- Jesteśmy durni frajerzy. Rozgrywamy super mecz, ale kolejny raz przez zbyteczne faule przegrywamy go na własne życzenie – złościł się Milan Baranyk, który wśród nowotarżan przejawiał największą inicjatywę. To okazało się za mało, by pokonać lidera. Stocznia zdziesiątkowana kontuzjami, a mimo to niczym czołg prze do przodu. Najwięcej ubytków trener Henryk Zabrocki miał w defensywie. Zabrakło B. Wróbla i Leśniaka, a w trzeciej tercji pachwinę naciągnął bohater potyczki Rompkowski.
Mecz przypominał kolarski wyścig na dochodzenie. Gdańszczanie uciekali Podhalanom ( na 3:0 i 5:3), a ci zawzięcie ich goni. Dwukrotnie udało im się dopędzić przybyszów z nad morza, ale… tym razem nie sprawdziło się powiedzenie „do trzech razy sztuka”. Nawet nie pomógł handicap jednego zawodnika. Podhale bowiem w ostatnich minutach grało z przewagą (Furo na ławce kar) i nie oddało strzału nas bramkę Odrobnego. Z kolei na 45 sekund przed końcem trener wycofał bramkarza, ale i ten manewr na niewiele się zdał. Podhale doznało trzeciej porażki z rzędu.
- W pierwszych 16 minutach zagraliśmy tak jak ustalaliśmy przed meczem. Miała być pełna koncentracja i była. Graliśmy uważnie w defensywie, przychodziliśmy płynnie do ataku, w którym wykazywaliśmy dużo polotu i spokoju, a kontry okazały się zabójcze. Prowadząc 3:0 chłopcy chyba uwierzyli, iż jest po meczu. Tymczasem rywal pokazał prawdziwy góralski charakter i szybciutko, po dwóch indywidualnych błędach, wrócił go gry – komentował szkoleniowiec Stoczniowca, Henryk Zabrocki.
Po raz pierwszy goście ze zdobyczy bramkowej cieszyli się w 7 min. Łopuski wyłuskał krążek w strefie środkowej i po wtargnięciu do tercji rywala, spod bandy trafił w dolny przeciwległy róg bramki. 48 sekund później Galant stracił „gumę” i Vitek w sytuacji sam na sam nie dał najmniejszych szans Zborowskiemu, który został zmieniony przez Rajskiego. Ten długo nie cieszył się czystym kontem. W 11 min. Rompkowski pokonał go strzałem z niebieskiej linii. Kiedy wydawało się, że górale są już na deskach, przyspieszyli tempo akcji i okazało się, że defensywa gości nie jest monolitem. W 17 min. Baranyk przejął niecelne podanie i przepięknie trafił w długi górny róg bramki strzeżonej przez Odrobnego. Gospodarze jeszcze bardziej wzmocnili tempo i gdańska obrona miała problemy nawet z wybiciem krążka z własnej strefy obronnej. Agresywna gra „Szarotek” przyniosła efekt w 20 min. Zapała, mimo iż był ostro atakowany, padając na lód posłał krążek do bramki.
Podhale od początku drugiej osłony szturmowało bramkę przybyszów znad morza. Odrobny zwijał się jak w ukropie, likwidując wiele groźnych strzałów. To jemu goście mogą zawdzięczać, że w tej fazie meczu stracili tylko jednego gola. W 26 min. górale przeprowadzili trójkową akcję. Zapała potężnie uderzył ze skrzydła i golkiper gdańszczan nie zdołał zamrozić „gumy”. Dojechał do niej Batkiewicz i za moment utonął w objęciach kolegów. Stoczniowcy z kolei wyprowadzali kontrataki, dwójką, a nawet trójką zawodników. Były niezwykle groźne. Kilka razy przetestowali Rajskiego, który skapitulował dopiero w 38 min., gdy jego zespół grał w osłabieniu. Po raz kolejny dał się zaskoczyć strzałem z niebieskiej linii, na… ”raka”.
Gdy w 43 minucie Rompkowski po raz kolejny znalazł sposób na Rajskiego (z tego samego miejsca, co przy pierwszej swojej bramce), wydawało się, że tym razem górale już się nie podniosą. Tymczasem w ciągu 78 sekund, za sprawą najmłodszych graczy w zespole - Gruszki i Dziubińskiego oraz… Odrobnego odrobili straty. Ostatnie słowa należało jednak do gości. Zamknęli nowotarżan w ich tercji i opuścili ja dopiero wtedy, gdy krążek zatrzepotał w siatce.
– Gdy po raz trzeci objęliśmy prowadzenie, byłem przekonany, iż go już nie wypuścimy z rąk. Po to skróciłem skład, do dwóch par obrońców. Romp0kowski nabawił się kontuzji, a debiutujący Maj nie nadążał już za szybkimi skrzydłowymi Podhala – mówił uszczęśliwiony Henryk Zabrocki.
Niepocieszony był Milan Jančuška. – Dwukrotnie doganialiśmy rywala, ale nie da się wygrać, jeśli popełnia się katastrofalne błędy. Zbyteczne kary nas dobiły, a bramkarze nie mieli dzisiaj swojego dnia. Zborowski szybko przepuścił dwa krążki i musiałem zareagować. Dałem szansę pokazania się Rajskiemu, ale i on nie stanął na wysokości zadania.
Wojas Podhale Nowy Targ – Energa Stoczniowiec Gdańsk 5:6 (2:3, 1:1, 2:2)
0:1 – Łopuski – Skrzypkowski (6:50),
0:2 – Vitek (7:38),
0:3 – Rompkowski – Skrzypkowski – Skutchan (10:17 w przewadze),
1:3 – Baranyk (16:36),
2:3 – Zapała – Baranyk (19:20),
3:3 – Batkiewicz – Zapała – Kačiř (25:56),
3:4 – Rompkowski – Skutchan (37:54 w przewadze),
3:5 – Rompkowski –Skutchan – Ziółkowski (43:00 w przewadze),
4:5 – Gruszka (44:44),
5:5 – Dziubiński – Gruszka (46:02),
5:6 – Skrzypkowski – Skutchan - Vitek (53:26),
Sędziowali: Porzycki (Oświęcim) – Klich i Madeksza (Sosnowiec).
Kary: 14 – 12 ( w tym 2 tech.) min.
Widzów 1500.
Podhale: Zborowski (7:38 Rajski); Sroka – Galant, Priechodsky – Dutka (6), Łabuz (2) – Petrina, Gil; Batkiewicz – Zapała (2) – Kačiř (2), Baranyk – Voznik– Kubenko, Gruszka (2) – Dziubiński – Malasiński, Ziętara – Sulka – Iskrzycki. Trener Milan Jančuška.
Stoczniowiec: Odrobny; Skrzypkowski – Rompkowski, Maj (2) – Benasiewicz, Smeja – Bigos; Skutchan – Ziółkowski – Vitek, Urbanowicz (2) – Zachariasz – Furo (4), Łopuski –M. Wróbel – Jankowski, Sowiński – Poziomkowski – Strużyk (2). Trener Henryk Zabrocki.
Stefan Leśniowski
0 0
Zapraszam do przeczytania relacji mojego autorstwa na oficjalnej stronie Wojasa Podhale Nowy Targ:
podhale-nowytarg.pl/kolejna_porazka_podhala,65.html
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz