrz Łotwy Martins Kukuls i Czech Jiri Svacina. Ten ostatni pojedynek w październiku tego roku dał Soszyńskiemu pas Międzynarodowego Mistrza Polski. Do tego doszedł następny pas, tym razem organizacji Baltic Boxing Union, po wygranej z Niemcem Stevem Kroekelem. Dzięki temu Soszyński ma na koncie 10 zwycięstw (5 przez knock-out) i tylko jedną porażkę.
Tak naprawdę jednak wszystko jeszcze przed Grzegorzem. Jeśli zaplanowany scenariusz wypali, a na drodze nie stanie kolejny mur, wkrótce czeka go walka o pas Mistrza Europy. Na tym poziomie nie ma już słabych przeciwników. Jaki cel ma jednak nasz bokser?
– Nie będę ukrywać, od zawsze marzyłem o tytule mistrza świata – odpowiada krótko i stanowczo Grzesiek, a śledząc jego dotychczasową karierę, jedno można powiedzieć na pewno: Soszyński zrobi wszystko, aby ten cel osiągnąć.
Paweł Pełka
0 0
No piękny artykuł, ale może byś napisał o dwóch całkowicie wtopionych i przegranych wielkiego Grzegorza CO? Jaka ujmująca Historia!!!! Nic tylko płakać, A, i gośc podobno tylko jest po podstawówce, a nie żadnej szkole średniej, nie było czasu na naukę?czy głowa boli?
0 0
Pawle ale ty to piszesz piękne połąmańce, ja to bym napisał Piękną Historię z życia Pana GRZEGORZA, a byś się zdziwił!!! Piękna ta Powieść!!!!Ale trochę przesadziłeś!!!!TY no łzy mi lecą!!!
Od moderatora: autor zmieniony na \"karczu\"
0 0
bardzo ladnie.
0 0
PięknieGrzesiu! Gratulacje. Zbijemy na ringu ich Wszystkich.
0 0
Karczu nie wazne jaka szkole skonczyl wazne ze robi to w czym jest najlepszy ty jestes najlepszy w pisaniu beznadziejnych komentarzy i pewnie lal bys po gaciach jak bys mial to powiedziec Grzeskowi:)
0 0
Znam Grześka i wiem że zrobił maturę, na niezłe oceny... dokładnie stań naprzeciw Grześkowi i mu to powiedz w oczy...Chyba Cię zrzera zazdrość...a o przegranych nie ma mowy gdyż nie przegrał ani jednej walki zawodowej...
0 0
Podstawówkę owszem skończył , ale to tyle co wiemy w Zakopanem. Walk przegrał wiele i nie tylko na zawodowym ringu. Życze sukcesów i powrotu do starej firmy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz