Z dwóch względów zapowiadało się ciekawe widzowsko. Z jednej strony miało dojść do konfrontacji mistrza z brązowym medalistą, z drugiej wszyscy pragnęli zobaczyć w akcji siedmiu reprezentantów Polski. Taki zestaw „gwiazd” powinien gwarantować wysoki poziom. Nic więc dziwnego, że spragnieni dobrego hokeja kibice w sile blisko 2 tysięcy osób przybyło na nowotarskie lodowisko. Tymczasem...
... „z dużej chmury, mały deszcz” – to najlapidarniejsze określenie tego meczu. Spory zawód spotkał tych, którzy oczekiwali finezji, technicznych sztuczek. Nic z tych rzeczy. Było natomiast sporo męskiej, twardej walki, wiele strzałów, choć niestety spora ilość niecelnych. Pressing powodował, że żaden z hokeistów nie miał wolnego miejsca. Stąd sporo niecelnych podań, rwanych akcji. Zawodnicy mieli problemy ze zmuszeniem krążka do posłuszeństwa. Nie zabrakło tylko emocji.
- W ciągu miesiąca rozegramy 19 spotkań. Zobaczę więc prawdziwe oblicze zespołu. A w Nowym Targu? Zawsze było ciekawie i pewnie teraz też tak będzie – zapowiadał trener Cracovii, Rudolf Rohaček.
- Detale będą decydowały, kto wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko. Wiele będzie zależało do postawy bramkarzy. Cracovia ma reprezentanta kraju, więc...- wyrokował były bramkarz, trzykrotny olimpijczyk, Gabriel Samolej.
Tymczasem konsternacja. Między słupkami Cracovii stanął Marek Rączka. Występ wychowanka Podhala był sporym zaskoczeniem. - Radziszewski na ławie? – dziwili się kibice. – Musiało mu się coś stać na rozgrzewce, albo chory jest. Trener tak łatwo, w dodatku w takim meczu, z ostoi drużyny łatwo nie rezygnuje – zastanawiali się, nad przyczyną absencji „Radzika”, kibice. – To był zaplanowany manewr. Bronić będą na zmianę – wyjaśnił szkoleniowiec „Pasów”.
Rączka miał sporo szczęścia. Krążki latały mu koło nosa, obok słupków, nad poprzeczką, bądź w ostateczności nowotarżanie trafiali wprost w niego. – Górale dali mi wycisk. Zewsząd mi pot kapie – śmiał się schodzący do szatni, mokry od potu Marek Rączka. Szczególnie dali mu wycisk na początku drugiej tercji, kiedy przez 64 sekundy grali w podwójnej przewadze. - Bramkarz musi mieć szczęście – za moment mnie przekonywał.
Mnożyły się błędy w defensywie. Oba zespoły je popełniały. Aż wierzyć się nie chciało, że wykorzystano ich tak niewiele. Zawodnicy obydwu zespołów pudłowali w najdogodniejszych sytuacjach. Jednak w 8 minucie, w najmniej spodziewanym momencie, nowotarskich kibiców uciszył Dudaš. Zaraz po wtargnięciu do tercji Podhala, „wypalił” zza obrońcy i krążek znalazł lukę między parkanami zasłoniętego Zborowskiego. Na wyrównanie czekaliśmy aż do 18 minuty. Grając w przewadze, Voznik podawał zza bramki, krążek rykoszetem trafił do Kubenko, a ten pod poprzeczkę bramki strzeżonej przez Rączkę. Nowotarżanie w pierwszych 40 minutach robili sporo zamieszania pod jego świątynią, ale strzelali na... wiwat. Gdyby Baranyk, Dziubiński, Voznik i Różański mieli lepiej nastawione celowniki, to golkiper „Pasów” byłby bez szans. Jednak z najbliższej odległości nie trafiali w światło bramki. Różański w 30 minucie, gdy przyjezdni grali w przewadze, przejął niecelne podanie i wychodząc na czystą pozycję został sfaulowany Krakowianie również mieli golowe sytuacje, ale L. Laszkiewicz, Kowalówka i Drzewiecki, podobnie jak nowotarżanie zawodzili pod bramką Zborowskiego. Pod koniec drugiej tercji przybysze spod Wawelu mocno nacisnęli i pod nowotarską bramką było bardzo gorąco.
Trener Podhala dokonał roszad na trzecią tercję. Zrezygnował z czwartej formacji, z tym, że przesunął z niej Różańskiego do Zapały i Kačiřa. Atak „śmierci” – jak nazywano go w poprzednim sezonie – przesądził losy spotkania. Gdy on przebywał na tafli, to krakowianie nie potrafili wybić krążka z własnej tercji. Wykorzystał to Zapała, a potem kropkę nad „i” postawił Kačiř. – Grają na ślepo. Miałem szczęśliwą rękę – mówił uradowany trener Podhala, Milan Jančuška.
Jarek Różański rozpoczął sezon bardzo pechowo. Nabawił się urazu i musiał poddać się zabiegowi czyszczenia kolana. Po sześciu tygodniach wrócił na lód. – Rozpoczął w czwartej formacji, bo tak się praktykuje po kontuzji. Byłem ciekawy w jakiej jest dyspozycji – tłumaczył się Milan Jančuška.
W tych fragmentach gry odnosiło się wrażenie jakby gościom zaczynało brakować sił. Mieli ogromne problemy z wybiciem krążka z własnej tercji, nie mówiąc już o zainicjowaniu akcji ofensywnej. – Nie sadzę. Jesteśmy dobrze przygotowani. Szczęście uśmiechnęło się do górali. W przekroju całego meczu oddaliśmy więcej strzałów, ale bramkarz dobrze bronił – powiedział Leszek Laszkiewicz.
Krakowianie w ostatnich 147 sekundach wycofali bramkarza. Przez 2 minuty grali w sześciu przeciwko czwórce gospodarzy (Sroka przebywał na ławce kar), ale na nic to się zdało.
- Cieszę się z punktów. Mecz mógł się lepiej dla nas ułożyć, gdybyśmy wykorzystali w pierwszych 10 minutach trzy „setki”. Nadal zbyt dużo faulujemy, co zakłóca nam rytm gry – powiedział trener „Szarotek”.
- Wiedzieliśmy w czym tkwi siła Podhala, dlatego nasz plan polegał na zneutralizowaniu szybkich kontrataków – mówi Rudolf Rohaček. – Realizacja była bezbłędna do momentu straty drugiego gola. Po stracie musieliśmy się otworzyć i rywal był lepszy w końcówce, i zasłużenie wygrał.
Wojas Podhale Nowy Targ – ComArch Cracovia 3:1 (1:1, 0:0, 2:0)
0:1 – Dudaš (7:21), 1:1 – Kubenko – Voznik (17:07 w przewadze), 2:1 – Zapała – Kačiř - Sulka(47:08), 3:1 – Kačiř – Zapała (52:01),
Sędziowali: Porzycki (Oświęcim) – Molenda, Klich (Sosnowiec).
Kary: 18 – 14 (w tym 2 tech). min.
Widzów 2000.
Podhale: Zborowski; Sroka (4) – Sulka (4), Priechodsky – Dutka, Łabuz (2) – Petrina (2), Galant (2) - Gaj; Batkiewicz – Zapała – Kačiř, Baranyk – Voznik – Kubenko (2), Gruszka – Dziubiński – Malasiński (2), Ziętara – Iskrzycki - Różański. Trener Milan Jančuška.
Cracovia: Rączka; Csorich (2) – Wajda, Kłys (2) – Noworyta (2), Dudaš (2) – Skinnari, Witowski; L. Laszkiewicz – Słaboń – D. Laszkiewicz, Mihalik – Badżo - Radwański, Drzewiecki – S. Kowalówka – M. Piotrowski (2), Verčik – Rutkowski (2) – Cieślicki. Trener Rudolf Rohaček.
W innych meczach: GKS Tychy – JKH Jastrzębie 5:3, Zagłębie Sosnowiec – Polonia Bytom 7:1, Stoczniowiec Gdańsk – KH Sanok 4:5 po dogrywce, Naprzód Janów – TKH Toruń 3:4.
1. Stoczniowiec 21 46 83-58
2. KH Zagłębie 20 43 79-50
3. Wojas Podhale 20 39 91-56
4. Naprzód Janów 21 35 78-73
5. ComArch Cracovia 18 33 73-48
6. GKS Tychy 20 32 74-55
7. KH Sanok 21 28 71-78
8. GKS Jastrzębie 21 28 66-63
9. TKH Toruń 21 21 47-74
10. Polonia Bytom 21 1 25-132
Stefan Leśniowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz