Dwanaście zwycięstw i siedem porażek – to bilans „Szarotek” na półmetku pierwszej części mistrzostw Polski w hokeju na lodzie. Dorobek 36 punktów plasuje je na trzecim miejscu w tabeli. Niemniej ścisk i walka o pierwszą szóstkę dającą prawo gry w drugiej fazie mistrzostw w grupie silniejszej jeszcze się nie zakończyła i zapewne trwać będzie do ostatniej kolejki. Ósmy zespół w tabeli traci do nowotarżan tylko dziesięć punktów.
Dużo to i mało, zważywszy, iż za zwycięstwo dopisuje się trzy „oczka”. Ponadto nie wszystkie zespoły rozegrały identyczną liczbę spotkań. Największe zaległości ma obrońca mistrzowskiego tytułu Cracovia ComArch, a wszystko przez wybuch butli gazowej na krakowskim lodowisku, który zniszczył maszynownie, szatnie i uszkodził konstrukcję hali. Z tego też powodu nie doszło do konfrontacji górali z krakowianami.
Jak oceniać dotychczasowe występy nowotarżan? Trener przyznaje, że jego zespół miał wzloty i upadki. – W trudnym i długim sezonie to nieuniknione – przekonuje. – Nie zadawala mnie to, podobnie jak forma niektórych graczy. Brakuje nam przede wszystkim w grze stabilizacji. Nawet w trakcie jednego meczu mamy przebłyski kapitalnej gry, ale także słabszej, podczas której popełniamy proste błędy, które wykorzystuje rywal. Chcemy w dwutygodniowej przerwie doładować baterie do pełna, by odzyskać swój blask i stabilizację. Program nadchodzących miesięcy jest bardzo napięty, grać będziemy w piątki, niedziele i wtorki. Trzeba być dobrze przygotowanym, by wytrzymać taką dawkę.
Trener Milan Jančuška ma kilka dylematów, z którymi będzie musiał się uporać w trakcie 2-tygodniowej przerwy. Jakie to dylematy?
Bramkarskie wyboryDobry bramkarz – jak mówią fachowcy – to 75 proc. sukcesu drużyny, dlatego ta pozycja jest najważniejsza. Ostatnie instancje w zespole są hołubione. Od gościa stojącego między słupkami zaczyna się budowa drużyny. Od trafnego wyboru zależy ostateczny rezultat. Milan Jančuška miał do dyspozycji trójkę golkiperów – Tomasza Rajskiego, Krzysztofa Zborowskiego i Artura Ziaję. Od początku sezonu był problem: Kto ma być „jedynką”? Kto tym trzecim, który nie załapie się na ławkę? Rajski był „pierwszym” w minionym sezonie, ale z jego postawy nie był zbytnio zadowolony szkoleniowiec. – Chimeryczny – ocenił po sezonie. – Obronił, co musiał obronić, wpuścił, co miał wpuścić i nieraz „wykręcił” jeszcze numer. Zabrakło mu doświadczenia, większej liczby ważnych meczów. Poprawę zaczął łapać przed play off.
Po 2007 roku, kiedy świętował mistrzowski tytuł i trafił do reprezentacji kraju, teraz się od niej oddalił, ale też dlatego, że bardzo mało staje między słupkami. Jak już stawał, to nie przekonał do siebie szkoleniowców, by stawiali na niego. Trener bardziej ufa Krzysztofowi Zborowskiemu, który wrócił przed sezonem z Sanoka, z wypożyczenia. „Zbora” spisywał się poprawianie. Tak jak cała drużyna miał dobre i słabe występy. Na szczęście tych ostatnich było znacznie mniej.
Ziaja już w ubiegłym sezonie dostawał mało szans bronienia. Wydawało się, że sternicy klubu zerwą z nim kontrakt, bądź wypożyczą do innej drużyny, a dadzą szanse któremuś z młodych wychowanków MMKS. Tym bardziej, iż posezonowa ocena trenera nie była budująca: – Nie potrafił wykorzystać szansy, którą dostał i przekonać mnie, by dłużej zagościć między słupkami.
Tak się nie stało i Ziaja od początku więcej czasu spędzał na trybunach niż pojawiał się w protokole meczowym. Dostał szanse pokazania się w meczu z „czerwoną latarnią” z Bytomia, lecz po 30 minutach został zmieniony. Zostawić go, wypożyczyć? – to dylemat, który w ostatnich dniach października został rozstrzygnięty. – Rezygnujemy z Ziai. Na jego miejsce do procesu treningowego ściągam młodego Jarka Furcę – powiedział trener.
Za dużo obcokrajowcówGdy Marian Kačiř, po nieudanym romansie ze „Stalowymi piernikami” powrócił na „stare śmieci”, trenerowi przybył kolejny ból głowy. Ma, w myśl regulaminu PZHL, jednego obcokrajowca za dużo. Oczywiście spółka może utrzymywać sześciu stranieri, ale na tafli w jednym meczu może pojawić się ich tylko pięciu.
Dotychczas trener rotacyjnie sadzał jednego z nich na trybunach. – Są dobre i złe strony posiadania sześciu stranieri – przekonuje nowotarski szkoleniowiec. – W poprzednim sezonie w decydującej fazie grałem czwórką, bo kontuzja wyeliminowała Bakrlika. Choćby z tego powodu jeden w zapasie to spory atut. Nie ja jednak o tym decyduję. Z drugiej strony rotacja, jaką stosuję, również nie jest zbyt dobra. Odbija się na zgraniu poszczególnych formacji.
Ten wariant, jak mówią w klubie, był tylko chwilowy. Komuś z trójki trzeba będzie podziękować. Komu? Najpewniej może czuć się Milan Baranyk, najlepszy strzelec i „kanadyjczyk” w lidze. Na ile Marian Kačiř przekonał trenera, by go zostawić? Marian ma wielu zwolenników, nie tylko wśród kibiców. Wszyscy pamiętają jego zasługi dla klubu. Wiedzą też na co stać Czecha. Za jego pozostaniem optuje sponsor generalny. W takim razie ktoś z czwórki Słowaków – Marek Priechodsky, Martin Petrina, Viktor Kubenko, Ladislav Paciga – będzie musiał opuścić „Wojas Podhale”. W przeprowadzonej na szybko sondzie najmniejsze szanse utrzymania się w drużynie ma ostatni.
NieskutecznośćChociaż Podhale w lidze ma najwięcej strzelonych goli, to niemal po każdym meczu słyszy się utyskiwania na strzelecką indolencję napastników. Potwierdza to też szkoleniowiec „Szarotek”, na każdej konferencji prasowej. Marudzą na trybunach kibice. Gdyby górale wykorzystywali co najmniej 10 proc. szans, jakie sobie stwarzają w meczu, to każde spotkanie powinni kończyć zwycięstwem w dwucyfrowych rozmiarach. A tymczasem… Muszą się bardzo, ale to bardzo napracować, by zdobyć jednego gola. Ile strzałów muszą oddać, ile okazji mieć, by sędzia mógł wskazać na środek lodowiska. Nieraz nawet sytuacje sam na sam nie wystarczały, by czerwone światełko zapaliło się za bramką przeciwnika. Co z tego, że akcje są płynne, pomysłowe i dynamiczne, skoro w hokeju za to nie dopisuje do tabeli punktów. Liczą się przede wszystkim bramki.
– Brakuje zawodnikom spokoju, a co za tym idzie, precyzji na łopatkach kija. Marnujemy okazje, których klasowi zawodnicy nie powinni robić. To jednak wynika z indywidualnego wyszkolenia i szczęścia. Będziemy pracować nad polepszeniem tego elementu – zapewnia Milan Jančuška. – Jeśli nam idzie, to żadna drużyna nie ma z nami szans, a jeśli jest odwrotnie, to potwornie się męczymy.
Najskuteczniejszy jest Milan Baranyk, obecnie lider zespołu. Zdobył 20 goli, a więc prawie jedną czwartą całego zespołu. Milan nie tylko strzela, ale także asystuje i zarówno w klasyfikacji strzelców jak „kanadyjskiej” jest na czele ligowej stawki. Duchem jego formacji jest Martin Voznik, który robi grę. Jest najlepszym obecnie „asystentem” w lidze, z 17 podaniami na koncie.
– Po przerwie wróci do drużyny Jarek Różański i powinniśmy być jeszcze mocniejsi – przekonuje Milan Baranyk. Przypomnijmy, iż „Różak” w poprzednim sezonie był najlepszym strzelcem. Z kolei najlepiej punktującym w lidze był Marian Kačiř. Być może na nowo powstanie atak „śmierci”, jak nazywano w ubiegłym sezonie formacje Krzysztofa Zapały z „Różakiem” i Kačiřem na skrzydłach.
Nową siłą Podhala jest trzecia formacja, złożona z młodych graczy – Krystiana Dziubińskiego, Darka Gruszki i Tomka Malasińskiego, których gra nie tylko kibicom przypadła do gustu. Przebojowość, szybkość, chęć dania z siebie wszystkiego w każdym meczu – to ich atuty. Trener jednak tonuje pochwały pod ich adresem. – Grają to, co mają grać, ale jeszcze sporo przed nimi nauki. Mają jeszcze gorące głowy, które w stan wrzenia wchodzą pod bramką przeciwnika – mówi Jančuška.
Brak motywacjiTo kolejny problem, który musi rozwikłać trener. Podhale potrafi się skoncentrować i grać na „maksa” w meczach z rywalem z górnej półki. Niestety koncentracji, determinacji brakuje nowotarżanom w meczach ze słabeuszami ligi. Są przekonani, że ograją go na jednej nodze. Nie trzeba daleko szukać przykładów. Mieliśmy namacalny dowód w ostatnim meczu z Polonią. Górale zlekceważyli rywala i po 40 minutach zanosiło się na sensacje. Udało się jej uniknąć. – Wszyscy zlekceważyliśmy przeciwnika. W dodatku szybko zdobyta bramka utwierdziła nas w przekonaniu, że na jednej nodze ogramy rywala – przyznał Krzysztof Zapała. – Wiele razy powtarzam zawodnikom, że nikogo nie należy lekceważyć, ale w ich głowach siedzą już zaksięgowane trzy punkty z papierowymi słabeuszami. W praktyce w tegorocznej lidze takich, oprócz Bytomia, nie ma. Każdy z każdym może wygrać. Dlatego koncentracja musi być zdecydowanie lepsza – podkreśla trener Podhala.
Czwarty atakTworzą go młodzi zawodnicy, którzy bardzo rzadko dostawali szansę pokazania się na lodzie. Były to jedynie drobne epizody. Na palcach jednej ręki można policzyć pojedynki, w których udało im się zagrać od pierwszego do ostatniego gwizdka arbitra. Szkoda chłopaków, bo siedzenie na ławce nikomu na dobre nie wyszło. Trener musi uwierzyć w nich, podobnie jak uczynił z formacją dowodzoną przez Dziubińskiego. Co prawda ich gra została niejako wymuszona warunkami kadrowymi, ale dobrze się stało. Gdyby nie dostawili szansy gry, to wspominany hokeista i Gruszka nie znaleźliby się w drużynie narodowej. Nie odkryto by ich talentu. Pamiętam, że o Gruszce poprzednik Jančuški wypowiadał się, że to jeszcze dzieciak i musi czekać na swoją chwilę. Czy byłby nadal dzieciakiem, gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności?
– Ich udział w meczu zależał od tego, jak rozwijała się sytuacja na lodzie – twierdzi trener. – Gdy trzeba było zmienić rytm gry, przyspieszyć akcje, a co za tym idzie zmiany, to nie było ich na lodzie. Podobnie się rzecz miała, gdy graliśmy w przewadze lub osłabieniu. Po przerwie się to zmieni. Ze względu na intensywność spotkań muszę sformować czwartą piątkę, w której szansę pokazania się będą mieli młodzi zawodnicy.
DefensywaPodhale dużo strzela, ale także sporo traci. „Szarotki” w lidze straciły 55 bramek i jest to drugi rezultat, biorąc drużyny aktualnie plasujące się w pierwszej szóstce. – To pochodna bezmyślnych kar. Grając w osłabieniu straciliśmy większość goli. Musimy grać bardziej zdyscyplinowanie. Wiele bramek przeciwnik zdobywał też po naszych niewymuszonych błędach, gdy traciliśmy krążek przy jego wyprowadzaniu z własnej tercji. W grze obronnej brakuje nam jeszcze agresywności. Za dużo swobody pozostawiamy rywalowi pod własną bramka, gdzie czuje się niemal komfortowo. To musi się zmienić – mówi trener „Szarotek”.
W porównaniu z poprzednim sezonem formacja została przemeblowana. Odeszło dwóch reprezentantów kraju – Łukasz Wilczek i Bartłomiej Piotrowski oraz Estończyk Dimitrij Suur. Wrócił natomiast z Sanoka via Jastrzębie doświadczony były reprezentant kraju Piotr Gil. Nie zrobił dobrego wrażenia na trenerze, którzy rzadko go wpuszcza na lód, a jeśli już, to tylko wtedy, gdy kogoś wypadł w danym meczu. Podziękowano mu więc za pracę.
Kto zajmie jego miejsce? – Spróbuję z tyłu Maćka Sulkę. Jeśli manewr wypali, to zwolni się miejsce na środku czwartego ataku – zaznacza Milan Jančuška, który w defensywie może stracić także Daniela Galanta, który już w ubiegłym sezonie został wypożyczony z KTH Krynica. Grał nierówno. Trener twierdzi, iż musi poprawić technikę jazdy, zwinność i siłę. Czy umiejętności będzie już szlifował w innym klubie, czy też sternicy dadzą mu jeszcze szanse? Galant podjął studia w Nowym Targu i być może dlatego zachowa miejsce w drużynie, ale – jak szemrzą w korytarzach lodowiska – kosztem obniżenia kontraktu.
Ostoją formacji jest już od kilku lat Rafa Sroka, uznawany za najlepszego obrońcę w kraju. „Laluś” nadal imponuje nienaganną kondycją, przeglądem sytuacji (nie ma drugiego takiego zawodnika w kraju) i mocnym strzałem z pierwszego, z którymi golkiperzy mają ogromne kłopoty. Na lód wysyłany na przewagi i osłabienia. Zdarzają się i jemu kiksy, ale była ich tak niewielka liczba, że nie przeszkadza nam, by uznać go liderem formacji.
Sebastian Łabuz gra lepiej niż przed rokiem. Jest bardziej zwinny, spostrzegawczy, nie daje się oszukać rywalowi w pojedynkach jeden na jeden. Gra ciałem. Nie popełnia większych błędów, a z jego petardą z niebieskiej linii mają problemy wszyscy ligowi bramkarze.
Drugi sezon w barwach Podhala występuje Marek Priechodsky. W ubiegłym sezonie nie zachwycał. Niektórzy kibice zastanawiali się dlaczego podpisano z nim nowy kontrakt. Bronił go trener, twierdząc, iż Słowak miał problemy zdrowotne. Teraz przepracował cały okres przygotowawczy i zdecydowanie lepiej prezentuje się na tafli. Jest najlepiej asystującym defensorem. Grający z nim w parze Rafał Dutka powinien wiele się nauczyć.
Martin Petrina nie wszystkich jeszcze przekonał do siebie. Jest waleczny, ale nic poza tym. Przemysław Piekarz już na początku sezonu wypadł ze składu z powodu kontuzji i jeszcze nie wznowił treningów. Szkoda, że młody, o dobrych warunkach fizycznych Bartek Gaj nie dostaje szans pokazania się. Może teraz, gdy zrezygnowano z usług Gila, on i Artur Kret będą mieli swoje pięć minut.
Stefan Leśniowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz