Niech żałują ci, którzy w piątek nie wybrali się na nowotarskie lodowisko. Choć można się krzywić na poziom, to na pewno nie można było narzekać na dramaturgię spektaklu. Nieczęsto zdarza się, by być świadkiem 65 minut nieprzeciętnych emocji, niesamowicie ambitnej walki, zwrotów sytuacji, dramatycznej końcówki, dogrywki i rzutów karnych.
39 sekund przed końcem trzeciej tercji zespół Josefa Zavadila prowadził 4:3. Zaś w dogrywce najlepszą sytuację zmarnował Biela nie trafiając do pustej bramki.
– Nie wiem, jak można było tak fatalnie rozegrać końcówkę. Jestem zawiedziony postawą swojej drużyny. Byliśmy tak blisko, ale… Jaworski nie chciał bronić karnych. O tym dowiedziałem się dopiero w szatni – powiedział wielce rozczarowany Josef Zavadil.
Występ „Jawy” stał pod znakiem zapytania. Dzień wcześniej wydawało się, iż między słupkami zastąpi go Dzwonek. – Dostałem kilka zastrzyków. Mogłem więc stanąć między słupkami. W trakcie meczu ból się nasilił. W karnych miałem problemy ze schylaniem się – śmieje się Tomek Jaworski.
Wojas w sądzie Ten mecz był też z podtekstami. Przed sezonem sosnowiecką drużynę wzmocniła czwórka zawodników Podhala – Podlipni, B. Piotrowski. Wilczek i Biela. Nic więc dziwnego, że przed meczem rozpoczęła się psychologiczna wojenka. W przeddzień meczu wyszło na jaw, iż wspomniana czwórka podała Sportową Spółkę Wojas Podhale do… sądu. Powód? Dość prozaiczny. Wymienieni zawodnicy chcą odzyskać zaległości pieniężne. Nie mają powodów, by podarować swojemu byłemu pracodawcy części poborów. W końcu na nie zapracowali wynikami. Premia za brązowy medal im się należy.
W tej sytuacji wysłali pisma, by działacze PZHL zajęli się tą sprawą. Zarząd związku po zapoznaniu się ze skargą zawodników skierował sprawę do Sądu Polubownego PZHL. Niebawem może się okazać, że Wojas Podhale w trybie natychmiastowym musi uregulować zaległości, bądź zostanie zawieszony w rozgrywkach. Czy to rozwiąże sprawę? – Jeżeli będziemy mieli środki, to zapłacimy – ucina krótko prezes Andrzej Podgórski. – Sąd Polubowny może wydać dowolną decyzję. Będziemy ją respektować, jak będziemy mieli środki. Na razie środki przeznaczam na transport do Gdańska, a nie dla uciekinierów.
A co się tyczy byłych graczy Podhala, to przed własną publicznością rozegrali wyśmienite spotkanie. – Chcieli się pokazać. Zagrali z pełnym zaangażowaniem – stwierdził trener Zagłębia.
Dwa oblicza
– Mecz miał dwie fazy. W pierwszej zespołem lepszym byli goście. Graliśmy źle, przegrywaliśmy wiele pojedynków jeden na jeden, popełnialiśmy wiele błędów pod własną bramką w przekazywaniu sobie graczy – przyznał szkoleniowiec Podhala, Milan Jančuška.
To prawda. Sosnowiczanie w pierwszej części meczu prezentowali się lepiej niż gospodarze. Nieraz długimi chwilami zamykali miejscowych w ich tercji obronnej i obstrzeliwali bramkę Zborowskiego. Ten zwijał się jak w ukropie. Jego koledzy nastawili się na kontry i jedna z nich w 8 minucie przyniosła powodzenie. Ze skrzydła nagrywał Batkiewicz, a nadjeżdżający Voznik tylko dołożył łopatkę kija i „guma” przy krótkim słupku wylądowała w siatce. Goście doprowadzili do wyrównania 6 minut później. Opatovsky zza bramki dograł do Bieli, a ten trafił po długim rogu. Gdy sekunda pozostawała do zakończenia tercji, Zborowski po raz drugi skapitulował. Trzecia formacja gości niemiłosiernie „zakręciła” góralami w ich tercji, a Podlipni na pamięć posłał krążek w „uliczkę” do Piotrowskiego. Za moment czerwone światełko zapaliło się za bramką „Szarotek”.
Chrapiące głośniki Już w 28 sekundzie drugiej odsłony górale stracili kolejnego gola, grając nadal w osłabieniu. Na ławce przebywał Dziubiński. Już po stracie drugiego gola powinien opuścić ławkę kar. Nie zrobił tego. – Zaskoczony takim faktem był obserwator spotkania z ramienia PZHL, Andrzej Krzyżak. Wyjaśnił to dopiero w konsultacji z głównym arbitrem w trakcie przerwy. – Była odłożona kara na Priechodsky’ego przed zdobyciem drugiej bramki przez Zagłębie. W myśl przepisów ona została anulowana – wyjaśnił. – To wszystko przez fatalne nagłośnienie. Z głośników wydobywa się tylko chrapanie – dodał. Na nagłośnienie w hali wszyscy narzekają. Najbardziej zapracowany jest sekretarz zawodów Rafał Sulka, który musi udzielać informacji, nawet przez komórkę czy krótkofalówkę zainteresowanym stronom. – Czy to jest normalne? – pytał obserwator spotkania. Okazuje się, że nie tylko z zamrożeniem „fachmani” pracujący na obiekcie mają problemy. Nic tam dobrze nie funkcjonuje. Brakuje ciepłej wody w szatniach, a drogi sprzęt ulega dewastacji.
Sztuczka Baranyka
Dopiero po stracie trzeciej bramki gospodarze wzięli się do roboty. Nie udało im się wykorzystać 49-sekundowej podwójnej przewagi, a w 28 minucie krążek był już za plecami Jaworskiego po strzale Baranyka, ale jakimś cudem został wybity przez obrońcę. Dobitka Voznika również nie znalazła drogi do bramki. Dopiero w 34 minucie stadion eksplodował. Oravec stracił „gumę” w tercji ataku i Malasiński wyprowadził kontrę, którą skutecznie zakończył Petrina. Kolejne minuty to walka o każdy centymetr lodowiska, gra jednak straciła płynność.
Na tafli szalał Baranyk. On najczęściej inicjował akcje ofensywne górali. Parł do przodu, strzelał z niemal każdej pozycji. Brakowało łutu szczęścia. Gdy w 42 minucie Opatovsky przywrócił przyjezdnym dwubramkowe prowadzenie wydawało się, że tym razem gospodarze się już nie podniosą. Tymczasem 4 minuty później Podhale pozwoliło rywalowi tylko na 4 sekundową grę w osłabieniu. Priechodsky zaskoczył zasłoniętego Jaworskiego. 44 sekundy przed końcem regulaminowych 60 min. gospodarze wycofali bramkarza i po 7 sekundach Łabuz doprowadził do wyrównania. Priechodsky przebywał wtedy na ławce kar. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a w karnych show dał Baranyk, który wprost ośmieszył „Jawę”, kładąc go na lodzie i tyłem pakując krążek w przeciwległy róg bramki. To już druga jego taka sztuczka w tym sezonie. Potem jeszcze Kubenko pokonał Jaworskiego, a z gości do bramki trafił tylko Opatovsky.
– Gratuluję Podhalu gry do końca – powiedział Josef Zavadil. – Szkoda, że nie potrafiliśmy do ostatniej sekundy zagrać konsekwentnie, w pełni skoncentrowani. W dogrywce zaś zabrakło moim graczom zimniej głowy. Gdyby Biela trafił do pustej bramki… – Druga część meczu w naszym wykonaniu była już dobra. Nasza pogoń za uciekającymi punktami powiodła się. Pokazaliśmy charakter, zaczęliśmy grać szybkim krążkiem. Cieszę się, że kondycyjnie wytrzymaliśmy trudy meczu i do końca walczyliśmy o korzystny rezultat – mówił szczęśliwy Milan Jančuška.
Wojas Podhale Nowy Targ – Pol Aqua Zagłębie Sosnowiec 5:4 (1:2, 1:1, 2:1; 0:0) po karnych
1:0 – Voznik – Batkiewicz (7:17), 1:1 – Biela – Opatovsky (13:49), 1:2 – Piotrowski – Podlipni (19:59 w przewadze), 1:3 – G. DaCosta – Dronia (20:28 w przewadze), 2:3 – Petrina – Malasiński (33:14), 2:4 – Opatovsky – Duszak (41:58 w prze-wadze), 3:4 – Priechodsky – Voznik (46:05 w przewadze), 4:4 – Łabuz – Petrina ( 59:21 w osłabieniu), 5:4 – Kobenko (65:00).
Sędziowali: Porzycki (Oświęcim) – Polak (Bytom), Smura (Katowice). Kary: 20 – 16 min. Widzów 1200.
Podhale: Zborowski; Sroka (6)– Galant (2), Priechodsky (4) – Dutka, Petrina – Łabuz (2), Gil; Batkiewicz – Zapała (2) – Paciga, Baranyk– Voznik (2)– Kubenko, Gruszka – Dziubiński (2)– Malasiński, Ziętara – Sulka – Iskrzycki. Trener Milan Jančuška.
Zagłębie: Jaworski; Dronia – Marcińczak, Duszak – Kuc, Wilczek (2) – B. Piotrowski (2), Pawlak; Bernat (2) – T. Da-Costa (2) – G. DaCosta (2), Oraveč (2) – Lezo (2) – Opatovsky, Antonovič – Biela (2) – Podlipni, Ślusarczyk – T. Kozłowski – M. Kozłowski. Trener Josef Zavadil.
W pozostałych spotkaniach: Naprzód Janów – Cracovia 2:1, GKS Tychy – Stoczniowiec Gdańsk 2:4, Polonia Bytom – TKH Toruń 2:3 po karnych, JKH Jastrzębie – KH Sanok 4:3 po karnych.
Stefan Leśniowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz