W finałowym spotkaniu o Puchar Polski na szczeblu Podhala zespół Lubania Maniowy rozgromił na stadionie w Ostrowsku piłkarzy Wierchów Rabka Zdrój Tym samym podopieczni trenera Marka Żołądzia potwierdzili swoją absolutną dominację na Podhalu.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"9622"}
Mecze pucharowe niezależnie od szczebla rozgrywek rządzą się swoimi prawami. Nieraz zdarzało się, że murowany faworyt doznawał sensacyjnej porażki z niżej notowanym rywalem. Zdarzało się tak jednak tylko wówczas, jeśli drużyna skazywana z góry na porażkę podejmuje heroiczną walkę i wznosi się na wyżyny swoich umiejętności. W przypadku rabczańskich Wierchów tak się nie stało i dlatego nietakt dawno zdegradowani do A klasy piłkarze doznali w finale Pucharu Polski na szczeblu Podhala sromotnej porażki. Zanim to jednak nastąpiło z przyjemnością należy odnotować, że Podhalański Podokręg Piłki Nożnej postarał się o oprawę godną finału. Przed spotkaniem hymn państwowy odegrała orkiestra dęta Ochotniczej Straży Pożarnej z Waksmundu pod dowództwem kapelmistrza Marka Kolasy, a chwilę później licznie zgromadzeni kibice byli świadkami wzruszającej uroczystości. Po 15 latach kariery z zieloną murawą pożegnał się sędziując oficjalnie ostatni mecz najlepszy zdaniem wielu arbiter na Podhalu, Bogusław Górnik. Pan Bogusław zaczynał jako piłkarz, aby w 1995 roku przywdziać czarny trykot sędziego. Tegoroczny finał był 1500 spotkaniem w karierze tego arbitra. Pracując z gwizdkiem sędziował mecze wszystkich szczebli rozgrywek na Podhalu, a ponadto między innymi sparingowe mecze takich drużyn jak Legia Warszawa, Ruch Chorzów czy GKS Katowice. Za swą niewątpliwą karierę otrzymał z rąk prezesa PPPN Dariusza Mazura puchar i słowa serdecznych podziękowań. Teraz pan Bogusław zapewne skupi się na przewodniczeniu Kolegium Sędziów PPPN. Chwilę później Bogusław Górnik przystąpił już do sędziowania tego jednostronnego widowiska.
Już w 4 minucie pierwszą szansę miał Kurnyta, ale nie zdołał opanować piłki w polu karnym i ta padła łupem obrońców z Rabki. W 14 minucie piłkarze IV ligowego jedynaka otworzyli worek z bramkami. Po nieudanej pułapce offsidowej w polu karnym znalazł się Waksmundzki i strzałem w długi róg nie dał szans Szaredce. Cztery minuty później po wymianie podań między Kurnytą a Komorkiem ten ostatni z około ośmiu metrów wpakował piłkę pod poprzeczkę bramki Wierchów. W 24 minucie było już praktycznie po meczu. Pięknym rajdem lewą stroną popisał się bardzo aktywny Sral, następnie po ograniu jednego z obrońców Wierchów posłał piłkę w pole karne. Tam przepuścił ją Waksmundzki, a będący na 18 metrze Hałgas precyzyjnym uderzeniem przy słupku pokonał bramkarza z Rabki. W 29 minucie pierwszy, ale bardzo niecelny strzał na bramkę Hładowczaka oddał Jagosz. Chwilę potem ponownie lewą stroną z piłką popędził Sral. Pomocnik Lubania zagrał do Waksmundzkiego, który z kolei chciał wzdłuż bramki skierować futbolówkę do Kurnyty. Na przeszkodzie jego zamierzeniom stanął jednak Szaredko, który kapitalna interwencją przeciął lot piłki. Po upływie zaledwie 60 sekund druga i zarazem ostatnią groźną akcję pierwszej połowie przeprowadzili rabczanie. Dwukrotnie za sprawą Jagosza, a sekundy później Gacka próbowali pokonać Hładowczaka, jednak przy drugim uderzeniu bramkarz Lubania z najwyższym trudem zdołał wybić piłkę na rzut rożny. W 34 minucie Sral zdecydował się na strzał z około 16 metrów i piłka minimalnie minęła prawy słupek bramki Wierchów. Dwie minuty później pomocnik Lubania wpisał się na listę strzelców, choć przyznać trzeba, że bramka była dziełem przypadku. Akcję lewa stroną tym razem przeprowadził Pietrzak, zagrywając następnie do Srala. Ten strzelił prosto w bramkarza, a odbita piłka trafiła ponownie w pomocnika Maniów i wpadła ostatecznie do siatki graczy z Rabki. Nie upłynęła jeszcze minuta, a podopieczni Marka Żołądzia prowadzili już 5:0. Pietrzak tym razem ograł dwóch obrońców z prawej strony pola karnego i zagrał piłkę wzdłuż bramki. Formalności dopełnił Kurnyta i piłkarze Wierchów sprawiali wrażenie znokautowanych. Na nieszczęście dla nich zawodnicy Lubania nie dali im odetchnąć i w 39 minucie zdobyli szóstą bramkę. Pietrzak skopiował swój wyczyn sprzed dwóch minut, a do siatki rabczan tym razem z bliskiej odległości trafił Komorek.
W przerwie na murawie pojawili się młodzi piłkarze Dunajca Ostrowsko, który otrzymali puchar za zwycięstwo w podhalańskiej lidze juniorów młodszych.
Po zmianie stron ponownie zaatakowali zawodnicy z IV ligi. W 50 minucie Jędrol uderzył z około 18 metrów, ale Szaredko niemal cudem zdołał sparować piłkę na rzut rożny. W 63 minucie zgromadzeni na trybunie kibice obejrzeli bramkę meczu. Sral przeprowadził indywidualną akcję środkiem boiska, następnie ograł niemal całą obronę Wierchów, położył bramkarza i spokojnie posłał piłkę do pustej siatki. Później najwyraźniej upał doskwierał piłkarzom obu zespołów bowiem na boisku nie działo się nic nadzwyczajnego. Co prawda piłkarze Lubania starali się dążyć do zdobycia kolejnych bramek, ale ich poczynaniom brakowało skuteczności. Dopiero w 79 minucie sympatycy futbolu obejrzeli kolejną, ósmą już bramkę. Waksmundzki świetnie prostopadłym podaniem uruchomił Jędrola, który wyciągnął bramkarza i z ostrego kata skierował futbolówkę do pustej bramki. Wynik meczu na 9:0 ustalił w 87 minucie Waksmundzki i triumf Lubania stał się faktem. Piłka po raz dziesiąty trafiła co prawda w końcówce meczu do siatki Wierchów, jednak sędzia asystent dopatrzył się w tej sytuacji pozycji spalonej Kurnyty. Kiedy sędzia Bogusław Górnik zagwizdał po raz ostatni w swej karierze, piłkarze z Maniów nie eksponowali nawet zbytnio swoje radości. Dopiero kiedy na ich szyjach zawisły złote medale, a Sylwester Kurnyta jako kapitan wzniósł okazały puchar mogli się poczuć rzeczywistymi zdobywcami Pucharu Polski na szczeblu swego podokręgu. Nie brakowało komentarzy, że żal było patrzeć na smutne twarze pokonanych, ale piłka potrafi być brutalna i finaliści z Rabki dobitnie się o tym przekonali. – Przyznaję, że nie spodziewaliśmy się takiego pogromu, ale mimo wszystko szczerze gratulujemy Lubaniowi. Chcieliśmy powalczyć z Iv ligowym zespołem, jednak różnica trzech klas była zbyt mocno widoczna. Przygotowanie kondycyjne, umiejętności piłkarskie i taktyka przemawiały za naszym rywalem. My spadliśmy do A klasy i musimy teraz skoncentrować się na tym, aby szybko powrócić do grona zespołów VI ligi – powiedział po przegranym przez Wierchy spotkaniu kierownik zespołu Tomasz Traczyk. Po wypiciu okazałego szampana piłkarze Lubania kilkakrotnie podrzucili z radości do góry swojego trenera. Trudno im się dziwić, bowiem Marek Żołądź okazał się godnym kontynuatorem dzieła, które zapoczątkował w Maniowach trener Bartłomiej Walczak.
– Jeszcze przed meczem uczulałem chłopaków, że do tego spotkania należy podejść profesjonalnie. Przyznaję, że przeciwnik nie postawił nam dzisiaj trudnych warunków, ale i tak jestem zadowolony z realizacji założeń taktycznych. Współczuję piłkarzom z Rabki, bowiem trafili na naszą naprawdę świetną dyspozycję. Nie byli nam się dzisiaj w stanie przeciwstawić i stąd taki, a nie inny wynik. Myślę, że tym meczem udowodniliśmy wszystkim, iż w tym momencie gramy w piłkę najlepiej na Podhalu. Trochę dziwnie się czuję zbierając gratulacje ze wszystkich stron. Powinniśmy je odbierać razem z Bartkiem Bartczakiem, który przecież stworzył trzon tego zespołu. Co ważne nie mieliśmy dzisiaj problemów z motywacją. Rozmawiałem długo z zawodnikami i podkreślałem, że zwycięstwo w Pucharze Polski ma być zwieńczeniem sezonu i postawieniem kropki nad „i” w naszej doskonałej obecnie dyspozycji. Szybko strzelone dwie bramki ustawiły nieco mecz, a po przerwie chłopcy podeszli już nawet nieco zabawowo do tej rywalizacji. Nie oznacza to jednak, że zlekceważyliśmy rywala czy rangę spotkania. Cieszę się ogromnie, że nam się udało triumfować w tych rozgrywkach i teraz przychodzi czas na świętowanie – stwierdził nie kryjący swej radości marek Żołądź. Radości nie kryli też przybyli na mecz kibice z Maniów. Po spotkaniu można było usłyszeć kibicowską przyśpiewkę mówiącą o tym, że „Puchar jest nasz, ten puchar do Maniów należy…”
Finał PP na szczeblu Podhala
Lubań Maniowy – Wierchy Rabka Zdrój 9:0 (6:0)Bramki: Waksmundzki 14, 87, Komorek 18, 39, Sral 36, 63, Hałgas 24, Kurnyta 37, Jędrol 79
Sędziował Bogusław Górnik
Widzów 250
Lubań Maniowy: Hładowczak – Anioł (61’K.Potoczak), Gąsiorek, Babik, Górecki (37’Kowalczyk), Komorek (46’Mikoś), Hałgas (46’ Jędrol), Waksmundzki, Sral, Kurnyta, Pietrzak
Wierchy: Szaredko – Zając, Majerski, S. Pędzimąż (66’Czyszczoń), Tupta (46’Nawara), Śmieszek, Mitoraj (66’Leśniak), K. Pędzimąż, Gacek, Jagosz, Niedźwiedź (46’Świder)
Paweł Wargenau
0 0
No to się trener wysilił,było rzeczą naturalną,że to kwestia ile wpadnie a tu takie asiorstwo.Ciekawe jakby Maniowy przegrały np.z ŁKS ŁÓDZ 9:0,co wtedy by Pan powiedział?Ja tylko tyle;różnica dwóch klas i po temacie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz