Na derby Nowego Targu ostrzono sobie zęby. Dotychczas, w większości przypadków były ekscytujące i decydowały o mistrzostwie Polski. Zawsze jednak championi w decydujących momentach (czytaj: finał play off) byli lepsi od Górali.
Nie inaczej jest w tym sezonie. Trzecie i czwarte podejście Górali do „złamania” mistrzów również się nie powidło, przy czym w dwóch pierwszych konfrontacjach sezonu zasadniczego zostali kompletnie rozbici. Teraz stawiali opór.
X3M Górale Nowy Targ – Szarotka Nowy Targ 4:6 (2:2, 1:3, 1:1)
0:1 – Ossowski – Kulesza (10:18 w przewadze), 0:2 – Ossowski – Chlebda (11:33), 1:2 – M. Mirek – Podraza (12:32 w osłabieniu), 2:2 – Podraza (17:48), 2:3 – Chlebda – Kasperek (21:00), 2:4 – Chlebda (25:04), 2:5 – Ossowski – Głodziak (26:41), 3:5 – Kostela – Podraza (27:34), 3:6 – Chlebda – Ossowski (57:14), 4:6 – Gotkiewicz – Podraza (58:01). Kary: 12 – 14 min.
X3M Górale: Pawlik; Cholewa (2) – Mirek (2), Chrobak (2) – Gotkiewicz; Kostela (2) – Podraza (2) – Bisaga, Firek (2) – Rusnak – Sąder, Siaśkiewicz – Lipkowski – Bełtowski.
Szarotka: Karaś; Kasperek (2) – Budzoń (2), Ligas (2) – Wojtak (2); Ossowski (2) – Chlebda (2) – Głodziak, Bocheński – Kulesza – Augustyn (2).
- Wyrównana tercja, ale wielkiego unihokeja nie widziałem – ocenił pierwsze 20 minut sobotniego meczu Michał Dziurdzik, były gracz Szarotki, który większą cześć tego sezonu spędził na Łotwie. Jego drużyna odpadła w ćwierćfinale play off z faworytem do mistrzostwa, więc mógł pokibicować dawnym kolegom.
Ta część meczu miała dwa oblicza. Na początku dominowali nominalni goście, którzy udokumentowali swoją wyższość dwoma golami. Pierwsza bramka zdobyta została, gdy Szarotka grała w przewadze, a druga po stracie piłeczki w środku pola przez Siaśkiewicza. Odpowiedź Górali przyszła w najmniej spodziewanym momencie, gdy grali w osłabieniu. Naciskany w środku pola Kasperek, stracił piłeczkę, a Podraza kapitalnie odegrał ją tyłem do wychodzącego na czystą pozycję M. Mirka. Ten uderzył po długim rogu i Karaś był bezradny. W samej końcówce odsłony strzałem nie do obrony wyrównał Podraza. Jeszcze w ostatnich sekundach Chrobak mógł dać prowadzenie wicemistrzom kraju, lecz interwencja Karasia była przedniej marki.
Druga tercja podobna do pierwszej. Napór mistrzów i trzy gole w „sieci” Górali. Dwa autorstwa wszędobylskiego Chlebdy. Najpierw pięknie z obrotu zaskoczył golkipera przeciwnika, a potem wykazał się spostrzegawczością, wyczuciem dystansu i refleksem, trafiając do siatki po odbiciu się piłeczki od bandy, po strzale Głodziaka. Między 27 a 28 minutą padły dwa gole. Najpierw ze zdobyczy bramkowej cieszył się Ossowski (trzeci gol) i jego drużyna, zaś 53 sekundy później przyszła odpowiedź gospodarzy. Podraza zza bramki dograł do Kosteli, który z pierwszego nie dał szans ostatniej instancji gości. Chwilę później Bełtowski ostemplował słupek.
- Górale w obu tych odsłonach zaczynali grać, gdy przegrywali – komentuje 40 minut gry największa trenerska osobowość polskiego unihokeja, Ryszard Kaczmarczyk. – W pierwszej tercji do 10 minuty nie istnieli, by po stracie drugiego gola nagle zacząć grać i wyrównać. W drugiej tercji to samo. Rozpoczęli ją jakby byli jeszcze w szatni i zostali skarceni trzema trafieniami. Zaś w ostatnich 10 minutach Szarotka nie oddala strzału na ich bramkę. Różnica miedzy tymi zespołami jest taka, że Szarotka potrafi wykorzystać dogodne sytuacje, a przeciwnik gra nerwowo i nie potrafi skierować piłeczki nawet do pustej bramki. Źle też rozgrywał przewagi. Strzały opóźniają i są one blokowane przez przeciwnika. Niemniej wynik jest jeszcze sprawą otwartą. Jeśli Górale szybko złapią kontakt, to trzecia tercja może być jeszcze ciekawa.
Górale, nie mający nic do stracenia, rzucili się na mistrzów. Mieli sytuacje, by zmienić rezultat. Siaśkiewicz nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Bisaga dwa razy z bliska przestrzelił. Najlepszą jednak okazje zmarnował Podraza, nie trafiając z metra do pustej bramki. – Mogłem przyjąć i dopiero dokładnie przymierzyć. Niepotrzebnie się pospieszyłem. Było sporo czasu – tłumaczył kolegom na ławce rezerwowej niepocieszony, niefortunny strzelec.
Tymczasem Szarotka jak wytrawny bokser. Pozwoliła się wyszumieć rywalowi i cierpliwie czekała na swoją szansę. Doczekała się w 58 minucie, przeprowadzając zabójczą kontrę. Co prawda Górale 47 sekund później odpowiedzieli trafieniem Gotkiewicza, ale nawet podwójna przewaga (wycofali bramkarza 30 sekund przed syreną) nie zmieniła już rezultatu.
- Obawialiśmy się tego meczu – twierdzi kapitan Szarotki, Lesław Ossowski. – Mamy problemy ze składem. Wielu graczy leczy kontuzje. Ostanie treningi przeprowadzaliśmy w dziesięciu i nie było możliwości przećwiczyć schematów gry. Baliśmy się też o kondycję, bo Górale grali na trzy piątki. Wygrana cieszy, ale nie zagraliśmy dobrze. Aby obronić mistrzowską koronę musimy dużo rzeczy poprawić, od koncentracji po stronę fizyczną. Gdy Górale nas przycisnęli, było gorąco.
- Szarotka bardzo spokojnie grała. My bardzo chcemy i to nas paraliżuje. Nie mamy zimnych głów – przekonuje grający trener Górali, Dominik Siaskiewicz. – Powinniśmy grać wolniejszą piłeczką, szanować ją, a tak sami stwarzamy sobie chaos w grze. To był mecz o prestiż, najważniejsze konfrontacje z lokalnym rywalem czekają nas w finale play off.
Będą mieli pietra?
X3M Górale Nowy Targ – Szarotka Nowy Targ 6:8 (2:3, 0:4, 4:1)
0:1 – Kulesza – Augustyn (3:55), 1:1 – Siaśkiewicz – Bełtowski (6:16), 1:2 – Augustyn – Kulesza (12:01), 1:3 – Kasperek (13:04 karny), 2:3 – Podraza – Kostela (19:24 w osłabieniu), 2:5 – Ligas – Bocheński (37:10 w przewadze), 2:6 – Kulesza – Augustyn (38:20), 2:7 – Kasperek (39:10), 3:7 – Bełtowski – Sąder (46:29), 3:8 – Kasperek – Budzoń (48:16), 4:8 – Lipkowski (51:21), 5:8 – Lipkowski – Gotkiewicz (54:29), 6:8 – Mirek – Siaśkiewicz (56:37). Kary: 6 – 6 min.
X3M Górale: Pawlik; Garb – Mirek, Chrobak (2) – Gotkiewicz, Cholewa; Kostela – Podraza – Bisaga, Firek – Rusnak – Sąder, Siaśkiewicz (2) – Lipkowski – Bełtowski (2).
Szarotka: Batkiewicz; Kasperek (2) – Budzoń, Ligas – Wojtak; Ossowski – Chlebda (2) – Głodziak, Bocheński – Kulesza (2) – Augustyn.
Obawy o kondycję Szarotki, wyrażone ustami kapitana po wczorajszym meczu (grali w 10- osobowym składzie), sprawdziły się. W ostatniej tercji o mały włos, a pogoń Górali okazałaby się skuteczna. Jednak pięciobramkowa przewaga, jaką sobie mistrzowie wypracowali w 40 minutach, wystarczyła, by odnieść kolejne zwycięstwo nad lokalnym rywalem.
Górale powielili błędy z wczorajszej potyczki. Starali się prowadzić grę, ale robili to zbyt schematycznie i wolno. Każdy więc strzał był umiejętnie blokowany, a podanie przechwytywane. Od razu szła kontra i było gorąco pod bramką Pawlika. Właśnie po takim przechwycie druga formacja Szarotki wyprowadziła dwie zabójcze kontry. Z kolei w 14 min. kontra została nieprzepisowo zatrzymana i arbitrzy podyktowali rzut karny. Fenomenalnie wykonał go Kasperek. Zwodem położył bramkarza na parkiecie i backhandem trafił pod poprzeczkę. Górale utrzymali z rywalem kontakt bramkowy zdobywając gola w osłabieniu 36 sekund przed końcem odsłony.
Po przerwie wicemistrzowie kraju rzucili się na przeciwnika, ale nadal ich akcjom brakowało spokoju i precyzji. Jeśli już oszukali defensywę gości, to na posterunku był świetnie interweniujący bramkarz. Batkiewicz wychodził obronną ręką z sytuacji sam na sam, „połykał” strzały z bliska i daleka. Przełomowym momentem meczu była 37 minuta. Wtedy trzech zawodników Górali pędziło samotnie na jego bramkę, a ten dosłownie stając na głowie, zdołał wyjść z tej opresji obronną ręką. Kibice zgotowali mu owację na stojąco.
– Przypadek, że obroniłem – mówi skromnie Wojciech Batkiewicz. – Miałem trochę szczęścia, ale ono sprzyja lepszym. 2,5 miesiąca leczyłem w szpitalu kontuzję i po dwóch treningach stanąłem między słupkami. Cieszę się, że z takim skutkiem. Mecz nic nie zmieni już w tabeli, ale ma psychologiczne znaczenie. Jeśli go wygramy, Górale będą mieli jeszcze większego pietra w play off.
Po tych udanych interwencjach Szarotka zadała trzy jakże bolesne ciosy.
– Mecz walki, dużo w nim ostrej, bezpardonowej gry. Widać dobre taktyczne przygotowanie Szarotki do tego meczu – komentuje były grający trener Szarotki, reprezentant kraju, leczący kontuzję kręgosłupa, Jarosław Lech. – Byłem przekonany, że Górale, dysponujący bardzo szeroką ławką, zagrają na trzy piątki. Gra na dwie przy ich agresywnej grze na niewiele się zdaje, bo nadziewają się na zabójcze kontry. Świetna gra druga piątka, zespołowo i skutecznie.
Z jej strony gospodarzom groziło największe niebezpieczeństwo. Gol numer sześć ich autorstwa przyjęty został entuzjastycznie przez kibiców. Była 39 minuta, gdy do piłki, gdzieś w okolicach połowy boiska, przy bandzie, podszedł Augustyn. Jego drużyna wykonywała wolnego. Kapitalnie dostrzegł stojącego na drugim słupku Kuleszę, precyzyjnie mu dograł po crossie, a ten tylko „majtnął” kijem i piłeczka zatrzepotała w siatce. – Coś podobnego ćwiczony na treningach, ale w tym przypadku była to czysta improwizacja. „Kula” świetnie się wystawia, a ponadto jest w tym sezonie bardzo skuteczny. Wczoraj nie mogliśmy się wstrzelić, dzisiaj szczęście było przy nas – twierdzi Bartłomiej Augustyn.
- Przeciwnik zapomniał mnie pokryć – mówi strzelec gola, Bartłomiej Kulesza. – Z Bartkiem dobrze się rozumiemy, więc liczyłem, że dostanę od niego piłeczkę. Tak też się stało, a mnie nie pozostało nic innego, tylko dopełnić formalności.
- Pięciobramkowe prowadzenie, to z jednej strony dużo, z drugiej mało. Widziałem już wiele spotkań, w których drużyna potrafiła się podnieść. Do końca trzeba być czujnym - przestrzegał byłych kolegów Jarosław Lech.
Górale w trzeciej tercji potwierdzili, że jeśli nie grają pod presją, to mają spore możliwości. Rzucili się do huraganowych ataków, z których „wykroili” ekscytującą końcówkę. – Szkoda, że zabrakło czasu, bo Szarotkę mieliśmy jak na patelni – twierdzi grający trener Górali, Dominik Siaśkiewicz. – Przeciwnik pod naszym naciskiem straszliwie się pogubił. O losach meczu zadecydowały dwie pierwsze tercje. Trudno o wygraną, skoro nie potrafiliśmy wykorzystać multum doskonałych sytuacji. Tymczasem rywal trafiał z „niczego”.
- W szatni powiedzieliśmy sobie, że nie staramy się strzelać w trzeciej tercji, tylko skupić na obronie i kontrować. To się zemściło. Inna sprawa, że dwa mecze graliśmy na dwie piątki i odbiło się to na kondycji w trzeciej tercji. Nie jesteśmy zadowoleni z tego i wczorajszego meczu. Czeka nas wiele pracy przed play off – mówi kapitan Szarotki, Lesław Ossowski.
W innych meczach: Zielonka – Politechnika Wrocław 8:7 po dogrywce i 10:6, Pionier Tychy – Absolwent Siedlec 4:5 i 7:12.
1. Szarotka 20 60 225-80
2. Górale 20 41 191-112
3. Pionier 20 23 140-177
4. Absolwent 18 21 97-158
5. Zielonka 20 16 128-181
6. Politechnika 18 13 100-169
Stefan Leśniowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz