To od niego zależy, jak zostanie przeprowadzony transfer w jednym z największych klubów piłkarskich w Polsce. Jakub Jarosz z Zakopanego już trzeci raz pracuje w Wiśle Kraków, tym razem pełni jedną z najbardziej odpowiedzialnych funkcji – dyrektora wykonawczego.
Gabinet Jakuba Jarosza – tak jak i innych działaczy Wisły – zajmuje na razie miejsce w prowizorycznych kontenerach przed wciąż przebudowywanym stadionie przy ul. Reymonta w Krakowie. Po wejściu do gabinetu rzuca się w oczy wisząca na ścianie mapa Polski. Na kolorowo zaznaczone są na niej poszczególne regiony Polski z wypisanymi nazwiskami skautów.
Nie mają oni oczywiście nic wspólnego z harcerstwem. To poszukiwacze piłkarskich diamentów w całym kraju. Po oszlifowaniu diamenty te być może trafią kiedyś do pierwszej drużyny Wisły Kraków. Koordynowanie pracy skautów to jedno z zadań 35-letniego zakopiańczyka Jakuba Jarosza, który od niemal 10 lat z przerwami robi karierę w Wiśle Kraków.
Nie jest to bynajmniej kariera usiana różami, bo załatwianie transferów przy olbrzymiej presji kibiców przypomina pracę sapera. – Ta presja ze strony kibiców jest odczuwalna na każdym kroku. Robiąc transfer, trzeba brać pod uwagę, że może to być niewypał. Wtedy odpowiedzialność spada na tego, kto taki transfer dopina.
To branża, w której nie da się nie popełniać błędów. Niczym saper podpisujesz kontrakt, odpalasz lont i w zależności od tego, czy jest długi, czy krótki, czekasz kiedy bomba wybuchnie – śmieje się Jakub Jarosz i dodaje, że w wielkim futbolu zdarzały się przecież wielkie pomyłki transferowe, jak chociażby z przejściem Ukraińca Szewczenki do Chelsea.
Dziurawe boisko z dziurawą siatkąFascynacja sportem i piłką nożną w przypadku Jarosza zaczęła się na szkolnym boisku szkoły podstawowej nr 6 przy ul. Sienkiewicza w Zakopanem. Teraz, na kiedyś asfaltowym, zwichrowanym niczym fale przepływającego obok potoku Bystra boisku stoi piękna hala gimnastyczna. 25 lat temu uczniowie szkoły o hali mogli tylko pomarzyć. Gdy nie było pogody, zajęcia wf. odbywały się w zaadaptowanej na salę gimnastyczną pensjonatowej stołówce. Zapaleni sportowcy z VIIIb sami musieli wykombinować farbę do pomalowania na asfalcie linii. – To tu zrodził się mój zapał do sportu. Zawsze chciałem zawodowo uprawiać sport, piłkę nożną. Wiadomo jednak, że Zakopane to małe miasto i karierę można tu zrobić najwyżej w narciarstwie.
Jarosz nie został więc zawodowym piłkarzem, ale również w czasie ekonomicznych studiów w Krakowie chciał w jakiś sposób związać się ze sportem. Dziesięć lat temu pojawiła się informacja w prasie, że na Uniwersytecie Jagiellońskim otwarto kierunek: zarządzanie organizacjami sportowymi. Jarosz nie zwlekał i zapisał się na pierwszy rok podyplomowych studiów. – Te studia stanowiły połączenie biznesu i sportu. Ta sfera zawsze kulała w naszych klubach, nie było specjalistów od tych spraw. Dodatkowo był to pierwszy rok tego kierunku i zapisało się na zajęcia wiele osób działających w różnych dziedzinach sportowych. Wśród słuchaczy był ówczesny i obecny prezes Wisły Bogdan Basałaj. Zaproponował mi staż w klubie, pierwszą pracę. Tak zaczęła się moja przygoda z Wisłą i zawodową piłką.
Ten pierwszy rok studiów podyplomowych można dziś nazwać pewnego rodzaju eksperymentem, który powiódł się w stu procentach. Studenci zaczynali w małym budynku, teraz uczą się w nowym campusie. – Początkowo w Wiśle zajmowałem się marketingiem, ale nie było to moje marzenie. Do moich obowiązków należało też zgłaszanie zawodników do meczów, także tych pucharowych. To były proste czynności, nie wymagające odpowiedzialności. Pomagała mi z pewnością dobra znajomość angielskiego, z którą szczególnie wtedy w Polsce nie było najlepiej.
Biuro na ManhattaniePo dwóch latach spędzonych w Wiśle Jakub Jarosz dostał propozycję przeniesienia się do USA. – Pomyślałem, że jak odmówię, to może będę żałował do końca życia. Za Wielką Wodą pracowałem w branży zupełnie nie związanej ze sportem – w transporcie morskim. To z pewnością było dobre doświadczenie. Praca na Manhattanie, we wspaniałym miejscu, z ciekawymi ludźmi. Ktoś jednak kiedyś powiedział, że jak powąchasz piłkarską trawę, to zawsze będziesz chciał do niej wrócić. Cały czas ciągnęło mnie do piłki. Po roku spędzonym w Nowym Yorku zakopiańczyk wrócił do Polski.
Tu ponownie dostał od Bogdana Basałaja propozycję pracy w Wiśle. Został wtedy prawą ręką ówczesnego dyrektora sportowego Grzegorza Mielcarskiego. Pomagał w zarządzaniu drużyną, składem personalnym, transferami. To z jego pomocą Mielcarski sprowadził do Polski rumuńskiego trenera, kiedyś świetnego piłkarza – Dana Petrescu. Gdy Mielcarski ze względów prywatnych zrezygnował z pracy w klubie, Jarosz objął funkcję dyrektora sportowego.
Ten okres w swoim życiu wspomina bardzo dobrze. Współpraca z Petrescu układała się świetnie. Do dziś wielu uważa, że Petrescu był świetnym, wymagającym trenerem, ale być może nie pasował do polskich warunków. Gdy rumuński trener został zwolniony, Jarosz poczuł się współodpowiedzialny za porażkę i podał się do dymisji. Petrescu został wtedy trenerem małego klubu w Rumunii – Unirea Urziceni – z którym zdobył mistrzostwo kraju i co za tym idzie, awansował do Ligi Mistrzów. To od wielu lat – od czasów Widzewa Łódź i Legii Warszawa – niespełnione marzenie całej polskiej piłki.
Jarosz miesiąc odpoczywał, aż dostał telefon z Lubina z propozycją objęcia stanowiska dyrektora sportowego w tamtejszym Zagłębiu. – Nie zastanawiałem się, bo stworzyła się tam fajna ekipa młodych ludzi. To było dobre miejsce do pracy. Udało się nam w Zagłębiu osiągnąć coś, co długo będą tam wspominać. To przecież średniak w porównaniu z tuzami w naszym futbolu. Zdobyliśmy tymczasem Mistrzostwo Polski. Były też dwa tytuły mistrzowskie juniorów.
W Lubinie spędził 3 lata, z początkiem tego roku przyszła kolejna propozycja z Wisły, w której w styczniu objął stanowisko dyrektora wykonawczego.
Marzenia o Lidze Mistrzów– Przez te lata w Wiśle dużo się zmieniło, urósł stadion. Jest na nim miejsce dla 34 tys. osób. Kibice chcą więc widowiska i zwycięstw. To dla mnie wyzwanie, trzeba sprowadzić zawodników, którzy zapewnią sukcesy i frekwencję. W Krakowie wszyscy chcą Ligi Mistrzów, a Mistrzostwo Polski, używając terminologii karcianej, to taki musik. Wiadomo jednak, że nikt Wiśle z urzędu mistrzostwa naszego kraju nie przyzna, jest wiele wyrównanych zespołów.
Czego zdaniem Jarosza brakuje polskiej piłce, aby na nasze boiska wróciła upragniona Liga Mistrzów? – Cały czas marzymy o Lidze Mistrzów, a tymczasem Słowacja miała ją dwa razy, Białoruś też. Uważamy, że piłkarsko jesteśmy lepsi od tych krajów, a oni ruszyli ostro do przodu. Na Słowacji wprowadzono system szkolenia, który teraz przynosi efekty i Słowacy wygrywają z Włochami na mistrzostwach świata. W Polsce główny problem to brak infrastruktury sportowej, drużyny muszą trenować w różnych miejscach. My też mamy tylko 2 boiska i nic więcej. Klub postawił jednak na holenderski zaciąg. Z tego kraju pochodzi trener oraz dyrektor sportowy, a w Holandii szkolenie, również młodzieży, jest na najwyższym poziomie i próbujemy przeszczepić te rozwiązania na nasz grunt.
W swojej pracy Jarosz nie zapomina o Zakopanem i tutejszej piłce. – Śledzę tabelę VI ligi, w której występuje KS Zakopane, i jak mogę, pomagam. Teraz na przykład trenerem drużyny trampkarzy zakopiańczyków został Wiktor Pawlica. Prosił mnie, aby w czasie treningów piłkarzy Wisły w Zakopanem młodzi piłkarze z KS Zakopane mogli spotkać się z naszą drużyną.
Dzięki Jaroszowi w Wiśle – trzecim po Zagłębiu Lubin i Lechu Poznań klubie w Polsce – wprowadzono też komputerowy program, który pozwala na zgromadzenie w jednym miejscu i przetwarzanie bazy danych, zbieranej przez rozsianych po Polsce i Europie skautów.
– Myślę, że najlepszą rzeczą na świecie jest połączenie pasji z zawodem i to właściwie mi się udało. No, może chłopcy, którzy skończyli grać w piłkę zawodowo, twierdzą, że to jeszcze lepszy sposób na życie, chociaż trzeba pamiętać, iż jest to ciężka praca, a nie tylko jeden mecz w tygodniu w świetle jupiterów.
Paweł Pełka
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz